W historii Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) nie zdarzyło się jeszcze, by jakaś rezolucja Zgromadzenia Ogólnego przeszła przy tylko jednym głosie sprzeciwu. Już choćby z tego powodu zgłoszona przez Unię Afrykańską, a przyjęta w piątek rezolucja A/80/L.104 jest dokumentem historycznym. Przeciwne jej były tylko Stany Zjednoczone, które uznały ją za niepoważną; skrytykowały zajmowanie się nią w sytuacji, gdy tyle poważniejszych problemów oczekuje rozwiązania. Istotnie, można mieć zastrzeżenia co do priorytetów pracy Zgromadzenia: na przykład w ubiegłym roku przyjęło ono 15 rezolucji potępiających Izrael i tylko 11 dotyczących pozostałych państw świata – dysproporcja ta trwa od lat. W tym jednak przypadku nie o Izrael chodzi, lecz o mapę świata.

Zgromadzenie zaleciło, by zamiast projekcji Merkatora, jako mapę świata przyjąć opracowaną projekcję „Equal Earth”, czyli Równa Ziemia.

Równa Ziemia – projekt opracowany przez Bojana Šavriča, Bernharda Jenny’ego i Toma Pattersona w 2018 roku. Fot. Wikimedia Commons.

Projekcja Merkatora była powszechnie stosowana od niemal pięciuset lat. Została stworzona przez flamandzkiego geografa i kartografa, Gerardusa Merkatora. Z kolei nowa projekcja została stworzona przez trzech naukowców ze Stanów Zjednoczonych i Australii.

Dlaczego Równa Ziemia

Dotychczas stosowana projekcja Merkatora deformuje rozmiary kontynentów, zwiększając je w miarę oddalania się od równika. Nowa propozycja zachowuje właściwe proporcje obszarów, lecz deformuje ich kształty. Przy odwzorowywaniu powierzchni kuli na płaskim nośniku nie sposób bowiem uniknąć deformacji.

Projekcja Merkatora jest więc przydatniejsza dla nawigacji, zwłaszcza że zniekształcenia słabną, im skala mapy jest mniejsza. Ale daje ona zarazem zupełnie wypaczony obraz świata jako całości: na przykład Grenlandia wydaje się w niej równa powierzchni Afryki, podczas gdy w rzeczywistości jest 14 razy mniejsza. To dlatego, że leżąca daleko od równika Grenlandia jest przez Merkatora wyolbrzymiana. Podobnie ogromna jest w tej projekcji Antarktyda, którą większość map tej projekcji po prostu ucina. Nic więc dziwnego, że kraje afrykańskie zdecydowanie poparły rezolucję.

Co Afryka traci, to zyskuje północ: Północna Ameryka, Europa i Rosja są proporcjonalnie dużo większe niż w rzeczywistości. Przy skurczonej Afryce staje się to przekazem nie tylko kartograficznym, ale także politycznym. Przyznać trzeba, że Unia Europejska też rezolucję poparła, a Rosja jej się nie sprzeciwiała.

Samotny sprzeciw USA można interpretować jako opór przed przywróceniem krajowi jego rzeczywistych rozmiarów.

W końcu prezydent Trump wielokrotnie pokazywał, że lubi duże, a teraz zamierza zbudować w Waszyngtonie największy łuk triumfalny na świecie. Może mu też być nie w smak relatywne zmniejszenie Grenlandii, bo mogłoby to umniejszyć rangę jego zakusów, by wyspę przyłączyć. Poza tym manipulacje mapą to jego specjalność: w końcu to on kazał, w reakcji na kryzys migracyjny na meksykańskiej granicy, przemianować Zatokę Meksykańską na Amerykańską. Ostatnio zaś, właśnie gdy ONZ szykowała rezolucję o mapie świata, kazał w ramach wojny celnej z Kanadą przemianować graniczne Jezioro Ontario na Jezioro Ameryka.

Ale Amerykanom znajomość geografii Afryki bardzo może się przydać. W lipcu przedstawiciel USA pokazał na międzynarodowej konferencji o zwalczaniu AIDS mapę Afryki, na której zaznaczonych było osiem krajów, w których walka z tą chorobą jest wspierana przez dotacje Departamentu Stanu. Wszystkie zostały błędnie umieszczone na mapie – Mozambik na przykład wylądował w Rogu Afryki, z grubsza tam, gdzie Etiopia i Kenia, i bez dostępu do morza. Departament Stanu winą obarczył sztuczną inteligencję. Możliwe – ale udziału naturalnej głupoty też bym nie wykluczał.

Sceptycy nowej mapy

Nie tylko jednak Amerykanie mieli wątpliwości co do rezolucji: sześć państw wstrzymało się od głosu. Ukraina miała zastrzeżenia, bo na najnowszej wersji mapy autorstwa Toma Pattersona, jednego z trzech twórców projekcji Equal Earth, Krym zaznaczono na szaro, podczas gdy reszta Ukrainy jest na zielono. Co więcej, półwysep opatrzono jego nazwą własną. Mogłoby to sugerować uznanie rosyjskiej aneksji, skądinąd potępionej przez ONZ ogromną większością głosów. Z solidarności z Ukrainą od głosu wstrzymały się też Estonia, Litwa i Mołdawia.

Ukraińską wrażliwość nietrudno zrozumieć, ale inne rosyjskie aneksje, na przykład w Donbasie, już nie są tak oznaczone. Z kolei nazwa „Krym” podana jest kursywą, używaną dla określenia struktur geograficznych, nie politycznych (podobnie oznaczona jest na przykład Kamczatka), a sama Rosja oznaczona jest na beżowo. Nie zadziałał tu więc chyba podstępnie rosyjski imperializm, tylko zwykła, choć niezrozumiała niekonsekwencja.

Od głosu nad rezolucją wstrzymała się też Serbia, bo na mapie oznakowano jako państwo także Kosowo, uznawane przez ponad połowę członków ONZ (choć nie przez samą organizację). A niepodległości Kosowa Belgrad nadal nie chce zaakceptować.

Wstrzymała się też Gruzja, z powodów niedocieczonych. Mapa nie uwzględnia utworzonych przez Rosję na jej terytorium Osetii Południowej oraz Abchazji, więc to nie jest powodem. Zresztą obecne władze w Tbilisi są raczej prorosyjskie, więc nie zdobyłyby się na taki gest – a to z kolei wyklucza też ewentualną solidarność z Ukrainą.

Być może chodzi więc o solidarność Gruzji z Serbią, która – choć prorosyjska – Abchazji i Osetii nie uznaje, a Tbilisi z kolei nie uznaje Kosowa. Żaden inny sojusznik Belgradu, nawet Rosja, nie zdobył się jednak na taki gest, by nie stracić w oczach państw afrykańskich. Sama Gruzja zaś nie poinformowała dotąd o przyczynach swej decyzji. Być może więc było z nią jak z szarym Krymem – niekonsekwencja, do której głupio się przyznać.

Równa Ziemia, Niekonsekwentna Ziemia

Ale jeśli o niekonsekwencję chodzi, to mapa jest mistrzowska. Krym jest szary, ale Donbas już nie – więc za jednym zamachem Patterson naraził się i Kijowowi, i Moskwie. Między Marokiem a Saharą Zachodnią jest nadal granica, co musi budzić oburzenie okupującego Saharę od pół wieku Maroka. Jednak oba kraje zaznaczone są tym samym kolorem, a pod nazwą „Sahara Zachodnia” dopisano „Maroko”. Jest to zgodne z ubiegłoroczną decyzją Rady Bezpieczeństwa, uznającą autonomię Sahary w ramach Maroka za najlepsze rozwiązanie.

Niekonsekwencja mapy odzwierciedla niekonsekwencję ONZ w dość zasadniczej kwestii – jej stosunku do współczesnych okupacji.

Okupację Sahary przez Maroko organizacja zaakceptowała, okupację północnego Cypru i północnej Syrii przez Turcję przemilcza, a okupację Krymu przez Rosję i Zachodniego Brzegu oraz Gazy przez Izrael potępia. Te pierwsze terytoria są na mapie oznaczone tym samym krojem czcionki co nazwy państw. Z kolei Gaza i Zachodni Brzeg też zapisane są małymi literami. Tymczasem logicznie byłoby oznaczyć je łącznie jako „Palestyna” – państwo to jest w końcu uznawane przez więcej członków ONZ niż Kosowo. Mimo że wedle konwencji z Montevideo, Palestyna nie spełnia kryteriów uznawalności, a Kosowo już tak. Innym wyjściem byłoby oznaczenia palestyńskich terytoriów kursywą – jak Krym czy Kamczatka.

Ale to nie mapa winna: odzwierciedla ona w końcu niekonsekwencje samej ONZ. Organizacja może ze swych sprzecznych stanowisk próbować się jakoś wywikłać słowami – ale na mapie trzeba je w końcu oznaczyć. Tyle tylko, że do rezolucji o Equal Earth nie jest dołączona żadna mapa. Więc wniosek, że chodzi w niej o najnowszą wersję mapy autorów przyjętej koncepcji, nie jest niczym podparty oprócz zdrowego rozsądku. Ten zaś, jak wiemy, w odniesieniu do działań ONZ często ma nikłe zastosowanie.

Co więcej, mapy publikowane przez ONZ rutynowo opatrywane są zastrzeżeniem, że to, iż ukazano na nich jakiegoś przebiegu granic, niekoniecznie oznacza, że organizacja przebieg ten uznaje. Wreszcie sama rezolucja zastrzega, że ani nie unieważnia ona projekcji Merkatora, ani nie narzuca jakiejkolwiek mapy – a jedynie rekomenduje projekcję Equal Earth. To ostatnie zastrzeżenie zresztą jest zbędne, gdyż na mocy Karty ONZ rezolucje Zgromadzenia Ogólnego nie mają mocy prawa.

Co nie zmienia w niczym faktu, że projekcja Merkatora i tak zacznie znikać z państwowych publikacji – Francja już to zapowiedziała. Bo kto tego nie zrobi, narazi się politycznie ONZ-owskiej większości – a po co?

Konsekwencje nie tylko kartograficzne

Tym bardziej że jeśli chodzi o obraz świata, Equal Earth jest rzeczywiście lepsza. Dowodzi tego błyskawiczne tempo jej przyjęcia – od ogłoszenia tej projekcji do uchwalenia rezolucji nie minęła nawet dekada, choć ONZ jest znana z bardzo powolnych deliberacji. Zaś po usunięciu Merkatora może przyjść czas na podważenie Greenwich: na większości map, niezależnie od projekcji, Europa, choćby i umniejszona, nadal leży w centrum świata.

Bo mapy na ogół za linię środkową przyjmują południk zerowy, a ten przechodzi przez podlondyńskie Greenwich.

Ustaliła to międzynarodowa konferencja w Waszyngtonie w roku 1884, kiedy to pod Londynem, a ściślej pod jego władzą, było nie tylko Greenwich, ale jedna czwarta świata. Imperium Brytyjskiego już nie ma, ale południk zerowy w Greenwich trwa – i kształtuje obraz świata na mapach. Oczywiście poza Ameryką, bo USA, a w ślad za nimi pozostali Amerykanie, swoje kontynenty umieszczają pośrodku mapy, co wymaga rozcięcia Eurazji na pół. Z kolei na Tajwanie Eurazja pozostaje cała, ale zepchnięta na lewo, zaś Ameryki pojawiają się na prawo – w efekcie Tajwan jest umieszczony na środku, jak przystoi (nieuznawanemu) sukcesorowi Imperium Środka. Chiny też stosują podobną mapę, tyle że umieszczone są  na niej  trochę na lewo od środka –  zaś Tajwan, którego Pekin nie uznaje, nadal, irytująco dla władz chińskich, zajmuje to miejsce.

Każdy z takich geograficznych wyborów, czy to projekcji, czy to linii środkowej – a są one wszak konwencjonalne – kształtuje obraz świata. A to ma konsekwencje nie tylko kartograficzne, lecz polityczne. A przecież umieszczenie równika w połowie mapy także jest konwencją: mapa świata z Nową Zelandią w centrum wywracałaby nasze wyobrażenie o świecie, dosłownie i w przenośni, do góry nogami.

A teraz pójdźmy krok dalej i obróćmy glob tak, żeby Nowa Zelandia znalazła się na dole.

To na moment pozwala zapomnieć, jakiego koloru jest Krym i jakim krojem czcionki pisana jest Gaza. I pomaga pamiętać, że decyzje w tych sprawach, podobnie jak w kwestii tego, gdzie znajduje się środek świata, są umowne.

A my nie potrafimy się w tych kwestiach zgodnie umawiać.