Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Polska] To idzie...

[Polska] To idzie młodość. O schyłku starej klasy politycznej

Rafał Wonicki

Nowe, młode pokolenie to pokolenie, którego ja, średniak metrykalny, nie rozumiem. Mogę je opisywać jakimiś sformułowaniami, ale i tak wydaje się to jedynie przybliżeniem przykrywającym niezrozumienie. A co dopiero mają powiedzieć osoby tworzące dotychczas polską politykę?

Różnica wieku i doświadczeń jest punktem wyjścia, ale za tą różnicą kryje się coś więcej – odmienność kodów językowych, wartości i sposobów rozumienia polityki, która między starymi i młodymi stale się pogłębia.

O młodych mówi się: „wkurzeni”. Paternalizuje się ich lub po gombrowiczowsku upupia jako rozwydrzonych, emocjonalnych młokosów, ale to oni, jak nie dziś za to 5 czy 10 lat, będą wyznaczać standardy w społeczeństwie i polityce, a potem zapewne przejmą władzę. Diagnoza z upupiania zresztą nie tylko niczego nie tłumaczy, ale pokazuje przede wszystkim frustrację i strach osób wyrażających takie sądy. Jak się okazuje, głównie osób średniego pokolenia, którym nie w smak kolejne zmiany i niepewna przyszłość. Platforma była dla nich znaną marką, którą rozumieją, a jej siły i słabości są ich własnymi siłami i słabościami. Wydaje mi się jednak, że powszechne opisy grupy młodych – jako sfutrowanych małolatów czy walczącego o socjal prekariatu – nie trafiają w sedno. Te hasła może cząstkowo coś opisują, ale chyba nie ujmują zasadniczej kwestii: jakościowej zmiany.

Jeśli zatem nie mamy poprzestać na prostej diagnozie typu: „chcieli PO utrzeć nosa” lub „to niedojrzały odruch emocjonalny”, to musimy zrozumieć sytuację i szukać motywów, które kierują tą grupą. Grupą, jak się okazało, najbardziej wpływową, ponieważ to ona przesądzi o ewentualnych zmianach na scenie politycznej i może ją ukształtować na kolejne lata. Zacznijmy od nietrafionej analizy środowisk lewicowych, które narzekały niedawno na ospałość polskiego młodego społeczeństwa, wskazując na Grecję czy Hiszpanię jako przykłady aktywizacji politycznej. Teraz nowa lewica na gruzach SLD upatruje szansy w tym, że młodzi Polacy przyszli do polityki. Jednak kontekst powstania ruchu polskich wkurzonych nie jest odzwierciedleniem sytuacji zachodnich oburzonych. Nie wiadomo więc czy Partia Razem przyciągnie masowo swoją ofertą programową gniewnych obywateli, którzy w większości głosowali na Kukiza. NowoczesnaPL Ryszarda Petru też widzi potencjał w młodych, choć ta inicjatywa to raczej próba reaktywacji dawnej PO i Twojego Ruchu Janusza Palikota pod inna nazwą. Młodzi wkurzeni, w swojej masie, tym bardziej na nich nie zagłosują. Mogą dostrzec, że poza nowym szyldem, w środku mają do czynienia ze starym kramikiem.

Młodzi wyborcy to prawicowcy, lewicowcy i centryści zarazem – mozaikowcy ideowi, którym zależy na skutecznym kontrolowaniu polityków.

Rafał Wonicki

Patrząc zaś na stare polityczne inicjatywy, najbardziej znamiennym przykładem rozjechania się wyobrażeń starego pokolenia o potrzebach młodych była anachroniczna i prawie nie istniejąca kampania prezydenta Komorowskiego w mediach społecznościowych. Zaniedbanie tego kanału komunikacji świadczy o braku słuchu politycznego starych, okrągłostołowych liderów politycznych i o wierze, że młodzi pójdą i zagłosują tak, jak wskażą im starzy. Okazało się jednak, że młodzi chcą zmiany – zmiany formacji, zmiany sposobu uprawiania polityki, zmiany języka, a przede wszystkim chcą rozwiązań konkretnych spraw. To są prawicowcy, lewicowcy i centryści zarazem, nie są ani roszczeniowcami, ani narodowcami. To raczej mozaikowcy ideowi, którym zależy na skutecznym kontrolowaniu polityków.

Stare partie muszą myśleć z przerażeniem, że młodzi, aktywizując się, odtrącają całą narrację Polski jako zielonej wyspy, stabilnej demokracji czy części Unii Europejskiej. To, o co oni walczyli, już jest dla młodych światem zastanym. Oni chcą więcej. Z tej perspektywy nawet PiS i Kukiz nie wiedzą, z czym mają do czynienia. PiS uzyskało bonus w postaci prezydenta elekta Dudy dzięki młodym, ale to nie znaczy, że ci sami ludzie zagłosują na tę partię w wyborach parlamentarnych. Taka nadzieja jest raczej płonna. Głównym atutem Dudy była bowiem jego popowość, względna młodość w porównaniu z kontrkandydatem, a nie jego ekonomiczne czy religijne przekonania, a tym bardziej nie polityczna afiliacja. Kukiz zaś może i zostanie przez tę grupę wyniesiony do parlamentu, ale jeśli nie spełni swoich obietnic, to ta sama fala zmiecie go tak szybko, jak go wyniosła.

Młodzi wkurzeni to bowiem osoby angażujące się w jakieś bliskiej im sprawie, tak jak przy ACTA. Oni nie przejmują się waszym/naszym głosem „rozsądku”, ani nie wezmą go pod uwagę w swoich wyborach. Wiedzą swoje. Zostali wychowani na zaradnych indywidualistów, którzy mają szybko i efektywnie realizować kolejne projekty – a ich obecny projekt to lifting polityki. Z ich perspektywy to my, wy, ludzie PO i PiS-u są jak dinozaury świata analogowego i hierarchiczno-instytucjonalnej polityki partyjnej. To my jesteśmy dla nich nieracjonalni i dziecięcy z tą swoją polityką gadających głów z telewizora. Dla nich stara klasa polityczna jest sztuczna i oderwana od realiów, tak jakby żyła w jakiejś innej Polsce. Do ich świata – tam, gdzie dla tych ludzi toczy się prawdziwe życie, czyli w internecie – żadna z partii nie potrafiła dotrzeć z przekazem, który byłby dla nich przekonujący, autentyczny i odpowiadający na ich potrzeby.

Głównym atutem Andrzeja Dudy była jego „popowość” i względna młodość, a nie jego ekonomiczne czy religijne przekonania, a tym bardziej nie polityczna afiliacja.

Rafał Wonicki

Młodzi nie chcą już żyć sukcesem uczestnictwa Polski w UE i NATO albo cieszyć się ciepłą wodą w kranie. Są to raczej młodzi obywatele doby globalizacji i płynnego społeczeństwa, sieci żyjący w świecie końca ideologii. Młodzi, inaczej się aktywizujący i domagający się nowej polityki, są zniechęceni obecnymi sporami politycznymi i arogancją establischmentowych partii. Osławione JOW-y, o których specjaliści mówią, że jeszcze bardziej zabetonują scenę polityczną, są dobrym przykładem ilustrującym tę postawę. I żadne memy wyjaśniające im, jak działają JOW-y, nic tu nie pomogą. JOW-y są bowiem symbolem indywidualnej odpowiedzialności polityków, skutecznej ich kontroli oraz potrzeby zmiany polityki na bardziej partycypacyjną, odpartyjnioną i sterowalną przez społeczne potrzeby. To, jak one w praktyce działają, jest więc nieistotne.

Co ważniejsze, oferta skierowana do tych młodych ludzi może być zarówno ofertą prawicową, jak i lewicową; ważne, by spełniała kilka kryteriów. Musi być rozpoznana jako autentyczna, a taką mogą zapewnić tylko nowe i młode twarze w polityce. Musi dać młodym poczucie autonomii i podmiotowości, które ich zdaniem, zostało im przez starych odebrane, oraz musi wiązać się z ich rozumieniem działania politycznego, który chyba najlepiej obrazują takie ruchy, jak Occupy Wall Street, Indignados lub anty-ACTA. Polityka to dla nich działanie w sprawie, działanie sieciowe i responsywne, a także partycypacyjne. Nowi obywatele na różnych poziomach sami się organizują i zarządzają. Ale przede wszystkim negocjują zarówno pomysły, jak i ich realizację z przedstawicielami władzy, którzy są tu rozumiani jako doraźni liderzy, eksperci czy fachowcy mający służyć z jednej strony pomocą, a z drugiej spełniać rolę aktywnych administratorów i urzędników wdrażających wydyskutowane rozwiązania. Takie rozumienie polityki wymaga w zasadzie stworzenia od nowa systemu partyjno-instytucjonalnego, w którym powstałyby nowe kanały kontroli i komunikacji w relacji między społeczeństwem a władzą.

 

Hasła młodych nie są nowe, pojawiały się już od dłuższego czasu. Jednak tym, co powoduje, że stają się nośne, jest wiara i patos, z jakim są przez młodych głoszone.

Rafał Wonicki

Młodzi weszli na scenę polityczną i zaczynają ją przerabiać po swojemu. Powoli wyłania się więc Polska 2.0, której zwolennicy domagają się demokracji bezpośredniej i większej kontroli procesu decyzyjnego. Młodzi, reprezentując nową politykę (choć może stare idee), forsują rozwiązania polegające na wzmocnieniu głosu pojedynczego obywatela. Z negatywnego odruchu wkurzonych wyłania się zatem idea polityki rozproszonej, która zwiększa zakres wolności w świecie prywatnym i zmniejsza odgórny wpływ rządu na działania ludzi. Chęć odpartyjnienia sceny politycznej, wraz z jej indywidualizacją, oznacza również zwiększenie kontroli nad działaniami politycznymi rządu i potrzebę partycypacji politycznej. Te wszystkie hasła może nie są nowe, w końcu pojawiały się już od dłuższego czasu. Jednak tym, co powoduje, że stają się nośne, jest wiara i patos, z jakim są przez młodych głoszone. Nadciąga więc tsunami młodości, a III RP może tego nie przetrwać. Miejmy tylko nadzieję, że z tej walki pokoleń wyłoni się jakaś lepsza Polska.

SKOMENTUJ

Nr 334

(22/2015)
5 czerwca 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail