August Lecker

O pracy i smaku herbaty

Nad wspomnieniami z dzieciństwa Augusta ciąży ziemisty smak powszechnej w PRL-u herbaty Yunan. Powszechnej do tego stopnia, że wielu do dziś mniema, iż wszystkie inne herbaty są nie tylko towarem luksusowym, ale i podejrzanie zagranicznym.

W upalny dzień trudno więc opisać radość, z jaką August otwierał obite jedwabiem pudełko, dalej zaś schowaną w nim filigranową, porcelanową wazę, w której grzechotały węglowo brunatne kulki herbaty czerwonej pu-erh. Ofiarodawca – szczodry Chińczyk – zapewniał, że trzeba poświęcić kilka kilogramów liści, aby ową miniaturową wazę zapełnić. Warto – i dla koloru, i dla smaku. A podobno także dla zdrowia, ale to wiedzą tylko członkowie klubu antyoksydantylistów, którzy nie zdecydowali się oddać na wyłączność pulpie z amazońskiego açai.

Na półce, obok wspomnianej wazy, znalazło się też miejsce dla innego dalekiego daru –  skromnego, kartonowego pudełka z herbatą azerską. Jego widok trącił czułą strunę w duszy Augusta, przypominając demony Yunanu z wczesnych lat szkolnych. Przygotował więc zawczasu pokaźny zapas lodu, cytryn i świeżych listków mięty, by złagodzić ponure doświadczenie pierwszego parzenia. Jednak gdy bez pośpiechu wdychał unoszącą się znad imbryczka parę szybko, opuścił wizję zmrożonego koktajlu. Okazało się bowiem, że azerska herbata uwodzicielsko pachnie bergamotką, choć w smaku nie przypomina  klasycznego Earl Greya. Czy ja lubię Earl Greya? – zadumał się Lecker, sięgając po glazurowanego włoskiego biszkopta z migdałem. Nie udzielił sobie odpowiedzi, zasnął bowiem pod czereśnią, znużony nadmiarem intelektualnego wysiłku.

* August Lecker, globtroter, kolekcjoner smaków, zapachów i myśli. Lubi Warszawę. Dumny posiadacz abonamentowego biletu warszawskiego ZOO.

„Kultura Liberalna” nr 126 (23/2011) z 7 czerwca 2011 r.