Dwudziestego pierwszego lipca 2026 roku prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zmienił dowódcę naczelnego sił zbrojnych. Miejsce coraz bardziej niepopularnego w wojsku i w społeczeństwie generała Ołeksandra Syrskiego zajął generał Mychajło Drapaty. Zasłynął już w 2014 roku, kiedy dowodząc okrążonymi wzdłuż granicy z Rosją ukraińskimi siłami, przebił się z walką na terytorium kontrolowane przez ukraińskie wojska, ratując kilkuset żołnierzy i kilkadziesiąt sztuk ciężkiego sprzętu.

Powołując Drapatego na stanowisko, Zełenski próbował zażegnać kryzys polityczny, który zaostrzył się na tle ulicznych protestów w wielu ukraińskich miastach. Protestujący domagali się zmian w ukraińskim wojsku, reform i walki z korupcją w ministerstwie obrony, a także przebudowy systemu mobilizacyjnego. Poza tym domagali się powrotu na stanowisko w Ministerstwie Obrony Narodowej ministra Mychajła Fedorowa, który wcześniej został odwołany. To w nim widziano szansę na wprowadzenie postulowanych zmian i odwołanie dowódcy naczelnego generała Syrskiego. Fedorow od lat kreuje obraz młodego wizjonera, który stał się symbolem prędko rozwijającej się cyfrowej transformacji Ukrainy. Syrski z kolei zaczął być postrzegany jako przedstawiciel starej, tak zwanej „radzieckiej”, szkoły dowodzenia. Wiązało się to z nieliczeniem się ze stratami, brakiem poszanowania dla godności i życia żołnierza oraz opieraniem się na przestarzałych, radzieckich doktrynach.

Czara goryczy się przelała

Na ile te wszystkie oskarżenia mają realną podstawę, jest sprawą dyskusyjną. Natomiast ważne jest, by odnotować, że w społeczeństwie ukraińskim rośnie niezadowolenie, podsycane kolejnymi aferami w wojsku i w administracji prezydenta. Wyszły na jaw głębokie powiązania korupcyjne funkcjonariuszy na wysokim szczeblu rządu i administracji. Zbiegło się to w czasie z szeregiem publikacji dziennikarzy śledczych gazety „Babel”, ujawniających tajemnicze śmierci i pobicia nowo powołanych żołnierzy w ośrodkach szkoleniowych niektórych jednostek szturmowych. W związku z tym odwołano dowódcę 425. Pułku Szturmowego Ukrainy (Skeila), Jurija Harkawija. Jednostka ta jest z kolei osobistym projektem i oczkiem w głowie generała Syrskiego.

Odwołanie ministra obrony Mychajła Fedorowa, który przedstawił własny program reform w ukraińskim MON-ie i z którym powszechnie wiązano nadzieję na poprawę sytuacji, przelało czarę goryczy. Należy również podkreślić, że znacząca część armii mniej lub bardziej aktywnie wspierała program reform Fedorowa i wielu oficerów publicznie poparło go w trakcie trwających protestów.

Prezydent Ukrainy w tej sytuacji, z jednej strony, zgodnie z oczekiwaniami armii i społeczeństwa, odwołał generała Syrskiego, mianując na jego miejsce postać powszechnie traktowaną jako absolutne jego przeciwieństwo: dużo młodszego generała Drapatego. Z drugiej strony, zaproponował Fedorowowi szereg innych stanowisk w rządzie, które umożliwiałyby jego powrót do ekipy – ale bez realnego wpływu na podejmowane decyzje i bez możliwości wprowadzenia planowanego programu reform w MON-ie i armii.

Fedorow nie tylko odmówił powrotu do ekipy rządzącej, ale też wykorzystał tę sytuację, by publicznie skrytykować Zełenskiego i jego styl zarządzania państwem – czego wcześniej starannie unikał. Otwarcie nawoływał też do wyborów prezydenckich pomimo wojny.

Były minister obrony wskazał na systemowy problem korupcji i koncentrację władzy w rękach prezydenta, co, jego zdaniem, rujnuje system polityczny i marginalizuje rząd oraz parlament. Kiedy stało się jasne, iż Zełenski nie zamierza mu pozwolić na zrealizowanie zaproponowanego wcześniej programu reform, Fedorow w swoim publicznym wystąpieniu wezwał do przeprowadzenia wyborów prezydenckich i parlamentarnych na Ukrainie pomimo toczącej się wojny.

Kryzys sięga głębiej

Mimo że cały ten kryzys toczył się wokół kilku konkretnych postaci, warto podkreślić, że rosnące w ukraińskim systemie politycznym napięcia mają o wiele głębsze korzenie. Nieistotne jest, kto zostanie mianowany czy odwołany z konkretnego stanowiska: obecna sytuacja polityczna na Ukrainie stale się pogarsza i komplikuje. Kolejne iteracje kryzysu są praktycznie nieuniknione.

Co jest więc sednem problemów na Ukrainie i skąd się bierze narastająca sytuacja kryzysowa?

Fundamentem problemu jest system polityczny, który powstał w Kijowie po wyborach 2019 roku.

W zupełnie nienaturalny sposób, jak na realia ukraińskie, prezydent kraju skoncentrował w swoich rękach całą władzę wykonawczą i ustawodawczą. W parlamencie powstała koalicja jednopartyjna. Świeżo upieczona partia rządząca, Sługa Ludu, w całości opierała się na autorytecie i wyniku wyborczym prezydenta, nie mając własnej mocnej platformy ideologicznej, programu politycznego czy nawet struktur partyjnych. To z kolei spowodowało marginalizację zarówno roli parlamentu, jak i tworzonego przez parlament rządu; parlament zdegradowano do roli organu zatwierdzającego decyzje podejmowane w administracji prezydenta.

Po roku 2022, podczas wojny z Rosją, Zełenski wykorzystał obowiązujący stan wojenny i tylko wzmocnił swoją władzę jako zwierzchnik sił zbrojnych. Jego rola jest absolutnie kluczowa, jeżeli chodzi o wszystkie decyzje dotyczące wojny i polityki zagranicznej państwa. Ma pełną swobodę w odwoływaniu i mianowaniu zarówno dowódców, jak i kierowników organów siłowych, jak i formowaniu kolejnych rządów (mimo że formalnie jest to odpowiedzialność partii rządzącej i parlamentu).

Czy wybory w trakcie wojny mają sens?

Społeczeństwo, wojsko i nawet partie opozycyjne są niechętne przeprowadzeniu kolejnych wyborów podczas aktywnej fazy wojny z Rosją. Według lipcowego sondażu przeprowadzonego przez Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii (KIIS), tylko 15 procent respondentów uważa, że wybory powinny zostać przeprowadzone przed końcem wojny. Wynika to z różnych powodów – głównie z obawy o bezpieczeństwo. Ale opozycja obawia się też, że w warunkach stanu wojennego Zełenski może mieć zbyt duży wpływ na przebieg kampanii wyborczej i przez to wpłynąć na wynik na swoją korzyść.

W warunkach nasilających się rosyjskich ataków na ukraińskie miasta tradycyjny sposób przeprowadzenia kampanii wyborczej i samych wyborów jest niemożliwy.

Konieczne jest więc opracowanie zupełnie nowego algorytmu, prawdopodobnie opierającego się na głosowaniu zdalnym, elektronicznym. To wymaga głębokich zmian w prawie wyborczym i szerokiej dyskusji społecznej na temat konkretnych rozwiązań, by społeczeństwo było w stanie zaufać i zaakceptować tego typu zmiany.

Koncentracja władzy w rękach prezydenta Ukrainy i brak możliwości przeprowadzenia wyborów powodują patową sytuację. Ukraina nie jest Rosją, więc pomimo koncentracji władzy Zełenski nie jest dyktatorem. Istnieją wciąż niezależne instytucje, takie jak Narodowe Antykorupcyjne Biuro Ukrainy (NABU) czy Wyższy Sąd Antykorupcyjny Ukrainy, które swoją pracą ujawniają działania korupcyjne rządzącej ekipy.

4 września NABU przeprowadziło operację „Kartagina” w siedzibie Prokuratora Generalnego (PG) Rusłana Krawczenki i ujawniło masową korupcję nielegalnych call centers, które miały uzyskiwać miesięcznie co najmniej 24 miliony dolarów. Co więcej, rok temu Zełenski próbował zlikwidować niezależność tych instytucji, co wywołało pierwszy poważny kryzys polityczny w Ukrainie od 2022 roku.

Zełenski wybiera izolację

Pomimo stanu wojennego, wolność słowa nie jest ograniczana na Ukrainie. Dziennikarze otwarcie krytykują władze; problemy w wojsku i korupcja w strukturach państwowych są szeroko komentowane i dyskutowane. Koncentracja władzy powoduje również sytuację, w której prezydent w oczach społeczeństwa osobiście ponosi odpowiedzialność za wszystkie najważniejsze procesy w państwie. Obarczany jest więc winą za każdą aferę w armii czy w rządzie. To sprawia, że zaufanie obywateli do Zełenskiego maleje, więc spadek jego popularności jest nieunikniony.

Choć według najnowszego sondażu Rating, na zlecenie Międzynarodowego Instytutu Republikańskiego, Zełenski wciąż otrzymałby najwyższe poparcie – 31 procent respondentów – ale aż 74 procent zaznaczyła potrzebę nowych twarzy i partii politycznych. Z kolei czerwcowy sondaż KIIS ukazał, że po zakończeniu wojny 67 procent domaga się odsunięcia Zełenskiego – od ostatniego badania trzy lata temu, to aż trzykrotny wzrost. Zełenski mógłby złagodzić ten proces, dzieląc się kompetencjami z innymi politykami, oficerami czy działaczami społecznymi. Mógłby na przykład utworzyć rząd jedności narodowej z udziałem opozycji albo wprowadzić opozycję do swojej ekipy rządzącej.

Zamiast tego prezydent stara się pozbyć takich ludzi, żeby nikt nie zagrażał mu osobiście na arenie politycznej. Zełenski izoluje sam siebie.

Kolejne zaostrzenie sytuacji politycznej w Kijowie jest kwestią czasu. Na Ukrainie powstaje dylemat wyborów w trakcie intensywnej wojny. Z jednej strony wybory są konieczne do rozwiązania kryzysu. Państwem w czasie wojny musi rządzić człowiek, który ma zaufanie społeczne i legitymację wynikającą z poparcia większości wyborców.

Z drugiej strony nie jest jasne, jak przeprowadzić wybory w taki sposób, by nie była to zwykła farsa. Muszą one odzwierciedlać realny stan i nastroje społeczeństwa. Nie mogą też ograniczać prawa uchodźców czy żołnierzy w okopach do kandydowania i do oddania swojego głosu. Jeżeli te prawa nie zostaną przez państwo zagwarantowane, wybory mogą osiągnąć odwrotny cel i tylko pogłębić istniejące problemy.

Z tych powodów znaczna część ukraińskiego społeczeństwa obawia się próby przeprowadzenia wyborów w trakcie wojny – pomimo krytycznego stosunku do urzędującego obecnie prezydenta Ukrainy. Społeczeństwo boi się sytuacji, w której wybory nie tylko nie rozwiążą napięć politycznych, ale też negatywnie wpłyną na przebieg walk na froncie.