W ostatnich tygodniach jesteśmy świadkami największego konfliktu dyplomatycznego w stosunkach polsko-ukraińskich. Ten konflikt przełożył się nie tylko na oficjalne, polityczne relacje Warszawy i Kijowa, ale i na stosunki między Polakami a Ukraińcami.
Mogłoby się wydawać, że praktycznie każdy polski i ukraiński dziennikarz, polityk, bloger, analityk, publicysta czy po prostu osoba posiadająca jakikolwiek liczący się w przestrzeni publicznej głos, wypowiedziała się na ten temat. Stąd pełno wersji wydarzeń i teorii na temat tego, dlaczego doszło do sytuacji, w której prezydent Polski Karol Nawrocki odbiera prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego, a ten natychmiast go odsyła (i to pocztą).
Większość tych teorii koncentruje się przede wszystkim na aspektach politycznych. Jedni uważają, że chodzi o próbę przesłonięcia kwestii związanych z korupcją albo że jest to z ukraińskiej strony element przygotowania się do powojennych wyborów, w których istotną rolę będzie odgrywać elektorat nacjonalistyczny. Inni twierdzą, że to element cynicznej gry, w ramach której Kijów chce celowo wyeliminować Warszawę z rozmów pokojowych czy też eskaluje te stosunki, żeby ogłosić Polskę winną tego, że Ukraina nie dołączy do Unii Europejskiej. Po ukraińskiej stronie bardzo popularne są natomiast próby tłumaczenia polskiej reakcji jako elementu wewnętrznej gry politycznej, gdzie nastroje antyukraińskie są łatwym sposobem na pozyskanie elektoratu, a wątki historycznych relacji polsko-ukraińskich mają być jedynie narzędziem do sterowania opinią publiczną. I oczywiście każda ze stron ogłasza tę drugą jako winną. A zarówno polski rząd, jak i opozycja zapowiadają zaostrzenie polityki wobec Ukrainy.
Jednak koncentracja wyłącznie na intrygach politycznych czy cynicznym rachunku jako głównych przyczynach tego, co dzieje się w polsko-ukraińskich relacjach, jest błędem. Procesy, które kierują społeczeństwo w jedną czy drugą stronę, są jak prądy wielkich rzek. Bardzo trudno nimi sterować. Dlatego politycy zazwyczaj dostosowują się do nich i płyną z prądem.
Ukraina i Polska – dwie drogi do tożsamości narodowej
Polacy w podobnych sporach o historię bardzo często rzutują na Ukraińców to, co jest naturalne dla ich społeczeństwa. Zakładają, że po drugiej stronie mają społeczeństwo w wielu aspektach podobne, a więc w podobny sposób będzie odbierać ono kwestie historyczne. Na to nakładają się stereotypy i przekonania, które sugerują, że oba narody wywodzą się z tego samego, wschodniego, postkomunistycznego świata, a więc miały podobne podstawy i pozycje startowe dla rozwoju swych państw i społeczeństw po upadku komunizmu. Jest to jednak złudzenie.
Stan polskiego społeczeństwa w 1989 roku drastycznie różnił się od stanu społeczeństwa ukraińskiego w 1991 roku. Przede wszystkim tym, że na Ukrainie przez długi czas mieliśmy wielki wewnętrzny konflikt tożsamości, który wyrażał się również w podziałach politycznych. W Polsce podziały polityczne zawsze były normą, jednak z reguły były one ideologiczne. Polacy spierali się o model rozwoju państwa, jednocześnie większość nigdy nie miała wątpliwości, że chce posiadać własne państwo i pragnęło jego rozwoju. Większość nie miała też nigdy wątpliwości, że należy do polskiego narodu, mimo że jednocześnie mogły istnieć dyskusje co do tego, czym w sensie etnicznym i politycznym jest ten naród.
Na Ukrainie sytuacja drastycznie różniła się od polskiej. Spuścizna po Związku Radzieckim wyrażała się przede wszystkim w tym, że dążył on do wynarodowienia Ukraińców w ramach zwalczania szeroko rozumianego nacjonalizmu – w sensie jakiegokolwiek przywiązania narodów ZSRR do własnej kultury i tożsamości narodowej. Zamiast sojuszu wielu narodów próbował stworzyć uniwersalnego nowego „sowieckiego człowieka” i nowy naród polityczny. Fundamentem tej koncepcji były rosyjski język i kultura, które miały ujednolicić zróżnicowane narody ZSRR. Na Ukrainie oznaczało to systematyczną marginalizację ukraińskiego języka i kultury. Były one systematycznie spychane do prowincjonalnych stowarzyszeń tańca i piosenki ludowej i podobnych organizacji.
Skutki procesu sowietyzacji były tym silniejsze, im dłużej ta czy inna część Ukrainy znajdowała się w ZSRR. Zachodnie regiony, które stały się częścią państwa sowieckiego dopiero po wojnie, nie doświadczyły najgorszych lat stalinowskich represji i Wielkiego Głodu lat trzydziestych XX wieku. I już samo to przełożyło się na zachowanie silnych tradycji ukraińskich na tych ziemiach. Z kolei przemysłowy wschód pod względem swojej tożsamości był najbardziej sowiecki z tego prostego względu, że przesiedlano tam ogromną ilość ludności różnego pochodzenia z całego ZSRR. Stworzyło to nową warstwę społeczeństwa, która poza swoją radziecką teraźniejszością nie znała nic ze swojej przeszłości.
Ludzie zostali oderwani od swoich korzeni w różnych częściach wielkiego państwa. Rozerwano rodzinne więzi, zniszczono pamięć o poprzednich pokoleniach, o historii i kulturze tych społeczności, z których przesiedleńcy pochodzili. Zamiast tego powstał nowy sowiecki człowiek, którego podstawą były radzieckie mity historyczne oraz rosyjska kultura i język. Stąd właśnie prorosyjskie poglądy na wschodzie Ukrainy, które w rzeczywistości nie są specjalnie rosyjskie, ponieważ ci ludzie z reguły nie czuli się związani ani z narodem ukraińskim, ani rosyjskim. Żyli natomiast nostalgią za czasami ZSRR i to właśnie w Moskwie widzieli szansę na odbudowę wspólnej przestrzeni, którą utracili.
Ukrainę przez lata dzielił konflikt różnych tożsamości. Jedna część ukraińskiego społeczeństwa dążyła do zbudowania silnego ukraińskiego państwa niezależnego od Moskwy, które miałoby otwartą drogę do integracji z Zachodem, a druga czuła się „sowieckimi ludźmi” i dążyła do powrotu stanu Ukraińskiej Republiki Radzieckiej. Trzecią grupę stanowili ludzie, którzy nie mieli żadnej odpowiedzi na to, kim się czują. Znajdowali się w stanie zawieszenia, raz wybierając stronę umownych propaństwowców, a raz tę mentalnie tkwiącą w czasach sowieckich. Ten konflikt nie dawał Ukrainie szans na stabilny rozwój ani na zbudowanie spójnej państwowej polityki w żadnym zakresie. Ani gospodarczym, ani społecznym, ani pod względem geopolitycznego wyboru, ani też w sprawie zbudowania spójnego mitu historycznego.
Ukraina jako państwo
Każda z opisanych tu grup funkcjonowała w ramach innego mitu historycznego. Część społeczeństwa „mentalnie sowiecka” żyła po prostu historycznymi mitami radzieckimi na temat Rosji, Ukrainy, Polski, Europy, opowieściami o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej i zimnej wojnie. I tak samo traktowała kwestię UPA, Bandery i wydarzeń na Wołyniu. Z drugiej strony, na przekór radzieckiej narracji, powstawała także opowieść patriotyczna. Była ona zaprzeczeniem wszystkiego, co na temat tych wydarzeń i postaci głosiła Moskwa.
Jednocześnie, gdzieś pośrodku zawsze była wielka warstwa obywateli, która się tymi tematami po prostu nie interesowała. To ludzie obojętni wobec własnego państwa, kultury i historii. To też w dużej mierze spuścizna po ZSRR – państwie, gdzie ludzie nauczyli się, że każda tworzona przez państwo koncepcja jest kłamstwem, propagandą, a obywatel nie może w żaden sposób wpłynąć na politykę, więc nie ma sensu angażować się i zajmować stanowiska. Ta sytuacja paraliżowała Ukrainę mniej więcej do 2014 roku, kiedy to rosyjski atak na Ukrainę zaburzył ten balans sił wewnątrz kraju. Rosja odebrała Ukrainie najbardziej zsowietyzowane regiony, Krym oraz część Donbasu, czym pchnęła ją w stronę dominacji partii patriotycznej. Pełnoskalowa inwazja w 2022 roku jeszcze mocniej uderzyła w sowiecką mentalność wschodu i części południowej Ukrainy, niszcząc wewnętrzne podziały i prowokując zbudowanie nowego, politycznego ukraińskiego narodu.
Ukraińska tożsamość jest wielowiekowa, ale historia współczesnego ukraińskiego narodu i państwa dopiero się zaczyna. I dopiero teraz w tym państwie odbywa się dyskusja na temat drogi jego rozwoju. Teraz padają pytania: do czego Ukraina dąży i jak ma ułożyć sobie stosunki z sąsiadami i szerzej – z całym światem zachodnim. A świat ten, umówmy się, również dopiero teraz zaczyna sobie uświadamiać, że Ukraińcy jako naród nie są jedynie chwilowo oderwaną od Rosji prowincją, którą to mocarstwo za chwilę znów zaanektuje.
Wojna a mit założycielski Ukrainy
Dopiero teraz tworzy się własny mit założycielski i historyczny państwa. To one mają wytłumaczyć Ukraińcom, skąd pochodzą i dokąd się kierują jako naród. Niestety, proces ten przebiega cały czas pod naciskiem Rosji i w sposób naturalny sięga się po najprostsze rozwiązania, które są wymierzone w Rosję. Dlatego dochodzi do wybielenia mitu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. W dużej mierze więc jest to wyraz niedojrzałości dyskusji historycznej na Ukrainie, która toczy się w ramach bardzo uproszczonego schematu: „patriotyzm kontra rosyjska propaganda”. Dobre jest więc wszystko, co sprzeczne z rosyjską narracją. W ten sposób Ukraińcy próbują uwolnić się od rosyjskiego i sowieckiego mitu historycznego na temat własnej przeszłości. Nadal jednak pozostają w jego logice – zamiast budować własną narrację historyczną, często jedynie odwracają oceny narzucone wcześniej przez Rosję.
Z drugiej strony, należy rozumieć, że jedną z cech ukraińskiego społeczeństwa i spuścizny po sowieckim systemie jest to, że zainteresowanie własną historią było i wciąż jest o wiele mniejsze niż w Polsce. W istotny sposób zmieniła to wojna z Rosją. Społeczeństwo, które straciło swoje przywiązanie do schematów i mitów sowieckich, próbuje znaleźć jakiś zamiennik, żeby zrozumieć, kim, jeśli nie „sowieckimi ludźmi”, teraz są. Wojna z Rosją stała się głównym czynnikiem kształtującym ukraińską politykę pamięci.
Ukraińskie elity polityczne kwestie historyczne traktują często w sposób instrumentalny. Brakuje więzi emocjonalnych z narodowym mitem założycielskim, które pojawić się mogą jedynie wtedy, gdy zostanie on poddany wewnętrznej debacie, a kolejne pokolenia będą z nim dorastać. Ukraińcy po prostu nie mieli czasu i możliwości, by przejść tę drogę. W tej chwili historia jest w dużej mierze narzędziem do walki z Rosją. W tej logice mit UPA jako partyzanckiej armii walczącej z Sowietami jest wykorzystywany jako element historycznej mitologii, w której Ukraińcy próbują udowodnić, że w ramach każdej epoki historycznej posiadali tradycję walki z imperium rosyjskim.
Próba narzucenia obcej narracji
W Polsce tę sytuację potraktowano jako dowód na to, że całe ukraińskie społeczeństwo traktuje Stepana Banderę i UPA jako kluczowy element ukraińskiego panteonu bohaterów narodowych. Badania opinii publicznej na Ukrainie wskazują jednak, że ponad połowa społeczeństwa nie ma jednoznacznego stosunku do UPA. Społeczeństwo jest natomiast mocno niezadowolone, że podczas wciąż trwającej wojny inni chcą ingerować w to, co Ukraińcy traktują jako wewnętrzne sprawy państwa. Powodem jest fakt, że Rosja nie tylko ma wobec Kijowa terytorialne roszczenia, ale chce też decydować o tym, jaki ustrój polityczny ma panować na Ukrainie, do jakiego kościoła mamy uczęszczać i jaką wersję historii własnego kraju mamy mieć w podręcznikach.
W tej sytuacji obecny konflikt społeczeństwo ukraińskie odebrało jako próbę narzucenia polskiej wersji historii. Osoby, które w rzeczywistości często nie mają własnego zdania ani żadnej wiedzy na temat Stepana Bandery i ruchu ukraińskich nacjonalistów z czasów drugiej wojny światowej, reagują emocjonalnie. Nie z powodu historii jako takiej, a właśnie pod wpływem efektu „jednoczenia się wokół flagi” w celu ochrony szeroko rozumianej ukraińskiej suwerenności. Podobny efekt miał miejsce na początku 2025 roku podczas słynnego spotkania prezydenta Zełenskiego w Białym Domu, które Ukraińcy potraktowali jako próbę narzucenia im kapitulacji przez USA.
Ku dojrzałemu pragmatyzmowi
Ta reakcja ma więc głębokie korzenie bazujące na traumach przeszłości. Nie ma wiele wspólnego z dojrzałą dyskusją na temat historii własnego narodu, nie ma w tym też samokrytyki, która cechuje dojrzałe zachodnie społeczeństwa w dyskusji o historii. Ukraińcy bez wątpienia będą musieli zrobić krok w przód i przejść do etapu krytycznego spojrzenia na własne historyczne mity, jeżeli chcą dołączyć do zachodniej wspólnoty narodów. Bez względu na stosunki polsko-ukraińskie, odrzucanie dyskusji na ten temat i negowanie czarnych stron własnej historii, prezentując każdą odmienną opinię jako rosyjską propagandę, zostanie odebrane przez zachodnie społeczeństwa jako dowód niedojrzałości i słabości społeczeństwa obywatelskiego.
Należy wobec tego zastanowić się, w jaki sposób konstruktywnie prowadzić dyskusję ze stroną ukraińską na podobne tematy. Czy jedynie twardy nacisk i brutalna siła są w stanie do czegoś Ukraińców przekonać? Wydaje się, że tak właśnie sądzi część polskich ekspertów i publicystów, którzy nawołują do odejścia od romantycznego spojrzenia na Ukraińców.
Sam pragmatyzm nie jest jednak skuteczny, jeżeli nie opiera się na głębokiej analizie. W stosunkach ze stroną ukraińską nie należy zatem negować czynnika społecznego i wszystkich kwestii z nim związanych. Koncentracja wyłącznie na poziomie elit i państwowych struktur jest dużym błędem. Zdecydowane prezentowanie swojej pozycji w stosunkach z Ukrainą często jest niezbędne, by pozbawić stronę ukraińską iluzji i zmusić do poważnego traktowania strony polskiej, również i po to, by zmusić Ukraińców do uwzględniania kwestii, które polskie społeczeństwo uważa za ważne. Bez tego dialogu nie uda się zbudować trwałych i dobrych relacji.
Z drugiej strony, należy też budować ze stroną ukraińską komunikację. Tak, aby nie dostarczać radykalnym środowiskom powodów wzmacniających narrację, że Polska jest zagrożeniem niemal równym rosyjskiemu, ze względu na rzekome ambicje imperialne.
Od tej dyskusji nie da się uciec. Ukraińcy udowodnili na polu walki, że mają determinację, by zaistnieć na mapie Europy jako odrębny, suwerenny naród i państwo. I prawdopodobnie, niezależnie od ostatecznego wyniku wojny, Ukraina przetrwa. To oznacza, że Polska będzie musiała w jakiś sposób ułożyć sobie z nami stosunki. Rosja i jej ambicje imperialne prawdopodobnie również nie znikną. A to oznacza, że sytuacja geopolityczna w naszym regionie zmusi Polskę i Ukrainę do ułożenia stosunków na nowych zasadach. Im lepiej Polska zrozumie procesy zachodzące dziś na Ukrainie, tym większa jest szansa, że zrobi to skutecznie.