„Było sobie dziecko” – poleca MAGDALENA FURMANIK-KOWALSKA

Petrus z Kapadocji szuka ciszy, Korina z Aten wymyka się, aby zobaczyć morze i pływające na nim statki, Mei Ling martwi się pomyłką, którą popełniła, wykonując wycinankę; Giovanni zastanawia się, czy zawód malarza jest na pewno jego upragnionym, a Marii próbuje uciec od konwenansów i nie pójść na nudny bal u wujostwa. Każda epoka i każda kultura to inne wyzwania dla dziecka. Możemy je poznać dzięki snutym przez Tamar Weiss-Gabbay opowieściom i towarzyszącym im pięknym ilustracjom autorstwa Shiraz Fuman. Stworzona przez nie książka pozwala poznać historię świata oczami dzieci – z ich perspektywy. Zawiera kilkanaście narracji próbujących odtworzyć dziecięce doświadczenia w różnych czasach i na różnych kontynentach – od Afryki 1,5 miliona lat temu, widzianej oczami bezimiennej dziewczynki, po historię Dawida z Anglii, żyjącego w połowie XIX wieku i emigrantki Betty ze Stanów Zjednoczonych z początku wieku XX. Książka kończy się miejscem, w którym młody czytelnik lub czytelniczka mogą zapisać własną opowieść i dzieje swoich dziadków.

Autorce „Było sobie dziecko” udało się z dużą wrażliwością i szacunkiem przybliżyć odmienne kultury, a także w przystępny sposób opisać religie i wierzenia towarzyszące ludzkości i przeobrażające się z upływem czasu. Zilustrować obyczajowość, wzorce kulturowe, którym podlegały zachowania poszczególnych dzieci. W niektórych opowieściach, szczególnie w tych dotyczących dziewczynek, można niekiedy wyczytać osobiste emancypacyjne wartości i opinie autorki, które nie były obecne w dawnych epokach, ale jest to niewielka przewina wobec ogromnej empatii i uważności, z jaką książka została napisana. Widać w niej bardzo gruntowne przygotowanie merytoryczne pisarki i ilustratorki, znajomość realiów lub próbę ich odtworzenia na podstawie naukowych odkryć. Dodatkowo po każdej opowieści z danej epoki dodane są ciekawostki, prezentujące, jakie inne ważne wydarzenia miały miejsce w tym samym czasie na innych kontynentach. Ważną częścią tej publikacji są znakomite ilustracje. Shiraz Fuman wykonała je w stylu przypominającym rysunki w komiksach, lecz dodatkowo wzbogaciła wybrane z nich nawiązaniami do dzieł sztuki z czasów, których dotyczy opisywana historia. Znajdziemy więc w książce ilustracje, dla których inspiracją było malarstwo ścienne z egipskich piramid, dekoracje greckich waz czy iluminatorstwo wczesnośredniowieczne. W innych zaś komiksowe wersje słynnych rzeźb i obrazów sztuki europejskiej. Książka „Było sobie dziecko” to nie tylko świetny wstęp do nauki historii świata, ale również wciągająca przygoda, w której możemy zmierzyć się z naszymi poglądami na sytuację dzieci kiedyś i dziś.
Książka:
Tamar Weiss-Gabbay, „Było sobie dziecko. Historia dzieciństwa od jaskini po współczesność”, il. Shiraz Fuman, przeł. Anna Halbersztat, wyd. Kropka, Warszawa 2026.
Proponowany wiek odbiorcy: 6+
„Jaś i Małgosia” – poleca ANNA MIK

Współczesny mistrz grozy Stephen King opowiedział na nowo baśń braci Grimm „Jaś i Małgosia”, jednocześnie interpretując ilustracje Maurice’a Sendaka, przygotowane pierwotnie jako scenografia i kostiumy do operowej adaptacji Engelberta Humperdincka z 1997 roku.
King pozostaje zaskakująco wierny oryginałowi. Nie przepisuje baśni na współczesny horror, nie próbuje jej „ulepszać” ani ironicznie dekonstruować. Zamiast tego subtelnie poszerza narrację, dopisując obrazy i emocjonalne mosty, które pozwalają wybrzmieć wizji Sendaka. Jednym z najbardziej sugestywnych motywów jest wiedźma lecąca nocą na miotle z workiem pełnym płaczących dzieci – obraz nieobecny w grimowskim pierwowzorze, a jednak doskonale wpisujący się w jego stylistykę grozy.
Ta książka prowokuje do ciekawego pytania: czy horror i baśń w ogóle da się od siebie oddzielić? Porzucenie dzieci w lesie, głód, przemoc, pożeranie, śmierć — wszystko to stanowi przecież fundament „Jasia i Małgosi”, jednocześnie wpisując się idealnie w stylistykę grozy. Maurice Sendak mówił wręcz, że siła tej historii wynika właśnie z jej przerażającego charakteru i że próby „uładzania” baśni odbierają tej formie opowieści jakikolwiek sens. Z tej perspektywy również cała twórczość Kinga okazuje się zaskakująco bliska baśniowej tradycji. Las z baśni Grimmów i małe miasteczka Kinga działają podobnie: są miejscami, gdzie codzienność pęka, odsłaniając coś pierwotnego i okrutnego. Nieprzypadkowo King wielokrotnie przyznawał, że „Jaś i Małgosia” należy do jego ulubionych baśni.

Najciekawsze w tym projekcie pozostaje jednak spotkanie dwóch wrażliwości. Choć trudno mówić o świadomej współpracy — Sendak zmarł przecież wiele lat przed powstaniem książki — „Jaś i Małgosia” sprawia wrażenie artystycznego dialogu. Obaj twórcy doskonale rozumieli, że literatura dla dzieci nie musi chronić przed lękiem; przeciwnie, może oswajać go poprzez obraz i opowieść. Sendak przez całe życie podkreślał, że dzieci znakomicie rozpoznają mrok i fałsz, a King od dekad buduje swoje historie właśnie na dziecięcych doświadczeniach strachu.
„Jaś i Małgosia” Kinga i Sendaka to coś więcej niż efektowna reinterpretacja klasyki. To przypomnienie, że baśń nie jest gatunkiem „mniejszym”, lecz jedną z najtrwalszych form opowiadania o ludzkim doświadczeniu. Tę wersję grimmowskiej opowieści z pewnością warto mieć w domowej biblioteczce.
Książka:
Stephen King, Maurice Sendak, „Jaś i Małgosia”, przeł. Rafał Lisowski, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2026.
Proponowany wiek odbiorcy: 7+
„Kto tu rządzi?” – poleca KRZYSZTOF RYBAK

Gdy podwórko królestwem, to huśtawka tronem, a patyk berłem. Tak wygląda świat na kartach wydanej przez Widnokrąg książki obrazkowej szwedzkiej artystki Lisen Adbåge, która w mikroskali osiedlowych starć o miejsce do zabawy mówi o tak ważnym dla wszystkich prawie do samostanowienia i niezależności. Odpowiedź na tytułowe pytanie „Kto tu rządzi?” tylko z pozoru jest prosta, a kreślone przez autorkę postaci dochodzą do niej przez niełatwe ścieżki relacji społecznych. Już na ilustracji okładkowej widać dwie grupy przedstawione na pierwszej rozkładówce: groźnie wyglądający „to ci, którzy tu rządzą”, natomiast wychylające się zza płotu sympatyczne postaci „to my, którym nie wolno się z nimi bawić”. Tak zarysowana dychotomia sprawia, że czytając książkę Adbåge, wchodzimy w buty narratora zbiorowego mówiącego głosem ofiar podwórkowej niesprawiedliwości, które co rusz muszą poddać się rozkazom despotycznej czwórki. Wszystko do czasu, gdy okazuje się, że we czwórkę nie da się grać w piłkę…

Adbåge w prosty, a jednocześnie dosadny sposób mówi na temat nierówności społecznych i relacji władzy już od projektu okładki, której przód i tył prezentują dwa alternatywne światy rządzone przez różne grupy. Jak na szwedzkie książki obrazkowe przystało, młode osoby są niezwykle sprawcze, a odpowiedź na tytułowe pytanie „Kto tu rządzi?” brzmi właśnie: „dzieci”. Konflikt między grupami udaje się rozwiązać bez udziału dorosłych, którzy nie pojawiają się w książce, a klasyczne insygnia władzy to dziecięce przedmioty związane z zabawą, choćby przechodzący z rąk do rąk patyk, pojawiający się w różnych miejscach książki. Poza ważnym tematem to właśnie wizualna pomysłowość, w tym gra kompozycją i kolorem, świadczy o dużej wartości książki Adbåge, którą na poziomie ideologicznym czytać można jako zachętę do oporu i zmiany zasad gry. Poza tym można iść krok dalej i, oddając się podważającej normy społeczne subwersywności, widzieć „Kto tu rządzi?” jako pytanie retoryczne, przecież żadne z osiedlowych miejsc – ani huśtawki, ani małpi gaj, ani lasek, ani boisko – nie zostaje na stałe „zdobyte” i nikt nim nie rządzi, bo otaczający nas świat jest otwarty dla wszystkich. Na Dzień Dziecka właśnie tego należałoby życzyć wszystkim dużym i małym!
Książka:
Lisen Adbåge, „Kto tu rządzi?”, przeł. Agata Teperek, wyd. Widnokrąg, Piaseczno 2026.
|Proponowany wiek odbiorcy 5+
„Czarne owce” – poleca PAULINA ZABOREK

Dżdżownica Dżodżo, komarzyca Koma, owca Lukrecja, ślimak Albi, pchła Czesio – ta niebanalna grupa zwierząt spotyka się zupełnym przypadkiem. Połączy ich wspólny cel – dotarcie do Krainy Oranżadą Płynącej. Tak się bowiem składa, że każde z nich uważa się za „czarną owcę”: dżdżownica jest za gruba i ma wadliwy czwarty pierścień, komarzyca nie lubi pić krwi, pchła postrzega siebie jako mało inteligentną, ślimak pozostaje w kryzysie bezdomności i w dodatku jest albinosem, a owca ma nietypowy, czarny jak smoła ogon, który wygląda jak doklejony do beżowej reszty. A Kraina Oranżadą Płynąca ma być rajem, w którym wszyscy poczują się akceptowani mimo swoich odmienności. Gdzieś przecież musi „być miejsce na ziemi, w którym odnalazłyby się wszystkie niepasujące gdzie indziej istoty. Owce z czarnymi ogonami, kozy bez bród czy czerwone muchomory bez kropek, a nawet grzyby bez kapeluszy”.

W czasie wędrówki zwierzęta dużo rozmawiają, poznają swoje życiowe historie i poglądy na różne sprawy. A czytelnik z zaskoczeniem obserwuje, że cecha, którą dane stworzenie postrzegało w sobie jako wadę, dla innego może być zaletą. Ślimakowi ogromnie podoba się pulchność i gładkość dżdżownicy, owca zazdrości mu jego bieli, dżdżownica podziwia szczupłość i zwinność Komy, Czesio podziwiany jest za jego trafne refleksje itd.
Anna Sakowicz posługuje się grą słów, żartem językowym, ale też i liryką, budując niepowtarzalny, metaforyczny klimat tej wędrówki, który jest także ukłonem w stronę dorosłych odbiorców, czytających wspólnie z dzieckiem.
Czy ta piątka, przywołująca na myśl „pięciu nieudanych” z opowieści Beatrice Alemagni pod takim właśnie tytułem, dotrze do wymarzonej krainy szczęścia?
Najważniejsza i tak pozostaje droga. Bo wędrówka to poznanie – innych stworzeń i siebie samego, to gromadzenie doświadczeń i innych punktów widzenia. A także dorastanie do akceptacji zmiany, którą jest… kolejna obrana droga, kolejny cel.
Książka:
Anna Sakowicz, „Czarne owce”, il. Maria Miłoś, wyd. Zielona Sowa, Warszawa 2026.
Proponowany wiek odbiorcy: 7+
Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.
