Pretekstem do napisania tego tekstu było wydarzenie, którego sceną był Gładyszów, miejscowość w Beskidzie Niskim. Przedstawiciele Związku Kozaków w Polsce oraz reprezentanci Stowarzyszenia Kozackiego z Hiszpanii przekazali budowanej w tej miejscowości cerkwi prawosławnej dzwon. Prezent ozdobiony został symbolami rosyjskiego Imperium, a podczas uroczystości na cmentarzu z czasów I wojny światowej zebrani wysłuchali dawnego hymnu Rosji carskiej.
Wydarzenie można było uznać za rodzaj rekonstrukcji historycznej, czy też swoistego performansu historycznego. Reprezentanci Kozaków wystąpili w tradycyjnych strojach nawiązujących do rosyjskiego Imperium, mieli kozackie papachy i dawne umundurowanie charakterystyczne dla oddziałów kozackich. Paradoks tego wydarzenia polega jednak na tym, iż Gładyszów nigdy nie był w granicach rosyjskiego Imperium. W okresie zaborów wchodził w skład Królestwa Galicji i Lodomerii, będącego częścią zaboru austriackiego. Jego ludność stanowili Łemkowie wyznania grekokatolickiego, a nie prawosławnego. W czasie I wojny światowej w pobliżu osady przebiegała natomiast linia frontu pomiędzy armiami Rosji carskiej i Austro-Węgier.
I w tym miejscu rodzi się pytanie. Skąd pomysł, by do Gładyszowa wprowadzać carskie symbole, a uroczystości nadać klimat przypominający Rosję carską?
Do wydarzenia krytycznie odniósł się Związek Łemków w Polsce. Natomiast proboszcz gładyszowskiej parafii próbował wyjaśniać, iż chodziło wyłącznie o pamięć o poległych w czasie I wojny. Tyle tylko, że w okolicach Gładyszowa polegli nie tylko Rosjanie, ale reprezentanci jeszcze co najmniej kilku narodów. Dlaczego uczczono ich za pomocą carskiej symboliki?
Aby odpowiedzieć na tak postawione pytanie trzeba choć pokrótce przypomnieć, kim byli i są współcześnie Kozacy.
Wierni Rosji od wieków
Z Kozakami spotykałem się kilkakrotnie. Nad Donem, na Kubaniu, także na Krymie. Miałem z nimi również spotkanie w Sarajewie.
Ze wszystkich tych spotkań wyniosłem wrażenie, że są to wojownicy wierni ideom russkiego miru.
Najbliższa jest im rosyjska imperia i walka o jej utrzymanie, a wojna to ich żywioł. Kozacki wolny duch, który rodził się na Dzikich Polach, na ziemiach dzisiejszej Ukrainy, został niemal w całości wchłonięty przez współczesną Rosję i jej imperialne ambicje.
Ale związek Kozaczyzny z Rosją jest oczywiście jeszcze starszy. Sięga do czasów Imperium carskiego, kiedy w XVII Kozacy opowiedzieli się po stronie Moskwy. Mowa tu o ugodzie perejasławskiej, czyli porozumieniu zawartym 18 stycznia 1654 roku w Perejasławiu przez Kozaków zaporoskich i Carstwem Rosyjskim. Na jej mocy Ukraina Naddnieprzańska została poddana władzy cara Rosji Aleksego I, w zamian za zachowanie autonomii kozackiej.
Nie miejsce tu na analizę powodów, dla których Kozacy zaporoscy dokonali takiego, a nie innego wyboru. Natomiast oznaczał on zasadniczy zwrot Kozaków stronę Rosji. Nie zapomnę rozmowy z przedstawicielem Kozaków krymskich, którego w roku 2014, roku rosyjskiego ataku na Krym, pytałem dlaczego krymscy Kozacy uczestniczą w ruchu separatystycznym i wspierają rosyjską agresję. Usłyszałem wówczas: „My, Kozacy dokonaliśmy swojego wyboru w Perejasławiu. Temu wyborowi jesteśmy wierni”. Dawne wydarzenie sprzed wieków rezonowało na początku XXI wieku współpracą kozacko-rosyjską podczas aneksji Krymu.
Zamiast nahajek – moździerze
Zresztą w roku 2014 spotkałem na Krymie także Kozaków z Kubania. Znałem ich sztandar ze spotkań z atamanem Władimirem Gromowem w połowie lat dziewięćdziesiątych na Kubaniu. Bez trudu rozpoznałem ich pod budynkiem zajmowanego przez Rosjan gmachu rządu krymskiego. W rozmowie ze mną nie mieli wątpliwości, iż ich rolą jest odbicie Krymu z rąk ukraińskich i włączenie półwyspu do Federacji Rosyjskiej. Znowu odbijał się echem historyczny wybór Kozaczyzny – to Rosja była i jest ich wyborem.
Spotkanie z kozackimi wojownikami na Krymie nie było dla mnie zaskoczeniem. Po wspomnianym już spotkaniu z Gromowem w połowie lat dziewięćdziesiątych zostałem zaproszony na Kubaniu na kozackie ćwiczenia. W swojej naiwności uważałem, że zobaczę Kozaków na koniach z nahajkami i w tradycyjnych papachach. Nic z tych rzeczy. To byli młodzi wysportowani ludzie, którzy trenowali obsługę moździerza.
Tak rodziły się w latach dziewięćdziesiątych paramilitarne oddziały kozackie.
Pisałem wtedy, że te oddziały mogą być wykorzystywane do odbudowywania wpływów rosyjskiego imperium. Wydarzenia na Krymie w roku 2014 potwierdziły te przypuszczenia.
Podobnie, jak pierwsze walki w Donbasie. W okupacji Słowiańska zajętego wiosną 2014 roku na krótko przez separatystów pod wodzą Igora Girkina (Striełkowa) brali udział Kozacy dońscy. Ówczesny, samozwańczy mer Słowiańska Wiaczesław Ponomariow mówił mi o tym bez skrępowania: „Przyszli mi na pomoc. Z Białorusi, z Mołdawii, Czeczeni, no i przyszli znad Donu”. Ci ostatni to właśnie dońscy Kozacy.
Odwiedzałem ich w połowie lat dziewięćdziesiątych w ich stolicy w Nowoczerkasku. Otarłem się wówczas o środowisko atamana Mikołaja Kozicyna. Tego, którego ludzie walczyli w Naddniestrzu i w Abchazji. To było środowisko charakteryzujące się dążeniem do kozackiej autonomii, do budowania struktur paramilitarnych poza regularnymi oddziałami armii rosyjskiej. Wydawało się, że dojdzie na tym tle do ostrego konfliktu tych ludzi z Kremlem. Ale nic bardziej mylnego. Gdy w roku 2014 rozpoczęła się inspirowana i organizowana przez Rosję rebelia w regionie Ługańska, to nie kto inny, jak ataman Kozicyn zorganizował kozackie bojówki wojska dońskiego w liczbie kilku tysięcy. To właśnie oni odegrali kluczową rolę w zajęciu części Ługańszczyzny.
Porywająco o wojnie
Błędem byłoby jednak sądzić, że Kozaczyzna działa na rzecz Rosji wyłącznie poprzez twardą siłę, działania sabotażowe i terrorystyczne. Kozacki świat realizuje również działania o charakterze „miękkiej dyplomacji kulturowej”. Świadkiem takiego działania byłem w roku 2014 w Sarajewie. Odbywały się tam uroczystości upamiętniające wybuch I wojny światowej.
W ich ramach prezentowano na Moście Łacińskim nad rzeką Miljacka, w pobliżu miejsca zamachu na arcyksięcia Ferdynanda, całonocny spektakl muzyczno-teatralny z udziałem artystów z wielu krajów. Przesłanie spektaklu było jednoznaczne – mówił o grozie i tragedii wojny. W pewnym momencie most rozświetliły kolorowe światła. Z dynamicznym, porywającym śpiewem, w barwnych kostiumach pojawili Kozacy. To był słynny chór kozaczy z Kubania. Występ był niezwykły. Porywał doskonałym wykonaniem utworów z kręgu tradycji kozackich. W ich śpiewie była niezwykła moc. To było bardzo sugestywne i mogło porwać słuchaczy. Nie miałem wówczas wątpliwości, że ten sposób przedstawiania Kozaczyzny mógł budzić sympatię, a w każdym razie zaciekawienie.
Jednocześnie pieśni śpiewane przez Kozaków na Moście Łacińskim w Sarajewie były apoteozą przemocy.
Wojna jawiła się tam jako przygoda, a śmierć w interesie ojczyzny nie okazywała się niczym strasznym. Była to narracja przysłonięta barwnymi kostiumami, pięknymi głosami, znakomitym wykonaniem. Mogła być pociągająca.
Zrobimy cię atamanem
Tak więc Kozaczyzna działa na rzecz Rosji wieloma narzędziami – od przemocy po sztukę, kulturę, pamięć o historii. I w tym miejscu pora powrócić do wydarzenia w Gładyszowie. I opisywanego już przez mnie przekonania współczesnej Moskwy, że tam gdzie są osoby rosyjskojęzyczne, gdzie są elementy rosyjskiej historii i tradycji, tam jest Rosja i Rosjanie, których należy bronić. Wolałbym nie doczekać czasów, w których pojawią się ze strony ludzi zaangażowanych w instalację „carskiego” dzwonu w Gładyszowie oskarżenia o rzekome ataki medialne i szykany.
Twórcy wydarzenia w Gładyszowie powinni mieć świadomość, jaką rolę odgrywają Kozacy we współczesnej Rosji. Są wehikułem, który ma rozszerzać wpływy russkiego miru. Opowieść o tym, iż Związek Kozaków w Polsce chce nawiązywać do tradycji tych Kozaków, którzy w roku 1920 zdezerterowali z oddziałów Armii Czerwonej i walczyli przeciw bolszewikom po stronie polskiej, to zapewne tylko część prawdy o tych ludziach. Oni walczyli przeciw bolszewikom, ale czy w obronie Polski, czy też w nadziei na odbudowę takiej Rosji, która istniała przed październikowym przewrotem, tego nie wiemy.
Natomiast ideą dominującą w odradzającym się po upadku Związku Sowieckiego Kozactwie jest dążenie do odbudowy Rosji imperialnej. Warto o tym pamiętać.
Tych kilka uwag o Kozakach kończę wspomnieniem z Moskwy. W połowie lat dziewięćdziesiątych obsługiwałem jako dziennikarz jeden z wszechrosyjskich zjazdów kozackich. Po kilku dniach obecności na sali obrad podeszło do mnie kilku atamanów kozackich. „Krzysztof, zrobimy ciebie atamanem!” Zaskoczony, zapytałem słabym głosem: „Atamanem? Ale czego?”. „Jak to czego?” – odpowiedzieli chórem „Priwislinskowo kraja!” (Kraju Przywiślańskiego).
Nie skorzystałem z propozycji.