W 2021 roku Zgromadzenie Państw Członkowskich (ZPC) wybrało brytyjskiego adwokata Karima Khana na stanowisko prokuratora Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK). Jego nominacja zakończyła trudny, półtoraroczny okres poszukiwania następcy gambijskiej prawniczki Fatou Bensoudy. Jednym z zadań Khana miało być uzdrowienie „toksycznej atmosfery pracy” w urzędzie prokuratorskim. Mnożyły się oskarżenia o mobbing, molestowanie, nadużycia władzy. Khan powołał zewnętrzną komisję do oceny sytuacji i zapowiedział radykalne reformy.

Dowodził, całkiem słusznie, że

urząd mający ścigać bezkarnych międzynarodowych przestępców sam musi być poza wszelkim podejrzeniem.

Powołana komisja potwierdziła większość zarzutów. Jedna z zeznających oskarżyła Argentyńczyka Luisa Moreno Ocampo, pierwszego prokuratora MTK i poprzednika Bensoudy, o próbę gwałtu na dziennikarce. Oboje kategorycznie zaprzeczyli i sprawie nie nadano dalszego biegu. Mogło to zniechęcić innych ewentualnych sygnalistów. A w międzyczasie pojawiały się doniesienia o molestowaniu przez Khana jego asystentki oraz stażystki w jego urzędzie.

Śledztwo wszczęto dopiero w maju 2024 roku; wcześniej domniemana ofiara odmówiła złożenia skargi, jak to miało też miejsce w sprawie Ocampo. W trzy tygodnie później Khan oświadczył, że wystąpi z wnioskiem o wydanie nakazów aresztowania wobec premiera Izraela Benjamina Netanjahu i jego byłego ministra obrony Joawa Gallanta, oskarżając ich o popełnienie w wojnie w Gazie zbrodni wojennych i przeciw ludzkości. Warto przy tym zauważyć, że Khan nie postawił im zarzutu ludobójstwa, bowiem, jak sam stwierdził, nie ma na to dość dowodów.

Hipoteza o zemście

Te dwie sprawy będą odtąd rozpatrywane przez międzynarodową opinię łącznie i wiele osób będzie sugerowało, że istnieje między nimi związek przyczynowo-skutkowy. W miniony piątek Khan został usunięty ze stanowiska przez ZPC – ze 125 członków Zgromadzenia 82, w tym Polska, głosowało za jego usunięciem; tylko 13 było przeciw.

Jedni będą twierdzić, że śledztwo w sprawie występków Khana to „zemsta Mossadu” za antyizraelskie wnioski. Twierdzą tak nie tylko pasjonaci teorii spiskowych, ale też osoby poważne, jak Josep Borell, były Wysoki Przedstawiciel UE ds. Zagranicznych i Bezpieczeństwa. W komentarzu dla Project Syndicate napisał, że dymisja Khana to „sabotaż kamuflowany językiem śledztwa w dobrej wierze i odpowiedzialności […] administracja Trumpa i Netanjahu chcą tego samego”.

Sam Khan informował, że próbowano go zastraszyć, by nie ścigał Izraelczyków i wycofał wnioski.

Inni z kolei twierdzą, że wystąpienie o nakazy aresztowania izraelskich przywódców miało chronić Khana przed śledztwem w sprawie molestowania, poprzez interpretowanie tego drugiego właśnie jako zemstę za działanie przeciwko Izraelowi. Oskarżył o to Khana między innymi Benjamin Netanjahu, komentując jego zwolnienie następująco: „Pomyślał: jak będzie nakaz, mam [tj. zachowam] pracę… [Ale] stracił pracę, bo ogromna większość państw wiedziała, że to szwindel”.

Hipoteza o zemście, acz wyobrażalna, jest nieprzekonująca. Jeżeli śledztwo miało być karą za wyroki, to powinno zostać wszczęte po wystąpieniu o nie, a nie przed. Co więcej, w dniu w którym Khan ogłosił swą decyzję, miał się on udać do Izraela by przedstawić, zgodnie z procedurą MTK, rezultaty swojego dochodzenia izraelskiej prokuraturze. Dopiero, gdyby prokuratura odmówiła wszczęcia działań, mógł wystąpić do MTK o nakazy.

Wcześniej, podczas dochodzenia w sprawie oskarżenia władz Wenezueli o mordowanie więźniów politycznych, Khan udał się z dowodami do Caracas i tamtejsza prokuratura obiecała mu, że zajmie się sprawą. To wystarczyło, by MTK już się nią nie zajął. Wenezuelska prokuratura oczywiście też nie – i to zasadnicze proceduralne uchybienie mogło być jednym z powodów, dla których sędziowie MTK głosowali w sprawie potwierdzenia zasadności nakazów przeciwko Wenezueli, dwa do jednego.

Kto oskarżył Khana?

Co więcej, oskarżycielka Khana źle się nadaje do przypisywanej jej roli mossadowskiej prowokatorki. Ta malezyjska prawniczka, muzułmanka jak Khan, jest zwolenniczką zasadności ścigania izraelskich przywódców i zrazu odmówiła podtrzymania swych zarzutów, by nie zaszkodzić sprawie. Podjęła w końcu decyzję o zeznawaniu, bo – jak powiedziała w wywiadzie dla „New York Timesa”, „ofiary nie wybierają politycznego kalendarza swych krzywdzicieli. Nigdy nie ma właściwego momentu”.

Decyzja zeznającej prawniczki zasługuje na ogromny szacunek, bo – jak wszystkie ofiary seksualnej przemocy – musiała się zmierzyć z podłymi sugestiami, że to w jakimś sensie była też jej wina i dlatego powinna milczeć. Nawet panel sędziów MTK, któremu przedstawiono wynik dochodzenia w jej sprawie, uznał, że jej zarzuty – którym Khan zawsze kategorycznie zaprzeczał – nie zostały potwierdzone „ponad wszelką wątpliwość”.

Gdyby nie presja instytucji MTK i samych państw członkowskich, zapewne na tym by się skończyło. Wynik piątkowego głosowania ZPC jest formą wyrażenia szacunku wobec oskarżającej – i sam na szacunek zasługuje. Nie zdarzyło się wcześniej, by ciało międzynarodowe tak jednoznacznie poparło ofiarę seksualnej przemocy. Ogłuszające milczenie, jakim zareagowały na ten wynik organizacje kobiece z ruchu MeToo, jest tym bardziej zdumiewające i przypomina milczenie, jakim zareagowały na raport o gwałtach Hamasu.

Oskarżenia wobec Izraela pozostają

Ale Netanjahu myli się całkowicie, gdy twierdzi, że społeczność międzynarodowa uznała tym głosowaniem, iż dochodzenia przeciwko niemu i Gallantowi to „szwindel”. To było głosowanie w kwestii wiarygodności oskarżeń przeciwko Khanowi, a nie przez niego wniesionych.

Nie wiemy, na jakie dowody powoływał się prokurator MTK, oskarżając izraelskiego premiera i ministra obrony, bowiem całe postępowanie jest tajne. Wiemy jednak, że nie brak przesłanek, by takie oskarżenia stawiać, i jest całkiem możliwe, że inny prokurator postąpiłby podobnie.

Nie zmienia to jednak w niczym faktu, że Khan wobec swej asystentki oraz wobec stażystki, popełnił przestępstwo, za które, miejmy nadzieję, odpowie nie tylko politycznie, ale i karnie. A w swych nieprawdziwych wypowiedziach na ten temat usiłował zakłócić działania sprawiedliwości. Zasadnie można więc mieć wątpliwości co do tego, czy w swych innych działaniach zawsze kierował się regułami praworządności. Dwoje jego dotychczasowych zastępców, którzy aż do powołania następcy przejęli jego funkcje, winni rozważyć możliwość ponownego przebadania wniosków, jakie składał – nie tylko w sprawie izraelskiej, ale i ponownego ich przedstawienia sędziom. W kwestii zasadności nakazów wobec Netanjahu i Galanta zadecydował, jak pamiętamy, jeden głos. Swymi postępkami Khan naraził wiarygodność samego Trybunału.

A tymczasem Trybunału trzeba bronić w obliczu zmasowanej kampanii przeciwko oskarżeniu Izraela.

Kto jest na bakier z Trybunałem?

Nie tylko Netanjahu uważa, że oskarżenia Trybunału są bezpodstawne: sekretarz stanu Marco Rubio właśnie zapowiedział, że „demontaż MTK, cegła po cegle”, jest jednym z celów polityki USA. Samo jego istnienie, stwierdził, „godzi w suwerenność i niepodległość Stanów Zjednoczonych”.

USA toczą z Trybunałem wojnę: 18 sędziów i prokuratorów jest objętych sankcjami. Z tego powodu szybkie znalezienie następcy Khana może być trudne. W podobnych do Rubio słowach działalność MTK oceniła rzeczniczka rosyjskiego MSZ, Maria Zacharowa. Do MTK nie należą ani Stany, ani Rosja, ani Chiny – członkowie Rady Bezpieczeństwa. Nie należą też Indie i Pakistan, Iran i Irak, Egipt i Izrael, Syria, Turcja i Azerbejdżan, Rwanda i RPA. W ostatnich dniach wystąpiły zeń Burkina Faso, Niger, Mali, Czad i Wenezuela.

Nie-członkowie i występujący uważają, że MTK podważa ich suwerenność albo jest na różne sposoby politycznie do nich uprzedzone. Mogą mieć rację: każdy wymiar sprawiedliwości ogranicza swobodę działania tych, którzy mu podlegają, i bywa, że sam z kolei politycznym wpływom ulega.

Trudno zarazem nie zauważyć, że przed MTK uchylają się ci, którzy mogą mieć zasadne powody do obaw, że sami mogliby podlegać jego działaniom.

Khan sabotuje sprawiedliwość

Dopiero na tym tle widać, jak ogromnego sabotażu samej idei sprawiedliwości międzynarodowej dokonał Khan. Wszyscy jej przeciwnicy będą się powoływać na jego przykład jako dowód, że sama idea oskarżenia Izraela jest wadliwa i winna być odrzucona, czy wręcz zwalczana.

Został powołany, by pokierować wewnętrznym oczyszczeniem się Trybunału, a sam stał się źródłem zła, które miał zwalczać. To oczywiście nie pierwszy taki przypadek: mówiła o tym choćby sztuka włoskiego dramaturga Ugo Bettiego z 1944 roku, z której zaczerpnąłem tytuł komentarza.

Ofiarom Khana: w pierwszym rzędzie kobietom, które skrzywdził, ale także samym zasadom praworządności, które znieważył, Trybunał jest winien sprawiedliwość.