Izolowany na scenie światowej birmański dyktator, generał Min Aung Hlaing, odbył w ostatnich tygodniach kilka spotkań z przywódcami państw sąsiedzkich. Birmański wojskowy wybrał się z oficjalnymi wizytami do Indii, Chin i Laosu. Były to jego pierwsze od dawna podróże zagraniczne. W takiej właśnie kolejności Min Aung Hlaing odwiedzał kraje, które zdecydowały się przyjąć szefa rządzącej Birmą/Mjanmą junty wojskowej.

Junta, pod jego przewodnictwem, dokonała w roku 2021 zamachu stanu. W jego wyniku obalone zostały demokratycznie wybrane władze kraju, którym przewodziła Aung San Suu Kyi, laureatka Pokojowej Nagrody Nobla.

Zamiast mundurów – garnitury

Ostatnie podróże generał Min Aung Hlaing odbył już jako prezydent Birmy/Mjanmy. Min Aung Hlaing jest bowiem prezydentem tego kraju od 3 kwietnia 2026 roku. Został wybrany na ten urząd przez zdominowany przez armię parlament, co miało zalegalizować i usankcjonować jego nielegalne przejęcie władzy. Obalenie legalnych władz doprowadziło do trwającej nadal krwawej wojny domowej. Po obu stronach konfliktu zginęło już prawie 100 tysięcy ludzi, a sama wojna doprowadziła kraj do katastrofy gospodarczej.

Zamach przeprowadzony przez samozwańczą juntę i represje skierowane wobec zwolenników Aung San Suu Kyi sprawiły, iż kraj znalazł się w izolacji na scenie światowej. Większość społeczności międzynarodowej potępiła działania dyktatorskiego przywództwa i ograniczyła lub zerwała kontakty ze stolicą Birmy, Naypyidaw.

O ograniczeniu kontaktów z birmańskim reżimem zdecydowały między innymi kraje ASAEN-u, czyli Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej. Pewien dystans wobec wojskowego reżimu zachowywały zarówno Chiny, wieloletni sojusznik wojskowych w Mjanmie, jak i Indie, które zachowywały się wobec rządów wojskowych, delikatnie mówiąc, elastycznie.

Ostatnie wizyty, tym razem już prezydenta-dyktatora Min Aunga Hlainga w Indiach, Chinach oraz należącym do ASEAN-u Laosie, pokazują, iż wojskowo-cywilne władze kraju szukają drogi na światową, a przynajmniej na sąsiedzką scenę. Zamiana mundurów na garnitury ma im w tym pomóc. I wydaje się, że mimo trwającej dyktatury i braku demokracji kraj może powrócić na sąsiedzkie salony.

Pierwszy przystanek: Indie

Pierwsze kroki Min Aung Hlaing skierował do New Delhi, gdzie został serdecznie przyjęty przez indyjskiego premiera Narendrę Modiego. System polityczny zawierający elementy totalitarne nie jest obcy indyjskiemu przywódcy. Dla birmańskiego prezydenta, spotkanie z przywódcą najludniejszej demokracji świata stało się dowodem na legitymizację władzy, którą zdobył poprzez zamach stanu. Indie zdecydowały się na otwarty gest, ponieważ potencjalna hinduska polityka współpracy handlowej z krajami Azji Południowo-Wschodniej nie może być w pełni zrealizowana bez co najmniej poprawnych relacji z Birmą/Mjanmą.

Decyduje o tym choćby geografia. Na terytorium Birmy/Mjanmy, Indie mogą stworzyć lądowo-morskie szlaki komunikacyjne, łączące subkontynent indyjski z takimi krajami jak Tajlandia, Laos czy dalej Kambodża i Wietnam. Podczas rozmów indyjsko-birmańskich mówiono między innymi o korytarzu transportowym India‑Myanmar‑Thailand Trilateral Highway. Dałoby to Indiom bezpośrednie wejście w obszar gospodarczy krajów członkowskich ASEAN-u.

Co więcej, dla New Delhi niezwykle ważną gałęzią współpracy byłoby wspólne wydobywanie minerałów ziem rzadkich, które znajdują się na terenie Birmy/Mjanmy. Ale wojna domowa trwa, a największe złoża tych pierwiastków znajdują się na terenach kontrolowanych przez partyzantów walczących z juntą – lub na obszarach eksploatowanych już przez koncerny z Chin.

Władze w New Delhi uzyskały od birmańskiego dyktatora zapewnienie, iż terytorium jego kraju nie będzie wykorzystywane do działań sprzecznych z interesami Indii, na przykład w sferze bezpieczeństwa i gospodarczej. Ruchy separatystyczne w północno-wschodnich Indiach miały bowiem wsparcie na terytorium birmańskim. Separatystów z Indii łączą więzy plemienne z ludnością pogranicza należącego do Birmy/Mjanmy.

Drugi przystanek: Chiny

Wizyta w Chinach stała się okazją do zamanifestowania intencji ścisłej współpracy obu krajów. Tym bardziej, że to Chiny są ciągle największym partnerem handlowym i inwestorem w Birmie/Mjanmie.

Chiny odpowiadają za jedną czwartą wszystkich inwestycji zagranicznych. Jednak wojna domowa w Birmie/Mjanmie położyła cień na wymianie handlowej. Przed zamachem w 2021 roku, dwustronna wymiana handlowa sięgała 11 miliardów USD – od tamtej pory spadła do niecałych 8 miliardów USD.

Birmański prezydent podkreślał rolę swego kraju jako pomostu łączącego Chiny z Indiami oraz krajami Azji Południowo-Wschodniej. Wskazywał na wagę chińskiej Inicjatywy Pasa i Szlaku, czyli siatki lądowych korytarzy i morskich szlaków, łączących Azję, Afrykę i Europę. Istotna część tego projektu przebiega przez terytorium Birmy/Mjanmy. Dzięki Inicjatywie Chiny otrzymają bezpośredni dostęp do wód Zatoki Bengalskiej, a szerzej do Oceanu Indyjskiego, z pominięciem cieśniny Malakka.

Rozmowy chińsko-birmańskie dotyczyły przede wszystkim wzmocnienia inwestycji chińskich.

Targana wojną domową, izolowana i obłożona sankcjami ekonomicznymi, Birma/Mjanma przeżywa ogromny kryzys gospodarczy i społeczny. Działania dyktatora-prezydenta z Naypyidaw sprawiają wrażenie rozpaczliwego poszukiwania wsparcia z zagranicy.

Nie pierwszy to przypadek, gdy antydemokratyczny reżim zdaje sobie wreszcie sprawę, iż doprowadził do katastrofy – politycznej, społecznej i gospodarczej.

Trzeci przystanek: Laos

Podróże do Indii i Chin były sygnałem, iż birmańska junta szuka wsparcia w krajach mających decydujący wpływ na rozwój wydarzeń na kontynencie azjatyckim. Wizyta w Laosie, która miała miejsce w pierwszych dniach lipca, pokazała, iż dla generałów z Naypyidaw równie istotne jest odnowienie relacji z krajami ASEAN-u.

W Azji Południowo-Wschodniej rządy birmańskiej junty nie budziły entuzjazmu, choć żaden kraj nigdy jednoznacznie nie potępił zamachu stanu z roku 2021. Jednocześnie kraje ASEAN-u nie uznawały wojskowych władz Birmy za legalne i nie uznały wyników wyborów przeprowadzonych pod nadzorem junty w styczniu 2026 roku.

Intencją, która przyświecała wizycie prezydenta-dyktatora w Laosie była zapewne chęć przełamania lodów pomiędzy jednym z krajów południowo-azjatyckiego Stowarzyszenia. A także otworzenia drzwi do wznowienia relacji z całym ASEAN-em. Wybór padł na Laos, ponieważ tu elity polityczne, nie mające zbyt wiele wspólnego z europejskim rozumieniem demokracji, patrzyły najprzychylniejszym okiem na rządy birmańskich generałów.

Czy Azja przyjmie Birmę?

Trudno w tej chwili przesądzić, czy próby ponownego wejścia Birmy/Mjanmy na scenę polityczną i gospodarczą Azji Południowo-Wschodniej i południowej zakończą się powodzeniem.

Na przestrzeni ostatniego stulecia, krajem tym większość czasu rządzili generałowie. Wielokrotnie wojsko dochodziło do władzy w wyniku zamachów skierowanych przeciw demokratycznie wybranym rządom.

Wydaje się, że obecna sytuacja jest nieco inna. To prawda – w Birmie od zawsze istniały ruchy separatystyczne, działały armie plemienne kwestionujące jedność Związku Birmańskiego. Jednak trwająca od roku 2021 krwawa wojna domowa ukazuje, że skala sprzeciwu wobec dyktatur wojskowych, jest znacznie większa niż w poprzednich okresach. A armia podporządkowana juncie przez pewien czas ponosiła spektakularne porażki.

Opór stawiany wojskowym przez znaczną część społeczeństwa, to między innymi efekt krótkich, ale prodemokratycznych rządów Narodowej Ligi na Rzecz Demokracji – czyli ugrupowania kierowanego przez pozostającą obecnie w areszcie Aung San Suu Kyi.

Smak demokracji i poczucie swobód obywatelskich zagościły na trwałe w sercach i umysłach mieszkańców Birmy/Mjanmy.

Pozostaje jednak pytanie, czy w rozmowach z birmańskimi generałami sąsiedzi będą w ogóle chcieli (i umieli) skłonić Mjanmę do powrotu na ścieżkę przestrzegania praw człowieka, wolności obywatelskich i zasad demokracji.