Przypomnijmy – wczoraj rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie potwierdził, że otrzymano pismo nadane w Tyraspolu, na terenie Naddniestrza, pod którym podpisany jest Marcin Romanowski.
Były wiceminister sprawiedliwości z czasów rządu PiS-u od dawna ukrywa się poza Polską, bo prokuratura poszukuje go listem gończym w związku z nadużyciami w Funduszu Sprawiedliwości. Romanowski, podobnie jak jego szef w ministerstwie, Zbigniew Ziobro, najpierw ukrywał się w Budapeszcie. Jednak po przegranych przez Viktora Orbána wyborach Ziobro uciekł do Stanów Zjednoczonych. A Romanowski nie. Dotychczas nie było powszechnie wiadomo, gdzie jest. Aż do sądu przyszło pismo z separatystycznej republiki, części Mołdawii, kontrolowanej przez Rosję.
Putin już ma w Polsce przydatnych polityków
W mediach społecznościowych, ale i w poważnych gazetach pojawiły się pytania o to,
czy ucieczka Romanowskiego pod ochronę Rosji świadczy o tym, że PiS ma związki z tym wrogim wobec Polski państwem.
Niektórzy są wręcz przekonani, że tak.
Nie wiadomo jednak, czy Romanowski faktycznie jest w Naddniestrzu. Władze Mołdawii oświadczyły, że nic o tym nie wiedzą; polskie służby też nie potwierdziły tej informacji. A po drugie – gdyby okazało się, że to prawda, świadczy to o związkach Romanowskiego, a nie władz PiS-u czy poszczególnych polityków tej partii. W końcu oskarżony o udział w zorganizowanej grupie przestępczej uciekinier, który ewidentnie panicznie boi się powrotu do Polski, był łatwym łupem dla rosyjskich służb. Zwłaszcza na Węgrzech, gdzie chronił go prorosyjski reżim.
Możliwe też, że współpracował z Rosjanami wcześniej i że przekazywał bądź przekazuje dalej bardzo cenne dla nich informacje. To oczywiście stwarza poważne zagrożenie dla Polski. Stwarza też poważny polityczny problem dla PiS-u. Ale realnie nie świadczy o tym, że partia ma powiązania z Rosją.
To jednak nie znaczy, że jest dobrze.
Politycy PiS-u, bez względu na to, czy realnie mają związki z Rosją, czy nie, swoimi wypowiedziami zagrażają bezpieczeństwu Polski.
Robią to swoimi antyukraińskimi wypowiedziami Tobiasz Bocheński, Przemysław Czarnek i Jarosław Kaczyński, który wybrał dla PiS-u kurs wyznaczony przez Bocheńskiego i Czarnka.
Deportować Ukraińców? Putin nie musi już nic dodawać
Rosji mogłyby się bardzo przydać informacje od Romanowskiego. Ale Moskwa i tak nie musi nic robić, żeby wygrywać swoją wojnę w Polsce. Wystarczy, że pozwoli polskim politykom prawicy robić swoje. Nie tylko tym z PiS-u, ale i z obu Konfederacji. Pisaliśmy już o tym, że ich słowa mają wpływ na nastroje w Polsce, głównie wśród agresorów, którym wystarczy wskazać „wroga”, żeby mogli go atakować.
Jednak to nie tylko kwestia agresorów. Konflikt w polskim społeczeństwie o Ukrainę i Ukraińców jest Rosji potrzebny do prowadzenia wojny hybrydowej w naszym kraju i w innych krajach Europy. Putin używa do tego dezinformacji, prowokacji, propagandy. Ale dopóki PiS istnieje na politycznej scenie, Rosja nie musi się nawet wysilać. Wystarczy, że Bocheński zaczyna nawoływać do tego, żeby deportować niepracujących Ukraińców i emocje w Polsce szybują.
Czy Rosji jest więc potrzebna jakiegoś rodzaju rekrutacja polityczna w PiS-ie? Z pewnością byłaby przydatna. Ale i bez tego prawica pomaga jej podbijać Europę.