Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Smakując > [Smaki dizajnu] Moda...

[Smaki dizajnu] Moda i reszta świata. Notatki z Londynu

Agata Dąbrowska

Niezmiennie fascynuje fakt, w jaki sposób kawałek tkaniny stwarza (i przekracza) sytuację, osobowość, normy społeczne. To, jak moda wpływa na to, co niematerialne, w sposób umykający słowom i statystyce.

„Weź wszystko to, czego jeszcze nie miałaś odwagi ubrać” – radzi mi przyjaciółka, gdy w gorączce pakuję się do Londynu. Wrzucam więc do walizki złotą spódnicę, półprzezroczysty jedwabny kombinezon, zamszowe botki. Georg Simmel pisał: „O modzie nie można powiedzieć, że jest, moda się zawsze staje”. W Londynie, multikulturowym tyglu uznawanym przez wielu za najbardziej kreatywne miasto świata, moda stawała się na każdym kroku. Jednak nie na ulicy, gdzie najbardziej się tego spodziewałam. Moda namacalnie i fundamentalnie uobecniała się w – zwykle uważanych za powściągliwe – instytucjach kultury i sztuki.

Pierwsze było Tate Modern z dwiema imponującymi wystawami: wycinankami Matisse’a i retrospektywą Kazimierza Malewicza.

Ilustracja do Smakując

Henri Matisse, rywal Pabla Picassa i jeden z największych współczesnych malarzy-kolorystów, w ostatnim okresie swojego życia ograniczony ruchowo na wózku inwalidzkim, pędzel zmienił na nożyczki. Pracował jak projektant mody – szkicował,wycinając kształty w papierze. Początkowo traktował kolaż jako wstęp do pracy właściwej – malarstwa – z czasem jednak przyznał mu autonomię. Artysta wycinał, warstwami przypinał kolorowe elementy na ścianie, kształtował żywą formę. „To już nie pędzel, który wymyka się i ślizga po płótnie, ale nożyce, które wcinają się w papier i kolor” – mówił. Praca z materiałem kształtuje myślenie, formę, rytm. To fascynacja wycinankowym muralem Matisse’a „The Dance” skłoniła choreografa Leonida Massine’a do współpracy z artystą. Zachwycony ruchem i rytmem kompozycji Massine wykrzyknął: „Taki rodzaj tańca mam nadzieję ujrzeć pewnego dnia! Czy nie zechciałbyś pomóc mi ożywić ją [kompozycję] ponownie w balecie?”. W efekcie powstały scenografia i kostiumy do „Rouge et Noir”.

Podobnie u Malewicza – droga jego artystycznego rozwoju, od malarstwa figuratywnego do suprematyzmu (i z powrotem), była imponująca. Od początku sprawdzałsiłę idei i swojego intelektu w konfrontacji z materią. Artysta wspólnie z futurystami wkrótce po tym, gdy w 1913 r. razem ogłosili manifest o rozpadzie języka, odrzucając racjonalność myśli i formy (warto wspomnieć w tym miejscu ukuty przez poetę Aleksieja Kruczonycha charakterystyczny termin –zaum, czyli „poza powodem”), wystawili operę „Victory over the Sun”. Pracując nad kostiumami i scenografią do dzieła o człowieku przyszłości, chwytającym słońce i zapoczątkowującym nową erę, w której czas został zniesiony, Malewicz krążył wokół „punktu zero” współczesnej sztuki. Wreszcie w 1915 roku przeniósł na płótno „Czarny kwadrat na białym tle”, datując jego stanie na dwa lata wcześniej, . Tym samym jednoznacznie wskazał na czarny kwadrat jako na ideę, która utrwaliła się w jego umyśle podczas pracy nad geometrycznymi formami kostiumów.

W Tate, jak i w innych świątyniach sztuki, uderza niezwykle sprawne przełożenie treści ekspozycji na komercyjny język gadżetów. Wystawy, świetnie zaprojektowane narracyjnie i przestrzennie, wyrzucają widza wprost na dedykowane im sklepiki. A tam po pierwsze – reprodukcje i książki, po drugie – matisse’owskie kubki, chustki, pierścionki. Surowe suprematystyczne kompozycje na torbach, notesach, cyferblatach zegarków. W pierwszej chwili odnoszę wrażenie, że wystawa ma być wielką inspiracją do zakupów, a dobór artystów dyktowany jest łatwością adaptacji ich dzieł na nadruki. Po chwili jednak pojawia się refleksja nad relacją sztuki „czystej” i użytkowej. Czy Matisse nie projektował wnętrz i ceramiki, a jego kolaże nie powstawały na zamówienie, służąc celom dekoracyjnym? Malewicz zaś – czy nie wykładał grafiki użytkowej i nie utrwalał na płótnach swoich klientów? W każdym szaleństwie można stracić umiar, ale zakup albumu czy gadżetu z nadrukiem przedłuża doświadczenie obcowania ze sztuką – doświadczenie emocjonalne, intelektualne, użytkowe. Ponadto służy edukacji estetycznej. „Czarny kwadrat” jako magnes na lodówce może być pretekstem do rozmowy na temat relacji znaczenia i formy, negacji i obecności – bo dlaczego by nie?

W londyńskich galeriach uderzające jest niezwykle sprawne przełożenie treści ekspozycji na komercyjny język gadżetów. Wystawy wyrzucają widza wprost na stworzone dla niego sklepiki.

Agata Dąbrowska

Nieco inaczej prezentował się butik w Serpentine Gallery. Oprócz Mariny Abramović, obecnej w galerii przez 512 godzin bez przerwy, można było również znaleźć parasole i ołówki sygnowane jej logo, buty zaprojektowane przez odzieżową markę COS i perfumy Comme de Garçons, stworzone ku czci galerii położonej w sercu rozległego Hyde Parku.

Oglądam zapowiedź performance’u, kontestuję: „No nie, kolejne zaproszenie do «bycia obecną». Czy to nie odcinanie kolejnych kuponów?”. Idę jednak. Wszystkie rzeczy osobiste i smart-urządzenia łączące ze światem zostawiam w schowku, wkładam wygłuszające słuchawki. Wchodzę do galerii – ludzie siedzą, leżą pod kocami, trzymają się za ręce. Gdzie jest Marina? Publiczność oddaje się medytacji, ale w momencie gdy pojawia się artystka, wodzi za nią wzrokiem, potem ciałem. W jednym z pokoi Abramović chwyta ze rękę współkuratora i z zamkniętymi oczami, miarowo, krok po kroku, przechadzają się od ściany do ściany. Idę i ja. Nauka chodzenia z Mariną? Sceptycyzm słabnie, coś zaczyna się dziać. „Zrobiłam wszystko to, co dotychczas, by dotrzeć właśnie tutaj. By stworzyć pracę wyłącznie z ciała, obecności i przestrzeni” – deklaruje artystka. I ta relacja działa. Tak jak perfumy, które stapiając się ze skórą, tworzą niepowtarzalny zapach, i buty, które w miarę chodzenia dopasowują się do stopy. Materialną formą zapraszają przecież do niematerialnych doświadczeń. W tym sensie wszystko wydaje mi się spójne – tak zakryty we flakonie zapach przestrzeni, jak i buty, symbol drogi. A propos mody i systemu powiązań, czy muszę dodawać, że 512 godzin obecności Abramović w Serpentine finansowała marka Givenchy?

gaulriere

Zwiedzając dalej, docieram na wystawę „The Fashion World of Jean Paul Gaultier. From the Sidewalk to the Catwalk” w Barbican Centre, sercu architektonicznej utopii Barbican Estate. Ona żyje! Tak jak i żyją manekiny na wystawie Gaultiera, geniusza i zarazem enfant terrible światowej mody. Z mappingiem na twarzach i czujnikami ruchu, które uruchamiają monolog bądź syreni śpiew, manekiny nosząna sobie ikony. I nie chodzi o kawałek perfekcyjnie skrojonej tkaniny czy nowatorską konstrukcję. Jest tu na przykład gorset, w którym podczas rewolucyjnej trasy koncertowej „Blond Ambition World Tour” Madonna śpiewała na scenie „Like a virgin”, symulując masturbację, i który w ten sposób stał się ikoną pop-kultury oraz symbolem przełamywania tabu w seksie, religii czy ubiorze.

Gaultier mówi: „Jedynie średniowieczny koncept biustonosza ma płeć”. Wszystkie inne formy stroju to kwestia kultur, tradycji i praktyk, które utrwaliły się w konwencji ubioru. Ciało dla Gaultiera jest jak płótno –na nim i poprzez nie materializuje on idee, dekonstruuje kody kulturowe, rozumienie seksualności, kontestuje ciało jako stałą, niezmienną formę. Androginiczne muzy, treści pop-kultury czy egzotyczne tradycje były dla projektanta przyczynkami do gry w tożsamość. I tę grę świetnie przedstawiają właśnie ożywione manekiny, które – po simmlowsku – nie są jedynie, a zawsze się stają.

Niezmiennie (a może zawsze od nowa) fascynuje, w jaki sposób kawałek tkaniny (także złota spódnica) stwarza (i przekracza) sytuację, osobowość, normy społeczne. Fakt, że uformowana materia wpływa na to, co niematerialne, umykając słowom i statystyce. Wyraźnie przypomina mi się w tym miejscu wypowiedź aktora, Ralpha Fiennesa, gdy opowiada jak szyty na miarę, trzymający ciało w ryzach surdut, tworzył jego filmową postać – Gustawa H., powściągliwego, ale ekspresyjnego w mowie i w ruchach konsjerża hotelu Grand Budapest. Przymiarki kostiumu kształtowały postać w równym stopniu, co ćwiczenia aktorskie.

Londyńską wisienką na torcie okazuje się splendor włoskiej mody w Victoria & Albert Museum. Nie byłoby glamouru Hollywood bez włoskiego krawiectwa – i odwrotnie. Zrujnowaną po drugiej wojnie światowej gospodarkę Włoch wspomógł Plan Marshalla i pożyczka amerykańskiego rządu, a przemysł modowy oraz krawiectwo stanowiły lwią część włoskiego eksportu. Dziś natomiast ponad 80 proc. fabryk, w których tradycyjnie przetwarza się jedwab, wełnę i skóry, znajduje się w chińskich rękach.

Moja garderoba sprawdziła się w Londynie znakomicie. Jednak moda to nie tylko kwestia stylu. Ani chwilowy kaprys czy próżność. To kwestia rzeczywistości, w której żyjemy – politycznych, ekonomicznych, osobistych (nie)codziennych wyborów.

 

Ilustracje:

[1] Agata Dąbrowska;

[2] www.neversatisfiedbutworkinghard.tumblr.com

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 291

(31/2014)
5 sierpnia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj