Iran po rewolucji islamskiej. Kobiety znów objęte zostają nakazem noszenia chusty i krok po kroku ogranicza się ich wolność. Azar Nafisi w 1979 roku wraca do domu z kraju, który nazywany jest kolebką wolności (czy słusznie, to już inna opowieść) – Ameryki. Rozpoczyna pracę na Uniwersytecie Teherańskim, wykładając literaturę angielską. Do czasu. Po rewolucji, jako kobieta, spotyka się z kolejnymi zakazami i nakazami, których nie potrafi znieść.
Nafisi zdążyła bowiem poznać życie i miejsca, gdzie władze, przynajmniej z założenia, nie ingerują zbyt mocno w życie obywatelek i obywateli. Przyjechała z nadzieją, że może zmieniać rzeczywistość, która ją otacza. I to z pomocą literatury. Bardzo szybko orientuje się jednak, że nie będzie to możliwe i że do Iranu sprzed rewolucji nie ma już powrotu.

Adaptacja bestsellerowej książki Azar Nafisi
Taka jest sytuacja wyjściowa dla książki „Czytając «Lolitę» w Teheranie” Azar Nafisi – irańsko-amerykańskiej pisarki i profesorki literatury angielskiej oraz filmu o tym samym tytule, który premierę miał w 2024 roku na Festiwalu Filmowym w Rzymie, a teraz możemy go zobaczyć także w polskich kinach.
Co ciekawe, reżyserem filmu jest urodzony w Izraelu Eran Riklis. W obliczu dzisiejszej napaści Izraela oraz USA na Iran nie sposób pominąć tej informacji. Kolejnym politycznym akcentem są aktorki: Golshifteh Farahani i Zar Amir Ebrahimi, które mieszkają na uchodźstwie i nie mogą wrócić do kraju, bo czeka tam na nie, w najlepszym razie, więzienie. Kontekst współczesnej polityki mógłby mieć zatem znaczący wpływ na odbiór filmu. Jednak reżyser uniknął dyskusji na ten temat, bo sam film również unika politycznego wymiaru, który jest silnie zaznaczony w książce Nafisi.
Niektóre czytelniczki i czytelnicy tej książki narzekali na zbyt rozbudowane tło polityczne i społeczne, które, moim zdaniem, były dodatkową siłą tej opowieści. Być może Riklis czytał takie recenzje i wziął je sobie do serca – nawet za bardzo. Z filmu nie dowiemy się bowiem, czym była tak naprawdę rewolucja islamska, która, jak tłumaczył mi Mateusz M. Kłagisz w naszej rozmowie o innej irańskiej książce „Idąc na rzeź”, „wyrastała z buntu przeciwko nierównej dystrybucji dóbr, podbudowana także kwestiami ideologicznymi. Ona nie była islamska w swoich początkach, tylko w pewnym momencie bardzo mocno lewicowa, lumpenproletariacka. Jednak elementem jednoczącym okazała się tutaj religia – islam”.

Dla zachodniego kinomana
W filmie akcent położony został wyłącznie na religię, ograniczenie swobód, zwłaszcza kobietom, oraz „zgniły Zachód”, co jest jednak sporym uproszczeniem. Oczywiście trudno mówić o tym, żeby Riklis miał przedstawić szczegółowo polityczno-społeczno-kulturowe uwarunkowania Iranu oraz jego relacje z sąsiadami na Bliskim Wschodzie czy USA i Europą, jednak to uproszczenie wydaje się zbyt duże i wpływa na to, że trudno jest nie myśleć o „Czytając «Lolitę» w Teheranie” jak o obrazie skrojonym właśnie pod zachodniego odbiorcę.
Reżyser unika także zbytniego zgłębiania się zarówno w tytułową „Lolitę”, jak i inne powieści, które pojawiają się w książce. Są mu one potrzebne tylko do tego, żeby pokazać główną opowieść – zajęcia z literatury, które organizuje u siebie w domu Nafisi, po złożeniu rezygnacji z pracy na uniwersytecie, gdzie zaprasza swoje zaufane studentki i wspólnie z nimi omawia najważniejsze tytułu literatury światowej. Trudno mu z tego czynić zarzut, bo raczej niełatwo jest zainteresować widza miniwykładami z literatury światowej, ale i tu mam poczucie, że można było jednak zrobić więcej. Przecież to właśnie literatura ma w tej historii moc wywrotową, czego jednak zupełnie nie czujemy po obejrzeniu filmu. Na jego podstawie naprawdę trudno uwierzyć, że to właśnie tajne spotkania spowodowały, iż w życiu studentek Nafisi zmieniło się tak wiele – niektóre wyjechały, a inne walczyły o to, co dla nich ważne, nie opuszczając Iranu.

Soczewka skierowana na kobiety
Po rewolucji i jej praktycznych skutkach dla kobiet, ale także szkolnictwa, Azar Nafisi nie umie odnaleźć się na uniwersytecie, gdzie nie tylko musi nosić nakrycie głowy, ale także uważać na każde słowo. Punktem kulminacyjnym, który decyduje o jej rezygnacji, wydaje się jednak obraz, który zobaczy: student wynoszony z sali wykładowej, gdzie dokonał samospalenia. To chyba najbardziej polityczna scena w całym filmie, ale trwa zaledwie kilka minut i nie znajduje ciągu dalszego.
Nie można jednak odmówić reżyserowi, że cały filmowy czas poświęcił kobietom, chcąc pokazać, jak reżim ajatollahów wpływa na każdy, nawet najdrobniejszy element życia bohaterek. Nie tylko na to, co noszą, ale także co i jak mówią, z kim i dokąd wychodzą, jakie książki czytają, jakie filmy oglądają, jakiej muzyki słuchają, jak patrzą, jaki ton głosu przybierają, co jedzą, czy się śmieją, a nawet o czym myślą i marzą. Wszystko to ma pozostać pod kontrolą mężczyzn. Mężczyzn – a nie tylko władz. Bo w filmie mamy przede wszystkim mężczyzn, którzy zabraniają, kontrolują, upodlają, biją, gwałcą. I choć „tymi dobrymi” mają być początkowo zarówno mąż głównej bohaterki, jak i jej przyjaciel, to ostatecznie obaj okazują się inni, niż sądziliśmy.

Mąż pokazuje się nam jako zazdrosny egoista, który myśli o własnej karierze i udaje, że nie rozumie zmieniającego się zachowania żony. Przyjaciel, z którym łączy ją intelektualne porozumienie, nie chce jej wybaczyć decyzji, którą podejmie: wyjazdu, czy raczej ucieczki z Iranu, zanim rzeczywistość ją zniszczy – i zrywa kontakt z Azar. Nawet ci, którzy ją kochają, są słabi i podatni na to, co dzieje się wokół nich. To zresztą bardzo ciekawe i chyba najlepsze sceny, bo pokazują nam coś większego: życie w miejscu, gdzie propaganda wyłania się z każdej możliwej szczeliny, sprawia, że człowiek nią nasiąka i z czasem przestaje czuć, że zaczyna ją powielać.
Czy jesteśmy Lolitą?
Takie pytanie zadaje jedna ze studentek. „Oczywiście, że tak!” – odpowiada inna. Profesorka zawsze pyta: „a wy, jak myślicie?”. Literatura nie musi bowiem przynosić natychmiastowych odpowiedzi i być czytana jeden do jednego. Ona ma skłaniać do zadawania sobie pytań – i tego chce nauczyć swoje studentki Nafisi, by pozostało to z nimi po tym, jak ich spotkania dobiegną końca. Bo przecież dobiegną – i wszystkie zdają się o tym wiedzieć. Z każdym kolejnym spotkaniem kobiety stają się sobie coraz bliższe, choć jesteśmy w to w stanie uwierzyć bardziej po przeczytaniu książki niż zobaczeniu wyłącznie filmu. I tu jednak pojawiają się sceny, których nie sposób zapomnieć. Jak choćby wspomnienia jednej ze studentek z pobytu w więzieniu. Przemoc i gwałty spotkały wszystkie kobiety, które trafiły tam z powodów takich jak brak nakrycia głowy, ale też na przykład przez to, że były zbyt piękne i uważano, że „wodzą mężczyzn na pokuszenie”.
Film, podobnie jak książka, podzielony jest na rozdziały odpowiadające tytułom powieści zakazanych w Iranie: „Wielki Gatsby” Scotta Fitzgeralda, „Lolita” Vladimira Nabokova, „Daisy Miller” Henry’ego Jamesa, „Duma i uprzedzenie” Jane Austen. Bohaterki dostają nielegalne kopie tych książek, odgrywają bale niczym u Austen, przynoszą słodycze, piją kawę i herbatę w pięknych tradycyjnych naczyniach. Jak same mówią: „W tamtym salonie odkrywałyśmy na nowo, że my też jesteśmy żywymi, oddychającymi istotami ludzkimi. I bez względu na to, jak represyjna stałaby się władza, bez względu na to, jak bardzo byłybyśmy zastraszone i przerażone, podobnie jak Lolita próbowałyśmy wyrwać się z tego narzuconego nam świata i stworzyć sobie własne enklawy wolności. I podobnie jak Lolita przy każdej możliwej okazji dumnie demonstrowałyśmy naszą niesubordynację, wypuszczając kosmyk włosów spod chustki, przemycając odrobinę koloru w jednolitej monotonii naszych wierzchnich okryć, robiąc manikiur, zakochując się i słuchając zakazanej muzyki. Naszym życiem rządziła bezsensowna fikcja. Próbowałyśmy funkcjonować w tych przestrzeniach, w tych szczelinach, jakie wytworzyły się pomiędzy tamtym pokojem, który był dla nas kokonem ochronnym, a rozciągającym się na zewnątrz światem cenzora, pełnym wiedźm i gnomów. Która z tych rzeczywistości była bardziej realna, do której tak naprawdę należałyśmy? Same nie miałyśmy już pewności” [Azar Nafisi, „Czytając «Lolitę» w Teheranie”, wyd. Karakter, Kraków 2024, s. 49].

Współczesne kino irańskie
W mieszkaniu, zwłaszcza w salonie profesorki, bohaterkom towarzyszą: perska ornamentyka, meble, przestrzenie, choć warto zaznaczyć, że film kręcony był we Włoszech. Bywają jednak obrazy, których miejscem akcji jest faktycznie Iran – choćby bardzo polityczny „To był zwykły przypadek” w reżyserii Jafara Panahiego. Panahi to jednak reżyser wyjątkowy, dla którego filmy są faktycznym ruchem oporu i za które został wielokrotnie skazany na więzienie. Mimo zakazu filmowania nałożonego w 2010 roku przez irańskie władze, kontynuuje swoją pracę, czego najlepszym wyrazem jest właśnie jego najnowszy obraz.
Po obejrzeniu „Czytając «Lolitę» w Teheranie” na myśl przychodzi mi jednak przede wszystkim inny obraz pokazujący jeszcze współcześniejszy Iran, czyli „Nasienie świętej figi” Mohammeda Rasoulofa. Punktem wyjścia dla tego filmu były protesty, które wybuchły w Iranie w sierpniu 2022 roku po śmierci Mahsy Amini. To młoda kobieta, która zmarła w wyniku pobicia w więzieniu, do którego trafiła z powodu „niewłaściwie założonego hidżabu”. Choć polityka jest bardzo wyraźnym tłem dla filmu Rasoulufa, reżyser skupia się na czterech głównych postaciach: ojcu, matce i dwóch córkach, genialnie oddając zmieniającą się dynamikę relacji między całą czwórką.
Niestety, tego właśnie zabrakło w „Czytając «Lolitę» w Teheranie”. Choć film Riklisa zawiera mocne pojedyncze sceny, o których już wspominałam, to jednak całość nie wzbudza w nas takiego napięcia, jak w założeniu powinna. I przez to opowieść ta staje się, owszem, uniwersalna i zrozumiała dla osób z różnych zakątków świata, ale z pewnością nie czyni jej to rewolucyjną. A taką właśnie była książka Azar Nafisi. Dlatego zachęcam, aby po seansie uzupełnić go lekturą. Zwłaszcza że niedawno wydawnictwo Karakter zaproponowało nam nowe wydanie tej, już w zasadzie legendarnej, książki.

Film:
„Czytając «Lolitę» w Teheranie” [Reading „Lolita” in Tehran], reż. Eran Riklis, Izrael–Włochy 2024.
