Katastrofalny kataklizm, który nawiedził pogranicze tybetańsko-nepalskie pod koniec sierpnia, jest przerażającym dowodem na postępujące zmiany klimatyczne oraz degradację środowiska naturalnego Tybetu i Himalajów. Degradacja środowiska naturalnego w Tybecie oraz zniszczenia, których sceną są Himalaje, są w dużym stopniu efektem ludzkiego gospodarowania. Ale nie są one spowodowane wyłącznie gospodarką prowadzoną w Nepalu czy Tybecie. To znacznie szersze zjawisko o zasięgu globalnym, za które odpowiada cała społeczność naszego globu. Lecz przede wszystkim winna jest aktywność gospodarcza Chin prowadzona . Chiny wykazują nieopanowaną chęć eksploatacji zasobów naturalnych w regionie, który często nazywany jest Dachem Świata – bez oglądania się na skutki wywołane w środowisku naturalnym.
Nagłe powodzie
Na delikatny stan środowiska naturalnego Tybetu wielokrotnie zwracał uwagę duchowy przywódca Tybetańczyków, XIV Dalajlama. Przywoływał badania naukowe, które wskazywały, iż tempo ocieplenia klimatu jest w Tybecie trzykrotnie większe aniżeli w innych regionach naszego globu. Efektem jest gwałtowne topnienie lodowców i lawiny spowodowane odrywaniem się mas lodu, które wraz z materiałem skalnym spadają do tybetańskich rzek. Dają one początek większości rzek zasilających wodę Azji Południowej i Południowo-Wschodniej.
Efektem tych lodowo-skalnych lawin są gwałtowne przybory wód w rzekach, a w konsekwencji nagłe powodzie siejące spustoszenie w tybetańskich i himalajskich dolinach.
Jednocześnie po natychmiastowych powodziach pozostaje w korytach rzek materiał skalno-ziemny, który blokuje przepływ wody. Tworzą się tymczasowe jeziora grożące powodziami, a jednocześnie na wielu odcinkach zaczyna brakować wody. Jej niedobory w rzekach wypływających z Tybetu i Himalajów będą miały katastrofalny wpływ na życie milionów ludzi zamieszkujących Nizinę Hindustańską w Indiach, dorzecze Indusu w Pakistanie oraz dorzecza Irrawaddy i Mekongu w Azji południowo-wschodniej.
Chiny głównym winowajcą?
Przyspieszone topnienie himalajskich i tybetańskich lodowców to po części efekt nieroztropnej i krótkowzrocznej industrializacji Tybetu prowadzonej przez władze chińskie. Inwestycje, takie jak kopalnie i huty, naruszają delikatną równowagę środowiska naturalnego Tybetu.
Władze chińskie władające obecnie Tybetem są głuche na apele tybetańczyków ostrzegających przed tak gwałtowną, by nie powiedzieć rabunkową, gospodarką prowadzoną na Dachu Świata.
Wielokrotne wezwania XIV Dalajlamy o zachowanie środowiska naturalnego Tybetu pozostają ze strony Chin bez odpowiedzi.
Rozwój górnictwa w Tybecie to jeden z najbardziej kontrowersyjnych problemów, z którymi mierzy się tutejsza ludność. Faktem jest, że Wyżyna Tybetańska to prawdziwy skarbiec zasobów naturalnych. Dotychczasowe badania wykazują, iż na Dachu Świata jest około 120 rodzajów cennych minerałów. W Tybecie odnaleziono złoża litu, miedzi, chromu, boraksu, uranu, a także złota. Czyli te minerały, które dziś są tak bardzo pożądane przez producentów sprzętu elektronicznego.
To tylko podstawowe z cennych metali ziem rzadkich, które są obecnie pozyskiwane w Tybecie przez chińskie konglomeraty wydobywcze. Chiny operują zarówno metodą odkrywkową, jak i metodą kopalni głębinowych. Do największych kopalń miedzi zlokalizowanych w Tybecie należą Yulong, Qulong i Zhibula. W porównaniu z największymi kopalniami miedzi na świecie nie stanowią gigantów, ale w warunkach środowiskowych Tybetu mają istotny wpływ na lokalny ekosystem.
W porównaniu do Mongolii Wewnętrznej czy prowincji Syczuan, Tybet nie odgrywa co prawda roli pierwszoplanowej w chińskim wydobyciu i produkcji metali ziem rzadkich. Ale surowce pochodzące z Tybetu stanowią istotną część potrzebnych chińskiemu przemysłowi metali ziem rzadkich. Jak istotną? Trudno o dokładne dane, ponieważ nie istnieją oficjalne, wyodrębnione statystyki. Nie ulega jednak wątpliwości, iż
intensywne – a w wielu przypadkach rabunkowe – pozyskiwanie w kopalniach zlokalizowanych na Dachu Świata wpisane jest w strategię gospodarczą Pekinu.
Tybet – azjatycka „wieża ciśnień”
Krótkowzroczna, pośpieszna, nielicząca się z ograniczeniami środowiskowymi budowa nowych kopalń tworzy poważne zagrożenie dla rzek wypływających z Tybetu. Nie bez przyczyny Tybet uznawany jest często za azjatycką „wieżę ciśnień”. Wycieki chemikaliów oraz odpady z kopalń zatruwają tybetańskie rzeki, a w konsekwencji prowadzą do zatruwania ich dolnych biegów już poza granicami Tybetu – w Indiach, Pakistanie, Nepalu, Laosie, Birmie/Mjanmie.
Od wody w rzekach biorących swój początek na Dachu Świata zależy życie milionów ludzi.
Pogarszająca się jakość tych wód jest egzystencjalnym zagrożeniem dla wielomilionowych narodów.
Gwałtowna rozbudowa górnictwa w Tybecie to także masowe wysiedlenia ludności tybetańskiej. Ograniczana jest powierzchnia terenów, które przez stulecia były obszarami pasterskimi. Tybetańscy pasterze prowadzili na tych terytoriach nomadyczny lub półnomadyczny sposób życia i gospodarowania. Wraz z postępującą industrializacją, forsowaną przez rząd chiński, zmuszani są do porzucenia tradycyjnego sposobu życia i przymusowego osiedlania się w osadach przypominających obozy pracy.
Kopalnie, przede wszystkim odkrywkowe, oraz budowane pośpiesznie obiekty przemysłowe sprawiają, iż w Tybecie coraz częściej występuje erozja ziemna i pustynnienie – a w konsekwencji bezpowrotne zniszczenie wysokogórskich pastwisk. Emisje pyłów przemysłowych oraz kopalnianych i ich osiadanie na lodowcach sprawiają, że nie tylko ocieplenie klimatu odpowiada za ich przyspieszone topnienie. Poszarzałe od pyłów przemysłowych lodowce szybciej się nagrzewają w promieniach słońca, a co za tym idzie, szybciej się topią. Wieczna zmarzlina rozmraża się, co prowadzi do częstszych lawin ziemnych i osuwisk.
Chiny traktują Tybet jak własne podwórko
Wszelkie protesty ludności tybetańskiej występującej w obronie naturalnego środowiska Tybetu są brutalnie tłumione przez chińskie służby bezpieczeństwa.
Dla Pekinu Tybet jest terytorium podbitym, które należy bezwzględnie eksploatować, nie bacząc na koszty środowiskowe i społeczne.
Za gwałtowną i nieliczącą się ze środowiskiem naturalnym industrializację Tybetu odpowiadają także liczne chińskie inwestycje hydroenergetyczne. Budowanie tam na tybetańskich rzekach, a także wznoszenie ich w niższych biegach rzecznych na obszarze Nepalu – jak choćby na rzece Triśuli, czy w Laosie na Mekongu – zmienia ekosystemy rzek na gorsze.
Do najbardziej niekorzystnych skutków inwestycji hydroenergetycznych prowadzonych w Tybecie należy zatrzymywanie żyznych osadów rzecznych, co prowadzi do ubożenia gleb w dolnych biegach rzek i zanikania tam terenów podmokłych. Potężne zapory blokują migrację ryb, a także innych gatunków wodnych. Ogromne zbiorniki wodne emitują ponadto wielkie ilości metanu. To efekt gnicia w nich materiału roślinnego. Tak jak w górnictwie, chińskie inwestycje hydroenergetyczne także wiążą się z przymusowymi wysiedleniami autochtonicznej ludności tybetańskiej.
Należy też pamiętać, że chińska budowa kopalń głębinowych i odkrywkowych, potężnych hut oraz obiektów hydroenergetycznych ma miejsce w rejonach wrażliwych sejsmicznie. Zmiany powodowane przez gigantyczne inwestycje, choćby takie jak pięć zapór wodnych i tuneli na rzece Yarlung Tsangpo (w dolnym biegu rzeka nosi nazwę Brahmaputra) i wybudowanie tam elektrowni (60-70 GW) o mocy trzykrotnie przewyższającej elektrownię Trzech Przełomów (22,5 GW) na rzece Jangcy, mogą w sposób absolutnie nieprzewidywalny zwiększyć ryzyko trzęsień ziemi oraz potężnych osuwisk i lawin błotnych.
Projektowane zapory na Yarlung Tsangpo to nie jedyne projekty hydroenergetyczne realizowane przez Chiny w Tybecie. Nieco mniejsze, choć też potężne, to zapora Zangmu (510 MW) oraz projekty w fazie budowy lub planowania, takie jak Dagu (640 MW), Jiacha (360 MW) oraz Jiexu (560 MW).
Sąsiedzi patrzą z niepokojem
Chińskie inwestycje – zarówno górnicze, jak i hydroenergetyczne – budzą niepokój w krajach sąsiedzkich. Przede wszystkim w tych, których egzystencja i bezpieczeństwo zależą od wód spływających z Tybetu.
Coraz większa liczba sztucznych zapór i zbiorników retencyjnych wybudowanych przez Chiny w Tybecie może doprowadzić do przejęcia przez Pekin kontroli nad wodami dającymi życie ogromnym obszarom Azji Południowej i Południowo-Wschodniej.
W warunkach konfliktów, które obecnie nazywamy hybrydowymi, może dojść do sytuacji, iż „kontroler” zasobów wodnych odetnie dopływ rzek do terenów nawiedzonych przez suszę, a w czasie ulew monsunowych otworzy tamy i zaleje tereny położone niżej. W krajach takich jak Indie, Bangladesz, Nepal, Birma/Mjanma czy Laos obawy przed takimi scenariuszami pojawiają się coraz częściej.
Jednocześnie niepokój budzi fakt, iż skutki tak drapieżnej gospodarki na obszarze wrażliwym środowiskowo mogą wymknąć się spod kontroli i wywołać kataklizmy o ogromnym zasięgu. Sierpniowa katastrofa na pograniczu nepalsko-tybetańskim powinna stać się ostrzeżeniem przed niepohamowaną ingerencją w środowisko naturalne.