To nie było przełomowe spotkanie organizacji międzynarodowej BRICS. A przynajmniej nie określiło w precyzyjny sposób kierunków jej działań, których celem jest budowa nowego ładu światowego. Z całą pewnością jednak było to spotkanie ważne, a jego gospodarz, premier Indii Narendra Modi, może uważać je za sukces.

Wbrew podziałom istniejącym w BRICS-ie udało się jednogłośnie przyjąć dokument końcowy. W indyjskiej stolicy przy wspólnym stole siedzieli przedstawiciele krajów, które pozostają ze sobą w konflikcie zbrojnym lub też które dzielą istotne różnice w ocenie aktualnych wyzwań na scenie światowej.

Czym jest BRICS?

Nazwa „BRICS” pochodzi od pierwszych liter pięciu państw członkowskich: Brazylii, Rosji, Indii, Chin i Afryki Południowej. Naturalnie honory gospodarza domu pełnił Narendra Modi – polityk, który z całą świadomością realizuje w swej polityce krajowej i zagranicznej hasło lansowane przez Donalda Trumpa i zmodyfikowane na indyjski sposób, czyli „India First”. Realizacja takiej polityki oznacza, iż Indie pod przewodnictwem Modiego starają się jednakowo utrzymywać dystans i zależność od największych mocarstw współczesnego świata.

Innymi słowy, Indie mają być równie blisko Waszyngtonu jak Moskwy, przy jednoczesnym układaniu sobie relacji z Pekinem.

Nic zatem zaskakującego, iż wśród gości, których przybycie przyciągało największą uwagę komentatorów, znaleźli się Xi Jinping, prezydent Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL), oraz prezydent Federacji Rosyjskiej – Władimir Putin. Przyjechali także prezydent Iranu Masud Pezeszkian, a także następca tronu Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) – szejk Chalid bin Muhammad al-Nahajan. Na obradach plenarnych Szczytu obecny był także saudyjski minister spraw zagranicznych, książę Faisal bin Farhan Al Saud. Szczególnie ta ostatnia trójka polityków budziła zainteresowanie, ponieważ reprezentowane przez nich kraje znajdują się po przeciwnych stronach wojny toczącej się w rejonie Zatoki Perskiej.

Iran atakowany jest przez USA i Izrael, natomiast sam atakuje wojskowe bazy amerykańskie i instalacje militarne Stanów Zjednoczonych na terytoriach Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Arabii Saudyjskiej. Mimo napiętej sytuacji przedstawiciele Iranu i ZEA apelowali o powściągliwość w użyciu broni i nieeskalowanie konfliktu w rejonie Zatoki Perskiej. Ich wspólne oświadczenie, a także deklaracja końcowa Szczytu dotycząca tej kwestii, to sygnał świadczący o chęci wygaszania konfliktu przez kraje regionu.

Indie i Chiny – ocieplenie relacji?

Ważnym spotkaniem były w tym kontekście także rozmowy Narendry Modiego z prezydentem Iranu Masudem Pezeszkianem. Obaj politycy zwracali uwagę na konieczność zachowania bezpieczeństwa na szlakach i korytarzach transportowych wiodących przez regionalne morza. Wśród obserwujących Szczyt największe zainteresowanie budziły spotkania dwustronne, przede wszystkim premiera Narendry Modiego z Xi Jinpingiem.

Przyjazd chińskiego prezydenta do Indii był jego pierwszą wizytą w tym kraju od siedmiu lat – przez ten okres relacje pomiędzy Pekinem a Nowym Delhi uległy znacznemu pogorszeniu.

Potyczki i starcia zbrojne obu armii na nieustannie spornej granicy w Himalajach, Ladaku; chińskie wsparcie gospodarcze i technologiczne dla Pakistanu, także dla sił zbrojnych tego kraju; coraz intensywniejsza obecność chińskiej marynarki wojennej na wodach Oceanu Indyjskiego. Wreszcie aktywność gospodarcza Chin w Azji Południowo-Wschodniej – to wszystko budzi niepokój w Indiach.

W komentarzach, które pojawiły się po spotkaniu obu przywódców, podkreślano, iż obie strony są zainteresowane wspólną pracą nad rozwiązaniem sporów granicznych. Indyjskie ministerstwo spraw zagranicznych oświadczyło, że „obaj przywódcy wyrazili zaangażowanie na rzecz sprawiedliwego, rozsądnego i wzajemnie akceptowalnego rozwiązania kwestii granicznej”.

Xi Jinping następująco skomentował rozmowę z Modim: „Chociaż nasze dwa kraje różnią się pod wieloma względami, są w pełni zdolne do wzajemnego uzupełniania swoich mocnych stron, wspierania się, osiągania wzajemnie korzystnych sukcesów i wspólnego rozwoju”. Czy za tymi słowami pójdzie rzeczywista intensyfikacja relacji? O tym przekonamy się dopiero za jakiś czas.

Putin i Modi – znów bez konkretów

Równie oczekiwane było spotkanie Narendry Modiego z Władimirem Putinem. Co prawda ani Modi, ani same Indie ustami szefa dyplomacji nigdy nie potępiły rosyjskiego ataku na Ukrainę i sposobu prowadzenia przez Rosję wojny z tym krajem. Ale Modi kilkakrotnie już dawał Putinowi do zrozumienia, że współczesność to nie jest czas, by rozwiązań kwestii spornych szukać w wojnach. W zwięzłych komentarzach po spotkaniu informowano, iż obaj politycy mówili o współpracy gospodarczej, politycznej, obronnej, a także energetycznej. Konkretów, niemal jak zwykle, brakowało.

Ciekawostką spotkania Modiego z Putinem był podarunek, który indyjski premier wręczył władcy Kremla.

A był nim starożytny traktat indyjski „Thirukkural”, w przekładzie z języka tamilskiego na rosyjski. Traktat ten zawiera wciąż aktualne wskazania dotyczące zasad moralnych. Także tych, których przestrzegać powinien każdy władca. Mowa jest tam między innymi o nieużywaniu przemocy, o potrzebie prawdomówności, ale i o zasadach honoru.

BRICS chce osłabić dolara

Tegoroczny Szczyt BRICS-u, organizacji, w której skład wchodzi obecnie jedenaście krajów, a kilkanaście jest krajami partnerskimi, poświęcony był w dużej mierze kwestii zasadniczej dla państw członkowskich – próbie budowania nowego porządku gospodarczego i handlowego w globalnym świecie.

Idea, którą chcą realizować kraje należące do BRICS-u i współpracujące z tym blokiem, to zwiększenie roli tak zwanego Globalnego Południa i przebudowa światowego ładu finansowego.

Pod tym ostatnim sformułowaniem kryje się dążenie do zmniejszenia roli dolara w światowej wymianie handlowej i zwiększenia znaczenia walut narodowych.

Warto zauważyć, że na wszystkich Szczytach BRICS-u była już o tym mowa. Przynajmniej na razie, nie odnotowano na polu „dedolaryzacji” znaczących sukcesów. Owszem, zwiększyła się w jakimś stopniu wymiana za pośrednictwem walut krajowych, ale to głównie zasługa przejścia na rozliczenia w chińskich juanach. O szerszym katalogu walut krajowych uczestniczących w rozliczeniach handlowych nawet wewnątrz BRICS trudno jeszcze mówić. Dolar nadal dominuje w rezerwach banków centralnych, na rynku reasekuracji i w globalnym długu.

Blok państw BRICS natrafia na ogrom trudnych do pokonania barier, między innymi z powodu znacznego zróżnicowania pomiędzy krajami członkowskimi. Różnice potencjałów gospodarczych są ogromne. Trudno bowiem porównywać gospodarkę chińską z gospodarką Egiptu, choć ten drugi obecnie dokonuje ogromnego skoku gospodarczego. Podobnie trudno zestawić ze sobą potencjał militarny Indii choćby z Etiopią czy Rosji ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Różnice te są jeszcze większe pomiędzy krajami członkowskimi i partnerskimi.

BRICS-u nie można lekceważyć

Kto wie jednak, czy większą barierą i trudniejszym do pokonania testem na jedność BRICS-u nie są kwestie polityczne. Wszak Iran, Chiny i Rosja to państwa opowiadające się jednoznacznie negatywnie na temat zachodniej (czy ściślej amerykańskiej) dominacji we współczesnym świecie. Inną pozycję zajmują Indie, Egipt, ZEA czy wreszcie potężne państwo muzułmańskie, jakim jest Indonezja. W przypadku tych krajów i ich sojuszy antyamerykanizm nie jest już tak silny, a stosunek do chińskiego czy rosyjskiego ekspansjonizmu wcale nie jest jednoznacznie pozytywny.

Czy to wszystko oznacza, że BRICS nie ma przyszłości? Że ledwie tu zarysowane podziały w wyborach geopolitycznych sprawią, iż członkowie BRICS-u nie osiągną żadnych stawianych przed sobą celów? Byłbym ostrożny, formułując odpowiedź.

Kraje BRICS-u to ponad połowa ludzkości naszego globu.

Udział tych krajów w globalnym PKB to 35 procent z perspektywą osiągnięcia w przeciągu dziesięciu do piętnastu lat 50 procent. Już obecnie kraje BRICS-u przewyższają PKB grupy G7 (około 30 procent). Co więcej, ważną częścią udziału tego bloku w globalnym rynku jest eksport surowców energetycznych oraz metali ziem rzadkich – czyli surowców, od których, przynajmniej współcześnie, zależne są rozwinięte gospodarki świata.

To sprawia, że świat zachodni, wobec którego BRICS jest albo wrogi, albo mniej lub bardziej niechętny, nie powinien lekceważyć tego gracza. Polityka uprawiana bowiem przez BRICS jest z sympatią widziana i wspierana przez ubogie lub uboższe kraje Azji i Afryki. A BRICS może kusić te kraje nie tylko ograniczeniem wpływów świata zachodniego, postrzeganego niejednokrotnie przez pryzmat polityki neokolonialnej, ale także konkretnym wsparciem finansowym i gospodarczym. Dla zrealizowania idei kończącej czasy Pax Americana Chiny są skłonne sporo zainwestować.

Czy obudzimy się wówczas w świecie, w którym karty rozdawać będzie Pekin, a świat będzie musiał przyjąć zasady Pax Sinica? Być może przekonamy się o tym szybciej niż mogłoby się wydawać.