Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Mama i tata....

Mama i tata. O książce „Pani Stefa” Magdaleny Kicińskiej

Thomas Orchowski

Stefania Wilczyńska urodziła się 26 maja 1886 r. Kilkadziesiąt lat później po raz pierwszy obchodzono Dzień Matki. Nie wiadomo, skąd ta data. Wątpliwe, żeby ustalono ją na cześć Wilczyńskiej. A jeśli tak było, to trudno o lepszą patronkę.

Stefania Wilczyńska jeszcze do niedawna była postacią niemal anonimową. Wszyscy słyszeli o Januszu Korczaku. Uczono o nim w szkole, oglądano film Andrzeja Wajdy z 1990 r. „Pani Stefa”, jak mówili na nią wychowankowie i sam Korczak, pojawiała się w tych opowieściach jedynie jako tło, była gdzieś z tyłu – za Starym Doktorem i jego innowacyjnymi metodami pedagogicznymi. Określana mianem współpracownicy, ginęła w cieniu wielkiego Korczaka. Dopiero trzy lata temu, w czasie Roku Korczakowskiego, za sprawą Fundacji im. prof. Mojżesza Schorra, przybliżono nieco jej postać. Niestety, z mizernym skutkiem – profil na Facebooku, który miał promować akcję („Kochana pani Stefa”) polubiło nieco ponad pół tysiąca osób. Znacznie większe szanse na spopularyzowanie postaci Stefanii Wilczyńskiej ma niedawno wydana książka Magdaleny Kicińskiej.

Pani_Stefa_okladka

Porozumienie dusz

Kończy się XIX w., czas wiary w postęp i pracę organiczną. Nieliczne fortuny wyrastają na tle masowej biedy. W tej rzeczywistości funkcjonują również dzieci. Często pozostawione same sobie, bez żadnych perspektyw. Brudne, biedne, głodne. Widzi je na warszawskich zabłoconych ulicach Stefania Wilczyńska – Żydówka pochodząca z zamożnej zasymilowanej rodziny – gdy codziennie wraca z pensji Jadwigi Sikorskiej, kobiety, której „pracowitość była niezmordowana, wytrwałość żelazna, a pełna świadomość celu przed sobą wywierała wrażenie wprost imponujące” [1]. Wcześniej, zanim Wilczyńska trafiła do tej prywatnej szkoły, w podobnej atmosferze wychowywała ją jej matka, Salomea Wilczyńska. To właśnie jej reprymendy skierowane pod adresem córki będą potem rozbrzmiewać w ustach Stefanii na Krochmalnej. Sikorska i Salomea Wilczyńska będą jej pierwowzorami.

Stefania chce studiować. W Warszawie nie może, stołeczny uniwersytet zezwoli na naukę kobiet dopiero w 1915 r. Nie poddaje się, nie pierwszy i nie ostatni raz. Wyjeżdża do Genewy, gdzie uczęszcza jako wolna słuchaczka na kurs nauk przyrodniczych, by niedługo później wyjechać do belgijskiego Liège. Studiów jednak nie kończy i wraca do Warszawy.

Jest wyzwolona, chce działać. Wybiera działalność społeczną. To popularny w tamtym okresie trend wśród inteligencji i kobiet pochodzących z tej grupy, które chcąc angażować się społecznie, musiały zaadaptować swoje marzenia do obowiązujących wzorców (czyli wybrać zawód odpowiadający „naturze kobiecej”). Wilczyńska zgłasza się więc do Stelli Eliasberg, której mąż Izaak zaangażował się wcześniej w Towarzystwo „Pomoc dla Sierot”, założone w 1907 r. przez szanowanych warszawskich Żydów. Za sprawą Eliasbergów towarzystwo wynajęło budynek przy ulicy Franciszkańskiej, gdzie stworzono przytułek i gdzie w 1909 r. Korczak i Wilczyńska spotkali się po raz pierwszy. Tam rozpoczęła się ich wspólna, kilkudziesięcioletnia droga.

Poznali się przy okazji występów poświęconych Marii Konopnickiej. Wilczyńska w czasie recytowania wierszy przez dzieci była suflerką. Korczak, słuchając, płakał. To wtedy obydwoje mieli zrozumieć, czego pragną. Korczak zdecydował się na działalność pedagogiczną, Wilczyńska podążyła za nim. On „musiał być poruszony, kiedy w osobie Stefanii Wilczyńskiej odnalazł kogoś, kto myśli podobnie jak on”; ona – „go [Korczaka – przyp. TO] pokochała” [2].

Relacja Korczaka i Wilczyńskiej jest jednak trudna do opisania. Nie zachowały się żadne ich listy. Jedyne, na czym można się oprzeć, to świadectwa ocalałych. Te bywają zawodne. Joanna Olczak-Ronikier w biografii Janusza Korczaka stwierdza jednoznacznie – miłość pani Stefy do pedagoga nie była tajemnicą. Magdalena Kicińska kreśli bardziej skomplikowany obraz. Według niej więź pomiędzy Korczakiem a Wilczyńską można opisać za pomocą kilku kategorii. Miłość jest tylko jedną z nich. Inne to spotkanie dwojga podobnych do siebie samotnych osób czy znajomość wynikająca z praktycznej kalkulacji. Wilczyńska mogła być równocześnie sekretarką, współpracowniczką, recenzentką, powierniczką, asystentką, opiekunką – ale i sojuszniczką [3]. Innymi słowy, była w życiu Korczaka niezbędna.

Sens życia

Do Domu Sierot na Krochmalną Janusz Korczak, Stefania Wilczyńska i osiemdziesięcioro pięcioro dzieci wprowadzają się 7 października 1912 r. Pozostaną tam przez niemal trzydzieści lat, kiedy to po utworzeniu getta warszawskiego Niemcy każą im się przenieść do gmachu szkoły Roeslerów przy Chłodnej 33.

Przez ten czas Korczak i Wilczyńska stworzą dla swoich podopiecznych równoległą rzeczywistość. Stary Doktor będzie bawił się z nimi w pociąg i wymyślał inne najrozmaitsze gry i zabawy. Stworzy cały system wychowawczy, w którym dzieci będą miały prawo wytoczyć kolegom i koleżankom sprawy w sądzie. Od możliwości bycia pozwanym nie uciekną też wychowawcy. Korczak zostanie oskarżony kilkukrotnie, pani Stefa – nigdy. Dzieci będzie się darzyło ciągłą atencją, zupełnie tak, jak w rodzinie. Dlatego też warunkiem przyjęcia do Domu Sierot była częściowa rezygnacja opiekunów z widywania się ze swoimi podopiecznymi. Rodziną stawał się sierociniec, gdzie uczono wzajemnego szacunku i zaufania, czego wyrazem były przyjmowane przez Korczaka zakłady z dziećmi (np. o to, że podopieczny będzie miał tylko jedną bójkę w tygodniu). Na ówczesne realia taki system, dający dzieciom pełną podmiotowość i traktujący je jak partnerów, był rewolucyjny. W tym samym czasie Stary Doktor biegał po całej Warszawie i szukał funduszy na utrzymanie sierocińca, a wieczorami pisał książki i artykuły naukowe. Dzieci będą całym jego życiem. Tak jak pani Stefy.

Stefa różniła się jednak od Korczaka – była „praktyczna, rzeczowa, zorganizowana, wprowadzała codzienny ład i rygor. Była o wiele bardziej surowa niż Doktor, bardziej od niego porywcza. Wymagała, komenderowała, widziała najmniejsze niedopatrzenia i karciła je [dzieci – przypis TO] nieubłaganie. Zawsze jednak znajdowała czas, by przytulić, wytrzeć łzy, wysłuchać skarg. Pełniła w tej społeczności rolę matki, niezastąpionej, choć często przez kontrolującą wszechobecność uciążliwej. On był ojcem. Uwielbianym, bo mniej dostępnym” [4]. To opowieść Olczak-Ronikier. Nieco inaczej opisuje ją Kicińska, która przytacza odpowiedź z anonimowej ankiety wykonanej przez Adę Poznańską-Hagari w latach 80.: „Korczak był jak matka, ojcem była Stefa” [5].

Zagubiona

Pod tą skorupą pewnej siebie, twardej kobiety tkwiła jednak wrażliwa osoba – permanentnie poszukująca własnego ja, zadająca sobie pytanie o egzystencjalny sens. Duży wpływ na nią miała śmierć Esterki Weintraub, byłej wychowanki i ulubienicy Wilczyńskiej jeszcze z czasów pracy na Franciszkańskiej. Kiedy Korczak w czasie I wojny światowej został powołany do wojska rosyjskiego i służył jako ordynator polowy szpitala wojskowego na Ukrainie (później kilkukrotnie zostawi panią Stefę samą z dziećmi), napisał do Weintraub, by przyjechała na Krochmalną pomóc Wilczyńskiej w prowadzeniu sierocińca. Po przyjeździe Esterka zachorowała na tyfus. Zmarła. Z tego powodu „panna Stefa rozpaczliwie płakała. Później przeżywała okres załamania. Chciała odejść, zrezygnować z pracy. Nie pozwoliło jej na to poczucie obowiązku” [6].

Wilczyńska odchodzi na krótki czas z Domu Sierot w 1937 r. Przenosi się do skromnego pokoju przy ulicy Działdowskiej. Pisze wtedy do Fejgi Lijfszyc: „Nareszcie mogę być sama, kiedy chcę. Nikt do mnie nie puka, nie przychodzi, kiedy chce. Nie muszę wciąż radzić, telefonować, odpowiadać na pytania. Mogę iść spać, kiedy chcę” [7]. Kilka lat wcześniej przyznaje się byłej wychowance: „Niecierpliwię się, bywam niesprawiedliwa. Nie umiem przyznać się do błędu” [8]. Czuje się bezużyteczna i niepotrzebna [9].

Szlojme Nadel, świadek historii, były wychowanek Domu Sierot, w rozmowie z Kicińską tłumaczy: „Zdarzało się jej uśmiechać, zdarzało i śmiać. Tylko że ten uśmiech nie był u siebie. Był u Stefy gościem, który przychodzi z daleka i nie wie, co ze sobą zrobić” [10]. Co czuła Stefania Wilczyńska, gdy pod koniec lipca albo na początku sierpnia 1942 r. przyszła do Stelli Eliasberg i poprosiła ją o cyjanek? Czy była spełniona, zadowolona z własnego życia? Nie wiadomo.

Kobieta, Żydówka

Książka Kicińskiej to oczywiście typowa biografia. Ale można ją również analizować jako opowieść o polskiej społeczności żydowskiej. Przez pryzmat losów Stefanii Wilczyńskiej poznajemy bowiem świat, którego nad Wisłą już nie ma. Zaznajamiamy się z dylematami sporej grupy Żydów rozdartych pomiędzy Polską a Palestyną, dokąd z roku na rok – głównie za sprawą sytuacji politycznej w Polsce i Europie – emigrowało ich coraz więcej. Te rozterki trapiły również Wilczyńską. Odwiedzała ona Palestynę kilkukrotnie. Zawsze wracała. Ostatni raz w maju 1939 r., tuż przed wojną. Gdy opuszczała kibuc En Charod, Fejga Lifszyc czyniła jej z tego powodu wyrzuty. Wcześniej Stefania obiecywała jej, że zostanie. „Tam są moje dzieci” – usłyszała w odpowiedzi [11].

Historia Wilczyńskiej jest także świadectwem niedocenionej kobiety. To przez swoją płeć nie mogła studiować, przez nią nie została tak sławna jak Korczak. Zasłużyła się w równym stopniu co on, została jednak zapamiętana (jeśli w ogóle) jako pomocnica Starego Doktora. Tymczasem, co przyznawał sam Korczak, bez niej nie byłoby Domu Sierot.

„Przez cały czas, przed wojną i podczas wojny, Korczak pracował razem z panią Stefanią Wilczyńską. Współpracowali ze sobą przez całe życie. Nawet śmierć ich nie rozłączyła. (…) Wszystko, co związane jest z osobą Korczaka – internat, propagowanie miłości do dzieci – wszystko jest wspólnym dorobkiem obojga. Trudno kreślić, gdzie zaczyna się Korczak, a gdzie kończy się Wilczyńska” [12] – stwierdził w swoim dzienniku-kronice getta warszawskiego Emanuel Ringelblum.

Warto o tym pamiętać.

Przypisy:

[1] Magdalena Kicińska, „Pani Stefa”, Wyd. Czarne, Wołowiec 2015, s. 23.

[2] Joanna Olczak-Ronikier, „Korczak. Próba biografii”, Wyd. W.A.B., Warszawa 2011, s. 141.

[3] Magdalena Kicińska, dz. cyt., s. 105.

[4] Joanna Olczak-Ronikier, dz. cyt., s. 149.

[5] „Janusz Korczak i Stefania Wilczyńska w oczach ich wychowanków”, „Rocznik Seminarium Kibuców”, 1982, s. 105.

[6] Joanna Olczak-Ronikier, dz. cyt., s. 169.

[7] List Stefanii Wilczyńskiej do Fejgi Lifszyc, 15 października 1937 r.

[8] List Stefanii Wilczyńskiej do Fejgi Lifszyc, 13 marca 1930 r.

[9] Stefania Wilczyńska, „Słowo do dzieci i wychowawców”, red. B. Puszkin, M. Ciesielska, Muzeum Historyczne m.st. Warszawy, Warszawa 2004, s. 95.

[10] Magdalena Kicińska, dz. cyt., s. 80.

[11] Tamże, s. 216.

[12] Emanuel Ringelblum, „Kronika getta warszawskiego”, Warszawa 1983, s. 605.

SKOMENTUJ

Nr 338

(26/2015)
30 czerwca 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail