We wrześniu 2006 roku do rosyjskich księgarń trafiła nowa książka Władimira Sorokina, wówczas 51-letniego uznanego pisarza wpisującego się w nurt postmodernizmu. W kręgach prorządowych uważa się go za skandalistę. Powieść wzbudziła zainteresowanie tematem i archaicznym językiem, stając się szeroko komentowanym wydarzeniem literackim.
Rosja za Wielkim Murem Rosyjskim
„Dzień oprycznika” jest antyutopią, która ukazuje Rosję roku 2028 jako osobliwe połączenie nowoczesnego państwa z ideologią, obyczajami i ceremoniałem rodem ze średniowiecza. Na jej czele stoi samodzierżawny monarcha, który rządzi w oparciu o „opryczninę” – wszechpotężną służbę specjalną o cechach zakonu, która stosuje terror wobec „wrogów państwa”.
Oczywiste jest tu odwołanie do rządów Iwana Groźnego, rosyjskiego cara z XVI wieku. To jego rządom przypisuje się opryczninę, czyli politykę stosowaną w celu terroryzowania prawdziwych i wyimaginowanych przeciwników cara.
W książce Sorokina współcześni oprycznicy przesiedli się z koni na mercedesy, ale korzystają z symboliki poprzedników sprzed niemal pięciuset lat.
Na przednim zderzaku wożą uciętą głowę psa, na tylnym zaś miotłę – symbole wierności wobec monarchy i dążenia do porządku.
W świecie Sorokina Rosja jest totalitarnym państwem otoczonym Wielkim Murem Rosyjskim, ideologicznie skonfliktowanym i izolującym się od Zachodu, z kolei przyjaźniącym się i silnie uzależnionym od Chin. Feudalne i ksenofobiczne społeczeństwo zanurzone jest w anachronicznej tradycji, której podstawą są pseudokonserwatywne wartości, nacjonalistyczne prawosławie, patriarchalizm, umiłowanie wszystkiego, co rosyjskie, i pogarda dla wszystkiego, co zachodnie.
System opiera się na represjach, wszechogarniającej korupcji, hipokryzji (są „równi i równiejsi”) oraz demonizowaniu Europy w celu mobilizowania społeczeństwa. Podstawę gospodarczą Rosji stanowi eksport gazu i pośrednictwo w handlu między Chinami a państwami europejskimi.
Nie ma się z czego śmiać
Satyryczny „Dzień oprycznika” wzbudził rozbawienie większości czytelników, którzy przyjęli go z przymrużeniem oka jako literacki performance i mroczne fantazje. Sam Sorokin mówił wówczas, że stworzył wielką groteskę. Jednak przypominał, że oprycznina to złowrogie i bardzo rosyjskie zjawisko, które pozostawiło na państwie rosyjskim trwały ślad. A jej powrót uznawał za niewykluczony.
Im więcej czasu upływało od wydania książki, tym bardziej zmieniał się jej odbiór. Rosjanom było coraz mniej do śmiechu, a o Sorokinie coraz częściej zaczęto mówić „prorok”. Wpisywało się to zresztą w dawne przekonanie, że w Rosji pisarz nie tylko stawia ponadczasową diagnozę rosyjskiemu państwu i społeczeństwu (polecam choćby ponowną lekturę „Rewizora” Gogola), ale również przestrzega przed tym, co dopiero ma się wydarzyć. Być może najlepiej ujął to Nikołaj Bierdiajew, jeden z największych rosyjskich filozofów, który w 1937 roku napisał, że „literatura rosyjska jest najbardziej profetyczna na świecie, pełna jest przeczuć i przepowiedni, charakterystyczny jest jej niepokój o zbliżającą się katastrofę”.
Książka powstała jeszcze przed głośnym wystąpieniem Putina w Monachium w 2007 roku, które zapamiętane jest jako antyzachodni manifest i symboliczne powiedzenie, że „Rosja wstaje z kolan”. A jednak pisarzowi udało się już wtedy dostrzec autorytarne i imperialne tendencje w rosyjskim systemie politycznym i społecznym, które z pełną mocą ujawniły się po aneksji Krymu i pełnoskalowej agresji na Ukrainę w 2022 roku.
Nastał dzień oprycznika
Rosję sorokinowską i putinowską łączy szereg uderzających podobieństw.
W obu przypadkach scentralizowana władza prezydenta-cara oparta jest na strukturach siłowych, elicie i strażnikach państwa. Ci zapewniają mu stabilność, bezwzględnie walczą z wrogami zewnętrznymi i wewnętrznymi, posiadają monopol na przemoc. W zamian za „ciężki trud na chwałę państwa” i dla „odrodzenia świętej Rusi” oprycznicy-czekiści mogą się bogacić i przejmować cudzą własność. Nie obowiązuje ich prawo, o ile zachowują bezwzględną lojalność wobec Kremla. Jak to ujął Sorokin, są „pierścieniem” ściskającym wcześniej „chory, gnijący i rozpadający się kraj”; doprowadzili do „okrzepnięcia niedźwiedzia” i „wyhodowania nowych pazurów”. W efekcie „ryk niedźwiedzia rosyjskiego słyszalny jest na całym świecie”.
Obie Rosje hołubią wartości konserwatywne. Choć w rzeczywistości nie mają z nimi nic wspólnego – służą im jedynie jako ideologiczne uzasadnienie „duchowej i moralnej wyższości” nad „pustym i zdegenerowanym” Zachodem. Zmasowanej propagandzie antyzachodniej towarzyszy strategiczny zwrot ku Chinom. Te postrzegane są nie jako zagrożenie, ale jako wybawienie „rosyjskiej cywilizacji” od „śmiertelnego wirusa” z Europy.
Podkreślenie czynnika chińskiego przez Sorokina jako kluczowej orientacji międzynarodowej przyszłej Rosji można uznać za szczególnie trafne.
Gdy powstawał „Dzień oprycznika”, Moskwa oficjalnie wciąż deklarowała politykę zbliżenia z Zachodem, gdzie niemal nikt nie dopuszczał myśli, że reżim rosyjski może wybrać Pekin.
Za współczesną Rosją stoi pustka
Książkowy Wielki Mur Rosyjski to demonstracja fizycznego odcięcia się Rosji od Zachodu, źródła wszelkiej zgnilizny. Samoizolacja, której efektem jest deeuropeizacja i demodernizacja ideowa Rosji, sprawia, że nie pozostaje jej nic innego, jak pogrążać się we własnej wyidealizowanej i zmitologizowanej przeszłości. Powrót do rzekomych korzeni w istocie pokazuje zagubienie i ideową pustkę ukrytą za buńczuczną narracją.
Tak jak w rzeczywistości, sorokinowski reżim totalitaryzujący Rosję chroni się nie tylko przed oddziaływaniem Zachodu, ale również przed własnym, nieobliczalnym społeczeństwem. Może najlepiej dylemat elity putinowskiej ujęła Monarchini z „Dnia oprycznika”: „Tak naprawdę nas, władzy, nie lubią. I nigdy już nie polubią. Nadarzy się okazja, to rozszarpią na kawałki”. Dodajmy do tego jeszcze poszukiwanie przez Monarchę panaceum na gen starości. Znowu brzmi znajomo.
„Nic nie będzie”
Po 2022 roku Rosja i świat na nowo odkryły „Dzień oprycznika”; pojawiły się tłumaczenia na kolejne języki (już ponad trzydzieści). Sam Sorokin przyznał, że jego celem było napisanie powieści fantastycznej o tym, co się stanie, gdy Rosja zacznie izolować się od Zachodu, co też się wydarzyło. Należy on do niewielkiej części rosyjskiego społeczeństwa, którą można określić jako „rosyjscy Europejczycy”. Łączy ich przekonanie, że miejsce Rosji jest z Europą, a odcięcie od niej przynosi tragiczne skutki.
Sorokin krytycznie uznaje, że rosyjska struktura władzy od XVI wieku pozostaje niezmienna – przez ten czas zmieniała się jedynie fasada, a nie jej istota.
Swoją drogą, to samo twierdzą kolejne pokolenia polskich badaczy Rosji.
Choć „proroctwo” Sorokina w sporej części się zmaterializowało, to powiedzmy – nie jako zarzut – że rzeczywistość nawet prześcignęła jego wyobraźnię. To, czego nie ma w „Dniu oprycznika” to rozgrywająca się na naszych oczach wojna Rosji z Ukrainą i de facto z Europą. W książce Rosja rozciąga się „do samego Brześcia”, co dowodzi, że nawet dla „rosyjskich Europejczyków” Białoruś nie może być samodzielnym podmiotem. Jednak Ukraina wciąż jest niepodległym państwem. Na marginesie zauważmy, że powieściowy przedstawiciel handlowy Ukrainy w Moskwie nazywa się Gołoborodko, czyli tak jak ukraiński prezydent w późniejszym o dziewięć lat serialu „Sługa narodu”, którego grał Wołodymyr Zełenski. Sorokinowska Rosja samoizoluje się od świata, ale nie jest ekspansywna.
Jeśli czegoś w futurystycznej wizji „odwiecznej Rosji” Sorokina zabrakło, to agresywnego imperializmu.
Pisarz pozostaje bacznym analitykiem rosyjskiej rzeczywistości, choć od lutego 2022 roku już z emigracji w Berlinie. W swoich rzadkich wywiadach trzeźwo diagnozuje, że faktycznym celem Putina pozostaje nie Ukraina, ale znienawidzona przez niego cywilizacja zachodnia. Za wojnę obwinia „nas, Rosjan”, a nie amorficzny „reżim” – któremu zresztą wróży upadek, uznając, że Ukraina się obroni.
Podsumowaniem niech będzie jedna ze scen powieści. Narrator, oprycznik Komiaga, pyta jasnowidzkę Praskowię: „Co będzie z Rosją?”. Ta po krótkim milczeniu rzuca: „Nic nie będzie”. Dwuznaczność tych słów jest bardzo sorokinowska.
Książka:
Władimir Sorokin, „Dzień oprycznika”, tłum. Agnieszka Lubomira Piotrowska, W.A.B., Warszawa 2008.