0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > W służbie (nie)ludzkości....

W służbie (nie)ludzkości. Po wystawie „Postęp i higiena”

Magdalena Gawin

Zakończona niedawno w warszawskiej Zachęcie wystawa „Postęp i higiena” przypomina, że upadek Hitlera nie przekreślił roszczeń do sprawowania kontroli nad ludzką biologią. Są one wpisane w zachodnią kulturę – zmieniają się tylko ci, którzy je wyrażają: z totalitarnego państwa na nas samych.

Bronia nie była wysoka, raczej drobna. Typowa dziewczyna z sąsiedztwa; regularne rysy twarzy, lekko zadarty nos, ładne żywe oczy. Kiedy mężczyzna w bryczesach obcina jej włosy do gołej skóry, zerka w kamerę. Obok stoi jej chłopak, wojenna miłość, Gerhard. Na szyi zawieszono mu tekturową tabliczkę z napisem „zdrajca rasy”; Bronia, robotnica przymusowa III Rzeszy, ma podobną. Jakaś ręka nabazgrała na tekturze: „polska świnia”. Wokół kłębi się grupka rozbawionych dorosłych i dzieci. Śmieją się do kamery. Ale mężczyzna w bryczesach jest poważny. Sypie na głowy skazańców biały proszek, pewnie karbol. Wciska Broni do ręki płonącą gazetę, aby sama podpaliła leżące na ziemi kosymki włosów. Grupa ludzi ze skazańcami i biegającymi wokół dziećmi oddala się.

Santiago Sierra, Jorge Galindo, "Los Encargados", 2012, fot. dzięki uprzejmości Galeria Helga de Alvear, Madryt

Santiago Sierra, Jorge Galindo, „Los Encargados”, 2012, fot. dzięki
uprzejmości Galeria Helga de Alvear, Madryt

Stulecie doskonałości

To jeden z filmów archiwalnych, które mogliśmy oglądać na wystawie: „Postęp i higiena” prezentowanej w warszawskiej Zachęcie od listopada 2014 do lutego 2015 r. Czterominutowy film został nakręcony amatorską kamerą na Śląsku w 1941 r.  Po wojnie przypadkiem  odnaleziono rolkę na strychu jednego z poniemieckich domów. Kuratorka wystawy Anda Rottenberg nie ograniczyła się jednak do najbardziej drastycznego wymiaru nazistowskiej eugeniki z lat II wojny światowej. Zmierzyła się z tym nurtem jako przeszłością, teraźniejszością i przyszłością całej „cywilizacji białego człowieka”. Te trzy wymiary rozpisane zostały na wiele artefaktów; artystycznych instalacji, rzeźb, fotografii, rycin, obrazów i filmów. Część z nich została wypożyczona z muzeów, jak witający zwiedzających anatomiczny model szklanego człowieka, wykonany dla Muzeum Higieny w Dreźnie w 1927 r., czy piękny modernistyczny fotel Gerrita Thomasa Rietvelda, a część została przygotowana specjalnie na ekspozycję – m.in. prace: Mirosława Bałki, Mariny Napruszkinej, Krystyny Piotrowskiej, Joanny Rajkowskiej, Chiharu Schiota, Wadima Zacharowa.

Od metod poznawczych zwiedzający przechodził do praktyk segregacji, stygmatyzacji, sterylizacji, domów rozpłodowych, a wreszcie – do masowych mordów.

Magdalena Gawin

Wystawę otwierała sala poświęcona związkom między sztuką modernistyczną a eugeniczną inżynierią społeczną. Ambitne plany i realizacje przebudowy europejskich miast, technika, racjonalizacja, przemysł, higiena i zdrowie – wszystkie zaklęcia dwóch ostatnich stuleci zostały zaprezentowane językiem dokumentu i rozwinięte przez artystyczną refleksję. Zaprezentowano tu film Hansa Richtera na temat higienicznego budownictwa, ekspresjonistyczne fotosy z „Olimpiady” Leni Riefenstahl czy zdjęcia Aleksandra Rodczenki z parad sportowych w Moskwie. Braterski związek antropologii rasowej i genetyki, przerwany dopiero po wojnie, symbolizowała podświetlona rycina kraniometru do badania czaszek ludzkich, tablica z ludzkimi tęczówkami, błękitnawe zarysy różnych kształtów nosa. Uwagę zwracał akwarelowy portret Cyganki namalowany przez więźniarkę Auschwitz dla dra Josefa Mengele, obiecującego ucznia prof. Otomara Vershuera, najwybitniejszego specjalisty w dziedzinie bliźniactwa przed wojną i szefa katedry genetyki na Uniwersytecie w Munster po wojnie. W gablocie prezentowano zaś jednodniówkę Polskiego Towarzystwa Eugenicznego z lat 30., z jego hymnem, śpiewanym zapewne na jakąś raźną i marszową melodię: „Idziemy naprzód do słońca, do słońca / I wyciągamy swe ręce w przestworza / Do nowej zorzy, co wstaje zza morza, / By godność ludzką umacniać do końca!”. Od metod poznawczych zwiedzający przechodził do praktyk rasowo-eugenicznych z lat międzywojennych i wojennych: segregacji, stygmatyzacji, sterylizacji, domów rozpłodowych (Lebensbornów); a wreszcie – do masowych mordów, m.in. podczas nazistowskiej akcji T4. Ostatnia sekcja odnosiła się wreszcie do współczesnych kontynuacji eugenicznego myślenia i działania: obsesji upiększania ciała (prace Marka Cecuły, Zbigniewa Libery, Michela Najjara), nowych technik reprodukcji i handlu komórkami rozrodczymi (Krystyna Piotrowska), wykluczenia na tle etnicznym i kulturowym (Anna Konik, Mariana Napruszkina, Ahlam Shibli).

Ciprian Mureşan, "Rumuńska krew", 2004, fot. dzięki uprzejmości Plan B, Cluj/Berlin

Ciprian Mureşan, „Rumuńska krew”, 2004, fot. dzięki uprzejmości Plan
B, Cluj/Berlin

W zdrowym ciele – zdrowe dzieje?

Wystawa Andy Rottenberg nie jest pierwszą wystawą poświęconą higienie/eugenice, ale jedną z pierwszych w Europie, która historię eugeniki przełożyła na język sztuki. Jedna z instalacji – szeroko rozpostarta na ścianie ślubna suknia, spod której rozchodzą się plastikowe rurki z krwią – jest w istocie miniwykładem. Biel symbolizuje czystość: pierwsze hasło eugenicznych reformatorów na początku ubiegłego stulecia. Czystość ciała, wolność od nałogów: tytoniu, alkoholu, prostytucji, hazardu, podwójnej moralności i religii. Czystość to także pulsująca pod suknią krew, której nie można skazić chorobą weneryczną przywleczoną z lupanaru, dziedziczną epilepsją, ślepotą i suchotami. Krew to symbol życiodajnej siły i pas transmisyjny, za pomocą którego przekazujemy potomstwu uzdolnienia, talenty i skłonności. Dlatego stara eugenika głosiła, że małżeństwo i decyzje prokreacyjne nie mogą być dłużej pozostawione nieodpowiedzialnym jednostkom, ale powinny być przekazane pod kontrolę zewnętrznej siły, jaką jest nowoczesne państwo. Certyfikaty zdrowia z urzędowym stemplem i podpisem lekarza miały powstrzymać „rozród” alkoholików, gruźlików, głuchych, paralityków, włóczęgów, prostytutek i wariatów. Eugeniczny język przesycony był wiarą w postęp i lękiem przed degeneracją, współczuciem dla chorych i odrazą wobec chorych, deklarowaną pomocą i przemocą, humanitaryzmem i okrucieństwem: „Czy widok ludzi chorych, umysłowo upośledzonych, niedołężnych lub kalek, ludzi nadmiernie otyłych lub szczupłych, budząc w nas litość i współczucie, nie budzi zarazem poczucia wstrętu?” – pytał w 1926 roku profesor Tomasz Janiszewski. Eugenika międzywojenna była silnie sprzężona z wizją postępu społecznego i emancypacji człowieka. Obiecywała rozwiązanie wielu problemów społecznych; likwidację siedlisk wielkomiejskiej nędzy, przepełnionych przytułków i szpitali. Czerpała obficie z liberalnej frazeologii; doktryny użyteczności, odpowiedzialności jednostki i racjonalności. Niemal każdy jej teoretyk czytał w młodości Spencera, Drapera, Buckleya, entuzjazmował się Haecklem, toczył spory o teorie dziedziczenia Weismanna i Darwina. Eugenika nie pojawiła się od razu w formie szowinizmu i nacjonalizmu, ale wyrosła z liberalnego centrum zachodniej kultury. Przesądziło to o niemożności jej przezwyciężenia po tragicznych doświadczeniach II wojny światowej, nawet jeśli związki z niemieckimi uczonymi w wielu europejskich państwach uznano za niebyłe, a całość teorii opatrzono etykietą pseudonauki lub nazistowskich ekscesów. I choć żadna teoria eugeniczna prócz nazistowskiej nie skończyła się komorą gazową, plutonem egzekucyjnym czy zastrzykiem z fenolu, istniało powinowactwo myślenia między różnymi nurtami europejskiej i amerykańskiej higieny rasowej. Znakomitą metaforą oddziaływania eugeniki była prezentowana na wystawie instalacja „Restauracja Statek Filozofów” Wadima Zacharowa: długi stół z białym obrusem, porcelanową zastawą, kieliszkami do wina, pustymi krzesłami czekającymi na gości. Żeby znaleźć się w środku owej restauracji-statku, należało wejść na stół i zostawić ślady swoich brudnych butów na białym obrusie ponad głowami tych, którzy przy nim zasiądą.

Aleksander Rodczenko, "Sportowcy na Placu Czerwonym", 1932, dzięki uprzejmości A. Rodchenko & V. Stepanova Archive

Aleksander Rodczenko, „Sportowcy na Placu Czerwonym”, 1932, dzięki
uprzejmości A. Rodchenko & V. Stepanova Archive

Piękniej, zdrowiej, groźniej

Wystawa Andy Rottenberg pozbawiała złudzeń; ten upiorny statek płynie dalej. Eugenika starego typu odwołująca się do instytucji państwa być może nie powróci, ale pragnienie doskonałości, ulepszania, gotowość do selekcji i stygmatyzacji Innego pozostało. Jürgen Habermas w książce „Przyszłość natury ludzkiej” pytał, czy zmierzamy do eugeniki liberalnej. Współcześnie to nie państwo, ale ośrodki rozproszonej władzy: medycznego biznesu, koncernów farmaceutycznych, firm ubezpieczeniowych, kreują, często bez naszej wiedzy, środowisko, w którym eugeniczne wybory stają się rzeczywistością. W nadchodzących czasach ulepszeń genetycznych, technik sztucznej reprodukcji, zmieniającej się definicji początku i końca ludzkiego życia warto sobie zadać pytanie – o cenę postępu. I dobrze, jeśli do zadawania takich pytań skłania sztuka.

 Ilustracja:
Anna Baumgart, „Babyfarm”, 2011, fot. z archiwum BWA Olsztyn

Wystawa:

„Postęp i higiena”, kurator: Anda Rottenberg, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, 29 listopada 2014 r. – 15 lutego 2014 r.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 320

(8/2015)
24 lutego 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj