Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > Czas Ahmada Jamala

Czas Ahmada Jamala

Maciej Camerarius

Całkiem niedawno ukazało się kompaktowe wydanie czterech płyt z lat 50. Ahmada Jamala: „Live At The Pershing”, „At the Spotlite Café”, „Count’Em 88” i „Jamal at the Penthouse”.

Jakość nagrań nie jest zadowalająca (zgrane z szumami i innymi, nie zawsze miłymi efektami odtwarzania czarnych płyt), ale daje okazję przysłuchania się twórcy ważnemu dla pianistyki jazzowej – i, jak się okazuje, nie tylko dla pianistyki. Lista artystów, którzy przyznają się do Ahmada Jamala jako ważnej inspiracji, jest bardzo długa i otwiera ją sam Miles Davis: „Powaliła mnie jego wizja przestrzeni, delikatność dotyku, jego pełna prostoty elegancja oraz to, jak frazował nuty, akordy i pasaże”. Ówczesny pianista Davisa, Red Garland, dostał od niego polecenie: „Graj jak Jamal!”.

Jak brzmiał dwudziestokilkuletni wówczas artysta, możemy usłyszeć dzięki tym (niestety) nieoczyszczonym nagraniom. Jedna z płyt, „Live At The Pershing” (1958), uchodzi obecnie za klasyczną. Brzmienie Ahmada Jamala jest tu rzeczywiście nawet jak na dzisiejsze standardy świeże. Długimi i lekkimi skokami odrywa się od dość typowo pracujących perkusji i basu. Powstaje wrażenie, że Jamal nagrał swoją partię w sali dla VIP-ów, podczas gdy reszta obsady musiała zostać w hallu, przygrywając do mniej wykwintnych dań. Pozostali muzycy wyraźnie nie nadążają za subtelnością lidera. Całość jest jednak intrygująca. Nieociosane brzmienie sekcji sprawia wrażenie masywnej oprawy dla delikatnej i bardzo świadomej gry pianisty. Brakuje co prawda żywiołowości, ale to dlatego, że muzyka ta zbliża się do spokojnej medytacji, o ile w ogóle można medytować, grając lekkie z zasady ballady jazzowe, przearanżowane co prawda do utraty pierwotnej banalności.

Dużo tu wirtuozerii Ahmada, który potrafi przemknąć po całej skali instrumentu. Najistotniejszy u tego muzyka jest jednak timing i jakość granych harmonii w zupełnie innej niż bebopowa manierze. Jego gra jest bardzo uporządkowana, miarowa. Opowieść płynie wracającymi niczym tropy akordami, nie zaś ozdobnikami wygrywanej prawą ręką melodii.

Ahmad dokonał później jeszcze kilku bardzo dobrych nagrań, warto jednak posłuchać (choć być może już w remasterowanych wersjach) artysty z lat pięćdziesiątych, a więc z czasów, gdy Miles Davis brał już rozbieg, choć nikt nie miał pojęcia, w jakim kierunku jego gra, a wraz z nim w ogóle jazz, podąży za dwadzieścia, a nawet trzydzieści lat.

Płyta:

Four Classic Albums: Ahmed Jamal Count ‘Em 88/At The Spotlite Cafe/But Not For Me/Jamal At The Penthouse, Real Gone Jazz, 2010.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 91

(42/2010)
5 października 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj