Główne uroczystości odbywają się w Czerwonym Forcie w Delhi, wzniesionym przez muzułmańskich Mogołów władających Indiami przez stulecia. To okazja do przemówienia premiera Indii, który w swym orędziu informuje społeczeństwo o stanie państwa, o osiągnięciach, ale i problemach, które są udziałem całego narodu.
Indie świętują tego dnia pierwsze wciągnięcie na maszt trójkolorowej flagi narodowej. Tiranga składa się z barwy zielonej od dołu, białego pasa po środku oraz koloru szafranowego od góry. Każdorazowo byli premierzy odwoływali się do idei Indii świeckich i wielokulturowych, w których w zgodzie z konstytucją wszyscy obywatele mają prawo do zachowania swoich tradycji religijnych i kulturowych.
Świeckość państwa po indyjsku polegała nie tylko na tolerancji wobec mniejszości religijnych, ale także na wspieraniu przez państwo potrzeb wyznaniowych zarówno religijnej większości – hinduistów; jak i religijnych mniejszości – muzułmanów, sikhów czy chrześcijan. Skoro wszyscy oni płacą podatki, to mają oczywiste prawo do wspierania przez państwo ich potrzeb religijnych. W zgodzie z wieloletnią tradycją Indii potrzeby religijne są takimi samymi potrzebami ludności jak edukacja czy opieka zdrowotna.
W tym roku oprawa dnia niepodległości Indii była inna
Celebracje roku 2026 zostaną zapamiętane jako czas, w którym przed Czerwonym Fortem dominowała symbolika ruchu hindutva – prawicowej, nacjonalistycznej ideologii. Tożsamość narodowa Indii określana jest przez zwolenników tego ruchu poprzez pryzmat kultury i wartości hinduistycznych. Pojęcie to oznacza „hinduskość” lub „istotę bycia hindusem”. Mniejszości religijne – przede wszystkim muzułmanów i chrześcijan – hindutva traktuje jak obywateli drugiej kategorii.
I oto podczas tegorocznego Dnia Niepodległości przed Czerwonym Fortem w Delhi zgromadzili się przede wszystkim ludzie w biało-szafranowych strojach, kojarzonych z tym ruchem. Nie było koloru zielonego, który zawsze towarzyszył tego typu celebracjom.
W okolicach Czerwonego Fortu rozbrzmiewała z głośników przede wszystkim pieśń „Vande Mataram”, czyli „Cześć Ojczyźnie”. Także z kontrowersyjną zwrotką poświęconą hinduistycznym boginiom:
„Ty jesteś Durgą dzierżącą broń,
Lakshmi igrającą na kwiecie lotosu,
Saraswati, dawczynią wiedzy,
kłaniam się Tobie, czystej i niezrównanej,
bogatej w wody, bogatej w owoce, o Matko!”
Jeszcze do niedawna sfera publiczna była wolna od propagowania określonej tradycji religijnej ze względu na świecki charakter państwa indyjskiego. Wraz z rządami Narendry Modiego i Indyjskiej Partii Ludowej (BJP) hinduizm staje się elementem uroczystości o charakterze państwowym.
Niespełnione obietnice, coraz większe wyzwania
Tegoroczne przemówienie premiera Modiego także było inne aniżeli przemówienia poprzedników, a nawet jego samego sprzed lat. W tym roku mało było słów o zadaniach stojących przed krajem, niewiele o sytuacji międzynarodowej. A wyzwań nie brakuje, patrząc chociażby na wojnę w Zatoce Perskiej, mocniejszą pozycję Pakistanu po zawiązaniu sojuszu wojskowego tego kraju z Arabią Saudyjską i Turcją czy na ścisłą współpracę Islamabadu z Pekinem.
Modi mówił co prawda o modernizacji kraju i postępach gospodarczych. Ale część z osiągnięć wymienionych przez indyjskiego premiera była zasługą nie tylko jego rządu, ale i poprzedników z Indyjskiego Kongresu Narodowego. Mimo składanych już wielokrotnie obietnic, że pod jego rządami Indie staną się potęgą industrialną, rzeczywistość brutalnie weryfikuje te zapewnienia. Produkcja przemysłowa Indii to ciągle jedynie 14 procent PKB. BJP pod kierownictwem Modiego obiecywała likwidację ubóstwa w kraju. W rzeczywistości 800 milionów mieszkańców Indii musi korzystać z darmowych racji żywnościowych, by przeżyć.
Indyjski premier, wspominając o młodzieży, jedynie zdawkowo potraktował problem ogromnego bezrobocia wśród młodych specjalistów. Słowem za to nie wspomniał o niedawnych protestach, których jego rząd stłumił gumowymi kulami, bambusowymi pałkami i gazem łzawiącym.
Atak na intelektualistów – naksalitów
Wprost przeciwnie. Wystąpienie stało się dla Narendry Modiego okazją do ataku na Dimagi Naxals, czyli „intelektualnych naksalitów”, którzy jego zdaniem destabilizują Indie. W skład owych „intelektualnych naksalitów” wchodzą jego zdaniem głównie studenci, wykładowcy wyższych uczelni, intelektualiści zabierający głos w sprawach publicznych, a także pisarze. Wcześniej społeczność intelektualistów sympatyzująca z ruchem tak zwanych maoistów, a ściślej naksalitów, a jednocześnie niechwytająca za broń, określana była przez Modiego i jego ministrów mianem „miejskich naksalitów”.
Naksalici to ruch o charakterze częściowo partyzanckim, który zrodził się w roku 1967 w bengalskiej wiosce Naxalbari ze sprzeciwu wobec feudalnego wyzysku ludności wiejskiej. W późniejszych latach sprzeciwiał się rugowaniu ludności plemiennej, indyjskich autochtonów, z ich rodzinnych ziem bogatych w metale ziem rzadkich, a także w uran potrzebny do rozwoju programu nuklearnego.
Rządy federalne w Indiach od lat prowadzą walkę z ruchem naksalitów, widząc w nim zagrożenie dla państwa. Jednocześnie znaczna część indyjskiej inteligencji oraz intelektualistów jest przekonana, że naksalici walczą o należne prawa, które władza odbiera im w imię interesów gospodarczych kraju oraz prywatnych koncernów. Według polityków BJP problemy młodych ludzi, szczególnie związane z rynkiem pracy, to efekt negatywnego wpływy naksalizmu na indyjską współczesność.
W rzeczywistości owi „intelektualni naksalici” to ugrupowania walczące o prawa człowieka i obywatela. Sprzeciwiają się wprowadzaniu na znacznych obszarach Indii rygorystycznego i brutalnego prawa nadzwyczajnego dającego policji i wojsku uprawnienia łamiące prawa obywatelskie w imię walki z ruchem naksalitów, a także z ruchami, w opinii władz, separatystycznymi. Prawa takie były wprowadzane zarówno w centralnych oraz północno-wschodnich Indiach, jak i w Kaszmirze.
Wystąpienie indyjskiego premiera podczas dnia niepodległości wskazuje, że była to odpowiedź władz na protesty sprzed kilku tygodni. Jej adresatem nie była indyjska inteligencja, ale nacjonalistyczno-hinduistyczny elektorat BJP. Oto za wszelkie problemy Indii odpowiedzialni są owi „intelektualni naksalici”.
Modi nie po raz pierwszy wystąpił niczym ludowy trybun. Głowę zdobił mu ulubiony turban przywołujący pamięć dawnych księstw Radżputany, regionu znanego dziś jako Radżastan. Wniosek z półtoragodzinnej mowy jest prosty. Premier widzi zagrożenie przede wszystkim w wolnej myśli ludzi, którym nie wystarczają populistyczne narodowo-religijne hasła. Gdyby nie oni, Indie rozkwitałyby pod rządami Indyjskiej Partii Ludowej i premiera Modiego.