0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > O nowej płycie...

O nowej płycie Dee Dee Brigdewater

Maciej Camerarius

Kolejny hołd Bridgewater. Ukłon tym razem w stronę Billi Holiday (tytułowej Eleanory Fagan).

Uważnie wsłuchiwałem się w kolejne utwory tej płyty i nie znalazłem śladu melancholii, smutku, przygnębienia – jakby na przekór tego wszystkiego, co zwykło się kojarzyć z Holiday – mocny i zdecydowany głos Dee Dee Bridgewater, podbijając większość utworów do swingującego up-tempa, w sposób pewny prowadzi przez kolejne standardy.

Najsmutniejsze znane interpretacje utworów na płycie są w najgorszym przypadku „zaledwie” pogodnie zamyślone lub nieco manierystycznie udramatyzowane (Strange Fruit). Dee Dee Bridgewater jest zdrowa, syta i trzeźwa i chyba już tym tylko zasługiwałaby na przydomek „Lady Day” (nadany – przypomnę – Billie Holiday przez Lestera Younga w uznaniu zupełnie innych zasług). Dee Dee Bridgwater wypuszcza się wprawdzie tu i ówdzie rozedrganym wibratem w rejony Holiday (Don’t Explain, Strange Fruit), ale nieliczne te chwile potwierdzają tylko całkowitą odrębność i brak jakichkolwiek kompleksów czy czołobitności Bridgewater wobec Holiday. Być może słusznie przypuszcza, że tego rodzaju świętokradztwo zostanie jej wybaczone.

Niewdzięczną w gruncie rzeczy rolę nawiązań stylistycznych przejął na dęciakach James Carter – pobrzmiewając i Sydney’em Bechetem na sopranie, i na tenorze wpadając w Lestera Younga; trudno też nie pomyśleć o miękkich brzmieniach big bandów ery swingu, gdy gra na klarnecie basowym. Carter to jednak muzyk w ogóle skłonny do popisywania się niezwykłą sprawnością i łatwością przechodzenia pomiędzy stylami (każdy, kto był na jego koncercie, coś o tym wie); pewnie więc już tylko pamięć po nagraniach Holiday porusza wyobraźnię słuchacza i będzie mu kazała szukać na siłę tych nawiązań. Saksofony Cartera wpisują się – być może mimowolnie – w tradycję jazzu w inny jeszcze sposób, nadzwyczaj zgrabnie uzupełniając „trąbkowy” głos wokalistki oraz przywodząc na myśl charakterystyczne dla lat 40.-60. składy trąbkowo-saksofonowe.

Być może jednak o charakterze i duszy płyty paradoksalnie więcej powie sekcja rytmiczna, która przede wszystkim w osobach znakomitych: basisty Christiana McBride’a i Lewisa Nash’a solidnie osadziła swoimi brzmieniem utwory w najlepiej możliwie wykonanym jazzie mainstreamu. Nagranie zapewnia ciągłość stylu wykonawczego obecnego bodaj od lat 70. Stylu, od którego Bridgewater wciąż nie odstąpiła. Wierność ta jest zaletą płyty.

Płyta:

„Dee Dee Bridgewater, Eleanora Fagan (1915-1959) to Billie With Love From Brigdewater”, 2010.
Dystrybutor: Universal Music Polska

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 69

(18/2010)
4 maja 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj