Wyrzucono Żydów z manifestacji z okazji Dnia Wyzwolenia w Mediolanie. Rocznica powstania 25 kwietnia 1945 roku przeciwko reżimowi faszystowskiemu i niemieckim wojskom okupacyjnym jest we Włoszech świętem państwowym, a w manifestacjach uczestniczą dziesiątki tysięcy osób.

Są wśród nich włoscy Żydzi, z których dwa tysiące walczyły w partyzantce, a w Mediolanie przez lata znaczącą grupę stanowili weterani Brygady Żydowskiej. Ta uformowana w mandatowej Palestynie jednostka uczestniczyła, obok między innymi polskiego II Korpusu, w walkach o wyzwolenie północnych Włoch, tracąc w ciągu sześciu tygodni co setnego żołnierza.

W ostatnich latach w manifestacjach uczestniczyli przybywający już z Izraela ich potomkowie. Ich obecność, z flagami swego kraju, budziła protesty części propalestyńskich uczestników pochodów, ale pamięć o zwycięstwie nad wspólnym wrogiem zapobiegała incydentom.

W tym roku było inaczej

Grupę izraelskich i włoskich Żydów otoczyli wrodzy im demonstranci, powiewający flagami Palestyny, Hamasu i Hezbollahu. Krzyczano „Mordercy”, „Won z Mediolanu”, „Jesteście niedoszłymi mydełkami” (aluzja do rzekomej produkcji przez III Rzeszę mydła z ciał pomordowanych Żydów) czy po prostu „Viva Hitler”. Po ponad dwóch godzinach nasilającej się konfrontacji Żydów, w trosce o ich bezpieczeństwo i nie pytając ich o zgodę, ewakuował oddział specjalny policji.

Uczestnicy i organizatorzy demonstracji przeciwko wyrzuceniu Żydów nie protestowali, za to obecność flagi izraelskiej uznali za prowokację. Uprzedzając ewentualne oskarżenia o antysemityzm, zaznaczyć należy, że w pochodzie pewnie szli też i dobrzy Żydzi, którym także przeszkadzała flaga Izraela, a flagi Hamasu i Hezbollahu już nie. To wyraz postaw Włochów, których 20 procent wyraziło poparcie dla Hamasu już zaraz po popełnionej przez islamistów rzezi. 

Mało tego: istniała zapewne możliwość kompromisowego rozwiązania konfliktu, choć w ogniu wydarzeń nikt o niej nie pomyślał. Wystarczyłoby przecież żydowskich uczestników przesłuchać z ich poglądów i tym, którzy potępiliby Izrael, dać prawo do dalszego udziału w manifestacji. Warto by taką zasadę warunkowości, listę pytań i regulamin komisji weryfikacyjnych wprowadzić na przyszłych antyfaszystowskich pochodach, by uniknąć przykrych i nikomu niepotrzebnych scysji.

Należy zauważyć, że z punktu widzenia antyżydowskich manifestantów nie było w usunięciu Żydów żadnej sprzeczności. Skoro uznają Izrael za państwo ludobójcze, to obecność obywateli tego państwa, oraz ich rodaków z diaspory, na obchodach zwycięstwa nad ludobójczą III Rzeszą jest dla nich nie do przyjęcia.

Zrównanie działań Izraela i III Rzeszy akceptuje 46 procent włoskich studentów – ale także, na przykład, 45 procent Polaków [1]. W obliczu takich liczb bezzasadność oskarżenia nie gra już żadnej roli.

Nie inaczej było na przykład z oskarżaniem Żydów o mordy rytualne; zresztą niemal 25 procent Polaków nadal wierzy, że zbrodnie takie miały miejsce. Nie znam podobnych współczesnych badań z Włoch, ale tam z kolei 15 procent respondentów uważa, że bicie Żydów jest, w świetle działań Izraela w Gazie, usprawiedliwione.

Usunięci z demonstracji w Mediolanie Żydzi mogą więc uważać, że mieli szczęście, że jedynie na ich wyprowadzeniu się skończyło. Zaś perspektywa usunięcia Żydów, na przykład, z obchodów rocznicy powstania w getcie w Warszawie zaczyna się rysować jako wyobrażalna możliwość.

Izrael jak III Rzesza

Niewątpliwie lawinowy wzrost postaw antysemickich na świecie w ogóle jest jedną z przyczyn takich zjawisk, ale wyjaśnienie to nie wystarcza. Nie dlatego, jakoby działania armii izraelskiej w Gazie, w tym także zbrodnie wojenne, były uzasadnieniem dla grożenia Żydom w Mediolanie. Nikt w końcu, i słusznie, nie groził tam Arabom w reakcji na zbrodnie Hamasu. Ale antysemityzm w Europie narastał już przed wojną w Gazie, jak pokazują na przykład badania z Niemiec. Co jednak ważniejsze, porównania do III Rzeszy stosować można nie tylko do działań Izraela.

W przywołanych już znakomitych badaniach zespołu z udziałem Alicji Korotowskiej, przeprowadzonych w Polsce, Czechach, Słowacji, Węgrzech i Niemczech, przytomnie zadano również pytanie o to, czy za „nieróżniące się od nazistowskiego traktowania Żydów” można uznać „niedawne działania palestyńskich bojowników wobec izraelskich Żydów”. 30 procent Polaków i aż 45 procent Czechów, odpowiedziało „tak”.

Porównanie rzezi Hamasu z 7 października (bo to o nią ewidentnie badaczom chodziło) z Zagładą jest równie absurdalne, jak porównanie z nią izraelskiej reakcji na tę rzeź. To, że tak znaczne odłamy opinii publicznej w różnych krajach gotowe są oba porównania zaakceptować, świadczy, że przez „nazistowskie traktowanie” rozumieją oni po prostu coś złego. W ogóle nie zadając sobie pytania o szczególny charakter tego zła. W tym kontekście nie zdziwiło by mnie, gdyby znaczna część respondentów zgodziła się z tezą, że także i działania Aliantów wobec Niemców były „nieróżniące się od nazistowskiego traktowania Żydów”. Szkoda, że takiego pytania nie zadano.

Niemcy – najbardziej poszkodowani podczas drugiej wojny światowej?

Absurd? Wcale nie. W tych samych badaniach pytano respondentów, czy ich naród ucierpiał podczas drugiej wojny światowej mniej, tak samo czy bardziej niż Żydzi. Nie zdziwi zapewne nikogo, że za bardziej poszkodowanych uznało się aż 46 procent Polaków; wskaźnik ten już od ćwierćwiecza stale rośnie.

Ale to, że podobną opinię wyraziło na własny temat 28,6 procent Niemców jest jednak zastanawiające i trudne do pogodzenia z jakąkolwiek wiedzą o historii. Co więcej, poparcie dla tezy o prymacie niemieckiego cierpienia jest odwrotnie skorelowane z wiekiem: młodzi Niemcy wyrażają je częściej.

Kolejne powojenne pokolenia Niemców, ale i Europejczyków w ogóle, żyły pod presją politycznej poprawności zabraniającej mówienia źle o Żydach. Nie wynikała ona z przekonania, że Żydzi są moralnie lepsi od innych, bo nie są, a bycie ofiarą ludzi nie uwzniośla. Działał za to lęk przed – dopiero co doświadczonymi – konsekwencjami wyrażania nienawiści do Żydów, skądinąd bardzo mocno zakorzenionej w europejskiej tradycji. Po 80 latach presja ta, i pamięć o jej powodach, zanikła. Zastąpiła ją nowa poprawność polityczna, każąca o Żydach mówić źle.

Niewątpliwie uzasadniona krytyka rozmaitych działań rządu Izraela ułatwiła tę przemianę. Ale głębia nienawiści, którą widzieliśmy choćby w Mediolanie, nie pozostaje z ta krytyką w żadnym proporcjonalnym związku. Stary europejski antysemityzm powrócił, zmieniając jedynie kostium.

Dziś skierowany jest przeciwko państwu żydowskiemu, tak jak wcześniej przeciwko „Żydokomunie”, czy żydowskim dziecio– czy Bogobójcom. Ale i tak, jak zawsze, obrywają po prostu Żydzi.

Trudno niemieckie przekonanie o prymacie własnego cierpienia rozumieć inaczej niż jako wyraz złości, że w ogóle muszą się cierpieniem żydowskim zajmować. A skoro tak, to już nie dziwi, że niemieccy badani uważają, iż 40 procent ich tak cierpiących rodaków zajmowało się do tego podczas wojny ratowaniem Żydów. Dla Polski wskaźnik ten wynosi zresztą niemal 60 procent.

Żałować należy, że nie pytano badanych, czy uważają, że Żydzi podczas wojny pomagali ich rodakom. Wynik byłby zapewne dla Żydów miażdżący – i dodatkowo uzasadniłby ich wyrzucenie z antyfaszystowskiego pochodu.

Zakładając, że badania te są rzetelne, musimy uznać, że 80 lat edukacji o Zagładzie – od programów szkolnych poprzez muzea i pomniki, po uroczystości takie jak ta w Mediolanie – spełzło właściwie na niczym. Owszem, Europejczycy wiedzą, że Żydom się stała podczas drugiej wojny krzywda, ale już nie, czym było to ludobójstwo i dlaczego musimy o nim pamiętać.

Wielki niemiecki żydowski historyk Dan Diner nazwał Zagładę „paradygmatycznym europejskim miejscem pamięci”. Okazuje się, że w tym miejscu, miast fundamentów pamięci kontynentu, panuje pełna dowolność.

Dlaczego Izraelczycy są szczęśliwi

To zaś oznacza, że o Żydach, na przykład, można dziś powiedzieć wszystko, co niektórzy uznają zresztą za wyzwolenie. Tydzień temu w „Gazecie Wyborczej” Mariusz Zawadzki, reporter z dużym doświadczeniem bliskowschodnim, chętnie publikowany też przez inne media, takie jak „Polityka”, zamieścił artykuł, w którym zastanawiał się, dlaczego Izraelczycy, mimo nieustającej wojny, lokują się w pierwszej dziesiątce najszczęśliwszych społeczeństw na świecie.

„Generalnie wszystko wskazuje – wyjaśnia – że dzisiejsi Izraelczycy są społeczeństwem ciężko chorym z nienawiści, które jest tym szczęśliwsze, im więcej nieszczęść wywołuje wokół siebie”. Słowem, Izraelczycy są szczęśliwi, bo zabijają Arabów.

Pal sześć zupełnie horrendalnie antysemicki charakter takiego poglądu, czy to, że gdyby interpretacja Zawadzkiego była trafna, to od wojny w Gazie wskaźnik szczęśliwości powinien jeszcze rosnąć, a spada.

Nieważne, że sami badani twierdzą, że są szczęśliwi przede wszystkim z powodu dobrych warunków materialnych życia oraz solidaryzmu społecznego.

Ważniejszy, według autora „Gazety Wyborczej” jest „powszechny entuzjazm, jaki wywołują [jakoby wśród Izraelczyków] wszelkie formy prześladowania Palestyńczyków”. To, że Zawadzki ma takie poglądy, nie zdziwi czytelników jego wcześniejszej publicystyki. Ale to, że redaktorzy „Wyborczej” uznali, iż jest to pogląd zasługujący na prezentację na łamach ich gazety, jednak zdumiewa. Ale jak dowolność, to wolność.

Oczywistość zbrodni

Z triumfu dowolności płynie jeden, paradoksalnie pocieszający wniosek. Choć pocieszenie to jest, rzecz jasna, złudne.

Ci, którzy przegonili Żydów z mediolańskich obchodów rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem, zapewne nie uważali tak naprawdę, że Żydzi są jak naziści i dlatego nie powinni tam być. Należy rozumieć, że wyrażali tym porównaniem swe przekonanie, skądinąd zrozumiałe, że izraelska polityka wobec Gazy jest błędna.

W tym kontekście ci, którzy po prostu wyzywali Żydów, sprawiają w swej nienawiści wrażenie niemal prostolinijnych. Nie należy się zarazem zbytnio oburzać na używanie w tym kontekście terminu „ludobójstwo”.

Owszem, może trochę na wyrost, ale Palestyńczyków też można, jak się okazuje, oskarżać o jego popełnienie, więc trudno tu mówić o jakimkolwiek antysemityzmie. Chyba że w sensie bardzo ekumenicznym, obejmującym i Żydów, i Arabów.

Zresztą, kanadyjski Instytut Lemkina, który jako jeden z pierwszych, zaledwie w kilka dni po rzezi Hamasu, alarmował w sprawie izraelskiego ludobójstwa w Gazie, ostrzegał potem przed groźbą ludobójstwa osób transpłciowych w Zjednoczonym Królestwie – w związku z orzeczeniem tamtejszego Sądu Najwyższego o uznawaniu „biologicznej płci” osób. O tym, że Alianci są winni ludobójstwa Niemców, Japończyków czy Włochów podczas drugiej wojny nie warto nawet wspominać – jest to już oczywistość równa oczywistości izraelskiego ludobójstwa.

Europejski obraz pamięci o wojnie

Zresztą nie tylko Żydów usunięto z mediolańskiego pochodu: tak samo potraktowano demonstrantów z flagami ukraińskimi czy irańskimi z czasów szacha. Że Ukraińcy to faszyści, bo bronią się przed rosyjską agresją, wiadomo: wystarczy przeczytać dowolną kremlowską gazetę. Z Iranem sprawa trudniejsza, bo podczas wojny szach był akurat, podobnie jak wielu Ukraińców zresztą, proniemiecki. Obecność demonstrantów z flagami z godłem Pahlavich byłaby więc, na antyfaszystowskim pochodzie, z którego usunięto Żydów, jak najbardziej na miejscu.

Rzecz w tym jednak, że irańscy emigranci-rojaliści są wrogami obecnej islamskiej dyktatury w Teheranie, a ta wspiera Hamas i Hezbollah, których flagi z dumą w Mediolanie niesiono.

Na antyfaszystowskim pochodzie nie ma zaś miejsca nie tylko dla Żydów, ale i dla tych, którzy są przeciwnikami islamistów wzywających do ich mordowania.

Wyrzucenie Żydów z mediolańskiej demonstracji nie wzbudziło, poza Włochami, dużego zainteresowania mediów. Trudno zresztą zrozumieć, czego ci Żydzi na tej demonstracji w ogóle szukali. Nie jest przecież tak, że mają z jej antyfaszystowskim przesłaniem coś wspólnego.

Owszem, może i oni też cierpieli podczas drugiej wojny – w końcu wszyscy cierpieli – ale inni, jak widzieliśmy, cierpieli bardziej. A więc może Żydzi cierpieli podczas tej wojny nawet trochę mniej?

Co ważniejsze jednak, sami są ludobójcami, przed czym już przestrzegał wódz III Rzeszy. Okrzyk „Viva Hitler”, wzniesiony na mediolańskim antyfaszystowskim pochodzie, był – w świetle tego niepodważalnego wszak faktu – jak najbardziej na miejscu. Na naszych oczach, po 80 latach zakłamania, kształtuje się wreszcie właściwy obraz europejskiej pamięci o wojnie.

Przypis:

[1] Alicja Korotowska i in., „Holocaust distortions and populist politics in Central Europe”, Kraków–Budapest–Siracusa 2026, Austeria.