Chęć godnego pochowania ofiar wołyńskiej masakry jest w pełni zrozumiała. Chciałbym także, ażeby została ona przebadana tak dogłębnie, jak uczynił to profesor Grzegorz Motyka w przypadku akcji „Wisła”. Ukraińcy powinni pamiętać o Wołyniu, gdy myślą o swoim „bagażu” historycznym.

Jednocześnie nie mam wątpliwości, że w kraju od dawna utrzymywanym w roli podrzędnej (ZSRR), a od ponad dekady walczącym z agresją, w tym pełnoskalową, muszą wzmocnić się tendencje nacjonalistyczne. W czasach ZSRR o masakrze wołyńskiej albo nie mówiono, albo rozmywano ją wśród innych negatywnych zjawisk. Cały narodowy ruch ukraiński traktowano z pewnością nie tylko jako nacjonalistyczny, jakim najpewniej był, ale jako faszystowski. Kraj, wybijający się na niepodległość, musi odwołać się do pewnej tradycji historycznej, którą chce postrzegać jak najlepiej.

Starcie polityk historycznych 

Warto pamiętać, że wielu polskich polityków oraz znaczna część polskiej opinii publicznej też nie jest krytyczna wobec własnych dziejów. Zamiast historii analitycznej chce prowadzić „politykę historyczną”, sprowadzającą się do hagiografii, podczas gdy nastawienie krytyczne nazywa „pedagogiką wstydu”. Ma pozytywny stosunek do „Ognia” i „Burego”, których zbrodnicze działania podkreślają Słowacy i Białorusini. W kontekście zwrócenia uwagi na negatywy zachowań części polskich chrześcijan wobec polskich Żydów podczas wojny, licząca się część opinii zaprotestowała nawet na drodze prawnej i ustawowej. 

Reakcje w obronie pozytywnego obrazu własnych dziejów są tak silne, że nasuwają pytanie o kompleksy, jakimi mogłyby być motywowane. Czy nie poczuciem niedocenienia i niesprawiedliwości dziejowej, czemu towarzyszy nacisk na dumę narodową? Może tak działa wspomnienie trudnej historii?

W stosunkach między Polakami i Ukraińcami rzadko dostrzega się negatywne elementy ze strony polskiej. To prawda, że w okresie międzywojennym część Ukrainy, położona w granicach Polski, miała nieporównanie lepszy los niż część za granicą radziecką – ale negatywy pozostają negatywami. Po wojnie akcja „Wisła” była zrobiona przez Polaków, nawet jeśli kierowanych nie przez władze demokratycznie wybrane.

Łatwo wejść na drogę radykalizmu

Współpraca polsko-ukraińska w obecnym, jakże trudnym dla sąsiadów okresie, stworzyła wyjątkową szansę ułożenia w końcu stosunków dobrosąsiedzkich. Odebranie prezydentowi Ukrainy najwyższego polskiego odznaczenia, w reakcji na uhonorowanie UPA, jest krokiem w przeciwnym kierunku. Nie idzie tu tylko o praktyczne sprawy, o stosunki z Rosją, o miejsce Polski wśród krajów europejskich, czy o tutejsze spory. Krok symboliczny paradoksalnie miewa przeogromne znaczenie. Wzmacnia również zielone światło dla istniejącej już niechęci do Ukraińców, którzy żyją w Polsce. Wytykanie, kto ma obce bądź nie w pełni polskie pochodzenie wśród obywateli polskich, co pojawiło jako objaw towarzyszący, jest również fatalne.

Na taką drogę znacznie łatwiej wejść niż zatrzymać się na niej. Warto docenić głosy włączające hamulce.