Od chwili swego aresztowania w maju 2011 do śmierci w więzieniu tydzień temu, Ratko Mladić spędził za kratkami ponad piętnaście lat. 5567 dni. 133 608 godzin. Wliczając czas spędzony we śnie, na porannej i wieczornej toalecie, podczas posiłków czy po prostu na gapieniu się na ścianę celi. Dużo. Jeśli dodać szesnaście lat spędzonych na ucieczce przed sprawiedliwością, czas ten się podwaja. Wliczając czas spędzony wówczas na spotkaniach rodzinnych i towarzyskich, na meczach w Belgradzie, bankietach w restauracjach czy spacerach wzdłuż Dunaju.

Serbia, gdzie się ukrywał, nie ścigała Mladicia, tylko chroniła. Nawet po obaleniu rządów Slobodana Miloševicia, którego serbscy demokraci od razu wyekspediowali do Hagi. No ale Mladić nie miał ambicji, by sprawować władzę państwową w Serbii; całkowicie mu wystarczał rząd dusz. Te słowa: „Szacunek, generale”, które słyszał na ulicy od przypadkowych przechodniów. I od niektórych, przynajmniej serbskich demokratów, którzy podzielali wszak jego marzenia o Wielkiej Serbii, nawet jeśli niekoniecznie aprobowali wszystkie proponowane przez niego metody. No, ale gdzie drwa rąbią…

Zabijanie po to, żeby zabić

8372 ofiar w samej tylko Srebrenicy. Tyle udało się ustalić nazwisk Bośniaków zabitych przez żołnierzy Mladicia w ciągu trzech dni po zdobyciu w lipcu 1995 roku miasteczka, które ONZ ogłosiło strefą bezpieczeństwa, a NATO zobowiązało się bronić. Średnio przypada 31 sekund na jeden mord, zakładając, że zabijano bez przerwy, w dzień i w nocy. W rzeczywistości mordowano tylko za dnia, za to grupami, używając granatów lub seriami z broni automatycznej. Egzekucje trzeba było przerywać, gdy lufy broni rozgrzewały się od ognia tak, że parzyły dłonie żołnierzy. Mordowani musieli wówczas czekać na swoją kolej.

Mieszkańcy Srebrenicy nie stanowili dla żołnierzy Mladicia żadnego zagrożenia. Poza tym, że istnieli i byli muzułmanami, a więc – jak głosiła Biljana Plavšić, biolożka, która w 1996 roku została pierwszą prezydentką utworzonej po zakończeniu wojny i nadal istniejącej Republiki Serbskiej w Bośni – byli „genetycznie zdeformowani”. Bowiem „to materiał genetycznie zdeformowany przyjął islam” po tureckim podboju, ponad pięćset lat temu.

Zabijanie Bośniaków służyło tylko temu, by ich zabić. Nie miało żadnego innego celu.

Zbrodnie Mladicia – ludobójstwo?

Rzeź w Srebrenicy nie była jedyną zbrodnią Mladicia, który dowodził też oblężeniem Sarajewa. Jego wojska dokonały masakr cywilów w innych zdobytych miejscowościach północnej Bośni.

Ale haski Międzynarodowy Trybunał Karny ds. b. Jugosławii (MTKJ) uznał, że we wszystkich innych przypadkach mordy, choć stanowiły zbrodnie wojenne i przeciw ludzkości, nie stanowiły ludobójstwa.

Według Trybunału wszędzie poza Srebrenicą sprawcy kierowali się innymi celami niż wymordowanie ofiar „jako takich”, za samą ich przynależność do „grupy narodowej, rasowej, etnicznej bądź religijnej”. Chcieli raczej swymi zbrodniami sterroryzować pozostałych Bośniaków: złamać ich wolę oporu, zmusić do ucieczki. Taki wysoki próg dowodowy stawia międzynarodowa konwencja o zapobieganiu i karaniu ludobójstwa.

Jedynie w przypadku Srebrenicy stwierdzono, że owa ludobójcza intencja jest „jedynym racjonalnym wyjaśnieniem” pobudek, którymi kierowali się sprawcy.

Z kolei w odrębnym postępowaniu Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (MTS) uniewinnił Serbię od zarzutu popełnienia w Srebrenicy ludobójstwa. MTS uznał, że Belgrad był winny temu, że zbrodni nie zapobiegł ani jej potem nie ukarał – ale nie dopatrzył się w działaniach władz serbskich owej ludobójczej intencji.

Jednak w kwestii motywacji Mladicia w Srebrenicy MTKJ nie miał jednak wątpliwości i wymierzył mu za ludobójstwo karę dożywocia.

A ten odsiedział ją do śmierci. Szesnaście godzin za każdy mord. Tyle potrafi ludzka sprawiedliwość.

Termin ludobójstwo

I nie jest to mało. W przeszłości nie karano akurat za ludobójstwo; samo pojęcie powstało dopiero podczas drugiej wojny światowej. Utworzył je polski żydowski prawnik Rafał Lemkin, opierając się na relacjach o dokonującej się właśnie Zagładzie i na wiedzy o eksterminacji Ormian przez Turków podczas poprzedniej wojny światowej. Ale później ani w Norymberdze, ani w Tokio nikt nie został za nią skazany.

Pierwszy w historii ludzkości wyrok za tę zbrodnię usłyszał w 1998 roku Jean Paul Akayesu, jeden ze sprawców ludobójstwa Tutsich w Rwandzie. Wyrok na Mladicia zapadł osiem lat później.

W świecie, który przywykł do zbrodni wojennych i zobojętniał na nie, oskarżenie o ludobójstwo nadal jednak ma moralny i historyczny ciężar. Nic też dziwnego, że – po rozgłosie, jaki zasadnie zyskały wyroki w sprawach Rwandy i Srebrenicy – zaczęto je wysuwać w każdym niemal przypadku, w którym ofiary domagają się uznania swych krzywd i ukarania sprawców. O moich zastrzeżeniach na temat nadużywania tego terminu pisałem już w „Kulturze Liberalnej”.

Pierwsze oskarżenia pod adresem Izraela o ludobójstwo w Gazie działający w USA Instytut Lemkina wysunął już w dwa i pół miesiąca po ataku Hamasu na Izrael. Ten sam Instytut ostrzega, że orzeczenie Sądu Najwyższego Zjednoczonego Królestwa o istnieniu dwóch „płci biologicznych” stanowi dowód „ludobójczych intencji” wobec społeczności osób transpłciowych. Daleko jesteśmy od Srebrenicy i Rwandy, i od zdrowego rozsądku. Krewni Lemkina wytoczyli w USA Instytutowi proces, żądając, by ze swej nazwy usunął jego nazwisko.

Izrael niewątpliwie popełnił w Gazie zbrodnie wojenne, a zapewne także przeciw ludzkości. Żaden jednak z czynów zarzucanych Izraelczykom nie przypomina zbrodni, jakich dokonywali Mladić czy Akayesu. Przypomina je natomiast rzeź dokonana przez Hamas, która stała się przyczyną wojny. W ciągu dwóch dni hamasowcy, zabijając wszystkich, których napotkali, wymordowali 1 procent mieszkańców terytoriów, które udało im się opanować. W odpowiedzi Izrael zaatakował Gazę, zabijając w dwa lata 2 procent jej mieszkańców. Gdyby rzeczywiście mieli, jak hamasowcy, ludobójcze intencje, liczba ta byłaby, choćby ze względy na nieporównanie większe możliwości militarne Izraelczyków, dalece większa. Zapewne z tego powodu MTS ściga przywódców izraelskich za zbrodnie wojenne, lecz nie za zbrodnie ludobójstwa.

Dlaczego celebrują ludobójcę?

Ludobójstwo, którego Mladić był winny, zachowuje jeszcze w powszechnej świadomości status zbrodni najcięższej. Zarazem w Serbii i w Republice Serbskiej w Bośni

Mladić w oczach wielu pozostaje nie zbrodniarzem, lecz bohaterem – bo zabijał, jak głoszą jego apologeci, w serbskim interesie narodowym.

Ten mechanizm pochwały zbrodni znają wszystkie narody, które toczyły wojny o przetrwanie. Nie tylko Serbowie, ale także Izraelczycy i Palestyńczycy czy Polacy i Ukraińcy.

Ludobójca ze Srebrenicy ma zostać pochowany w Serbii z honorami państwowymi. Prezydent Aleksandar Vučić potępił trybunał haski, że nie zgodził się zwolnić śmiertelnie chorego Mladicia z więzienia, „by mógł umrzeć w Serbii”. „To jest niecywilizowane zachowanie, bez precedensu i bez uzasadnienia”, stwierdził. Mladić odsiedział szesnaście godzin za każdy mord w Srebrenicy. Gdyby trybunał ustąpił, każde dwa dni, które ludobójca spędziłby na wolności, oznaczałyby trzy mordy, za które nie poniósłby kary.

Takiej, jaką jest w stanie wymierzyć ludzka sprawiedliwość.