Żołnierze rosyjscy zabrali ze sobą do Ukrainy paradne mundury na spodziewaną rychło defiladę zwycięstwa. Już w pierwszych dniach poprzedniego, ubiegłorocznego ataku na Iran prezydent Donald Trump dziwił się, że przywódcy w Teheranie nie deklarują jeszcze bezwarunkowej kapitulacji. Militarny rachunek sił między stronami czynił te oczekiwania strony atakującej absolutnie uprawnionymi.
Rzecz w tym jednak, że rachunek ten nie uwzględnia czynników politycznych, wewnętrznych i zewnętrznych. Tymczasem słynne zdanie von Clausewitza, że wojna to polityka prowadzona innymi środkami, to nie tylko bon mot, ale także jak najbardziej realistyczna militarna diagnoza.
Trump i Putin się przeliczyli
Obaj prezydenci – Władimir Putin i Donald Trump – spodziewali się, że społeczeństwa krajów zaatakowanych poprą ich wojska przeciwko własnym władzom i obaj zawiedli się srodze.
Putin drastycznie nie docenił wartości, jaką dla społeczeństw demokratycznych stanowi wolność. Skutecznie stłumiwszy dążenia wolnościowe Rosjan, spodziewał się podobnego rezultatu w Ukrainie. Ale w Rosji mógł liczyć na poparcie części społeczeństwa i bezwzględną lojalność aparatu władzy. W Ukrainie ta część społeczeństwa, która wolała żyć pod panowaniem Rosji, już się pod tym panowaniem znajdowała. Z kolei aparat władzy – inaczej niż podczas pierwszej, krymskiej rundy tej wojny – wybrał lojalność wobec własnego, a nie obcego państwa.
W Iranie społeczeństwo było w stanie permanentnej rebelii przeciwko dyktaturze ajatollahów. W najnowszej, styczniowej jej rundzie zginęło z rąk aparatu władzy przynajmniej osiem, a być może nawet trzydzieści tysięcy osób. Irańczycy na pierwsze amerykańskie ataki, w miesiąc później, zareagowali entuzjazmem, w naiwnej nadziei, że będą one wymierzone przede wszystkim we władze, a nie w nich. Trump nieodpowiedzialnie podsycał te nadzieje, ułatwiając władzom represje wobec protestujących.
Co jednak ważniejsze, zbuntowane społeczeństwo nie było w stanie wyłonić alternatywnego aparatu władzy – podczas rewolucji islamskiej 1979 roku był nim szyicki kler. Zaś w samych władzach, w reakcji i na bunt, i na wojnę, nastąpiło istotne przetasowanie: mułłów zastąpili oficerowie Korpusu Strażników Rewolucji, wolni od etycznych i politycznych zobowiązań, wiążących ręce ich poprzednikom. W walce z atakiem z zewnątrz konieczna jest determinacja i społeczeństwa, i państwa – a przynajmniej jednego z nich.
Klęska zmienia percepcję
W wojnie z Ukrainą Putin, inaczej niż Trump, nie musiał się liczyć z żadnymi ograniczeniami. Świadom, że historycznie tylko jednego przeciwnika udało się pokonać z powietrza – Japonię podczas drugiej wojny światowej – lecz nie gotów na to, by jak wówczas Amerykanie użyć broni jądrowej, dokonał lądowej inwazji, i to go uchroniło od kompromitującej klęski. 20 procent terytorium Ukrainy, które zdobył, pozostanie ważną kartą przetargową w ewentualnych przyszłych rozmowach pokojowych.
Bombardując Iran z powietrza, Trump mógł liczyć, że gotowość wstrzymania ataków, w połączeniu z możliwością zawieszenia sankcji, spełni podobną rolę, nawet jeśli reżim nie zostanie obalony. Ale – podobnie jak Putin – nie docenił znaczenia międzynarodowej reakcji na wojnę, którą rozpętał.
Rosyjski atak na Ukrainę uzmysłowił innym państwom europejskim, że także i one mogą być podobnie zagrożone. Gdyby nie zaskakująca wola oporu, jaką wykazało się ukraińskie społeczeństwo, zagrożenie to zapewne motywowałoby Europejczyków raczej do uległości, niż do przeciwstawienia się Moskwie. Nie byłoby chętnych do popierania Kijowa, gdyby ten miał ponieść rychłą klęskę, a ujawniona przy okazji niepewność amerykańskich sojuszy dodatkowo motywowałaby do prób dogadania się z agresorem.
To, że Ukraińcy pokazali, iż walka z Moskwą nie musi zakończyć się porażką, sprawiło, że Amerykanie i Europejczycy kontynuują wsparcie militarne, finansowe i polityczne dla Kijowa. Bez tej pomocy Moskwa musiałaby w końcu zwyciężyć, bo tak wynikało z militarnego rachunku sił. Zagraniczne wsparcie zmieniło wynik równania.
Gdyby Amerykanie kontynuowali wojnę, Teheran w końcu musiałby przystać na negocjacje na warunkach silniejszego. Ale tak jak Ukraińcy zyskali sojuszników gotowych ponosić część sprzętowych, finansowych i politycznych kosztów wojny, tak Iran znalazł międzynarodowe wsparcie. Atakując neutralne kraje Zatoki Perskiej i zamykając cieśninę Ormuz, Teheran zmusił inne stolice do ponoszenia części kosztów wojny.
W przypadku sąsiadów Ukrainy wsparcie zewnętrzne było dobrowolne, w przypadku sąsiadów Iranu wręcz przeciwnie. Efekt końcowy pozostał ten sam: udział państw trzecich zmienił warunki równania.
Wojna kończy się na warunkach Iranu
Zaatakowane przez Iran państwa do tej pory liczyły na to, że Stany Zjednoczone zagwarantują im bezpieczeństwo wobec groźby irańskiej agresji. Okazało się, że ich związki z USA gwarantowały, że do tej agresji dojdzie. Mimo że niektóre z nich podjęły próby zbrojnej samoobrony, w tym we współpracy z Izraelem, razem z USA atakującym Iran, to szybko stało się jasne, że skuteczniejsze od dążenia do zadania Teheranowi ostatecznego ciosu jest dążenie do wymuszeniu na Amerykanach wstrzymania dalszych ataków.
Słowem, w obliczu zagrożenia podobnego do tego, jakiego doświadczyli sąsiedzi Ukrainy, przyjęli strategię odwrotną – i na krótką metę skuteczniejszą. Wojna się kończy – ale na warunkach Teheranu, nie Waszyngtonu. W Ukrainie wojna trwa nadal, ale groźba, że zakończy się na warunkach Moskwy, jest dziś odległa.
Rzecz w tym jednak, że Rosja, choć jest stroną inicjującą wojnę, w znacznym stopniu przyjęła w niej strategię Iranu. Kreml również usiłuje przerzucić część kosztów wojny na innych, by w ten sposób nakłonić ich, by zmusili Ukrainę, by przystała na rosyjskie warunki, tak jak USA w końcu przystały na warunki irańskie. Od aktów terroru na cudzym terytorium, poprzez wspieranie życzliwych jej sił, po groźby jawnej przemocy, Moskwa usiłuje, czasem skutecznie, sabotować zagraniczne poparcie dla Kijowa.
Pokoju nie będzie
W wojnie w Ukrainie wpływanie na państwa trzecie okazało się strategią skuteczną dla obu stron. W wojnie w Iranie USA nie miały narzędzi perswazyjnych, by odpowiedzieć na skuteczną przemoc Iranu wobec państw trzecich. Ochroniły one Iran przed klęską, i pozbawiły Rosję nadziei na zwycięstwo.
Iran wychodzi z wojny wzmocniony i trudno oczekiwać, by zrezygnował z dalszego korzystania z tak skutecznej taktyki nacisku. Rosja wie, że to międzynarodowe poparcie dla Ukrainy jest główną przeszkodą dla jej szans zwycięstwa. Zastraszanie lub przekupywanie państw trzecich okazało się niewystarczającą dla tego poparcia przeciwwagą.
Nawet jeśli porozumienie amerykańsko-irańskie zakończy wojnę, trudno będzie nazwać to, co po nim nastąpi, pokojem. Również w Ukrainie bardziej prawdopodobne jest to, że jedynie ustabilizuje się front, niż że strony będą chciały w bliskiej przyszłości zawrzeć pokój.
Stan nie-wojny jest jednak jedynie nie-pokojem, czymś pośrednim, strefą szarą. Gorsze to od tego, co być powinno, choć lepsze od tego, co by mogło być. Zaś skuteczność taktyki przerzucania kosztów wojny na barki stron trzecich sprawi, że ów niepokój pozostanie udziałem wszystkich. Do czasu następnej próby zmiany warunków równania.