Zapytaliśmy polskich nastolatków, co sądzą o lęku, jaki wzbudziły informacje o nożownikach w szkołach i zapowiadanym w mediach społecznościowych „krwawym piątku”. Rozmawialiśmy także o protestach uczniów we Francji – czy polska młodzież ma powody, żeby buntować się tak jak oni? I czy umiałaby to zrobić? Czy podobnie jak młodzi Francuzi nie widzą w swoim życiu perspektyw, czy też przeciwnie – żyjąc w Polsce, czują, że osiągną więcej niż ich rodzice. A także o tym, czego się boją, wkraczając w dorosłość.
Mówią:
- Iga S., 19 lat, studentka Uniwersytetu Warszawskiego na kierunku polityka społeczna, absolwentka liceum francuskojęzycznego w Warszawie. Instruktorka narciarstwa.
- Miłosz (imię zmienione), 19 lat, student pierwszego roku europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim.
- Antonina Ch. (Tosia), 17 lat, uczennica publicznego liceum w Gdyni.
- Szymon S., 18 lat, uczeń publicznego liceum w Warszawie.
- Nadia P., 16 lat, uczennica publicznego liceum w Tarnowskich Górach.
To było przerażające
Iga: – O tym, że w szkołach ma być „krwawy piątek”, dowiedziałam się w czwartek z filmików na TikToku. Niektórzy podawali szkoły, które mają być zaatakowane, nazwiska napastników albo ofiar.
Szymon: – Ludzie z mojej klasy pisali do mnie, „Szymon, co się dzieje? Czy idziesz jutro do szkoły?”. W czwartek wieczorem jeszcze za bardzo nie zaglądałem do social mediów, bo to był bardzo zabiegany dzień. I kiedy zajrzałem, przeczytałem, co się wydarzyło w Ostrołęce, w Sierpcu, te wszystkie informacje o „krwawym piątku”. To budziło ogromny niepokój. Wręcz lęk o własne życie.
Ludzie bali się przyjść do szkoły. Tak nie powinno być. Szkoła powinna być miejscem bezpiecznym. A wiele osób było przerażonych, więc kilkudziesięciu osób nie było. U mnie prawie połowy klasy. Ja byłem.
Szkoła zareagowała profesjonalnie – to trzeba przyznać. Były informacje i wskazówki dotyczące bezpieczeństwa.
Miłosz: – Na uniwersytecie czujemy się bezpiecznie. Ale znajomi przestrzegali mnie, żeby uważać w mieście. Ja zawsze pewnie czułem się w mieście, bez względu na porę. Ale teraz faktycznie, kiedy mówi się o tym „trendzie”, wiele osób może uznać, że to dobry moment, żeby czegoś dokonać. Nie wchodzę więc tam, gdzie nie muszę, na przykład w tłum. W komunikacji miejskiej mam w głowie to, że mogę spotkać różne osoby. Dla mnie to jest spora zmiana.
***
Państwowe służby potraktowały przypadki prawdziwych ataków oraz zapowiedzi w mediach społecznościowych bardzo poważnie. Niektórzy komentowali, że te drugie są wręcz nadmierne. Z powodu wpisów i filmików niektórych zatrzymała policja. Funkcjonariusze przed szkołami sprawdzali też plecaki uczniów.
Tylko czy to możliwe, że dzieci w Polsce rzeczywiście stały się zdolne do tego, żeby wziąć nóż i ranić albo zabić inne dziecko?
Krew z TikToka
Iga: – Ciężko było mi zweryfikować, które informacje są prawdziwe. Miałam wrażenie, że w większości to fake newsy podawane przez młodzież w wieku 12–15 lat. Dlatego uważam, że ten „trend” to machina nakręcona przez media społecznościowe. Starałam się czytać oficjalne informacje, bo miałam poczucie, że powstała panika. Rodzice bali się puszczać dzieci do szkoły. Moi rodzice też postanowili zatrzymać mojego młodszego, 13-letniego brata w domu.
Szymon: – O ile dobrze wiem, to „krwawy piątek” był zmyślonym wydarzeniem. Ale bardzo trudne jest to, co się naprawdę wydarzyło. Nie wiem, jak to możliwe, że młody człowiek, młodszy ode mnie, uznał za dobry pomysł straszenie ludzi nożem, okaleczanie innych, zabicie drugiej osoby. Nie wiem, co siedzi w głowie takiej osoby.
Iga: – Uważam, że takie sytuacje to nie jest tylko jeden konkretny piątek. One mogą się zdarzać przez cały rok szkolny. Kiedy w mediach społecznościowych pojawiają się takie informacje, to osoby, które mają zdolności do popełnienia przestępstw albo jakieś zaburzenia psychiczne, mogą poczuć przyzwolenie na to. Mogą mieć poczucie, że to jest właśnie moment na atak, bo inni to zrobili.
Miłosz: – Zastanawiałem się nad tym, skąd wziął się ten „trend”. Mam wrażenie, że są jakieś napięcia w społeczeństwie i że była seria wypadków, może wcale niepołączonych ze sobą. I osoby, które wcześniej mogły mieć jakieś ukryte zamiary, po prostu wykorzystały ten moment. Uformowała się kula śnieżna. I tak powstała atmosfera zagrożenia.
Tosia: – W czwartek wieczorem wybuchła burza w mediach społecznościowych. Zobaczyłam filmiki z ludźmi w kominiarkach, listy miast, które mają być kolejne. I jakieś posty, że jest więcej takich osób, które będą atakować, że stworzyli grupy w mediach społecznościowych.
Moi znajomi dostawali zdjęcia nastolatków, którzy zostali ponoć zaatakowani. Na noszach, z całą zakrwawioną nogą czy twarzą. Były też filmiki ze „świadkami”, którzy widzieli krew na korytarzach. Albo z ludźmi, którzy mówili, że ich kolega tam był i to wszystko widział. Czyli fake newsy. To było przerażające. Te filmiki są potworne. Niektórzy, niestety, nie są dojrzali emocjonalnie i robią to wszystko dla żartów. Robią z tego memy, a to poważna sprawa.
Nadia: – Myślę, że internet nakręcił panikę. Oglądając w czwartek filmiki jak z horroru, naprawdę się bałam. Mimo że w mojej szkole jest bezpiecznie. A jak już wszyscy w piątek przyszli i zauważyli, że sytuacja nie jest aż taka poważna, to pokazywały się prześmiewcze filmiki.
Ostatnio byliśmy na wycieczce i niemal każdy żart, z którego się śmialiśmy, pochodził z internetu. Internet naprawdę bardzo wpływa na rozmowy młodzieży. Dużo ludzi żartuje w internecie z innych i to jest na ogół bardzo krzywdzące. Zawsze się znajdzie ktoś, kto poczuje dominację i będzie się znęcał nad słabszymi. Wtedy internet bardzo szkodzi.
Szymon: – Uczennica jednej ze szkół wrzuciła filmik w kominiarce, jak się bawi nożem i pisała o tym na grupie klasowej. Inni wysłali zdjęcia. Media dużo o tym mówiły, więc to stało się tematem dnia. W piątek wiele osób przyniosło ostre narzędzia do szkół, chociaż wiedziało, że tam będzie policja. Nie myśleli o tym?
Media społecznościowe zaburzyły nam relacje międzyludzkie, zamknęły nas w sztucznych światach. Łatwiej jest napisać do kogoś niż spotkać się i porozmawiać. Im jestem starszy, tym bardziej decyduję się na rozmowę jeden na jeden, na żywo. Druga rzecz: wiele osób nie ma wsparcia od najbliższych, rodziny, znajomych czy środowiska szkolnego.
Tosia: – Ten „trend” mógł wynikać z problemów psychicznych różnych osób. Z gnębienia przez rówieśników. A jeśli znajomi namawiali kogoś do nagrania czegoś, to też mógł się obawiać, że zostanie odrzucony, jeżeli tego nie zrobi. Młodzież przecież boi się odrzucenia przez rówieśników.
Media społecznościowe odgrywają w tym bardzo dużą rolę. Znajomi na wspólnej grupie na Messengerze, na Facebooku czy Instagramie dla żartów mogą wyrzucić jedną osobę. I to już wpływa na jej myślenie: „Czy to przeze mnie? Czy zrobili to specjalnie?”. Niektórzy piszą z jakąś osobą, po czym robią screeny i przesyłają dalej. I tak powstaje brak zaufania w relacji pomiędzy dwiema osobami.
Ufam TikTokowi, a nie szkole
Kiedy rząd reagował na alarmistyczne informacje na temat „krwawego piątku”, a policja mobilizowała się do kontroli szkół, media wypełniły opinie ekspertów od internetu na temat wpływu mediów społecznościowych na tę sytuację. Mówili o tiktokowych algorytmach, które podsuwały dzieciom brutalne filmiki, o różnych „challenge’ach”, w których biorą udział nastolatki. Przychodzenie do szkoły z nożami, a w najgorszych wersjach zabijanie, miało być jednym z nich. Ostatecznie służby nie potwierdziły, że wyzwanie istniało naprawdę. Ale lęk pozostał.
Jednak nie jest tak, że media społecznościowe są jedynym szkodliwym czynnikiem. Misza Tomaszewski, nauczyciel filozofii w liceum im. Zuzanny Ginczanki w Warszawie i działacz oświatowy, opowiada o wpływie, jaki ma na młodzież kryzys zaufania do instytucji – w tym do szkoły. Mówi o badaniach International Civic and Citizenship Education Study (ICCS) z 2022 roku na temat poczucia obywatelskości wśród polskich ósmoklasistów i ich rówieśników na świecie. – Wynika z nich, że Polska jest na ostatnim miejscu rankingu zaufania do szkoły i na drugim miejscu rankingu zaufania do mediów społecznościowych – mówi.
– A więc więcej nastolatków ufa mediom społecznościowym niż szkole.
Dodaje: – Warto jednak brać pod uwagę jeszcze inne czynniki, które wpływają na kompetencje społeczno-emocjonalne młodzieży. Raport PISA, cykliczne międzynarodowe badanie 15-latków koordynowane przez OECD, z tego roku oraz z roku 2022, wskazuje, że kompetencje te są jednymi z najgorszych na tle młodzieży z innych krajów. Chodzi o ciekawość, empatię, współpracę, pewność siebie, odporność na stres, kontrolę emocjonalną czy wytrwałość. Wyniki badania z 2022 roku były wstrząsające. Pod względem współpracy, polskie nastolatki były na szóstym miejscu od końca; ciekawości, na trzecim miejscu od końca; kontroli emocjonalnej, na drugim miejscu od końca. A w wytrwałości plasowali się na miejscu ostatnim.
Najsmutniejsze dzieci w Europie
Z raportu Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz UNICEF wynika, że polscy uczniowie znajdują się na końcu zestawień także pod względem zadowolenia z życia i samooceny. Badania HBSC (Health Behaviour in School-aged Children) koordynowane przez WHO pokazują, że polskie dzieci i nastolatkowie należą do najsmutniejszych, najbardziej niezadowolonych z życia w Europie.
Z raportu Diagnoza Młodzieży 2026 opublikowanego przez Ministerstwo Edukacji wynika z kolei, że 40 procent polskich nastolatków wykazuje objawy depresyjne, a 60 procent żyje w stanie chronicznego stresu lub przemęczenia. Głównym źródłem presji jest system szkolny – wskazuje na to aż 70 procent uczniów.
Polska jest na drugim miejscu w Europie (za Niemcami), jeśli chodzi o zachowania samobójcze przez dzieci w wieku 13–17 lat.
Iga: – Bardzo trudno o bezpłatną pomoc psychiatryczną. W szkołach osoby wykwalifikowane do pomagania nie do końca chyba wiedzą, jak do tego tematu podejść i jak rozmawiać z młodymi ludźmi. I dlatego może niektórzy nie czują wsparcia. Ich stan może też wynikać z tego, w jakim domu się wychowują, że czują się niezrozumiane w społeczeństwie. Mogą poczuć się ośmielone do przekazania swoich negatywnych emocji. Media społecznościowe mogą je radykalizować, bo w nich dużo osób porównuje się do innych. Ludzie się kreują, przekazują niemożliwe do zrealizowania wzorce, jak żyć. I z tego powodu niektóre osoby mogą czuć się też samotne i niezrozumiane.
– Polskie dzieci mają bardzo niskie poczucie wsparcia ze strony nauczycielek i nauczycieli, rodziców i rówieśników – mówi Misza Tomaszewski. – Czują się osamotnione.
Ciepła woda w szkołach
Zaraz po szoku, jakie wywołały informacje dotyczące „krwawego piątku”, uwagę mediów skupiły informacje o protestach młodzieży we Francji, a potem w Albanii i we Włoszech.
Uczniowie francuscy protestowali przeciw fatalnym warunkom, w jakich się uczą. Czy polską młodzież stać na taki sam bunt wobec systemu edukacji?
Iga: – Popieram protestujących francuskich uczniów, bo walczą o swoje prawa i o lepszy dostęp do edukacji. Jednak uważam, że przemocą nie da się osiągnąć zamierzonego celu. Agresja rodzi agresję. Wydaje mi się, że w Polsce nie mogłoby dojść do takiego zrywu.
We Francji panuje przekonanie, że protest to droga do wolności i że tylko w ten sposób można być wysłuchanym. Mam wrażenie, że w Polsce młodzi ludzie nie walczą aż w ten sposób o swoje idee. Mniejsze grupy starają się składać jakieś petycje. No i w polskich szkołach nie ma takich złych warunków jak we francuskich. Może nie poziom edukacji, ale warunki, w jakich uczniowie się uczą, są dobre. Nawet w mniejszych miastach dba się o to, żeby było ciepło, żeby był papier w toalecie i żeby podstawowe potrzeby uczniów były zaspokojone.
Miłosz: – Czy coś takiego mogłoby mieć miejsce w Polsce? Mam wrażenie, że w społeczeństwie jest jakiś ogólny stres, napięcia, konflikty, radykalizacja. I te emocje szukają ujścia. Jednak do takich protestów jak we Francji w Polsce nie ma raczej zapędów.
Nie sądzę, żeby młodzież miała wyjść na ulice przeciwko władzy. Oczywiście, są grupy aktywne politycznie. Ale nie wydaje mi się, żeby protesty były możliwe na taką skalę jak we Francji.
W naszych szkołach natomiast czasami są skrajne warunki. W moim liceum były problemy z kadrą i przez jakiś czas w klasie maturalnej nie było w ogóle lekcji polskiego.
Był też niski poziom nauczania niektórych przedmiotów. Jednak u nas reaguje się na takie rzeczy w sposób raczej cyniczny, żartobliwy. Brak miejsc siedzących w sali to raczej powód do żartu. Chyba zawsze ludzie tak reagowali na rzeczy, na które nie mają wpływu. Cyniczne podejście pozwala nie myśleć o tym za dużo, nie dramatyzować.
Może nie mamy takiego poczucia sprawczości jak Francuzi? Mam wrażenie, że to zależy od naszej trudnej historii. Mamy wrażenie, że władza jest odległa; nie mamy na nią wpływu. W ogóle nie jesteśmy społeczeństwem obywatelskim. We Francji społeczeństwo jest bardziej wymagające i świadome, że może coś zmienić.
Tosia: – Słyszałam, że we Francji jest mało nauczycieli, a szkoły nie są dostosowane dla osób niepełnosprawnych. Że uczniowie spędzają w szkołach bardzo dużo czasu, około 10 godzin. Sale są zaniedbane, obskurne; jest zimno.
Ja jestem w liceum, w którym mam duże wsparcie u nauczycieli. Dopiero poznaję nowego dyrektora, ale też widzę, że mogę mu zaufać. Podstawowe potrzeby związane z nauką są zaspokojone. Mamy mydło, papier, cateringi, możemy sobie odgrzać jedzenie w mikrofalówce. Mamy do picia ciepłą i zimną wodę, a także automaty z jedzeniem i herbatą. To daje komfort.
Cieszy mnie, że we Francji młodzież wie, że ich głos jest ważny. Może pokazują to w protestach i zamieszkach, ale pokazują. Bardzo mnie cieszy, że moje pokolenie nie boi się pokazać, czego chce, jeśli im państwo tego nie daje.
Gdyby zaszła potrzeba, polska młodzież byłaby zdolna do takich protestów.
Kiedyś były spotkania z ministrem edukacji. Uczniowie zadawali pytania i pokazywali, kiedy nie podobały im się odpowiedzi ministra.
Szymon: – Jestem wielkim fanem Francji i mogę się pochwalić, że w 2024 roku byłem na francuskim proteście. Francja ma wręcz wbitą w gen kulturę protestową. Oczywiście w pełni wspieram te protesty. Czuję dumę z tego, że młodzi ludzie mają odwagę wyjść na ulicę i walczyć o swoje. Nie pochwalam wandalizmu, ale imponuje mi to, że społeczeństwo francuskie zjednoczyło się, bo wyszli i licealiści, i studenci, i nawet nauczyciele – walczyć o to, żeby przyszłość systemu edukacyjnego była lepsza.
W polskich szkołach brakuje matematyków, fizyków i innych nauczycieli. To jest zrozumiałe, bo przez wiele lat nauczyciele mieli bardzo niskie pensje i po prostu spadło zainteresowanie tym zawodem. Miejmy nadzieję, że w przyszłych latach uda się odbudować jego elitarność. Poza tym u nas nie jest tak źle jak we francuskich szkołach. Nie powiem, że jest bardzo dobrze, ale jest naprawdę dobrze. Wydaje mi się, że nie ma takiej możliwości, żeby u nas w sprawie edukacji wywołać tak wielki zryw narodowy. Moim zdaniem naszą kulturą polityczną powinny być wybory.
Za rok są wybory parlamentarne. Trzeba robić wszystko, żeby jak najwięcej młodych ludzi poszło do urn.
Nadia: – O protestach we Francji wiem z internetu; w szkole o tym nie mówimy. U nas byłoby to trudne. Ludzie są podzieleni przez poglądy polityczne, więc trudno byłoby zmobilizować wszystkich. W mojej szkole klasy w moim roczniku są bardzo liczne. Mam w klasie 33 osoby, ale w całym roczniku jest 7 klas, czyli około 260 osób. I rzeczywiście jest ścisk na korytarzach i w klasach. Poza tym jednak wszystko jest okej.
Młodzi nie mają powodów do tego, by buntować się aż tak radykalnie jak we Francji.
Myślę, że nasza edukacja może przełożyć się na jakiś sukces zawodowy. Moi koledzy z klasy chcą iść na studia lekarskie – pod tym względem jesteśmy przez szkołę bardzo dobrze przygotowywani. Mamy dodatkowe przedmioty, na przykład angielski w medycynie. Ja jednak chciałabym iść na kierunek aktorski.
Tosia: – Może powinniśmy też spędzać mniej czasu w szkołach. Mam lekcje do godziny 16 lub 17. Każdy ma inaczej ułożone życie. Niektórzy pochodzą z biedniejszych rodzin, a inni z bogatszych.
Ja pracowałam całe wakacje w kawiarni nad morzem.
Znam osoby, które muszą dorabiać także w czasie roku szkolnego. Po szkole jadą do pracy i pracują od 17 do 22, żeby mieć pieniądze na utrzymanie.
Pracują w gastronomii, w sieciówkach odzieżowych, pomagają w magazynie. Potem w szkole nauczyciele mają problem z tym, że te osoby są zmęczone. A to nie jest wina uczniów, że musieli siedzieć na lekcji, na której nauczyciel nawet nie przerabia tematów.
Jesteśmy też bardziej obeznani z internetem i mediami społecznościowymi – co daje nam inny pogląd niż starszemu pokoleniu. Jednak już w trzeciej klasie powinniśmy odcinać się od podstawowych przedmiotów i zająć się maturą, żeby jak najlepiej ją napisać, móc się dalej dobrze wykształcić. Bo matura jest ciężka i większość uczniów musi mieć korepetycje.
Za rok będę musiała wybrać, co chcę robić w przyszłości. Chciałam iść na psychologię. Niestety, teraz jest tam dużo chętnych. Zmieniłam plany na pielęgniarstwo, przez co czuję stres przed maturą z biologii. Moja przyszłość zależy od paru papierków.
Mam już lekkie obrzydzenie po tych latach słuchania, że matura jest kwitkiem, który decyduje o mojej przyszłości.
Mamy lepiej niż rodzice
„Protest młodych, jeśli spojrzeć na niego w szerszym planie, jest przeciwko beznadziei. Bo te dzieciaki można potraktować jako sejsmograf ruchów, które kiełkują we Francji” – mówi w ostatnim numerze „Kultury Liberalnej” Jarosław Kuisz (cały wywiad można przeczytać tu). „Na świecie rośnie temperatura, we Francji rośnie bezrobocie, wykształcenie nie daje gwarancji, że będzie się miało pracę. Francja i inne kraje europejskie nie są w czołówce nowych technologii, więc młodzi nie mogą oczekiwać, że będą w przyszłości pracować w atrakcyjnych nowych sektorach. Produkuje się więc ludzi do zawodów, które być może za chwilę znikną”.
Pokolenie młodych Francuzów dorasta więc w przekonaniu, że osiągnie mniej niż pokolenie jego rodziców. Polskie nastolatki, z którymi rozmawialiśmy, patrzą jednak na przyszłość inaczej.
Iga: – Wydaje mi się, że będę mieć łatwiej niż moi rodzice. Dostęp do internetu jest teraz tak szeroki, że można zarabiać, mając tylko telefon w ręce. W dzisiejszych czasach dużo łatwiej jest też studiować za granicą. Więc uważam, że jest dużo więcej możliwości niż było 40 lat temu.
Miłosz: – Patrzę optymistycznie na swoją przyszłość. Moi rodzice musieli osiągnąć sukces ekonomiczny i edukacyjny w czasie transformacji ustrojowej i mieli dużo trudniej. Byli pokoleniem, które musiało ponieść zmiany. A ja wychowałem się w Polsce, która jest w Unii Europejskiej; nie znam innej. Jest mi też łatwiej z edukacją niż moim rodzicom. Będąc teraz na uniwersytecie i ucząc się, mam o wiele łatwiejszy start niż wcześniejsze pokolenia.
Tosia: – Moi rodzice żyli w czasach, kiedy drugim językiem nie był angielski, tylko rosyjski, i teraz uczą się angielskiego. A ja mam więcej możliwości, perspektyw, kierunków. Doceniam to. Na te kierunki trudniej jednak się teraz dostać. Jest mi też ciężko znaleźć pracę sezonową ze względu na to, co dorośli uważają o nas, o młodzieży. Że nie nadajemy się, że jesteśmy leniwym pokoleniem, mamy dwie lewe ręce i nic nam nie wyjdzie bez internetu. To jest po prostu przykre. Chcę się rozwijać, spełniać marzenia, studiować wymarzony kierunek, pracować w wymarzonej pracy.
Szymon: – Jeśli chodzi o ceny mieszkań i generalnie sytuację mieszkaniową, to my zdecydowanie mamy bardziej krytyczną sytuację w porównaniu do naszych rodziców. Jednak dzięki temu, że urodziłem się w Unii Europejskiej, czy ze względu na wzrost gospodarczy, mam więcej możliwości kulturowych i edukacyjnych.
Pokolenie moich rodziców doświadczyło transformacji ustrojowej. Ja doświadczam groźby katastrofy klimatycznej i wojny.
Każde pokolenie ma inną sytuację ekonomiczną i polityczną. Ważne, żebyśmy się wspierali, a nie zwalczali.
Czego się boję?
Iga: – Dyskryminacji. Politycy szerzą nienawiść wobec kobiet. Ostatnio w mediach społecznościowych Sławomir Mentzen umniejszał kompetencje policjantek. A niedawno wychodzę z kampusu i stoi pan z Konfederacji. Chciał rozmawiać ze studentami, ale tylko z mężczyznami. Z moją koleżanką nie chciał. To jest skandaliczne. W dzisiejszych czasach nie powinno się w ten sposób zachowywać; każdy jest równy.
W najbliższych wyborach będę mogła pierwszy raz głosować. Uważam, że to ważne dla obywatela, żeby móc zdecydować, kto będzie rządzić.
Idealny kandydat dla młodej osoby to ktoś, kto będzie dbał o rozwój edukacyjny. O dostęp do takich programów, jak Erasmus, w większości finansowanych, bo bardzo dużo osób nie ma funduszy na to, żeby się uczyć i poznawać świat.
Dla mnie idealny kandydat dbałby o takie podstawowe rzeczy, jak wsparcie dla osób z zaburzeniami psychicznymi. Z problemami rodzinnymi, bo stamtąd biorą się dalsze problemy. Chodzi o zainteresowanie sprawami w społeczeństwie, a nie tylko o skupianie się na sobie.
Miłosz: – Obawiam się radykalizacji, nie tylko w Polsce, ale w ogóle w Europie. Na przykład sprawa reakcji na skalę imigracji ze względu na wojnę na wschodzie czy na kryzys klimatyczny. Ludzie są zmęczeni, ale nie szukają konstruktywnych rozwiązań, tylko przyjmują te radykalne i populistyczne. Przez to widać wzrost ugrupowań, które nie obiecują nic konkretnego, tylko bazują na emocjach. Widzę w tym problem, bo Polacy dokonają niedługo wyboru, a mogą nie do końca być świadomi, że to będą cztery lata rządów osób, które tak naprawdę nic nie zaoferowały. Dlatego boję się, że najbliższe wybory mogą jeszcze bardziej zradykalizować społeczeństwo.
Szymon: – Działam w Młodej Lewicy. Zaczynałem bardzo młodo, bo w wieku 15 lat. W 2023 roku. Byłem niezadowolony z rządów Przemysława Czarnka w obszarze edukacji. Nie mieściło mi się w głowie, jak można tak bardzo nienawidzić młodych ludzi.
Jeśli będę miał szansę być politykiem, chcę zmieniać Polskę na lepsze. Chcę walczyć z szeroko rozumianym wykluczeniem. Chcę tanich mieszkań, zmian w edukacji, otwartego na młodych rynku pracy, odpowiedzialnej transformacji energetycznej, bezpiecznej i legalnej aborcji czy związków partnerskich i małżeństw jednopłciowych.
Teraz muszę podjąć decyzję o swoim życiu. Czas tak szybko leci, to jest fenomenalne. Musimy znaleźć pracę, utrzymać się, studiować. Zawsze mam nadzieję, że świat będzie piękny, że uda się wprowadzić to, co powinniśmy wprowadzić. Że katastrofa klimatyczna nas ominie, że każdy będzie mógł tu żyć zgodnie ze swoimi zasadami. Że nadal będziemy państwem, które się rozwija, z dobrymi usługami publicznymi i polityką społeczną. Ale musimy mieć w głowie to, że przed nami są wybory, które mogą odwrócić scenę polityczną o 180 stopni. Trwa wojna w Ukrainie, a Donald Trump stwierdził, że jego przyjacielem będzie Putin. W strefie Gazy trwa ludobójstwo, to też temat, który dotyczy młodych. My to czujemy i o tym rozmawiamy.
Nadia: – Jeden poseł jest oskarżany o to, że brał narkotyki i molestował kobiety. To straszne, że tacy ludzie mogą sprawować władzę. Nie wyobrażamy sobie, że ktoś, kto ma decydować o naszej przyszłości, może być naćpany i nie być w stanie normalnie myśleć.
Boję się wyborów, bo rozmawialiśmy o tym, że prawdopodobnie Konfederacja stworzy koalicję z PiS-em. A jeszcze prezydent jest z PiS-u.
Szczególnie myślę o tym, co Konfederacja mówi o prawach kobiet, o aborcji, o związkach jednopłciowych. To bardzo stereotypowe. W telewizji, nieważne, na jaki kanał wejdę, wszystko jest o wojnie. Bardzo się boimy, że będzie wojna. Więc w sumie wolę nie myśleć o przyszłości w tej chwili.