25 maja 2026, sześć podmiotów – cztery osoby fizyczne oraz dwie prawne –  złożyło do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia zbrodni ludobójstwa, zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości przez kluczowe postaci Izraelskiego aparatu państwowego. Między innymi przez byłego i obecnego ministra obrony, Szefów Sztabu Generalnego czy szefów COGAT-u (jednostki administracyjnej zarządzającej terytoriami okupowanymi).

 

Wniosek złożyli polscy obywatele pochodzenia palestyńskiego Ahmed Elsaftawy i Amjad Agha, przy wsparciu Hind Rajab Foundation, Polsko-Palestyńskiej Inicjatywy na rzecz Sprawiedliwości KAKTUS oraz uczestniczek polskiej delegacji Global Sumud Flotilla (które równocześnie są częścią KAKTUSA) Karoliny Niny Ptak i Ewy Jasiewicz. 

 

Sygnatariusze twierdzą, że dramat humanitarny w Strefie Gazy nie jest jedynie ubocznym skutkiem działań wojennych, lecz efektem celowej polityki prowadzącej do wyniszczenia palestyńskiej ludności. 

Karolina Nina Ptak, w swoim wystąpieniu wskazała na blokadę dostępu do wody, energii, paliwa, żywności i opieki medycznej, a także na niszczenie infrastruktury cywilnej i systemów pomocy. Według niej i innych zawiadamiających działania te miały stworzyć warunki sprzyjające fizycznemu i psychicznemu unicestwieniu społeczeństwa w Gazie. Fakt aktywnego, brutalnego tłumienia prób dostarczenia pomocy humanitarnej przez Flotyllę Summud i inne organizacje, ma podkreślać intencjonalność i aktywne dążenie do utrzymania tego stanu.

 

Inżynier, lekarz i śmierć

Wśród osób składających zawiadomienie jest Amjad Agha, absolwent Łódzkiej Politechniki. W 2005 r. wrócił do rodzinnej Gazy, aby zająć się rodzicami i organizacją nowoczesnej produkcji żywności w Ministerstwie Rolnictwa. Agha zaświadczył, że w trakcie wojny stracił 231 krewnych (rozumianych jako członkowie hamuli, czyli klanu, rozszerzonej rodziny, uwzględniającej też np kuzynów 2 i 3 stopnia – co istotne, informacja ta jest zbieżna z danymi AP, które w połowie 2024 mówiła o 100 ofiarach z rodziny Agha). Jego dom został zbombardowany. A on, jego żona i malutkie dzieci, która są też polskimi obywatelami, zostali ranni oraz przez pół roku cierpieli ciężki głód i choroby, zanim udało się im ewakuować że Strefy Gazy. Obecnie, Amjad, jego żona Alaa, czteroletnia Razan i pięcioletni Malik są bezpieczni we Wrocławiu, jednak noszą fizyczne i psychiczne blizny.

Ahmed Elsaftawy, polski obywatel, Palestyńczyk i lekarz mówi z kolei o śmierci 34 członków rodziny. Wśród nich jest jego siostra, która zmarła w warunkach skrajnego niedożywienia i braku dostępu do podstawowej opieki. Jak podkreślał Elsaftawy – który w ostatnich dekadach pomógł tysiącom polskich pacjentów – w Gazie było tylu poważnie rannych, że dla jego siostry nie wystarczyło środków i leków w nielicznych funkcjonujących szpitalach. „Ta tragedia na zawsze pozostanie częścią mojego życia” – powiedział Elsaftawy na konferencji po złożeniu zawiadomienia. – „Składam zawiadomienie dla moich córek, które powinny wiedzieć, że ich ojciec nie siedział cicho wtedy, kiedy nie można być cicho. I siebie samego, ponieważ nie mógłbym patrzeć w lustro, kiedy mój naród ginie od prawie 80 lat”. Zarówno on jak i pozostali składający zawiadomienie podkreślają, że ich działania są próbą dochodzenia odpowiedzialności prawnej i sprzeciwem wobec obojętności.

 

Nie współpracować ze zbrodniarzami

Poniedziałkowe zawiadomienie pod wieloma względami może wydawać się przełomowe. Zostało profesjonalnie przygotowane, przy współpracy Inicjatywy Kaktus ze znaną z podobnych działań na całym świecie belgijską Hind Rajab Foundation (nazwaną na cześć pięcioletniej dziewczynki zabitej przez IDF podczas wojny Gazie, której historia była została wykorzystana w nominowanym do tegorocznego Oskara filmie). 

To jedno z nielicznych w Europie i pierwsze w Polsce zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia ludobójstwa złożone przez osoby posiadające unijne/polskie obywatelstwo, bezpośrednio dotknięte przemocą Izraela w jej najbrutalniejszych formach.  

Bo tak nazywają bombardowanie domów, zabijanie członków rodziny i ranienie dzieci.

Autorzy zawiadomienia domagają się nie tylko wszczęcia postępowania, ale także konsekwencji politycznych i gospodarczych, w tym sankcji, zerwania współpracy militarnej oraz embarga na obrót bronią i materiałami wojennymi. 

W ich ocenie polskie instytucje powinny traktować wszystkich obywateli równo wobec prawa i nie rezygnować z postępowania tylko dlatego, że sprawa dotyczy Izraela i wojny w Gazie.

 

Czy polskie państwo zareaguje?

To zawiadomienie przełomowe, ale nie pierwsze w sprawie zbrodni w Gazie. Wcześniej było kilka podobnych – o zabójstwie polskiego wolontariusza World Central Kitchen Damiana Sobóla, o przechwyceniu Flotylli Sumud i naruszeniu nietykalności jej wolontariuszy, o uczestnictwie w zbrodniach wojennych.

 

W większości przypadków wymiar sprawiedliwości działał raczej apatycznie. Część spraw umarzano, a zażalenia od miesięcy czekają na rozpatrzenie. Inne toczą się ślimaczym tempem i bez ujawniania  kluczowych materiałów, takich jak raport dotyczący śmierci Damiana Sobóla. 

Niektóre decyzje procesowe skarżącym wydają się niezrozumiałe. Prokuratura uznała śmieć Sobóla za zabójstwo z użyciem materiałów wybuchowych (148 § 2 pkt 4 k.k.), sięgając po przepis przypominający porachunki gangów w lat 90’, zamiast po przepis z Rozdziału XIV Kodeksu Karnego zajmującego się zbrodniami wojennymi, chociażby z artykułu 123 § 4. Taka klasyfikacja znacząco wpływa na chociażby kwestie procesowe. Złośliwi mogą powiedzieć, że to sposób na szukanie sprawców tak, aby ich nie znaleźć.

 

Polski rząd i klasa polityczna w temacie Izraela i Gazy wydaje się lubować w łatwych gestach. Kiedy poseł Konrad Berkowicz paraduje w sejmie z izraelska flagą ze swastyką albo trzeba zablokować koncert jawnie antysemickiego rapera Kanye Westa, możemy spodziewać się ostrych słów, stanowczych oświadczeń i rolek z najważniejszymi politykami wyrażającymi swoje najwyższe oburzenie na Instagramie. Nie należy tolerować tego, co robią. Jednak nikt chyba nie uważa posła Berkowicza ani Ye za poważnych przeciwników, wobec których surowość może nasze elity cokolwiek kosztować. Tej stanowczości brakuje jednak, kiedy prawdziwym ludziom – zarówno polskim obywatelom, jak i nie – dzieje się prawdziwa krzywda, a sprzeciw wobec niej przyniósłby prawdziwe konsekwencje.

 

Silni wobec słabych

Oczywiście, w nieskończoność przypominać, że przemoc symboliczna jest zła i że swastyka na fladze albo ryzyko zaśpiewania antysemickiej piosenki na stadionie potencjalnie w przyszłości mogą przerodzić się w bliżej nieokreślone formy prawdziwej przemocy. Możemy dalej pisać eseje o problemie antysemityzmu w polskim społeczeństwie albo dzielić na czworo włos w kwestii zastosowania konkretnego rozumienia terminu „zbrodni przeciwko ludzkości” albo „ludobójstwa”. Jednak w tym czasie nasi współobywatele podnoszą kwestię bardzo konkretnych, fizycznych i mierzalnych krzywd, które dotykają ich i ich bliskich.  

Tak długo jak dyskutujemy siedząc w wygodnym fotelu, kiedy w Gazie codziennie giną ludzie, a nasze państwo nie próbuje chronić swoich obywateli ani uniwersalnych praw człowieka, ale za to chętnie kilka z nich złamie w ramach chociażby nielegalnych deportacji – robimy to, co naszym rządom, klasie politycznej i inteligencji od kilku lat wychodzi najlepiej.
Jesteśmy silni wobec słabych a słabi wobec silnych.