PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > „Tak że zostaje...

„Tak że zostaje tylko uniwersytet”. Uwagi o korespondencji Czesława Miłosza i Jana Błońskiego

Jacek Głażewski

Jest rzeczą pewną, że wśród opublikowanych dotąd korespondencji wielkich polskich intelektualistów XX wieku listy Miłosza i Błońskiego należą do pozycji najistotniejszych. Miłosz to gigant poezji i eseistyki, Błoński – krytyki literackiej. Jedyne wątpliwości budzi tylko edytorski aspekt tego tomu.

Uważny obserwator życia akademicko-wydawniczego w ostatnich latach z pewnością dostrzeże pewien znamienny proces. W orbicie zainteresowań historycznoliterackich pojawiły się teksty, które stanowiły niegdyś wyłącznie zaplecze rozważań właściwych, poświęconych dziełom ściśle beletrystycznym. Były one wprawdzie obecne w studiach i monografiach z zakresu dziejów rodzimego piśmiennictwa XX wieku, ale raczej na zasadzie koniecznego – wynikającego z uwarunkowań metodologicznych – źródłowego uzupełnienia analiz oraz interpretacji poezji, prozy artystycznej czy eseistyki. Znajdowały swoich uporczywych i wiernych czytelników, pozostawały jednak z zasady w zasobach archiwalnych. Mowa tu o tak zwanych dokumentach życia literackiego, głównie listach, które zyskały zasłużony status naukowy, stając się przedmiotem odrębnej refleksji badawczej [1]. Co jednak najistotniejsze, korespondencja najważniejszych postaci polskiego życia intelektualnego XX wieku jest stopniowo udostępniana szerszej publiczności w postaci mniej lub bardziej naukowo opracowanych edycji [2]. Przy czym trudno rozstrzygnąć, czy owo charakterystyczne przesunięcie warsztatowe, polegające na gruntownym dowartościowaniu archiwaliów, jest tylko rezultatem poszerzenia obszaru badań i historycznoliterackiego „pola walki”, czy też funkcją ogólniejszego procesu – kulturowej i lekturowej emancypacji literatury faktu, która – jak wiadomo – dawno już zdetronizowała beletrystykę.

Jeśli o źródłowej wadze poszczególnych edycji decydowałaby miara roli, którą w historii kultury polskiej ubiegłego stulecia odegrali autorzy poszczególnych kolekcji listów, to wydanie korespondencji Czesława Miłosza i Jana Błońskiego należałoby z pewnością zaliczyć do pozycji najistotniejszych [3]. Są oni – każdy na swój sposób – punktami orientacyjnymi na mapie fundamentalnych zjawisk w polskim życiu intelektualnym: Czesław Miłosz w obszarze poezji oraz eseistyki, zaś Jan Błoński w dziedzinie historii literatury i krytyki literackiej [4]. Tom zawiera osiemdziesiąt dziewięć listów napisanych w okresie blisko czterdziestu lat znajomości, a potem przyjaźni obydwu korespondentów – pięćdziesiąt sześć pióra Jana Błońskiego oraz dwadzieścia cztery Czesława Miłosza (dwa jego listy zachowały podwójną numerację). Pozostałych siedem jednostek to korespondencja państwa Miłoszów oraz państwa Błońskich – poza pięcioma listami odnotować tu trzeba telegram oraz kartkę pocztową.

Jest sprawą powszechnie znaną, że Czesław Miłosz nie przepadał za polonistami, kwitując ich naukowe dociekania dość złośliwą kwalifikacją zawodową. Literaturoznawcy zbyt często rozdzielali włos na czworo i oddalali się od istoty właściwych problemów intelektualnych, aby zasłużyć choćby na pobłażliwy gest zrozumienia ze strony poety. W jednym z wywiadów wspomniał on: „Poloniści mają niezwykły dar doszukiwania się problemów absolutnie wszędzie, a już najbardziej tam, gdzie o nie najtrudniej. Uwielbiają przyciskać do muru, drążyć jedno słówko czy zdanie” [5]. Ta ostra diagnoza miała z pewnością mocne uzasadnienie, niemniej szczególnym rodzajem wyjątku okazała się tu właśnie wieloletnia relacja twórcy z krakowskim polonistą i krytykiem, w którym Czesław Miłosz dostrzegł pociągającego partnera. Choć obu korespondentów dzieliły różnice pokoleniowe oraz doświadczenia biograficzne, szybko znaleźli wspólny język. Można przypuszczać, że rozstrzygające były tu dwa uwarunkowania: inteligencja i osobowość Jana Błońskiego, a także jego przynależność do kręgu szkoły Kazimierza Wyki, którego Czesław Miłosz znał i niezwykle cenił. Ten typ wtajemniczeń w rzemiosło będzie zresztą miał swoje przyszłe nawiązania i kontynuacje: z listów Jana Błońskiego wynika w sposób jednoznaczny, że to właśnie on zainteresował twórczością Czesława Miłosza jej najwybitniejszego współczesnego znawcę – Aleksandra Fiuta.

Listy Czesława Miłosza i Jana Błońskiego są ciekawym świadectwem obustronnej fascynacji korespondentów, stopniowego zacieśniania intelektualnej więzi między nimi czy też przyjacielskiego odsłaniania czułych i wrażliwych miejsc własnej osobowości. Nie byłoby to raczej możliwe, gdyby nie spotkania osobiste. Są więc listy wskaźnikiem intensywności rzeczywistej relacji – brak ciągłości korespondencji wynika z faktu, że obaj twórcy nie ograniczają się do pisemnej formy kontaktu. To raczej refleks esencji owej zażyłości: szczerej, żywiołowej, „gęstej” rozmowy.

Zgromadzona w tomie korespondencja dokumentuje także mozolny proces osadzania się w świadomości czytelników podstawowego zrębu wiedzy na temat duchowego, biograficznego oraz warsztatowego zaplecza poezji Czesława Miłosza. Linie podziałów środowiskowych, źródła inspiracji, granice postaw jeszcze w latach 50. i 60. ubiegłego wieku nie były jasne nawet dla ludzi, którzy – tak jak Jan Błoński – wkraczali do świata współczesnej literatury ze sporym bagażem erudycji oraz oczytaniem charakterystycznym tylko dla nielicznych odbiorców. Z tego powodu część listów dotyczy materii prymarnych ustaleń: autor „Ocalenia” cierpliwie objaśnia swojemu młodszemu o dwadzieścia lat koledze zaciemniony wskutek sytuacji politycznej sens własnej twórczości. Niektóre wskazania i sugestie staną się elementem ogólnie dostępnej wiedzy po latach, szczególnie po publikacji „Autoportretu przekornego” oraz „Podróżnego świata”. Listy do Jana Błońskiego w jakimś sensie zainicjowały ów szlak autointerpretacyjny.

Ważnym wątkiem tej napowietrznej wymiany myśli są obopólne diagnozy kultury współczesnej. Ponieważ listy krążą najczęściej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Francją [6] – Jan Błoński mógł tak jak Czesław Miłosz formułować własne opinie bez obawy przed cenzurą – to właśnie kultura i społeczeństwo tych dwu krajów stają się w korespondencji przedmiotem namysłu, a często również niepokoju. Przemiany cywilizacyjne, supremacja technologii, uwiąd świadomości historycznej uchwycone na bieżąco oraz komentowane przez uważnych i wrażliwych obserwatorów, nieco strwożonych tempem oraz kierunkiem przeobrażeń świata, z perspektywy kilkudziesięciu lat wyglądają jak ostrzeżenie przed nieuniknioną katastrofą, nową formą apokalipsy, tym groźniejszą, że ubraną w ponętny kostium nowoczesności. Dopiero na tym ponurą kreską zarysowanym tle wątki rodzime – oczywisty temat listów dwóch polskich intelektualistów – otrzymują specyficzną charakterystykę, niezbyt chwalebnie świadczącą o poziomie naszego życia umysłowego. Leniwe i poczciwe jak egzystencja w kresowym zaścianku, miałoby ono jedynie walor anegdotyczny, tocząc się z dala od problemów kluczowych.

Co jednak najbardziej interesujące, a zarazem paradoksalne, swoistym remedium na bolączki codzienności okazuje się w przypadku obu korespondentów żmudna praca akademicka, zaś w jej wyniku świadomość ciągłości kulturowej, uwzględniająca rzecz jasna także piśmiennictwo dawne, będące w znacznej mierze owocem życia we wspomnianym wyżej szlacheckim gnieździe. Czesław Miłosz – znawca kultury ariańskiej, autor podręcznika akademickiego poświęconego historii literatury polskiej, oraz Jan Błoński, który habilitował się na podstawie monografii, analizującej twórczość Mikołaja Sępa Szarzyńskiego odnajdują w akademickich zatrudnieniach jakiś głębszy sens, przekraczający ramy instytutowego kieratu, seminariów i wykładów. Dla Czesława Miłosza profesorskie obowiązki ujawniają wręcz swój wymiar ocalający. W jednym z listów poeta zaznaczał: „Ale samotność wyraża się w tym, że odzewem czytelnika emigracyjnego jest doskonałe milczenie albo jakieś brednie. Tak że zostaje tylko uniwersytet” [7]. Z kolei Jan Błoński w zjawisku kulturowej ciągłości dostrzega szansę na zachowanie tożsamości rodzimej inteligencji, co przekłada się na swoistą obronę polskości: „Umrę, czując się obco we własnym kraju, jeżeli oczywiście we własnym, nie tam gdzie itd. Ta obcość, to poczucie będzie się pogłębiać i na to nie ma rady. Ale jednocześnie wiem jakąś drobną, ale zupełnie twardą pewnością, że ten kraj jest jeszcze sobą i wcale nie ma ochoty przestać być i że wcale nie umarł […]” [8].

Listy ukazują także zmienną dynamikę relacji pomiędzy korespondentami – to dodatkowa wartość tomu. Spomiędzy napięć i rozprężeń, niewielkich sporów i kordialnych pochwał wyłania się obraz rzeczywistej intelektualnej przyjaźni, której temperatura pulsowała od partnerstwa do „bałwochwalstwa” widocznego w listach Jana Błońskiego z ostatnich lat. Dzięki żartobliwej ironii, ich hołdowniczy ton szczęśliwie nie przekracza granicy gustu i smaku, skrywając pod czołobitnymi frazami autentyczny podziw złożony dziełu poety.

***

Odrębnego omówienia wymaga edytorski aspekt tomu, który w pewnym stopniu odbiega od standardów publikacji z serii „Biblioteka Mnemosyne”, co może budzić zdziwienie wśród odbiorców przyzwyczajonych do wysokiego poziomu wspomnianej serii.

Jest kwestią ponad wszelką wątpliwość oczywistą, że pomimo dynamiki życia wydawniczego, której wskaźnikiem byłyby opublikowane w ostatnich kilkunastu latach liczne tomy zawierające opracowane ponownie lub też udostępnione czytelnikom po raz pierwszy dzieła literackie czy dokumenty życia intelektualnego, procedury edytorskie odnoszące się do piśmiennictwa XX wieku nie zostały dotychczas wzorcowo określone. Nie istnieje choćby pobieżnie skonstruowany wykład podstawowych zasad, którymi winien kierować się wydawca w procesie profesjonalnego opracowania dzieł należących do kanonu dwudziestowiecznej literatury polskiej. Obwarowana szczegółowymi normami spójność decyzji edytorskich – charakterystyczna dla wydań zawierających literaturę starożytną czy też wczesnonowożytną – w jakiejś mierze nie ma zastosowania wobec dzieł powstałych w ubiegłym stuleciu ze względu na ich odmienny status tekstowy. Edytor dwudziestowiecznej poezji czy prozy (również tej nieartystycznej) nie musi zmagać się z kwestią konstruowania zasad transkrypcji, uwzględniających proces gramatycznych przemian, którym uległ język dzieła w przeciągu kilkuset lat od powstania. Nie musi również trudzić się nad wyborem podstawy edycji, wyłonionej na przykład wskutek żmudnego zestawienia licznych rękopiśmiennych redakcji tekstu. W związku z tym nie musi także odnotowywać w aparacie krytycznym najdrobniejszych jego lekcji i odmian. Innymi słowy, dystans czasowy, który oddziela okres powstania dzieła od momentu publikacji współczesnego wydania jest zbyt krótki, by zarysowała się konieczność uwzględnienia w edycji owego warsztatowego zaplecza. W praktyce zatem osoby odpowiedzialne za opracowanie dwudziestowiecznego tekstu po prostu go przepisują, dokonując nielicznych poprawek, które najczęściej sprowadzają się do usunięcia błędów literowych, modernizacji interpunkcji lub uwspółcześnienia zapisu nazw geograficznych i osobowych.

Naturalnie, należałoby tu pamiętać o funkcjonalizacji poszczególnych typów wydań – czym innym jest edycja dokumentacyjna, zawierająca dodatkowo choćby podobiznę autografu lub pierwodruku, czym innym wydanie krytyczne, wykorzystywane w studiach historycznoliterackich, czym innym zaś popularne. Większość dostępnych obecnie w obiegu księgarskim opracowań łączy cechy edycji krytycznej oraz popularnej, z wyraźną przewagą tej drugiej: ich zasadniczym celem jest udostępnienie samego tekstu, nie zaś naświetlenie jego uwarunkowań warsztatowych czy też kulturowych uwikłań.

W tym kontekście trzeba uwypuklić specyfikę edycji dokumentów życia literackiego. Otóż noszą one często charakter „incydentalny”. O ile bowiem nietrudno o przykłady wznowień dzieł poetyckich, o tyle szanse na powtórne, poprawione wydanie na przykład tomu korespondencji pomiędzy pisarzami są właściwie minimalne. Ta związana z warunkami ekonomii rynku wydawniczego okoliczność nakłada na edytora szczególny rodzaj zobowiązania – jego praca powinna być rezultatem szczegółowego namysłu oraz rzetelnego wysiłku intelektualnego. Zwłaszcza, jeśli dotyczy twórców najważniejszych i najwybitniejszych. A do takich należą przecież Czesław Miłosz i Jan Błoński.

Elementem, który łączy filologiczną praktykę naukowego edytorstwa tekstów dawnych z działaniami wydawców piśmiennictwa dwudziestowiecznego, jest komentarz. Jak już wspomniano wyżej, to nie wiedza źródłoznawcza, erudycja historycznojęzykowa czy gramatyczna decydować będą o profesjonalizmie edycji piśmiennictwa dwudziestowiecznego. Unaocznią go natomiast świadomie opracowane, spójne i harmonijnie skonstruowane objaśnienia, dzięki którym czytelnik będzie mógł lepiej zrozumieć tekst, będący głównym składnikiem wydania.

Z teoretycznego punktu widzenia sprawa funkcji oraz zakresu komentarza edytorskiego nie jest zbyt skomplikowana. Autor klasycznego już, ale ciągle instruktywnego opracowania stawia tę kwestię dość jasno:

„[…] celem komentarza jest udostępnienie czytelnikowi zawartego w tekście sensu. […] zadania komentatora ograniczają się do wyjaśnienia sensu podstawowej, elementarnej warstwy utworu […], którą stanowi zespół wszystkich składających go zdań. Jeżeliby komentarz nie poprzestał na udostępnieniu sensu owej podstawowej warstwy dzieła i wdawał się w interpretację sensów wyższych, przekroczyłby swe uprawnienia jako pomocniczy aparat edytorski i tym samym sięgnął w sferę historii literatury, a to nie jest jego przeznaczeniem”. [9]

Na wagę komentarza właśnie w odniesieniu do epistolografii zwraca uwagę autor współczesnego podręcznika tekstologii, którego polskie tłumaczenie zostało nota bene opublikowane w tej samej oficynie wydawniczej, co omawiana korespondencja Czesława Miłosza i Jana Błońskiego:

„Dzieła, których druk nie był przez autora przewidziany lub bez wątpienia wiązałby się […] z wprowadzeniem istotnych poprawek, muszą być z konieczności prezentowane z zachowaniem ich stanu płynnego, magmatycznego, niepozbawionego sprzeczności, które niekiedy występują na różnych poziomach. To samo dotyczy również listów prywatnych […]. Trzeba więc osiągnąć delikatną równowagę, publikując z zachowaniem pewnego rygoru, ale bez pedanterii, na przykład korespondencje współczesnych uczonych […], która, szczególnie jeśli towarzyszy jej dobry komentarz, jest cennym źródłem historycznym […].” [10]

Jeśli zatem komentarz miałby w istocie stanowić pomocnicze narzędzie zrozumienia opracowanego tekstu, to jego struktura, treść, zakres powinny być koherentne z charakterem dzieła i ponadto współgrać z typem samego wydania, a więc gruncie rzeczy z wyobrażonym przez edytora poziomem intelektualnym potencjalnego czytelnika tomu. Toteż w praktyce odpowiedź na pytanie, „co objaśniać?”, nie jest już tak prosta. Wymaga zdefiniowania współczesnego obszaru niewiedzy, odnoszącej się do podstawowych – tekstowych właśnie – wykładników wspólnego kodu kulturowego czy literackiego. Jak podkreśla Konrad Górski:

„Miarą przystosowania się komentatora do określonego typu czytelników jest konsekwencja w doborze objaśnianych szczegółów. Wyobraźmy sobie, że ktoś komentuje wierszyk polityczny zawierający aluzje do jakichś mało znanych faktów z życia dobrze znanych osobistości. Otóż jeśli komentarz nie wyjaśni nam istotnego sensu owych aluzji, ale za to będzie podawać elementarne informacje biograficzne o wymienionych postaciach, to pisanie takiego komentarza najzupełniej rozmija się z celem.” [11]

Prymarną zasadą wydaje się więc funkcjonalizacja komentarza, przy czym objaśnienie sensu tekstu pozostaje tu świętością, niezależnie od typu edycji.

Tom korespondencji Czesława Miłosza i Jana Błońskiego opatrzony został notą edytorską, w której wydawca informuje czytelników o zabiegach, którym poddane zostały przygotowane do publikacji listy. Jak już wcześniej zaznaczono, skala filologicznych operacji nie jest tu nazbyt szeroka: mowa o uwspółcześnieniu interpunkcji oraz ortografii, ujednoliceniu pisowni małych i wielkich liter, liczebników, poprawie literówek i innych błędów, wprowadzeniu kursywy przy oznaczeniu tytułów. Ostatni akapit noty dotyczy kwestii komentarza edytorskiego:

„Listy zostały opatrzone przypisami, które mają przybliżyć kontekst epoki i uzupełnić lekturę o istotne informacje o charakterze biograficznym i bibliograficznym. Wyjaśniono większość zwrotów lub fragmentów obcojęzycznych, podano również źródła cytatów.” [12]

Trudno o bardziej klarowną deklarację – komentarz ma tu nie tylko objaśnić podstawowy sens sformułowań zawartych w korespondencji, ale ponadto rozszerzyć zakres wiedzy szczegółowej. Wydawca zdaje sobie zatem sprawę z tego, że nie wszyscy czytelnicy tomu dysponują zasobem wiadomości, umożliwiającym uchwycenie „kontekstu epoki” czy rozpoznanie, o kim mowa w poszczególnych listach. Z owego dydaktycznego zobowiązania edytor wywiązuje się na ogół dobrze. Zgodnie z oświadczeniem zawartym w nocie sumiennie identyfikuje personalia, tytuły książek, artykułów i czasopism, rekonstruuje daty, przytacza właściwe cytaty, objaśnia mniej czytelne fragmenty listów. Problem w tym, że jednocześnie nie dba o symetrię własnego wywodu, pomijając milczeniem partie korespondencji, które wręcz domagałyby się komentarza. Innymi słowy, objaśnia oczywistości, ignorując istotę przekazu lub kontekstu.

Po pierwsze zatem, noty biograficzne towarzyszące przypisom są najzwyczajniej rzecz biorąc nierówne. Część z nich to przeładowane szczegółami hasła encyklopedyczne, które raczej nie przyczyniają się do „przybliżenia kontekstu epoki”. Trudno pojąć na przykład sensowność przywołania szeregu oficjalnych funkcji Phillipe’a Pétaina [13], przy jednoczesnym zignorowaniu kontekstu, w którym pojawia się jego nazwisko. Wydaje się, że czytelnika bardziej interesowałoby, co mógł mieć na myśli Jan Błoński, wskazując, że kontrowersyjna postać marszałka nie naruszyła „podstawowej równowagi” francuskiego społeczeństwa [s. 18]. Podobnie w przypadku Artura Sandauera: informacja o uzyskaniu przez niego kolejnych stopni akademickich [s. 275] nie pozwala pojąć, z jakiego powodu wieść o zatrudnieniu krytyka na stanowisku docenta Uniwersytetu Warszawskiego mogłaby „zabawić” Czesława Miłosza [s. 26]. Tym bardziej, że w kolejnym zdaniu swojego listu Jan Błoński uszczypliwie komentuje żelazny repertuar literackich fascynacji autora „Bez taryfy ulgowej”, co edytor pomija milczeniem… Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że objaśnienia nie zostały sfunkcjonalizowane, zaś pewna ich część jest nieistotna dla zrozumienia wypowiedzi.

Po drugie, w powyższym kontekście zastanawiające wydaje się pominięcie w komentarzach not biograficznych szeregu osób, które pojawiają się na kartach korespondencji Czesława Miłosza i Jana Błońskiego. Naprawdę nie sposób zaakceptować faktu, że wydawca nie umieścił w przypisach jakiejkolwiek informacji biograficznej na temat Konstandinosa Kawafisa (choć tak naprawdę chciałoby się tam przeczytać wyjaśnienie odnoszące się do aktu zerwania przez greckiego poetę ze swoimi francuskimi mistrzami) [s. 61]. Z jakiego powodu na obszerny komentarz biograficzny zasłużyli Richard Nixon czy Zbigniew Załuski, natomiast zaszczytu tego nie dostąpili na przykład Miron Białoszewski, Ignacy Chrzanowski, Pier Paolo Pasolini? Naturalnie, można milcząco założyć, że potencjalny czytelnik tomu dysponuje wiedzą na temat kultury europejskiej i nie trzeba mu tłumaczyć spraw całkowicie oczywistych. Takie wyjaśnienie stawia jednak pod znakiem zapytania zasadność nieomal wszystkich not biograficznych. Z drugiej strony prymat funkcjonalizacji komentarza pozwoliłby z pewnością na wskazanie informacji wiążących. Za taką należałoby chyba uznać brakującą notę na temat Helmuta Sonnenfeldta, którego osoba pojawia się w jednym z listów Jana Błońskiego [s. 175].

Kwestia przypisów biograficznych stwarza dodatkowo potencjalne problemy natury erudycyjnej. Gdy Czesław Miłosz wspomina od niechcenia o „swedenborgiańskiej loży Grabianki w Lyonie” [s. 72], zorientowany odbiorca będzie się spodziewać objaśnienia dotyczącego epizodu z życia Tadeusza Grabianki (1740–1807), polskiego wolnomularza i alchemika [14]. Brak komentarza biograficznego w tym przypadku nieco rozczarowuje, natomiast brak starosty liwskiego w indeksie osób [s. 335–349] świadczy o tym, że wydawca potraktował jego nazwisko jako nazwę własną masońskiej loży. Byłby to błąd rzeczowy.

Po trzecie, edytor w kilku miejscach rezygnuje z objaśnienia historycznoliterackiego kontekstu korespondencji. Pomija nawiązania do klasycznych tekstów polskiego piśmiennictwa, które są w listach elementem stylistycznej gry czy też retorycznego żartu. Gdy Czesław Miłosz, relacjonując Janowi Błońskiemu wydarzenia ostatnich kilku miesięcy, pisze: „Takie były zabawy, spory tego lata, tj. 1974, kiedy udaliśmy się na ten zjazd z Janką samochodem, ku mojej raczej rozrywce, bo mam już taki sposób na złe myśli, żeby umęczyć się pochłanianiem mil i potem spać jak kłoda” [s. 136], wydawca nie powinien tu zbagatelizować wyraźnego odniesienia do „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza. W podobny – a zatem milczący – sposób traktuje on filiacje z „Beniowskim” Juliusza Słowackiego [s. 129] czy z „Trenami” Jana Kochanowskiego [s. 256].

Po czwarte, w omawianej edycji zabrakło – przynajmniej w kilku miejscach – próby wyjaśnienia właściwego sensu poszczególnych sformułowań, przy jednoczesnym opatrzeniu zbędnym komentarzem fraz, które są zrozumiałe same przez się. Nie ma większej potrzeby tłumaczyć w odrębnym przypisie, że paszport służbowy to dokument „zezwalający na zagraniczne wyjazdy jedynie w celach służbowych” [s. 304]. Nie ma także najmniejszego sensu, aby funkcjonujący w znaczeniu potocznym rzeczownik „annalista” kojarzyć ze środowiskiem francuskiej szkoły „Annales” [s. 304]. Warto natomiast byłoby wskazać, kogo ma na myśli Jan Błoński, pisząc o „drogim Henryku” [s. 145], co oznacza określenie „odnośny kapitan” [s. 128] lub co jest podstawą przekonania o historycznej konieczności dwojakiego zakończenia tomu „Ocalenie” [s. 46].

Wydaje się zatem, że w niektórych sytuacjach wydawcę korespondencji Czesława Miłosza i Jana Błońskiego zawiodła intuicja, być może także orientacja, „co objaśniać”, a nawet „jak objaśniać”. Gdy autor „Zniewolonego umysłu” pisze: „Dawałem w tym semestrze kurs o Mickiewiczu i kurs «przeglądu», w którym nie wylazłem poza XVII wiek. Też seminarium z lit. współczesnej, gdzie dyskutowaliśmy głównie T. Borowskiego, A. Rudnickiego, Andrzejewskiego, Brandysa, «krościatych» etc.” [s. 79], edytor objaśnia w komentarzu: „Krościaty – pryszczaty, pokryty czerwonymi krostami” [s. 289]. Pomijając, wskazaną już wcześniej, autoreferencyjność takiego przypisu, to brak choćby krótkiej wzmianki o „pryszczatych” jako formacji pokoleniowej, „szturmowej kadrze realizmu socjalistycznego” [15] trzeba tu uznać za merytoryczny błąd zaniechania.

Po piąte wreszcie, wydawca korespondencji postanowił – chyba nie do końca słusznie – opracować korespondencję Czesława Miłosza i Jana Błońskiego w oderwaniu od jej źródłowego charakteru. Oznacza to nie tylko, że komentarzom towarzyszy często formuła warunkowego zastrzeżenia („zapewne”, „prawdopodobnie”, „być może”, na przykład: „Cytat zapewne zniekształcony” [s. 306]). Chodzi także o próbę weryfikacji zawartych w listach wzmianek. Otóż, wszystkie nieudane próby potwierdzenia szczegółowych informacji w innych opracowaniach opatrzone zostały przypisem. Owa strategia filologicznej uczciwości zdaje się jednak złudna, ponieważ to właśnie listy są tu źródłowym świadectwem pewnych wydarzeń. Gdy Czesław Miłosz, pisząc o swych planach na najbliższe miesiące, zaznacza: „W lutym jeden występ (kilka dni) na Wschodnim Brzegu. Pierwsza połowa kwietnia w Yale – dwa seminaria, wieczór autorski, wystawa rękopisów” [s. 222–223], wydawca komentuje: „Brak dodatkowych informacji na temat zarówno lutowych, jak i kwietniowych spotkań Miłosza na wschodnim wybrzeżu USA” [s. 317]. Jaką formę miałyby przyjąć owe brakujące „dodatkowe informacje”? Archiwalnych zaproszeń na wskazane przez poetę spotkania, wspomnień o ich przebiegu, scenariusza wystawy rękopisów Noblisty? Przecież najistotniejsza informacja zawiera się w stwierdzeniu samego Miłosza… Swoistym „ukoronowaniem” takiej procedury edytorskiej jest komentarz, w którym wydawca podważa chronologię zdarzeń, a po części również prawdomówność autora „Kronik”. Kiedy Czesław Miłosz w liście z 27 marca 1995 roku pisze: „Byliśmy z Carol przez 10 dni w Costa Rica […]” [s. 258], informuje przecież o podróży, którą odbył. Wydawca zaś komentuje: „Miłoszowie przebywali na Kostaryce w listopadzie 1995 roku” [s. 325]. Owej sprzeczności nie sposób wytłumaczyć inaczej niż warsztatowymi niedociągnięciami edycji…

Na zakończenie należy podkreślić, że listy Czesława Miłosza i Jana Błońskiego są w istocie – zgodnie z notą na okładce tomu – jednym z „najważniejszych świadectw historii polskiej inteligencji i dróg poezji polskiej”. Szkoda jedynie, że uzyskały one nieco skażoną oprawę, zasługując z pewnością na większy pietyzm i edytorską dbałość.

 

Przypisy:

[1] Dobrym przykładem studium, które traktuje listy jako samodzielny obszar refleksji historycznoliterackiej byłaby książka Olgi Szmidt „Korespondent Witkacy” [Kraków 2014], gdyby nie kontrowersje wokół zawartości tej pracy. Por. P. Pawlak, „Korespondent Witkacy – apel o rzetelną ocenę książki Olgi Szmidt”, www.witkacologia.eu [dostęp: 13 listopada 2019]. Spośród szeregu metodologicznie wzorcowych monografii podobnego typu trzeba byłoby na prawach exemplum przywołać książkę Andrzeja Stanisława Kowalczyka, „Od Bukaresztu do Lafitów. Jerzego Giedroycia rzeczpospolita epistolarna”, Sejny 2006.

[2] Szczegółowe wskazanie owych wydań musiałoby siłą rzeczy przyjąć formę odrębnego opracowania bibliograficznego. Wystarczy w tym miejscu przywołać kilka najistotniejszych nazwisk. Główny zrąb tej epistolarnej odysei wydawniczej tworzą pisarze związani z kręgiem paryskiej „Kultury”: Jerzy Giedroyc, Jerzy Stempowski, Juliusz Mieroszewski, Józef Czapski, Witold Gombrowicz, Czesław Miłosz, Konstanty Jeleński. Pośród najważniejszych edycji wymienić także trzeba korespondencję Stanisława Lema, Sławomira Mrożka, Stanisława Barańczaka, Wisławy Szymborskiej, Zbigniewa Herberta, Jarosława Iwaszkiewicza. Instytucją, która sprawuje pieczę między innymi nad archiwalnym dziedzictwem rodzimego piśmiennictwa ubiegłego wieku jest Instytut Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską, działający w ramach struktur Muzeum Literatury w Warszawie. Ostatni jubileuszowy numer muzealnego periodyku został poświęcony właśnie epistolografii środowiska paryskiego miesięcznika. Por. „Blok-Notes”, nr 16, 2019: „Z kręgu «Kultury»”, passim.

[3] J. Błoński, Cz. Miłosz, „Listy 1958–1997”, zebrał, przepisał i opatrzył przypisami A. Puchejda, Gdańsk 2019, „Biblioteka Mnemosyne”, 348 s., nlb. 4, 1 zdj.

[4] Na temat Jana Błońskiego zob. J. Zawadzka [J.Z.], „Błoński Jan” [hasło w:] „Współcześni polscy pisarze i badacze literatury. Słownik bibliograficzny”, red. J. Czachowska, A. Szałagan, Warszawa 1994, t. I: A–B, s. 182–184.

[5] „Pisać na przegraną. Z Czesławem Miłoszem rozmawia Elżbieta Główka” [w:] Cz. Miłosz, „Rozmowy polskie 1999–2004”, Kraków 2010, s. 750.

[6] Autor „Odmarszu” przez wiele lat pracował na uniwersytetach francuskich, m.in. na paryskiej Sorbonie, w Grenoble, w Clermont-Ferrand. Por. J. Zawadzka, op. cit., s. 182.

[7] J. Błoński, Cz. Miłosz, op. cit., s. 178 (list Czesława Miłosza do Jana Błońskiego z dn. 7 maja 1976 roku).
[8] Ibidem, s. 160 (list Jana Błońskiego do Czesława Miłosza z dn. 25 marca 1975 roku).

[9] K. Górski, „Tekstologia i edytorstwo dzieł literackich”, Warszawa 1978, s. 277.

[10] A. Stussi, „Wprowadzenie do edytorstwa i tekstologii”, tłum. M. i P. Salwa, Gdańsk 2011, s. 130–131.

[11] K. Górski, op. cit., s. 273.

[12] A. Puchejda, „Nota edytorska” [w:] J. Błoński, Cz. Miłosz, op. cit., s. 330. Na marginesie zauważyć trzeba, że podawanie informacji na temat zasobów bibliotecznych, gdzie przechowywane są listy Czesława Miłosza i Jana Błońskiego bez wskazania konkretnych sygnatur mija się z celem.

[13] Ibidem, s. 272–273. W dalszej części wywodu odnośniki do konkretnych stron recenzowanej edycji będą podawane bezpośrednio w tekście głównym.

[14] Por. J. Siewierski, „Upadły Anioł z Podola. Opowieść o Tadeuszu Grabiance”, Warszawa 2003, passim.

[15] Z. Jarosiński, „Pokolenia literackie” [hasło w:] „Słownik literatury polskiej XX wieku”, red. A. Brodzka, M. Puchalska, M. Semczuk, A. Sobolewska, E. Szary-Matywiecka, Wrocław 1992, s. 831.

 

Książka:

Jan Błoński, Czesław Miłosz, „Listy 1958–1997”, zebrał, przepisał i opatrzył przypisami Adam Puchejda, Gdańsk 2019, „Biblioteka Mnemosyne”.

 

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 569

(49/2019)
3 grudnia 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj