Nie po raz pierwszy nepalski region o nazwie Rasuwa stał się sceną tragedii. W ostatnich dniach tamtejsze wioski i miasteczka położone nad rzeką Triśuli zostały zmyte przez wodę. W chwili, gdy piszę te słowa, trudno określić rzeczywistą liczbę ofiar błyskawicznej powodzi i ziemnych osuwisk. Pierwsze doniesienia mówiły o ponad stu ofiarach śmiertelnych i dziesiątkach zaginionych. Wśród zaginionych byli turyści z Indii, Europy, USA. Co prawda monsunowy sezon turystyczny jeszcze się w pełni w Nepalu nie zaczął, ale osoby uprawiające trekking oraz rafting już wyruszyły na górskie i wodne szlaki Himalajów.
Pielgrzymi, turyści, kierowcy nad Triśuli
Region Rasuwa, to długa himalajska dolina, której osią jest rzeka Triśuli. Kilkanaście lat temu jechałem jeepem w pierwszych dniach września do jednej z ważniejszych osad położonych nad tą doliną – do osady Syapru Besi. W ramach Polish Aid powstała tam tak zwana polska piekarnia. Przygotowywałem radiową opowieść o tej inicjatywie. Trwały ostatnie ulewy monsunowe. Drogę co pewien czas przerywały ziemne lawiny wywołane gwałtownymi opadami. Usuwano je przy pomocy ciężkiego sprzętu. W dół leciały potężne głazy, zbocza osuwały się w mgnieniu oka, tworząc zatory na spienionych wodach rzeki. Powstawały zbiorniki wodne, z których woda gwałtownie spływała w dół, gdy ziemny zator pękał pod jej naporem. Znikały domostwa i całe osady. Podroż w tych okolicznościach trwała kilkanaście godzin.
Wzdłuż rzeki Triśuli wiedzie obecnie jeden z ważniejszych szlaków komunikacyjnych łączących Nepal z zarządzanym przez Chiny Tybetem.
Jadą tamtędy dziesiątki ciężarówek do przejścia na granicy nepalsko-chińskiej. Podróżują tamtędy także hinduistyczni pielgrzymi wybierający się pod świętą górę Kailash. Prawdopodobnie to właśnie sprawia, że wśród ofiar katastrofy znaleźli się liczni Hindusi. Ale Triśuli to także jedna z najbardziej atrakcyjnych rzek dla uprawiania himalajskiego raftingu. W dolnym biegu stosunkowo łatwego – bliżej granicy z Tybetem już bardzo wymagającego.
Katastrofa klimatyczna i środowiskowa
W akcję ratowniczą w rejonie Rasuwy, a także sąsiedniej doliny Bhote Khosi zaangażowały się już Indie. Pomoc zapowiedziała WHO, a także kilka państw, których obywatele znaleźli się wśród zaginionych. Z całą pewnością akcja ratownicza będzie trwała jeszcze jakiś czas, a odbudowa zniszczonych przez kataklizm domostw i osad będzie procesem długotrwałym. Region Rasuwa długo podnosił się z ruin po pamiętnym trzęsieniu ziemi z roku 2015. Wtedy zniknęła z powierzchni ziemi części Syapru Besi wraz z polską piekarnią…
Specjaliści zastanawiają się obecnie, jakie czynniki sprawiły, że tegoroczny kataklizm okazał się tak potężny. Nie ma pełnej zgody, co do sekwencji wydarzeń. Początkowo sądzono, że to trzęsienie ziemi wywołało lawiny ziemne oraz uwolnienie wody z jezior lodowcowych – trzeba pamiętać, że lodowce himalajskie topnieją w przyśpieszonym tempie. Część ekspertów jednak uważa, że sekwencja wydarzeń była nieco inna. Oto ulewy monsunowe doprowadziły do powstawania licznych osuwisk i lawin ziemnych, a to z kolei do wstrząsów, których efektem były spiętrzenia wód Triśuli, a w konsekwencji podniesienie się ich poziomu do takiej wysokości, iż zniszczyła ona wsie i miasteczka w regionie. Specjaliści zapewne jeszcze długo po katastrofie będą analizowali rzeczywiste przyczyny tragedii.
Niemniej już teraz można wskazać na kilka zjawisk, które sprzyjały katastrofie na tak wielką skalę.
Eksperci już od dawna ostrzegali, iż przyśpieszone topnienie lodowców, w połączeniu z ulewami monsunowymi, których natężanie bywa niekiedy katastrofalne, prowadzi do natychmiastowych powodzi. Tym bardziej w sytuacji wylesienia ogromnych powierzchni himalajskich i podhimalajskich zboczy. Dawne lasy Himalajów, które w wielu rejonach pozostały już tylko na archiwalnych zdjęciach i ich poszycie stanowiły swoistą gąbkę, przez którą spływał nadmiar opadów monsunowych. Ta umowna gąbka sprawiała, że rzeki przybierały znacznie wolniej, a ich koryta były w stanie odprowadzić nadmiar wody na niziny.
Przez wylesione zbocza woda w czasie gwałtownych ulew spływa z ogromną siłą w dół. Prowadzi do powstawania lawin ziemnych, osuwania się całych zboczy. Spadający ku dolinom materiał ziemny wpada do koryt rzecznych i je blokuje. Woda w rzekach podnosi się tym gwałtowniej tworząc tymczasowe zbiorniki. Z chwilą przerwania zatoru pod naporem wody spada ona z ogromną siłą do niższych partii dolin, zalewając położne wioski i miasteczka.
Przyśpieszone topnienie himalajskich lodowców to potwierdzony fakt. Efektem jest tworzenie się lodowcowych jezior, których naturalna tama, co pewien czas pęka i ogromne masy wody spływają w dół. W połączeniu z gwałtownymi opadami monsunowymi tworzy to zabójczą mieszankę. Takich kataklizmów doświadczali w ostatnich latach mieszkańcy wielu himalajskich regionów od Pakistanu na zachodzie, poprzez Himalaje indyjskie i Nepal.
Katastrofa przez człowieka
Górskie rzeki Himalajów odgrywają istotną rolę w planach hydroenergetycznych państw, przez które przepływają. W wąskich dolinach himalajskich powstają coraz liczniejsze sztuczne zbiorniki oraz hydroelektrownie. Na wielu rzekach powstają hydroelektrownie tunelowe. Ich budowa oznacza konieczność wiercenia długich tuneli wewnątrz skalanych ścian i zboczy.
Powstawanie tych tuneli to nie tylko wiercenia, to także wykorzystanie niemałych ilości dynamitu do kruszenia skał. Pamiętam huk i drżenie skał, gdy w Indiach, w dolinie rzeki Satledż, budowano system takich elektrowni. Eksperci zajmujący się wrażliwym środowiskiem naturalnym Himalajów od dawna ostrzegali, iż tego typu działalność może wywoływać lokalne trzęsienia ziemi. Tym bardziej, iż obszar Himalajów uważany jest za region sejsmiczny.
Budowanie w takich rejonach zapór wodnych i sztucznych zbiorników oraz konstruowanie obiektów hydroenergetycznych obarczone jest dużym ryzykiem. Region Rasuwa z całą pewnością należy do terenów narażonych na wstrząsy sejsmiczne. Mimo to władze Nepalu budują tam przy współpracy Chin cały system elektrowni wodnych. Już pierwsze doniesienia napływające z Nepalu po sierpniowym kataklizmie mówią o poważnych uszkodzeniach kilkunastu z takich inwestycji. Dokładnej liczby hydroelektrowni uszkodzonych w wyniku kataklizmu jeszcze nie znamy, ale już wiadomo, że poważnie uszkodzonych zostało piętnaście z nich. Produkowały one około 748 MW.
Chociaż powodzie będące efektem ulew monsunowych nie są niczym nowym, to w ostatnich latach coraz częściej okazuje się, że z powodu gospodarczej działalności człowieka ich skutki są coraz gorsze. Wynika to zarówno z wymienionych już przeze mnie powodów, czyli wylesienia Himalajów, zbyt agresywnej polityki budowania hydroelektrowni, jak również powstawania zabudowy, której twórcy w coraz mniejszym stopniu liczą się z uwarunkowaniami środowiskowymi.
Na himalajskich zboczach powstają całe osiedla, które narażone są na lawiny ziemne. W bezpośrednim sąsiedztwie górskich rzek budowane są domy, które zostaną zmyte przez pierwszy, gwałtowny przybór wody. Krótkowzroczna polityka gospodarcza i budowlana sprawia, że za brak liczenia się ze środowiskiem naturalnym przychodzi płacić ludności takich regionów życiem, a w najlepszym przypadku utratą całego dobytku.