Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Przerwa na oddech....

Przerwa na oddech. O filmach Docs Against Isolation

Piotr Kieżun, Agnieszka Doberschuetz, Grzegorz Brzozowski

Opowieść o chińskim serwisie streamingowym, ludziach głębin oraz początkach kariery Władimira Putina to tylko niektóre z dokumentów, które mamy okazję nadrobić w tym tygodniu pomimo społecznej izolacji.

Piotr Kieżun: Świadkowie Putina

W 2016 roku na festiwalu Millennium Docs Against Gravity główną nagrodę otrzymał film Witalija Manskiego o życiu codziennym w Korei Północnej. Oficjalnie obraz miał być laurką na cześć najbardziej totalitarnego kraju na świecie. Reżyser dostał od północnokoreańskich władz gotowy scenariusz, a nad realizacją filmu czuwała cenzura. Żaden z komunistycznych decydentów nie spodziewał się jednak, że Manski oprócz zatwierdzonych przez Koreańczyków kadrów wykorzysta również materiał kręcony podczas prób do pieczołowicie aranżowanych propagandowych scenek. To szokujące zestawienie wystarczyło, by powstał film pokazujący bez zbędnych komentarzy, czym jest kraj, który stał się kopią totalitarnego państwa z „Roku 1984” George’a Orwella.

W „Świadkach Putina” Manski znów wykorzystał pozycję oficjalnego portrecisty reżimu. W 1999 roku, kiedy kończył się trwający ponad siedem lat okres rządów Borysa Jelcyna, został poproszony o stworzenie filmowej sylwetki Władimira Putina. Zamówienie wyszło ze sztabu wyborczego przyszłej wielokadencyjnej głowy państwa. Dokument miał ocieplić wizerunek Putina i pokazać go jako sprawnego i nowoczesnego polityka. Manski przyjął zlecenie i towarzyszył z kamerą Władimirowi Władimirowiczowi w czasie jego kampanii wyborczej oraz tuż po jego wyborze na prezydenta Federacji Rosyjskiej.

Oficjalny film był zgodny z oczekiwaniami sztabu, jednak z nakręconych kilometrów taśm Manskiemu zostało masę niewykorzystanego materiału. To właśnie z tych fragmentów składa się obraz, który powstał w 2018 roku. Potwierdza on to, co o Putinie wiemy i dziś. To twardy, wykorzystujący wszelkie słabości przeciwnika polityk, który nie zapomina i nie wybacza. Uderzające są sceny, w których Manski z offu opisuje kolejne osoby, które pracowały na prezydencki sukces byłego kagiebisty. Na ekranie widzimy roześmiane, pełne zapału twarze. Większość z tych postaci najpierw zajmie wysokie państwowe stanowiska, a potem zostanie brutalnie usunięta przez Putina z życia politycznego.

Zaskoczeniem jest za to aparycja dzisiejszego prezydenta Rosji. „Młody”, czyli 48-letni Putin wygląda na ekranie bardziej chłopacko, niż byśmy się spodziewali. Ot, cwana gapa z przedmieść Pitiera. Małomówny, czasami wręcz speszony, zawsze nieco wycofany. W niczym nie przypomina elokwentnej, ostrzykanej botoksem gwiazdy światowych politycznych salonów, choć już widać, że Putin u progu swojej prezydenckiej kariery to ściśle analityczny umysł, osoba kalkulująca na każdym kroku i dokładnie wiedząca, czego chce. Film Manskiego to zatem dobra lekcja tego, że nigdy nie należy lekceważyć politycznych graczy. Nawet jeśli z początku nie wyglądają na politycznych drapieżników. Najlepszym tego przykładem są nadzieje, które z Putinem wiązał Jelcyn. Sceny z udziałem tego ostatniego chyba najbardziej zapadają w pamięci.

Obrazek numer jeden: marzec 2000 roku. Opuchnięty, schorowany Jelcyn w domu z rodziną, wspierany przez zaangażowaną politycznie córkę Tatianę, obserwuje w telewizji wybory na prezydenta. Kiedy dowiaduje się, że namaszczony przez niego Putin wygrał w pierwszej turze, zdobywając ponad 50 procent głosów, nie ukrywa radości. „Moje procenty – mruczy uśmiechnięty – moje procenty”. Obrazek numer dwa: Sylwester 2000 roku. Eksprezydent w gronie domowników wznosi toast noworoczny. Manski zza kamery pyta go o niedawno przywrócony przez Putina radziecki hymn. Jelcyn krzywi się. Putin nie spytał go nawet o zdanie. „Może hymn ratują chociaż nowe słowa?”, dopytuje Manski. Jelcyn zaprzecza ruchem głowy, milczy przez chwilę, a następnie rzuca z goryczą: „Czerwoniusieńki”. To słowa polityka, który właśnie sobie uświadomił, że w Rosji zaczęła się nowa polityczna era.

***

Grzegorz Brzozowski: Ludowa Republika Pożądania

Dokument Hao Wu nabiera zaskakującej aktualności wraz z pytaniami o zmiany, jakie może przynieść nam czas samoizolacji. Jakie życie społeczne może powstać wokół internetowych platform? Czy wolność dostępu pójdzie w parze z demokratycznymi relacjami między użytkownikami? „Ludowa Republika Pożądania” surowo rozprawia się z nadziejami, które można by pokładać w internetowych wspólnotach.

YY to fenomenalnie popularny chiński serwis streamingowy z milionami użytkowników; jego gwiazdorzy, prowadząc na co dzień program, zdobywają wirtualne prezenty wykupywane przez fanów, dzieląc realne dochody z właścicielami platformy. Raz do roku ścierają się na dodatek w konkursie bardzo wymiernej finansowo popularności – o wynikach i tytule najlepszego streamera zadecyduje wartość wpłat na konta ich postaci. Radykalne wolty w notowaniach idoli, wielkie pieniądze oraz emocje, jakie budzą wśród widzów, czynią z YY swoistą wirtualną jaskinię hazardu: stawką ruletki jest tu tak naprawdę spełnienie marzeń o społecznym awansie lub ich radykalne rozwianie.

Zaletą dokumentu Hao Wu jest sportretowanie rozmaitych statusów, które ukonstytuowały się w ramach platformy – przedstawionych nie tyle jako socjologiczne kategorie, ale przez żywe postaci ich przedstawicieli, których losy śledzimy na przestrzeni roku. Znajdziemy tu zatem szeregowych fanów – po pracy za minimalną stawkę, w prawie pustych mieszkaniach oglądają życie idoli (nierzadko równolatków). Trudno rozstrzygnąć, czy bardziej magnetyzuje ich sam program, czy setki tysięcy dolarów przelewanych na konta streamerów. Poznamy także sponsorów – użytkowników wykładających fundusze po to, by cieszyć się nie tyle uznaniem streamerów, co poklaskiem rzeszy biedniejszych fanów; sami na co dzień pozostają przy tym nierzadko społecznie wyizolowani. Wreszcie, prześledzimy losy dwójki gwiazdorów streamingu – pozornie „królów życia”, których popularność ma jednak istotną osobistą cenę. Wraz z ich zarobkami rośnie rzesza krewnych domagających się współudziału; codzienny program wymaga flirtowania ze sponsorami przy ukrywaniu – lub wyreżyserowanym odsłanianiu – realiów prywatnego życia. W jednej ze scen streamerka Shen Man przygotowuje się do wykonania sentymentalnej piosenki, kokietując fanów zapowiedzią powiększenia piersi; w tym czasie za jej fotelem bezrobotny ojciec w milczeniu wypala paczkę papierosów.

Społeczność zgromadzona wokół platformy przypomina osobliwy ekosystem, którego elementy pozostają ze sobą w symbiozie: sama treść programu wydaje się tu mało istotna wobec wymiany oszałamiających stawek i walki o podtrzymanie mirażu sukcesu. Wszystkie strony okazują się niejako więźniami swoich pragnień – nadziei na wielką konsumpcję i społeczne uznanie. Pozostaną one w większości niespełnione – nawet największy sukces w sieci może okazać się pozorny, a niezmienna zdaje się jedynie samotność użytkowników. Jak nietrudno się domyślić, na mobilizacji pragnień wszystkich stron najwięcej zarabia sama platforma. Podobnie jak w przypadku gorączki złota, największe zyski przynosi obsługa samych poszukiwaczy, tak i tutaj najważniejsze jest podsycanie pragnienia – bez szansy na jego zaspokojenie.

Osobliwym doświadczeniem wizualnym jest próba oddania za pomocą animacji „przestrzeni” budowanej przez serwis. Przypomina ona pokój, w którym okienko z twarzą streamera niemal niknie w chaosie wyłaniających się znienacka, sprzecznych komentarzy oraz ulewy wirtualnych lizaków, pierścieni czy innych podarunków rozrzucanych przez sponsorów. Już kilka spędzonych tu sekund może dawać wrażenie przebodźcowania – ale i zdać sprawę z tego, jak uzależniające mogą być powroty do tej przestrzeni, w gwar targowiska próżności i nadziei na społeczny awans. Jak zdaje się jednak zauważać reżyser, nawet przy pozorach największego poruszenia możemy tak naprawdę trwać w izolacji.

***

Agnieszka Doberschuetz:Człowiek delfin” i „Badjao. Duchy z morza

Kto choć raz nurkował w oceanie, ten wie, czym jest „wielki błękit”, poprzeplatany kolorami podwodnego życia, przechodzący w złowróżbny, ale wciągający granat głębin…

Boję się wzburzonej wody, fal, prądów morskich (przez traumatyczny epizod z pewnych wakacji nad Bałtykiem). Mimo to kilkanaście lat temu przełamałam strach i nauczyłam się nurkować. Szczęśliwie – w jednym z najpiękniejszych do tego miejsc: australijskiej Wielkiej Rafie Koralowej. Wiele lat później wróciłam do tego sportu u wybrzeży Filipin. Filmy, o których piszę, budzą we mnie szczególne, osobiste wspomnienia. „Człowiek delfin” i „Badjao. Duchy z morza”.

Co je łączy?

„Wielki błękit”, wielka cisza, niezwykła magia podwodnego świata, przepiękne, kojące ujęcia i metafizyczny wymiar więzi bohaterów z oceanem. Zarówno Jacques Mayol, jak i Alexan są nurkami – freediverami. Ogromną część życia spędzają na wodzie i pod nią. Nie wyobrażają sobie innego środowiska. Ocean i głębia to dla obu Królestwo. Każdy nurkuje bez butli, spędzając pod wodą wiele minut. Ujęcia w obu filmach są tak sugestywne, a wyczyny tak niepojęte, że oglądając, człowiek bezwiednie wstrzymuje oddech.

Co je różni?

Alexan należy do ginącej już dziś społeczności tak zwanych Morskich Cyganów, zamieszkujących wody pomiędzy Malezją, Indonezją i Filipinami. Tak, wody – Badjao nie posiadają ziemi, a więc i państwowości. Są nomadami stopniowo eliminowanymi przez przemysł turystyczny. Mężczyźni tradycyjnie łowią ryby, nurkując na bezdechu. Potrafią w ten sposób pozostawać pod wodą przez wiele minut. Żyją skromnie, samowystarczalnie, z dala od współczesnych udogodnień cywilizacyjnych: nie mają kanalizacji, nie znają szkół, są analfabetami, nie chodzą do lekarzy. Za to dotarło do nich to, co kuszące, ale złe: plastik, używki i… kompresory, dzięki którym mogą nurkować o wiele dłużej i głębiej. Niestety nie znają zgubnych skutków ubocznych wszystkich tych „cudów” technologicznych.

Alexan jest jednym z ostatnich Badjao wiernych tradycji Podwodnego Królestwa, wierzącym, że jego przodkowie mieli skrzela zamiast płuc. Ocean jest dla niego jak ziemia dla rolnika: przynosi plony, umożliwia życie, ale kosztuje wiele wysiłku. Jest żmudną codziennością oprawioną w tradycyjną duchowość. Francuz Jacques Mayol z kolei do morza ucieka od cywilizacji, szukając w nim głębszego [sic!] sensu istnienia, filozoficznego uzasadnienia egzystencji, więzi z delfinami, które traktuje jak „ludzi wody” – one przecież tak samo jak my muszą nabrać do płuc powietrza, by zanurkować. Mayol po raz pierwszy w historii bije niewyobrażalny rekord świata, nurkując na bezdechu na głębokość stu metrów. Staje się sławny, Luc Besson kręci film zainspirowany jego historią. Ale dla Jacques’a to, co robi, nie jest po prostu wyczynem sportowym. Jest misterium symbolicznie dopuszczającym go do Podwodnego Królestwa, chrztem na „człowieka-delfina”.

Więcej szczegółów opowieści nie zdradzę. Bo są to filmy, które trzeba obejrzeć, zanurzyć się w nie, wyciszyć, odpłynąć… Obydwa, a nawet wszystkie trzy, włączając do tej świetnej – świętej – trójcy jeszcze obowiązkowo „Wielki Błękit” Bessona. Teraz, podczas izolacji, jako przedsmak na komputerze czy telewizorze. Kiedyś, w miarę możliwości, najlepiej na wielkim ekranie.

 

***

 

Wywiad z Joshuą Oppenheimerem, reżyserem filmów „Scena zbrodni” i „Scena kłamstwa”

Recenzja dokumentu „Kraina miodu”

Recenzja dokumentu „Ostatni w Aleppo”

Recenzja dokumentu „Sól ziemi”

Recenzja „Jutro albo pojutrze”

Recenzja dokumentu „Twarze, plaże”

Recenzja filmu „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham”

 

Filmy:

„Świadkowie Putina”, scenariusz i reżyseria Witalij Manski, produkcja Studio Vertov, Golden Egg

Production 2018.

„Ludowa Republika Pożądania”, reżyseria Hao Wu, Chiny, Stany Zjednoczone 2018.

„Człowiek delfin”, reżyseria Lefteris Charitos, scenariusz Yuri Averov, Lefteris Charitos, produkcja Francja–Grecja–Japonia–Kanada 2017

„Badjao. Duchy z morza”, scenariusz i reżyseria Eliza Kubarska, produkcja Polska–Wielka Brytania 2014.

 

 

 

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 592

(21/2020)
12 maja 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj