Prezydent powołał na stanowisko prezesa Sądu Najwyższego sędziego Zbigniewa Kapińskiego, chociaż prezes Jarosław Kaczyński, jeszcze przed tym powołaniem, publicznie ogłosił, że byłoby to dla niego nieakceptowalne.
Z jednej strony mamy więc prezesa, który na portalu X publikuje wpis, że nie wyobraża sobie, aby Kapiński mógł zostać prezesem SN. A z drugiej strony prezydenta, który musi na to zareagować, podejmując decyzję o wyborze osoby na to stanowisko.
I reaguje butnie – nie pozwala się publicznie upominać.
Więcej – okazuje publicznie samodzielność.
PiS to już nie tylko prezes
Nawrocki okazuje, że nie pozwoli publicznie się upokarzać. Bo dyscyplinowanie tego prezydenta za pomocą portalu społecznościowego, publiczne dyktowanie mu decyzji, to upokarzanie go. Pokazywanie, że jest podporządkowany partii i od niej zależny. Co jest prawdą w tym sensie, że jeśli Nawrocki chce startować w wyborach na drugą kadencję, to musi mieć komitet, który go wystawi, ma wystarczająco duże zaplecze i zasobne konto w banku, żeby przeprowadzić kampanię wyborczą. PiS ma wszystko, czego trzeba. Oraz lojalny elektorat. Ale Nawrocki wie też, że PiS to już nie tylko prezes Kaczyński.
Nawrocki pokazał więcej. Że nie pozwoli się rozgrywać także innym sprytnym politykom. Na przykład tym, którzy wpłynęli na Kaczyńskiego, aby opublikował wpis. A, jak piszą dziennikarze Onetu i „Gazety Wyborczej”, był to Sławomir Cenckiewicz, do niedawna szef BBN-u i człowiek Nawrockiego. Oraz – co ważne – historyk, który od dekad próbuje udowodnić, że Lech Wałęsa był współpracownikiem PRL-owskich służb bezpieczeństwa. A sędzia Kapiński w roku 2000 zasiadał w składzie sądu, który orzekł, że Wałęsa prawdziwie oświadczył, że agentem nie był.
Wszystko to wygląda jak próba sił i reakcja godnościowa bez oglądania się na koszty, dlatego że sam Nawrocki też uważa, że Wałęsa współpracował ze służbami.
Ciężka próba dla prezesa i prezydenta
Co teraz będzie? Kaczyński wystawił Nawrockiego na zbyt ciężką próbę, a Nawrocki publicznie wyznaczył mu granice. Można to też ująć w języku z pewnością bliższym Kaczyńskiemu, że Nawrocki go upokorzył. A w języku bliższym Nawrockiemu, że nie dał się upokorzyć Kaczyńskiemu.
Nie jest tak, że prezes nigdy nie wybacza zniewag. Wybaczył przecież Zbigniewowi Ziobrze dezercję z PiS-u i przyjął go z powrotem. Wybaczył to samo Jackowi Kurskiemu i pozwolił mu zostać głównym propagandystą partii.
Robił to zdecydowanie pragmatycznie. Miał obu bezkompromisowych polityków pod kontrolą i zbierał dla PiS-u grosz do grosza ich poparcie. Ale to nie znaczy, że prezes wybacza co do zasady. Co do zasady jest pamiętliwy i bardzo łatwo go urazić. Znana jest anegdota o tym, jak Jacek Kuroń nie dał mu krzesła na spotkaniu opozycji. Kaczyński opowiadał to w roku 1994 Teresie Torańskiej. A spotkanie, na którym nie dostał krzesła odbywało się w roku… 1977.
To, oczywiście anegdota. Jednak brak tolerancji dla nieposłuszeństwa to z pewnością cecha, z której Kaczyński jest znany. Pamiętając, jak poniżał publicznie prezydenta Andrzeja Dudę, można sobie wyobrażać, jak będzie teraz traktował Karola Nawrockiego. Jednak między Dudą a Nawrockim są różnice charakterologiczne. Nawrocki jest typem, który lubi dominować. Widać to już po jego stylu sprawowania urzędu, jak i zwykłym zachowaniu w sytuacjach publicznych. Wystarczy przypomnieć jego zachowanie wobec dziennikarza TVN, kiedy ten go pytał o poparcie dla Viktora Orbána. To było nawet coś więcej niż dominacja, to wyglądało jak agresja.
Nawrocki jest więc zależny od PiS-u, ale jednocześnie nie potrafi być kimś zależnym. A już na pewno nie przy ludziach.
Prezydent podejmuje decyzje
Kaczyński jest w pewnym sensie zależny od Nawrockiego. Jak podaje CBOS, Nawrocki jest politykiem, któremu najbardziej ufają Polacy. Jeśli jego popularność utrzyma się do wyborów, Kaczyński znowu stanie w obliczu pytania o pragmatyzm. Żal byłoby nie wystawić popularnego polityka. Andrzeja Dudę wystawił. A wiemy, jak go nie szanował, bo regularnie to okazywał.
Być może dlatego powiedział wczoraj dziennikarzom, że to Nawrocki podejmuje decyzje i że nie ma sporu na linii Nowogrodzka–pałac. Podtrzymał swój krytycyzm wobec decyzji Nawrockiego, ale dodał: „To, co robi dobrego dla Polski, jest w tej chwili nieporównanie ważniejsze, niż tego rodzaju drobna sprawa”.
A więc pragmatyzm. Bierze się stąd, że jeszcze kilka lat temu sytuacja na prawicy była inna – nie było dwóch dość silnych Konfederacji. PiS było skłócone, ale wszyscy byli posłuszni prezesowi. Teraz się stawiają, jak choćby Mateusz Morawiecki, nie słuchają rozkazów zgody.
Kiedyś Kaczyński był silniejszy. I PiS było silniejsze.
Wynik wyborów parlamentarnych może nawet zweryfikować to, kto rządzi partią.
I reakcja Nawrockiego na publiczne dyscyplinowanie go wynikała także z tego.
Pytanie tylko, czy to obrona własnej pozycji jako prezydenta, czy też większe ambicje i przyłączenie się do rozgrywki o pozycję na prawicy. Dlaczego właściwie miałoby tak nie być, skoro mamy do czynienia z dominatorem oraz politykiem, który mówi o sobie w trzeciej osobie? Polityk z cechami narcystycznymi i taki, który lubi rządzić, nie walczy z pewnością o to, żeby po prostu grzecznie się do niego odzywano.