We wspomnieniach opozycjonistów z czasów PRL drukarze, czyli ci, którzy powielali w zakonspirowanych drukarniach podziemną prasę, są przedstawiani, jak bohaterowie i twardziele jednocześnie. Anonimowi i pracujący w ukryciu, czyli pozbawieni splendoru liderów i jawnych działaczy, a jednocześnie tworzący fundament działalności opozycyjnej – wolne słowo bez cenzury. W razie nalotu Służby Bezpieczeństwa bez szans na obronę, bo trudno inaczej niż nielegalną działalnością wytłumaczyć swoją obecność w zastawionej powielaczami i bibułą piwnicy. Jacek Kuroń pisał o nich jako bezinteresownych, odważnych herosach.
Piotr Niemczyk działacz opozycji demokratycznej w PRL, był drukarzem w czasach stanu wojennego, w latach 1982-1984.
W opozycji działał już jako nastolatek.
Kolportował podziemną prasę, tworzył opozycyjne organizacje. Współtworzył Ruch Wolność i Pokój, który domagał się między innymi prawa do zamiany służby wojskowej na służbę zastępczą. Siedział w więzieniu, ukrywał się, ale zawsze odmawiał zgody na systemową przemoc.
Areszt za stanie z transparentem
Od wczoraj siedzi w areszcie na warszawskiej Białołęce po tym, jak w suwerennym i praworządnym państwie protestował wspólnie z młodzieżą z Ostatniego Pokolenia przeciw zaniechaniom w walce z ociepleniem klimatu. Jak twierdzi Paweł Kasprzak, lider Obywateli RP, który brał udział w tym samym proteście i też został zamknięty w więzieniu, Niemczyk po prostu stał z transparentem. Protest polegał na zablokowaniu ruchu na jednym z mostów w Warszawie, ale poważnie chory Niemczyk, z niesprawną nogą, nie mógł sobie pozwolić na to, by usiąść na jezdni. Stał więc obok z transparentem.
Odmówił wykonania kary prac społecznych i w związku z tym wczoraj został zabrany na dwa tygodnie do aresztu na Białołęce.
Jest w tym coś, z czym można się głęboko nie zgadzać jako obywatel. I coś ponuro absurdalnego.
Mieszkam 6 kilometrów od tego aresztu. Od 20 lat, od kiedy tu się sprowadziłam, słyszę regularnie ryk silników motocykli, które ścigają się po ulicy wiodącej do centrum Warszawy. Raz sama znalazłam się na trasie wyścigu i tylko czekałam zamarła, aż miną mnie wystrzeliwujące z obu stron mojego samochodu motocykle. Czytałam w mediach, że policja jest bezsilna, chociaż w okolicy roi się od radarów.
Podobne problemy funkcjonariusze mają z grasującymi na hulajnogach elektrycznych nastolatkami. I z dostawcami jedzenia jeżdżącymi po chodnikach napędzanymi elektrycznie „rowerami”. Wszyscy ich widzą i słyszą, ale nic się nie da zrobić.
Przed legalnie działającą przychodnią aborcyjną Abotak w Warszawie przez ponad półtora roku odbywały się uciążliwie i hałaśliwe demonstracje. Policja miała ignorować prośby mieszkańców z sąsiedztwa o interwencję. Zgromadzenie rozwiązano dopiero kilka dni temu, kiedy zdesperowany mieszkaniec ukląkł i błagał pikietujących o ciszę, bo jego dziecko jest przerażone i nie może spać. Wcześniej policja po prostu patrzyła.
Kiedy więc trzeba wykonać coś trudnego – namierzyć czującą bezkarność grupę potencjalnych przestępców drogowych albo powstrzymać przed zakłócaniem porządku i spokoju politycznie zaangażowanych aktywistów – policja ma problem. O wiele łatwiej spisać i skierować do sądu dane człowieka, który stoi na ulicy i nigdzie nie ucieknie chociażby dlatego, że ma chorą nogę. Demonstracja, w której bierze udział budzi społeczną niechęć, więc może się wydawać, że nie ma tu ryzyka wzbudzenia oburzenia interwencją.
A jednak ryzyko było. To wydarzenie może mieć jeszcze szersze konsekwencje
Aresztowanie Niemczyka wzbudziło oburzenie środowisk walczących o praworządność w czasach PiS-u, prawników, opozycjonistów z czasów PRL. Napisali w obronie Niemczyka list otwarty do ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka i Rzeczniczki Praw Obywatelskich Sylwii Gregorczyk-Abram wskazując wątpliwości prawne co do aresztowania. Znana prawniczka zajmująca się prawami człowieka Monika Płatek napisała w swoich mediach społecznościowych: „Motywy Piotra Niemczyka – działań jakie podejmował nie sprzeciwiały się porządkowi publicznemu, nie miały na celu niszczenia praworządności, ale jej obronę. Udawanie, że jest inaczej – to wstyd”.
Rządy koalicji demokratycznej rozczarowują środowiska walczące w czasie rządów PiS-u o praworządność i obywateli, którzy czekali na jej przywrócenie. Najważniejsi architekci jej łamania pozostają bezkarni. Podobnie, jak ci, którzy korzystali z publicznych pieniędzy do partyjnych celów – często to te same osoby.
Wymiar sprawiedliwości umieścił w areszcie człowieka, który o tę praworządność walczył, także w czasach, kiedy było to o znaczniej bardziej niebezpieczne niż w III RP, nawet niepraworządnej. W dodatku człowieka, który ma poważne problemy ze zdrowiem. Na podstawie poddawanych w wątpliwość przesłanek prawnych.
A więc, jak się wydaje – nadgorliwie, korzystając z tego, że to łatwe.
To, niestety, jeszcze bardziej eksponuje ten ikoniczny już brak sprawczości rządu Donalda Tuska i ministerstwa Waldemara Żurka. Gdyby nie fakt, że chodzi o sprawę bardzo poważną, byłoby to groteskowe.
Obrona Niemczyka to nie obrona w ramach elit (jak przy okazji różnych obron definiują to komentatorzy z mediów społecznościowych). To wyraz bezsilności wobec państwa, które jest bardzo sprawcze, kiedy trzeba dogonić kogoś, kto stoi obok, ale ma już problem ze złapaniem bandyty na motocyklu. A już zupełnie poddaje się, gdy chodzi o poważnego przestępcę z dawnych elit politycznych.