0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

  • KONIECZNY
  • KONOPCZYŃSKI
  • OWCZAREK
  • SZPUNAR

Czy polski rząd boi się Ubera?

Szanowni Państwo!

Niewiele jest firm na świecie budzących takie emocje jak Uber. Chociaż ma wielu zagorzałych obrońców, to przeciwko jej działalności protestują na całym świecie nie tylko taksówkarze, ale i politycy zarzucający tej firmie unikanie płacenia podatków, łamanie prawa pracy czy niedostateczną dbałość o bezpieczeństwo konsumentów. Właśnie ten ostatni zarzut wysunęły niedawno przeciwko Uberowi władze Londynu, kiedy okazało się, że około 14 tysięcy przewozów wykonali w tym mieście kierowcy, podszywający się pod inne osoby. To już drugie ostrzeżenie, jakie Uber dostaje od władz brytyjskiej stolicy. Jeśli tym razem w ciągu dwóch miesięcy nie zniweluje swoich słabości, straci możliwość działania w Londynie, gdzie regularnie jeździ dla firmy około 40 tysięcy kierowców.

Także w Polsce o Uberze zrobiło się ostatnio głośno, kiedy Adrian Zandberg z sejmowej mównicy zarzucił premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, że ten zamiast opodatkować największe korporacje cyfrowe, co zapowiadał, wycofał się z pomysłu pod naciskiem amerykańskich władz. „Ważniejszy od dobra polskich obywateli był dla pana telefon z amerykańskiej ambasady”, mówił Zandberg i jako przykład korporacji unikającej sprawiedliwego opodatkowania wskazywał właśnie Ubera.

Polityk lewicy zasugerował, że rząd PiS-u ulega naciskom wielkich korporacji, choć jednocześnie ma usta pełne frazesów o obronie suwerenności.

Słowa rozniosły się szerokim echem.

Czy polski rząd rzeczywiście boi się Ubera? I co dokładnie Lewica chciałaby z tym problemem zrobić, jeśli kiedykolwiek dojdzie do władzy?

„Należy ujednolicić zasady gry pomiędzy firmami taksówkowymi a Uberem na poziomie relacji z państwem”, wyjaśnia Maciej Konieczny, poseł Lewicy, w rozmowie z Jakubem Bodzionym. „Jeżeli działalność jest prowadzona w Polsce i firma notuje tutaj zyski, to podatek powinien być proporcjonalny do nich i płacony u nas. Żeby to zrobić, należałoby zharmonizować CIT na poziomie Unii Europejskiej”.

Podobnego zdania jest Dominik Owczarek, socjolog, analityk Instytutu Spraw Publicznych i autor raportu „Don’t GIG up! Extending social protection to GIG workers in Poland”, o wpływie tak zwanej gig economy, do której należy także Uber, na życie Polaków zatrudnionych w takiej formie. „Uber narusza zasady konkurencji i omija prawo pracy”, mówi Owczarek w rozmowie z Tomaszem Sawczukiem.

Przedstawiciele Ubera na takie argumenty odpowiadają jednoznacznie – niezależnie od tego, gdzie one padają: Uber nie jest firmą taksówkarską, ale platformą cyfrową. Jego usługa nie polega na przewozie ludzi, ale na łączeniu potencjalnych pasażerów z kierowcami. Z tej perspektywy kierowca – podobnie zresztą jak pasażer – nie jest pracownikiem Ubera, ale jego… klientem, korzysta bowiem z dostarczanej przez firmę aplikacji.

Problem w tym, że firma nie czerpie zysków ze sprzedaży w aplikacji, ale z prowizji od każdego zrealizowanego przewozu. Mało tego, narzuca cały szereg warunków, jakie trzeba spełnić, aby taki przewóz wykonać, między innymi dotyczących stanu samochodu czy, przede wszystkim, ceny za przejazd. W tej sytuacji twierdzenie, że Uber jest jedynie producentem oprogramowania, jest nadużyciem twierdzi prof. Maciej Szpunar, rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w rozmowie z Łukaszem Pawłowskim.

Profesor Szpunar jest autorem opinii przygotowanej dla TSUE przed wyrokiem, który ogłosił TSUE w sprawie Ubera. To ważny wyrok, bo uznanie Ubera za firmę transportową oznacza, że „podlega regulacjom każdego państwa członkowskiego”, tłumaczy Szpunar. „Usługi transportowe podlegają regulacjom każdego państwa, gminy czy innej jednostki, która jest kompetentna, aby regulować transport publiczny: ustalać gdzie są przystanki, kto może prowadzić taksówkę, jakie wymogi musi spełnić firma autobusowa itd.”. To dlatego Uber spotyka się z różnymi regulacjami w różnych częściach Europy, nawet jeśli mamy do czynienia z państwami należącymi do UE.

Już wkrótce TSUE ogłosi także wyrok w sprawie Airbnb, firmy podobnej do Ubera, łączącej osoby wynajmujące mieszkania czy pokoje z chętnymi do najmu. I tym razem opinię dla TSUE przygotował profesor Szpunar. W rozmowie tłumaczy, jakie są różnice między tymi firmami.

Ale problemy z Uberem nie ograniczają się tylko do kwestii fiskalnych, prawa pracy czy bezpieczeństwa klientów. Regularnie pojawiają się też pytania, czy Uber nie prowadzi polityki dumpingowej. Mimo że od założenia firmy minęło ponad 10 lat, a obecnie jej wartość jest wyceniana na kilkadziesiąt miliardów dolarów, to przez cały czas od momentu założenia żadnego roku nie zamknęła z zyskiem. Jak to możliwe?

„Firmy takie jak Uber działają de facto nie w oparciu o zasady gospodarki rynkowej, ale subsydiowany przez wielki kapitał dumping”, ostro pisze Filip Konopczyński z Fundacji Kaleckiego. „Warto o tym pamiętać, kiedy następnym razem usłyszymy o rzekomej «roszczeniowości» tradycyjnych taksówkarzy. Wbrew utartym schematom, to właśnie oni reprezentują logikę kapitalistyczną, a firmy takie jak Uber – formę nierentownej działalności dotowanej”.

Opinię Konopczyńskiego zdaje się potwierdzać doświadczenie pewnego polskiego przedsiębiorcy, który przez kilka lat wynajmował w Krakowie kilka samochodów kierowcom Ubera. W rozmowie z Łukaszem Pawłowskim wylicza on, na jakie zarobki mogą liczyć kierowcy tej firmy, i stwierdza, że na obecnych warunkach nie da się pracować w ten sposób i płacić wszystkie związane z tym podatki.

„Przy takich stawkach za przejazdy [kierowcy] nie byliby w stanie zapłacić podatków od całości zarobków. Jeśli zarobiliby, powiedzmy, 3 tysiące złotych i ja miałbym wystawić umowę zlecenie na te 3 tysiące, to od tego musieliby odprowadzić 37 procent na ZUS i podatek dochodowy. No i jeszcze prowizja dla Ubera. Dlatego moim zdaniem nie jest możliwe takie tego spięcie, żeby wszystko odbywało się legalnie. To jest jakiś rodzaj dumpingu”, mówi były kierowca Ubera.

Jeśli tak jest faktycznie, to problemem byłoby nie tylko unikanie opodatkowania przez firmę, co zarzuca jej część polityków, ale także przez… samych kierowców Ubera. Oczywiście, dzięki temu ceny oferowane w aplikacji mogą być znacznie niższe. Jeśli jednak – jak mówią ekonomiści – w gospodarce nie ma darmowych lunchów, to trzeba sobie zadać pytanie, kto płaci za ten konkretny posiłek. I czy jest on tego wart.

Zapraszamy do lektury!

Redakcja „Kultury Liberalnej”.

Nr 569

(49/2019)
03.12.2019

Z profesorem Maciejem Szpunarem rozmawia Łukasz Pawłowski

Uber to nie producent aplikacji. To firma transportowa

„Uber przekonuje, że ich usługa ogranicza się tylko do tego, że łączy kogoś, kto chce przejechać z punktu A do B, z kimś, kto taki przewóz oferuje. Ale sens ekonomiczny tej usługi jest taki, że instaluję sobie aplikację Ubera po to, aby korzystać z usług transportowych. Stwierdzenie, że Uber nie ma z tym nic wspólnego, jest nadużyciem”, mówi pierwszy rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE.

Z Maciejem Koniecznym rozmawia Jakub Bodziony

Konieczny: Jesteśmy dla Amerykanów chłopcem na posyłki

„Nasze dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi wyglądają tak, że polski rząd jest chłopcem na posyłki, do którego wystarczy zadzwonić, żeby załatwić coś, co jest w interesie amerykańskiego biznesu, a nie polskich obywateli”, mówi poseł Lewicy.

Z Dominikiem Owczarkiem rozmawia Tomasz Sawczuk

Uber omija prawo pracy

„Uber robi dokładnie to samo, co firma transportowa, tyle że korzysta w tym celu z aplikacji. To jest jedyna innowacja. Nie ma więc powodu, by dokonywać rozróżnienia między korporacjami taksówkarskimi a Uberem”, mówi Dominik Owczarek.

Filip Konopczyński

Uber: Innowacyjność czy dumping na sterydach?

Uber i inne firmy transportowe działające za pomocą aplikacji mobilnych uwielbiają opowiadać o sobie w kategoriach innowacji, skoku technologicznego i przyszłościowych rozwiązań. W rzeczywistości sprawy mają się nieco inaczej.

PATRZĄC
WIĘCEJ
CZYTAJĄC
WIĘCEJ
SŁYSZĄC

Szymon Żuchowski, Gniewomir Zajączkowski

O losie, czyli „Carmina Burana” w Teatrze Wielkim–Operze Narodowej

Bieżący sezon w Teatrze Wielkim–Operze Narodowej jest bardzo szczególny: na całą jego pierwszą połowę nie zaplanowano ani jednej premiery operowej (co nie zdarzyło się od wielu lat). Tym większą uwagę przykuła więc inscenizacja „Carminów Buranów” Orffa.

WIĘCEJ

FELIETONY

[Sawczuk w poniedziałek] Powrót liberalizmu, jaki znamy

Od Steve’a Bannona można się wiele nauczyć

Brazylia: Minister gospodarki straszy powrotem dyktatury

Armenia między UE a Rosją: w poszukiwaniu godnego życia

[Pawłowski we wtorek] Dla Ubera nie da się pracować legalnie