Populistyczni politycy nie grzmią raczej, że Rosja powinna nam zapłacić kontrybucje wojenne za drugą wojnę światową, odszkodowania za zabory i za to, co zainwestowaliśmy w obronność po napaści Rosji na Ukrainę. I przeprosić za wszystko. Za to bardzo często można usłyszeć tego typu wypowiedzi pod adresem Niemców i Ukraińców.
Niemcy to osobny temat, bo ostatnio najważniejszym jest budowana przez populistów nienawiść do Ukraińców. Perorują o „ukrainizacji” polskich urzędów, jak ostatnio Janusz Kowalski w Sejmie. Tropią Ukraińców w polskim rządzie, jak Przemysław Czarnek, którego PiS ogłosiło kandydatem na przyszłego premiera. Za to nie mówią nic o Rosji.
A to, co robią po tym, jak prezydent Karol Nawrocki zapowiedział, że chce odebrać Wołodymyrowi Zełenskiemu order Orła Białego, jest korzystne przede wszystkim dla Rosji, a nie tylko dla ich osobistych karier, które rosną na rozkręcaniu emocji.
Nienawiść, która rośnie po zapowiedzi Nawrockiego, zaszkodzi Ukraińcom w Polsce, ale także Polakom.
Ostatnio dużo mówi się o tym, że apele o zrywanie współpracy instytucji polskich z instytucjami izraelskimi można porównywać do marca 1968 roku. A w tym czasie następuje niewątpliwe zagrożenie nagonką taką, jak tamta, tylko pod adresem Ukraińców. Zaczynają ją radykałowie z prawicy. Co z tym zrobi strona liberalno-demokratyczna?
Jak wygląda silny polityk?
Kiedy prezydent zapowiedział, że chce odebrać order Zełenskiemu, premier rządu liberalno-demokratycznego Donald Tusk, często posługujący się w swojej polityce populizmem, nie oponował. Rzeź wołyńska jest w polskim społeczeństwie traktowana jak żywa rana i ta decyzja była zapewne bardzo trudna. Ale to nie znaczy, że nie można było zareagować inaczej. Byłoby to skomplikowane, ale odważne. I ważne.
Wiadomo, że antyukraińsko nastawieni są nie tylko wyborcy prawicy, ale także KO. Pokazują to różne badania. Stanowczy i wyraźny sprzeciw wobec budowania nienawiści między społeczeństwami ukraińskim i polskim byłby jednak wyrazem politycznej siły. Polityk, który jest silny, kreuje rzeczywistość, a nie tylko sprawnie podąża za nastrojami.
Wprawdzie wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz mówił w Sejmie, że za ludobójstwo wołyńskie nie odpowiada naród ukraiński, tylko banderowcy. Dariusz Matecki z PiS-u nazwał go za to zdrajcą, na co Jarosław Rzepa z PSL-u odpowiedział, że Matecki żeruje na najniższych instynktach. Marszałek Włodzimierz Czarzasty kategorycznie protestował przeciw tropieniu Ukraińców w rządzie, reagując w ten sposób na przemówienia Czarnka i Kowalskiego.
Premier Donald Tusk zaapelował do Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego o „bezpośrednią i szczerą rozmowę. Zanim emocje zrujnują naszą solidarność, która narodziła się w obliczu rosyjskiego zagrożenia. Współpraca leży w interesie obu naszych państw i narodów, a konflikt w interesie Moskwy”.
To ważne słowa, ale chodzi o znacznie więcej.
Wrogiem jest Rosja, a nie oddział imienia bohaterów UPA
Naszym wrogiem jest Rosja. Naszym, czyli nie tylko Polaków, ale Polaków i Ukraińców. Również naszym wspólnym wrogiem jest skrajny nacjonalizm obecny w obu społeczeństwach. Nie ten dawny, banderowski, tylko współczesny: polski i ukraiński.
Oczywiście oba różnią się od siebie, bo nasze państwa są w różnej sytuacji. Polska jest zagrożona wojną, a w Ukrainie wojna trwa. Poza tym łatwiej o radykalne postawy w państwie, którego suwerenność wciąż jest zagrożona – i to nie od czasu ataku Rosji w 2022 roku, ani w 2014, tylko stale – od powstania państwa w 1991 roku.
Ci dwaj wrogowie – nacjonalizm i Rosja – grają wbrew pozorom na swoją wspólną korzyść.
Nacjonalizm skupia się na jednym narodzie, a więc wyklucza współpracę. A wręcz gloryfikuje konflikt. A nienawiść, konflikt i brak współpracy społeczeństw i państw daje siłę Rosji. Podziały między Polakami i Ukraińcami wzmacniają ją.
Te podziały to również zaprzepaszczenie współpracy i solidarności – czyli czegoś, co nie udawało się przez wieki, a udało się, kiedy Ukraina zyskała państwowość. Naszymi wspólnymi celami są demokracja, suwerenność i rozwój. Silna Polska jest potrzebna Ukrainie, a silna Ukraina jest potrzebna Polsce, bo wtedy Rosja traci swoją siłę. Jeśli politycy będą wykorzystywali wrogie nastroje i podsycali je dla własnej korzyści, będą działać także na korzyść Rosji.
Oczywiście nadanie oddziałowi wojskowemu przez prezydenta Zełenskiego imienia Bohaterów UPA nawiązuje do najpotworniejszego, ludobójczego nacjonalizmu. Według Polaków. Bo wcale nie musi tak być według żołnierzy ukraińskich. Nawet jeśli wielu z nich myśli nacjonalistycznymi kliszami, co jest dla wszystkich groźne, to UPA dla Ukraińców, z wielu powodów, nie oznacza tego samego, co dla Polaków.
Skończmy z tym narcyzmem
Dlatego silnym politykiem okaże się teraz ten, kto będzie miał odwagę zatrzymać tę rozkręcaną przez populistów nienawiść między Polakami a Ukraińcami. Powiedzieć „stop”, nie bojąc się o sondaże. Wielkość przywódców polega na tym, że potrafią pociągnąć za sobą ludzi nawet w trudnych warunkach. Jeśli mamy na sali silnych polityków, nadszedł idealny czas, by się pokazali.
Bazowanie na niechęci do Ukraińców, by zyskiwać poparcie, nie jest siłą. Odebranie ukraińskiej społeczności w Polsce części dotychczasowych uprawnień jest działaniem, które nie służy temu, żeby czuła się bezpiecznie w Polsce. Daje sygnał, że Ukraińcy są tu gośćmi, którzy się zasiedzieli. Silny polityk, który może postawić tamę rozkręcanemu przez prawicę nacjonalizmowi, nie kokietuje jej wyborców. Mówi, że historia to jedno, a nasza przyszłość to drugie. A najlepiej, jakby miał pomysł, co zrobić, by udało się przekonać do tego społeczeństwo. Ale do tego potrzebny jest polityk, który umie znacznie więcej niż liczyć punkty procentowe.
Odwagi wymaga też przyznanie, że narcyzm nie pomaga.
I przekonanie do tego Polaków. Bo ocenianie polityki Ukrainy wyłącznie z perspektywy polskiej wykrzywia jej obraz. Nie jest ani tak, że UPA żyła tylko tym, jak wymordować Polaków, ani tak, że współczesna Ukraina myśli tylko o tym, jak zareaguje na coś Polska. Jesteśmy jednym z partnerów strategicznego dla nas państwa i dbajmy o to, aby być partnerem ważnym. A nie o to, żeby karmić się gniewem i poczuciem wyższości, które dają nam tylko tyle, że tracimy z oczu rzeczywistość.