Wesprzyj Kulturę Liberalną
Przyszłość naszego tygodnika zależy od Darczyńców. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Ostrożnie, pożądanie. Wokół...

Ostrożnie, pożądanie. Wokół spektaklu „Śmierć i dziewczyna” w Teatrze Polskim we Wrocławiu

Karol Owczarek

Wrzawa wokół tego przedstawienia była właściwie bez precedensu w historii współczesnej polskiej sceny. Nikt jednak, kto choć czasem bywa w teatrze na ambitniejszych spektaklach i przynajmniej kojarzył wcześniej nazwisko reżyserki, raczej nie miał obaw, że będzie to jedynie tania sensacja.

To nie jest prowokacyjna ani skandalizująca sztuka. Biorąc pod uwagę jej całokształt, można powiedzieć, że jest nawet zachowawcza i tradycyjna, w dobrym rozumieniu tych słów. Jej treść nie odnosi się w żaden sposób do publicystycznej „bieżączki”. Należałoby zatem skupić się na ocenie jej wartości artystycznej. Protesty dodały spektaklowi wagi, jeśli mowa o czysto ludzkim aspekcie – podziwiać należy odwagę i determinację twórców oraz pracowników teatru, którzy musieli się zderzyć z nienawiścią grupy fanatyków, podburzanych wypowiedziami opiniotwórczych osób ze świata polityki. Na szczęście samozwańczym moralistom i obrońcom narodowej czci szybko opadł cenzorski zapał. Sztukę widziałem w niedzielę, 22 listopada, dzień po premierze i towarzyszących jej zamieszkach. Echo wydarzeń sprzed doby stanowiła jedynie obecność trzech policjantów, marznących i nudzących się w pobliżu teatru, oraz błąkających się bez celu reporterów, którzy tym razem musieli obejść się smakiem. Większa niż zwykle była za to kolejka po wejściówki, których zdobycie graniczyło z cudem, bo spektakl wyprzedał się na wszystkie kolejne dni.

Nie do końca jasne pozostają za to intencje reżyserki, która, jak można domniemywać, celowo i prowokacyjnie zapowiedziała seks na żywo podczas spektaklu. Być może wystarczyło wyraźniej zaznaczyć, że  jest on przeznaczony dla dorosłych, co zresztą zrobiono w opisie na stronie teatru. Wtedy sztuka zainteresowałaby pewnie tylko garstkę miłośników, a tak stała się najważniejszym wydarzeniem teatralnym ostatnich miesięcy, przynajmniej w wymiarze społecznym i politycznym.

SMIERĆ_2

Uruchomionej lawiny nie sposób zatrzymać – przedpremierowy szum bardzo zaważył na odbiorze spektaklu. Nie tylko spowodował, że rozpisywały się o nim media wszelkiej maści, a większość tekstów koncentrowała się wokół tego, czy na scenie był seks, czy nie, na ile był potrzebny i w jaki sposób go ukazano. Wpłynął również na ocenę wartości artystycznej sztuki. Wiele osób, którym jest bliski teatr i traktowały całe zajście bardzo emocjonalnie,  przyjęło dla dzieła Marciniak taryfę ulgową, by udowodnić, że było o co walczyć. O sztukę zawsze warto walczyć, ale gdy już opadł kurz, można pokusić się o bardziej krytyczne spojrzenie.

Pianistka w krainie czarów

Spektakl pierwotnie miał nosić tytuł „Pianistka” i być adaptacją jednego z najgłośniejszych dzieł Elfriede Jelinek, jednak nie uzyskano zgody autorki na przeniesienie tej książki na deski teatru. Podstawą  stały się więc, według zapowiedzi twórców, trzy krótkie teksty sceniczne austriackiej pisarki ze zbioru „Śmierć i dziewczyna I-V. Dramaty księżniczek”: „Królewna Śnieżka”, „Śpiąca Królewna” i „Rosamunde”, będące autorskimi interpretacjami słynnych baśni. W rzeczywistości jednak ramę spektaklu stanowi historia neurotycznej, dążącej do samozagłady nauczycielki muzyki wyjęta z powieści „Pianistka”, z domieszką fragmentów wspomnianych mikrodramatów. Nowy tytuł dobrze oddaje istotę dzieła Marciniak, bo o kobiecości i zatracie mówi się tu najwięcej, a połączenie tych kilku tekstów wzmacnia ich przekaz oraz wprowadza nowe, cenne konteksty.

ŚMIERĆ_5

Wszystko zaczyna się od widowiskowego mrugnięcia okiem do widzów. Po podniesieniu metalowej kurtyny, na scenie para aktorów porno uprawia seks w rożnych pozycjach, przy akompaniamencie agresywnej muzyki i intensywnego światła stroboskopu. Ta demonstracyjna, ukazana w krzywym zwierciadle projekcja wyobrażeń przeciwników jeszcze niewystawionego spektaklu, widzących w nim symbol upadku moralnego i artystycznego, trwa nie dłużej niż minutę. Kurtyna opada, zapalają się światła i wszyscy biją brawo. Po chwili rozpoczyna się właściwa akcja. Koniec żartów.

Nowe zniewolenie

„Śmierć i dziewczyna” to dwuipółgodzinny popis aktorski Małgorzaty Gorol, odgrywającej rolę pianistki i nauczycielki w szkole muzycznej, Królewny Śnieżki i córki złej macochy. Poznajemy ją jako osobę bezlitosną dla swoich uczniów, pozornie wypraną z uczuć, która tłumi jednak w sobie pragnienia i żądze. Z czasem coraz bardziej się odkrywa i przekracza kolejne ograniczenia. Na jej sytuację ogromny wpływ ma toksyczna relacja z matką, która własne niepowodzenia przelewa na córkę i poprawia sobie samopoczucie, wyżywając się na niej. „Może jesteś wykształcona i zdolna, ale piękna to na pewno nie” – z takimi i podobnymi zdaniami musi zmagać się w domu współczesna Śnieżka. Azylem mógłby być świat szkoły i sztuki, ale tutaj zamiast pocieszenia bohaterka odczuwa jedynie niespełnienie, pustkę oraz presję ze strony innych. Odreagowuje swoją frustrację na uczniu, który pokornie, choć z dystansem, wykonuje jej rozkazy. Relacja pana i niewolnika przeradza się we wzajemną fascynację i prowadzi do  odwrócenia ról. Wskutek różnych czynników, przede wszystkim z powodu sprzeciwu matki, bohaterka nie może znaleźć zaspokojenia oraz ratunku w ramionach mężczyzny.

ŚMIERĆ_3

Akcja spektaklu rozgrywa się w dwóch przenikających się przestrzeniach – domu i świątyni sztuki, czymś pomiędzy salą muzyczną a muzeum. Na pierwszym planie widzimy zwyczajne mieszkanie, królestwo złej macochy przerywającej oglądanie telewizji i codzienną krzątaninę obelgami skierowanymi w stronę córki, która musi zmierzyć się ze swoimi demonami. Widzi postacie w czarnych lateksowych kostiumach, symbolizujące tłumione żądze, nawiedza ją także nieobecny w jej życiu na co dzień ojciec, ucharakteryzowany na jaskiniowca – żywą skamielinę patriarchatu. Takie przedstawienie figury ojca, uwypuklone na tle matki hetery, sugerowałoby, że główna bohaterka nie cierpi z powodu opresyjnej męskiej dominacji. To kobieta wyzwolona w przestrzeni publicznej, wszak nie wpisuje się schemat Kinder, Küche, Kirche i wykonuje prestiżowy zawód nauczyciela, a mimo to wiedzie egzystencję żywego trupa. Ogołocona z uczuć i doznań zarazem bardzo ich pragnie, przede wszystkich pragnie ich jej ciało, które stara się za wszelką cenę wymknąć dyscyplinującej sile wzorców kulturowych. Są one w nowoczesnym świecie bardziej przezroczyste niż dawniej. Zamiast czystego i jawnego patriarchalizmu mamy tu znaturalizowaną społeczną matrycę, powielaną przez osoby umocowane w ramach systemu, narzucającą z góry role jednostkom słabszym i zagubionym. Nauczycielka szamocze się w  oceniających i kategoryzujących spojrzeniach innych. Oni wyznaczają jej wąskie pole do działania, które ona próbuje na różne sposoby rozszerzyć, co jednak okazuje się autodestrukcyjnym wysiłkiem ponad  siły.

Ars moriendi

Nauczyciel i Krytyk, wraz z uczniami, reprezentują drugi sceniczny świat. Za mieszkaniem, na dalszym planie, znajduje się królestwo sztuki, które tworzą trzy fortepiany i wielkie abstrakcyjne obrazy na ścianach. Jawi się ono jako skostniała przestrzeń udawanych emocji oraz sublimowanych popędów. Tutejsi władcy wygłaszają kolejne tyrady oraz gnębią uczniów, wymagając poświęceń i perfekcji, gdyż ich zdaniem artysta nie tylko powinien grać doskonale na fortepianie, lecz także stworzyć z nim jedność. Niezwykle wymowna jest zbiorowa scena, w której wszyscy bohaterowie zastygają nadzy niczym rzeźby, pokazując konsekwencje mechanicznego podejścia do sztuki. To, co miało być baśnią, okazuje się przekleństwem.

Uruchomionej lawiny nie sposób zatrzymać – przedpremierowy szum bardzo zaważył na odbiorze spektaklu. Rozpisywały się o nim media wszelkiej maści, a większość tekstów koncentrowała się wokół tego, czy na scenie był seks, czy nie, na ile był potrzebny i w jaki sposób go ukazano.

Karol Owczarek

Nauczycielka stoi w rozkroku między rzeczywistością a ułudą, między przestrzenią prywatną a publiczną; raz jest ofiarą, kiedy indziej katem. Nigdzie nie pasuje, odstaje, choć zarazem w pełni wpisuje się w narzucone jej normy i nakazy. Z tego schizofrenicznego pata próbuje się wyrwać, zwracając w stronę cielesności. Na brutalne z nią zderzenie, podczas wizyty w sex shopie, kiedy ma okazję zobaczyć mechaniczną kopulację pary (tu po raz drugi pojawia się na scenie osławiona para aktorów porno), reaguje jedynie obojętnością. Seks kojarzy się jej z czymś nieczystym, co zawsze kala kobietę jako istotę symbolicznie penetrowaną. Przełomem mógł być moment, gdy wszyscy pozostali bohaterowie, nadzy i pozwijani w spiralę, wciągają ją do świata zmysłowości i fizycznego zespolenia (ta scena – widowiskowa, odważna, a zarazem intymna, poetycka, o dużym ładunku symbolicznym – jest zresztą chyba najlepsza w  spektaklu). Niedługo potem, przebrana w strój łyżwiarki, wyzwolona od dotychczasowej formy, zbliża się do swojego ucznia i w ekwilibrystycznych ruchach odbywa z nim stosunek seksualny. To jednak nie zapewnia jej satysfakcji, a stanowi jedynie chwilę zapomnienia. Głód uczuć nie został zaspokojony. „Błądziła po manowcach i góry brała za doliny, bo przez cały czas trzymała mapę okolicy do góry nogami” – mówią o niej pozostali bohaterowie pod koniec spektaklu.

Jak zachwyca, kiedy nie zachwyca

W spektaklu „Śmierć i dziewczyna” sposób kreowania głównej bohaterki nie odbiega od pierwowzoru literackiego i filmowej adaptacji „Pianistki” w reżyserii Michaela Hanekego. Na innych polach Marciniak dokonuje jednak znaczących przesunięć. Jak sama deklaruje w wywiadach, chciała wystawić Jelinek inaczej, niż się to przyjęło czynić – przede wszystkim koncentrując się na lirycznej i subtelnej stronie jej prozy. Choć pojawiają się sceny dosadne i dla niektórych wulgarne, to w przeważającej części sztuka jest niebywale subtelna i wysmakowana. Reżyserka ma już na koncie radykalną, epatującą przemocą i przekroczeniami inscenizację „Amatorek” Jelinek (2012), ale jak twierdzi, teraz już nie czyta w ten sposób tekstów austriackiej noblistki. Ostry jak brzytwa, bezlitosny język Jelinek został tu uładzony, by nie rzec – stępiony, mniej jest tragizmu, a więcej komizmu, ponadto dwie najważniejsze postaci w otoczeniu pianistki – jej matka i uczeń – nie są jak w literackiej podstawie demonicznymi tyranami, lecz groteskowymi, budzącymi raczej litość niż trwogę figurami.

ŚMIERĆ_4

Duży nacisk w spektaklu położony jest także na jego warstwę wizualną, która, trzeba przyznać, dzięki pracy scenografki Katarzyny Borkowskiej rzeczywiście imponuje. Wszystko, co widzimy na scenie, jest po prostu „ładne”. Dzięki tym zabiegom otrzymujemy dzieło spójne i idealnie skrojone, ale zbyt gładkie i oczywiste. To Jelinek w wersji light. Witold Mrozek trafnie porównał „Śmierć i dziewczynę” do ostatniego filmu Paola Sorrentina, „Młodość” – tu i tu mamy „wyestetyzowany, świetny warsztatowo manieryzm czystej wody” i „hiperatrakcyjny kicz”. Spektaklowi brakuje iskry, czegoś, co by porwało widza i nadepnęło mu na odcisk. Szczególnie jeśli ma się w pamięci brawurowe i bezkompromisowe adaptacje tekstów noblistki w wykonaniu Mai Kleczewskiej, która wypracowała w Polsce pewien Jelinkowy sceniczny kanon. Ze  spektakli w jej reżyserii  wychodzi się z obolałą duszą, bo aktorzy ukazują tam trzewia, a odbiorca musi się skonfrontować z własnymi słabościami. Takie zresztą są chyba intencje samej autorki „Pianistki”. Choć o Marciniak mówi się, że jest teatralną terrorystką, to z powodu próby odmiany własnej stylistyki spadła  jej siła rażenia  – oczywiście w wymiarze artystycznym, bo w poruszaniu opinii publicznej na razie nie ma sobie równych.

 

Spektakl:

„Śmierć i dziewczyna”, reż. Ewelina Marciniak.
Premiera 21 listopada 2015 r., Teatr Polski we Wrocławiu.

SKOMENTUJ

Nr 362

(50/2015)
15 grudnia 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj