Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Smakując > Miejskie ogrody rosną...

Miejskie ogrody rosną w siłę

Paweł Brylski

Ogrody miejskie trafiły na dobry grunt. Przy grządce spełniają się wieloletnie starania aktywistów miejskich i ekologicznych, ale też prozdrowotnych i kulinarnych. Bo czy można jeść bardziej sezonowo i lokalnie inaczej niż hodując rośliny samodzielnie?

Rośliny z własnej uprawy są bezdyskusyjnie najsmaczniejsze, lecz miejskie ogrodnictwo ma też wiele innych zalet. Prace wśród zieleni ogrodu są najprzyjemniejszą i najpożyteczniejszą formą aktywności fizycznej. Tworzenie wspólnoty w celu zagospodarowania nieużytków pod ogrody daje bezpośredni i konkretny wpływ na jakość przestrzeni miejskiej.

Zajmujmy się roślinami, bo one zajmują się nami. Gdyby zniknęły z powierzchni Ziemi, mielibyśmy przed sobą, optymistycznie licząc, kilka minut życia. Jeszcze nigdy osobista przyjemność nie szła tak w parze z dobrem publicznym, jak w tym przypadku.

Rozkwit ogrodów miejskich

Z przyjemnością obserwuję rozkwit miejskiego ogrodnictwa. Jeszcze kilka lat temu było ono co najwyżej nowinką przywiezioną z Zachodu, gdzie lokalne społeczności przy wsparciu artystów i aktywistów wspólnymi siłami ożywiały nadmiernie zurbanizowane, a przez to coraz mniej przyjazne miejsca. W krajowych warunkach kontekstem miejskiego ogrodnictwa były reliktowe, ogrodzone, zamknięte i odwrócone od miasta ogródki działkowe.

Pierwsze próby zakładania ogrodów nowego typu podjęto cztery lata temu. Dziś pionierskie ogrody społecznościowe wchodzą w kolejny sezon, wciąż powstają też nowe. Cieszą się dużym, cały czas rosnącym zainteresowaniem i cechuje je wyraźna dynamika. Oznacza to, że są miastom potrzebne.

Miejskie ogrodnictwo staje się coraz częściej przedmiotem dyskusji. W ostatnich dniach ciekawa debata z udziałem ogrodników, mieszkańców, strony samorządowej i pozarządowej odbyła się na zaproszenie warszawskiego Teatru Powszechnego, gdzie powstaje Ogród Powszechny – prawdopodobnie pierwszy ogród społecznościowy przy instytucji kultury i sztuki.

Miejscy ogrodnicy przede wszystkim sieją, sadzą i podlewają, ale i, co też ważne, wymieniają się informacjami. O ile chętnych do założenia ogrodu nie brakuje, o tyle konkretnej wiedzy często już tak.

Dlatego przy ogrodzie społecznościowym Motyka i Słońce na warszawskim Jazdowie powstaje Szkoła Ogrodników Miejskich, której przed tygodniem w systemie crowdfundingowym udało się zebrać kwotę potrzebną do uruchomienia projektu. Uczestnicy zajęć dowiedzą się nie tylko jak prowadzić ogród, ale i dlaczego warto to robić. Proszę nie przegapić naboru!

Ważną zmianę zapowiadają też sygnały docierające ze strony działkowców. Przed niespełna miesiącem Krajowa Rada Polskiego Związku Działkowców uchwaliła „Otwarty Program Społecznego Rozwoju Rodzinnych Ogrodów Działkowych (ROD)”. Dokumentowi towarzyszy zbiór dobrych praktyk i wskazówek, jak otworzyć ogrody działkowe – w znaczeniu dosłownym i przenośnym – by stały się przyjaznymi i bezpiecznymi miejscami dla okolicznych społeczności.

Trudno myśleć o miejskich ogrodach z pominięciem ROD-ów. Dlatego tworząc nowe, trzeba także otoczyć zbiorową opieką ogrody działkowe, zwłaszcza przed zakusami zabudowania. Są miastu i jego mieszkańcom nieskończenie bardziej potrzebne niż kolejne biurowce.

Roślinne drapacze chmur

Na wysoko zurbanizowanych terenach miast Zachodu, gdzie zabudowano niemal każdy zielony fragment, ogrody powstają w nieużytkach nowego typu – wieżowcach. Choć idea farm wertykalnych jest starsza, w obecnej formule występują one od przełomu XX i XXI w.

W 2011 r. holenderska firma PlantLab dokonała przełomowego wynalazku – zastosowała lampy LED-owe o specyficznej barwie światła. Współczesne ogrody we wnętrzach wieżowców toną w charakterystycznym fiolecie, który bierze się z połączenia lamp o świetle czerwonym i niebieskim, bo takie pasma przechwytują rośliny ze światła słonecznego.

Ten system umożliwia uprawę roślin w ekstremalnie trudnych warunkach. Właśnie dzięki zastosowaniu takich metod w sierpniu ubiegłego roku kosmonautom udało się wyhodować pierwszą sałatę w międzynarodowej stacji kosmicznej na orbicie okołoziemskiej.

Łatwo mi wyobrazić sobie wzruszenie astronautów, którzy podczas rocznego pobytu na orbicie spróbowali świeżych liści sałaty po wymuszonej diecie złożonej z suszonej, fabrykowanej żywności. Tym łatwiej, że jednego z najbardziej ekscytujących doznań smakowych doświadczyłem wśród grządek ogrodu społecznościowego, próbując świeżo zerwanych, wyrazistych i soczystych sałat i ziół.

Smak maja

Maj to najlepszy czas na jedzenie liści, które właśnie teraz mają najbogatszy smak. Najlepsze możliwe dodatki do sałat go nie zagłuszają, lecz wydobywają. Dlatego zachwyt nad ogrodami miejskimi spuentuję sałatą, która idealnie oddaje nastrój ożywczego majowego dnia.

Dressing:

sok z połowy pomarańczy

2 łyżki oleju roślinnego tłoczonego na zimno

łyżeczka mielonego imbiru

szczypta soli

Smakując salata z werbeną

Składniki starannie mieszamy. Pozostałą połowę pomarańczy obieramy i kroimy na cząstki. Liście sałaty rwiemy (na poniższym zdjęciu są to popularne odmiany sałaty: masłowa i lodowa). Dodajemy pomarańcze, dressing, a także świeże liście ziół. Jeżeli mają państwo możliwość, proszę spróbować liści werbeny cytrynowej, jest ziołowo-owocowa i świetnie wzbogaci smak sałaty.

Mam nadzieję, że rozbudziłem państwa apetyt. Proszę zatem wybrać się na targowiska i do warzywniaków, gdzie można kupić świeże zioła doniczkowe do upraw balkonowo-parapetowych. Proszę też sprawdzić, czy gdzieś w pobliżu nie istnieje lub nie zakłada się ogród. Może też czas założyć własny?

SKOMENTUJ

Nr 383

(19/2016)
10 maja 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail