Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [USA–Iran] Trumpa zabawy...

[USA–Iran] Trumpa zabawy z irańską bronią

Jagoda Grondecka

Podczas swojego przemówienia na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ prezydent Trump w ostrych słowach zaatakował Iran i skrytykował zawarte z nim w 2015 r. porozumienie nuklearne. Nie wydaje się jednak, by wiedział, co chce osiągnąć ani jakie będą tego skutki.

Podczas swojej kampanii prezydenckiej Donald Trump często krytycznie odnosił się do podpisanej z Teheranem umowy, skarżąc się, jak dużo pieniędzy USA „dało” Irańczykom. W istocie zostały tylko odmrożone irańskie aktywa przechowywane w zachodnich bankach. Dzisiaj jednak trudno wskazać na sensowny powód dla zerwania porozumienia, które – czy tego Trump chce, czy nie chce – było najważniejszą umową o nieproliferacji od przeszło ćwierćwiecza. Prezydent Iranu, Hasan Rouhani, w przeszłości doradca ds. bezpieczeństwa narodowego i jeden z negocjatorów umowy, ostrzegł, że jej ewentualne zerwanie da Iranowi wolną rękę, by zrobić wszystko, co uważa za stosowne dla bezpieczeństwa kraju. W tym przypadku wszystko oznacza dalsze wzbogacanie uranu i prace nad produkcją bomby atomowej. Nawet przy użyciu najbardziej karkołomnej logiki trudno wyobrazić sobie, by to uczyniło Bliski Wschód i świat bardziej bezpiecznym i spokojnym miejscem.

Trump zdaje się też zapominać, że JCPOA – Joint Comprehensive Plan of Action, jak brzmi oficjalna nazwa porozumienia – nie jest bilateralną umową między Teheranem a Waszyngtonem. Została ona podpisana przez członków tzw. grupy P5+1, czyli obok USA i Iranu przez Chiny, Rosję i Unię Europejską. Poza prezydentem Stanów Zjednoczonych nikt nie chce zrywać porozumienia, choć prezydent Macron zostawił otwartą furtkę do jego renegocjacji i potencjalnych zmian. Szefowa unijnej dyplomacji, Frederica Mogherini, jednoznacznie opowiedziała się za utrzymaniem umowy, podkreślając, że porozumienie się sprawdza, Iran przestrzega jego warunków, a świat stoi u progu innego kryzysu nuklearnego, należy więc zrobić wszystko, by uniknąć drugiego. Po stronie porozumienia stanęli reprezentanci wszystkich obecnych na Zgromadzeniu państw, prócz – by użyć słów samego Rouhaniego – „USA i syjonistycznego reżimu”.

Irański program nuklearny był jedną z najbardziej problematycznych kwestii w regionie. Dlaczego więc Trump nie stoi na straży umowy, która go zakończyła? Odpowiedź jest prosta. Nie podobają mu się inne działania Iranu, takie jak aktywność na froncie w Jemenie i Syrii czy wspieranie palestyńskich bojówek, np. Hamasu. Prezydent bardzo się jednak myli, jeśli sądzi, że wycofanie się Stanów Zjednoczonych z porozumienia i doprowadzenie do jego zerwania sprawi, że Irańczycy powiedzą: w porządku, wygraliście, damy wam teraz wszystko, czego zawsze chcieliście, nie żądając niczego w zamian. Przeciwnie. Jeszcze na etapie negocjacji umowy w 2015 r. dwaj irańscy dziennikarze w swoim artykule na łamach „New York Timesa” pisali: „Jeśli prezydent Obama powinien nauczyć się jakichkolwiek słów po persku, są to maslahat i aberu.” Maslahat, irańskie pojęcie oznaczające interes własny, zysk, korzyść, ma według nich opisywać motywacje Ameryki w kontaktach z Iranem. Pobudki Iranu miałoby z kolei wyznaczać aberu – wieloznaczne, trudne do zdefiniowania, ale fundamentalne dla kultury perskiej pojęcie oznaczające godność, twarz, honor. Dla Irańczyków utrata aberu, a więc dobrego imienia, może wiązać się nawet z utratą życia, a z pewnością ze społecznym ostracyzmem i stygmatyzacją. W tym kontekście wiele działań Iranu, szczególnie na arenie międzynarodowej, można odczytać jako próbę walki o aberu narodu perskiego. USA z kolei konsekwentnie przez wiele lat robiły wszystko – świadomie lub nie – by irańskie aberu podkopać. Irańczycy przez wiele lat byli nieustępliwi w negocjacjach, bo irańskie społeczeństwo miało głębokie poczucie, że rozwijanie programu nuklearnego to ich niezbywalne prawo.

Działania Trumpa mogą więc przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Jego krytyka porozumienia nuklearnego to woda na młyn twardogłowych kleryków i parlamentarzystów, którzy od początku byli przeciwni umowie i oskarżali Javada Zarifa, ministra spraw zagranicznych Iranu, o zdradę stanu oraz zbytnią miękkość i uległość w kontaktach z Zachodem. Próbując zerwać umowę, Trump dowiedzie, że ze Stanami Zjednoczonymi nie należy się na nic umawiać, bo sprzeniewierzają się danemu przez siebie słowu. To samo tyczy się także innych państw. Co skłoni Kim Dzong Una, by poszedł na układ z administracją Trumpa, skoro każda taka umowa może być później niespodziewanie poddana w wątpliwość? Amerykański prezydent wkrótce zabrnie w ślepy zaułek, jeśli dalej będzie się upierał, że dialog może być wyłącznie nagrodą za dobre zachowanie, a nie czynnikiem stymulującym pozytywną postawę.

Na efekty takiej polityki Trumpa nie trzeba było długo czekać. Prezydent Rouhani ogłosił przeprowadzenie udanej próby rakiety balistycznej średniego zasięgu Chorramshahr (od nazwy miasta zajętego przez irackie wojska, a następnie wyzwolonego przez Irańczyków w trakcie wojny Iran–Irak). Pocisk ma mieć zasięg 2 tys. km, a więc obejmuje swym zasięgiem m.in. Izrael. Rouhani dobitnie zaznaczył, że Iran zamierza rozwijać swój potencjał rakietowy i „nie potrzebuje do tego zgody innych państw”. Póki co, dzięki porozumieniu, Irańczycy nie mogą rozwijać swojego potencjału nuklearnego. Co się jednak stanie, jeśli Trump postanowi wycofać się z umowy i doprowadzić do jej całkowitego zerwania? Świat może całkowicie stracić kontrolę nad irańskim programem atomowym. Może dojść np. do takiej sytuacji, jak w 2003 r., kiedy Irańczycy testowali niewielką liczbę wirówek w fabryce Kalaye Electric na przedmieściach Teheranu. W rozmowach z międzynarodowymi negocjatorami tłumaczyli, że to jedynie symulacje, w trakcie których nie użyto materiału nuklearnego. Jeśli była to prawda, nie mieli obowiązku zgłaszać tego faktu Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej – nikt nie miał jednak możliwości zweryfikowania, czy to prawda, czy też nie. Jest to typowy dla układu o nierozprzestrzenianiu broni atomowej paradoks, klasyczny paragraf 22. Czy Trump naprawdę chce wrócić do takiego stanu rzeczy?

Przez całe lata w kontaktach z Agencją, negocjatorami i rządami innych państw Irańczycy prowadzili politykę nieprzejrzystości i nie wyrażali zawstydzenia nawet przy konfrontacji z dowodami swoich matactw, uważając rozwijanie programu atomowego za przyrodzone i niezbywalne prawo narodu perskiego. Czy rzeczywiście chcieli wejść w posiadanie broni atomowej? Niewykluczone, że podczas wyczerpującej wojny z Irakiem naprawdę tego chcieli, mając poczucie, że walczą o przetrwanie. Dlaczego jednak później, mimo gróźb i sankcji ze strony Zachodu, Iran upierał się przy swoim programie wzbogacania uranu? Mógł przecież ograniczyć go do rozwoju cyklu paliwowego, pozostając pełnoprawnym sygnatariuszem traktatu NPT. Wzbogacanie uranu było jednak dla władz w Teheranie środkiem, nie celem. Iranowi zależało na uznaniu go za regionalne mocarstwo. Tylko w ten sposób, w mniemaniu Irańczyków, mogli ubić wielki interes z Zachodem oraz zabezpieczyć się przed atakiem. Wszystkie frakcje w Iranie są zgodne, że program nuklearny jest środkiem odstraszającym oraz że ich kraj potrzebuje takiego straszaka. Iran nie chce zostać drugą Koreą, ale raczej Brazylią czy Japonią, z potencjałem technologicznym do zbudowania broni, gdyby zaszła taka potrzeba.

Negocjacje i rozmowy nt. irańskiego programu nuklearnego trwały przeszło kilkanaście lat. Trump może w jednej chwili zniszczyć bodaj największy międzynarodowy sukces administracji Obamy, prowadząc politykę pogróżek wobec Teheranu. Tymczasem istnieje ostateczny, logiczny argument, dla którego rozwiązywanie kryzysów nuklearnych powinno być prowadzone środkami dialogu i dyplomacji – alternatywa jest zbyt przerażająca. 15 października prezydent podejmie decyzje, czy Iran wywiązuje się z warunków porozumienia. Po jego ostatnim wystąpieniu nie trzeba było długo czekać na reakcję drugiej strony – tak zapewne będzie i tym razem. Pozostaje mieć nadzieję, że Trump nie zaprzepaści lat żmudnej, niewdzięcznej dyplomacji nuklearnej dla zaspokojenia osobistych ambicji.

 

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Wikimedia Commons

SKOMENTUJ

Nr 455

(40/2017)
26 września 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail