Szanowni Państwo!

Ataki na Ukraińców na polskich ulicach, w autobusach, taksówkach czy sklepach są faktem. Agresorzy biją, wyzywają i wskazują przy tym na narodowość swoich ofiar. Politycy nie próbują łagodzić atmosfery. Zamiast tego bagatelizują ataki, umniejszają albo nie odnoszą się do nich. Co więcej, powtarzają antyukraińskie wypowiedzi, co czyni ich odpowiedzialnymi za obecny wzrost agresji. Bo w końcu to one podgrzewają antyukraińskie nastroje.

Nie pierwszy raz politycy skutecznie nastawiają opinię publiczną przeciw jakiejś grupie. Dawniej byli to imigranci z Azji i Afryki albo osoby LGBT. Podsycając nienawiść do mniejszości, populiści z prawicy budowali swoje kampanie wyborcze. Również wtedy nagonka przynosiła widoczne efekty w postaci agresji w miejscach publicznych na ludzi z atakowanych grup. Teraz tą grupą stali się Ukraińcy mieszkający w Polsce.

Nie trzeba gonić za populistami

Na niechęć wobec Ukraińców wpływają jawnie antyukraińskie hasła Grzegorza Brauna i innych polityków skrajnej prawicy.

Za tę niechęć i za agresję wobec Ukraińców odpowiada pośrednio Przemysław Czarnek z PiS-u, szerząc wrogość wobec nich. Co do tego nie ma wątpliwości i winnych łatwo wskazać. Pisał tu o tym także Adam Traczyk.

Ale niechęć budują także działania i wypowiedzi polityków strony liberalno-demokratycznej. Czy wybryk młodego influencera, który wjechał samochodem nad Morskie Oko, rzeczywiście zasługiwał na deportację? A może tak ostrą reakcją premier chciał zyskać sympatię obywateli, oburzonych brakiem szacunku dla narodowej przyrodniczej świętości? Niestety, takie efekciarskie sposoby także wpływają na poczucie wyższości, niechęć i wrogość. 

Politycy koalicji rządzącej nie szczują na współmieszkańców Polaków, ale chętnie przypominają, że ci są tu tylko na prawach gości. Rzeczniczka Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, Karolina Gałecka, licytowała się niedawno z Przemysławem Czarnkiem z PiS-u na to, która ekipa rządząca – ich czy obecna – deportowała więcej cudzoziemców. 

Przecież deportacje imigrantów to jedno z ważniejszych haseł niemieckiej AfD, która buduje na nim swoje rosnące wciąż poparcie.

Jeśli politycy chcą powstrzymać ksenofobię, nie zrobią tego, czyniąc z deportacji powód do dumy czy odbierając Ukraińcom świadczenia. W ten sposób tylko pokazują, że to grupa, której można nie lubić i nie ufać. Straszą, sugerując, że Ukraińców należy powstrzymać przed panoszeniem się czy wykorzystywaniem naszego państwa – co przecież w rzeczywistości nie jest prawdą.

Nie trzeba gonić za populistami, żeby za nimi nadążyć w budowaniu elektoratu. Można z nimi walczyć. Jak? Rozliczając mowę nienawiści – są do tego instytucje i prawo. 

Obywatele też nie są bezsilni.

Zademonstruj sprzeciw wobec przemocy

„Nie bądź obojętny” – to hasło demonstracji, które w najbliższą sobotę w wielu miastach Polski będzie organizował Komitet Obrony Demokracji. Jak pisze Kuba Karyś, przewodniczący KOD-u, możemy pokazać, że Polska nie jest ksenofobicznym centrum Europy.

Demonstracje solidarności z Ukraińcami w Polsce odbywały się też w Warszawie w ostatnią sobotę i wcześniej. Prawdopodobnie będziemy mieć jeszcze okazję do tego, by wychodzić na podobne akty sprzeciwu wobec agresji. I co ważne – właśnie to można zrobić, żeby okazać solidarność wobec Ukraińców i sprzeciw wobec agresorów. Bierne obserwowanie rosnącej agresji motywowanej narodowością to milcząca zgoda na coś, co działa zgodnie z mechanizmami faszyzmu. Obywatel nie odbierze Braunowi głosu, ale może reakcją na jego zachowanie sprawić, że oddanie głosu na niego w wyborach stanie się bardziej niewygodne. Jeśli taki głos nie będzie powodem do dumy – to może nie warto?

Głośny sprzeciw nie jest wyrazem bezsilności, lecz siły. Bezsilnością jest bierność. Człowiek, który ją stosuje, poddaje się bez walki tym, którzy szerzą przemoc symboliczną, czyli politykom, i przemoc rzeczywistą – czyli osiłkom ze sklepu czy autobusu. 

Czy chcemy godzić się na to, żeby to ten osiłek decydował, kto ma prawo mieszkać w Polsce? Czy chcemy, żeby robił to Grzegorz Braun?

Jawny sprzeciw jest narzędziem, które daje szansę na zmianę rzeczywistości. A to, że daje poczucie przyzwoitości, też nie jest bez znaczenia.

Nie wszyscy jesteśmy ksenofobami

W nowym numerze „Kultury Liberalnej” piszemy o tym, jak doszło do tego, że Ukraińcy w Polsce doradzają sobie, jak przetrwać na naszych ulicach. Profesor Rafał Pankowski ze Stowarzyszenia „Nigdy Więcej” mówi mi: „Nie uważam, że wszystko diametralnie się zmieniło. Nie jest tak, że nagle wszyscy Polacy stali się ksenofobami”. Pankowski przyznaje jednak, że nastroje niechęci do Ukraińców rosną, co pokazują badania. I mówi: „Co na to wpłynęło? Kilka kwestii, a jedną z ważniejszych jest ksenofobiczna propaganda. Ten jad, sączony wytrwale, konsekwentnie i na olbrzymią skalę, już od pierwszych dni masowej ucieczki uchodźców do Polski”. Jednak, jak przekonuje, z jadem można walczyć – pozwala na to prawo. Ważne tylko, by instytucje, które mogą to robić, na przykład policja, wykonywały swoje zadania. 

Zachęcam też do czytania felietonu Mateusza Mazziniego, który pisze o tym, jak rząd może przekonać Polaków do tego, że Ukraińcy mieszkający w Polsce są dla nich gigantyczną szansą.

Zachęcam do czytania,

Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin, zastępczyni redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”