Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > W Polsce dochodzi...

W Polsce dochodzi do zmiany Konstytucji

Z Adamem Bodnarem rozmawia Karolina Wigura

„W pewnym momencie, kiedy niemal każdy będzie mógł odczuć, że zagrożona jest jego prywatność czy prawo własności, zrozumiemy, co oznacza brak niezależnego sądu i wolności mediów”, mówi Rzecznik Praw Obywatelskich.

Karolina Wigura: Twierdzi pan, że po 25 października 2015 r. zmieniło się w Polsce niemal wszystko…

Adam Bodnar: Odnoszę wrażenie, że rzeczywiście dochodzi do zmiany Konstytucji. Rozmontowane są najważniejsze bezpieczniki, które zapisano w ustawie zasadniczej z 1997 r. Choć nie ma większości potrzebnej do realnej zmiany tamtego dokumentu, zaczęło się wprowadzanie rozwiązań, które mogą zagrozić wolnościom i prawom obywateli.

Które to bezpieczniki?

Podstawowym jest Trybunał Konstytucyjny i jego zdolność orzekania w sprawach, które są istotne z punktu widzenia ustroju państwa oraz praw i wolności jednostek. Cała dyskusja na temat nowej ustawy o TK zmierza prawdopodobnie do tego, żeby zmienić trwale charakter tej instytucji. Tak by Trybunał nie odzyskał możliwości normalnego funkcjonowania, niezależnego od władzy politycznej. Powtarza się tezę, że TK wcześniej też był upolityczniony, ale ja to widzę inaczej. Takie osoby jak sędziowie Piotr Tuleja, Andrzej Wróbel, Marek Zubik, Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz są naprawdę wybitnymi prawnikami i niezależnymi ekspertami konstytucyjnymi. Podobnie zresztą jak owa trójka najnowszych sędziów, czekających na zaprzysiężenie przez prezydenta – Roman Hauser, Krzysztof Ślebzak, Andrzej Jakubecki.

Kolejny bezpiecznik?

Oczywiście sądy. Tutaj wysyłane są do sędziów cały czas sygnały, że jeżeli nie będą podporządkowani i pokorni, to czekają ich jakieś bliżej nieokreślone konsekwencje służbowe. Na przykład, nigdy nie zostaną powołani na wyższe stanowiska sędziowskie. Mało kto zauważył, że niedawno przyjęto także niepokojącą zmianę w kodeksie karnym. Prokurator generalny będzie mógł wnosić o kasacje od prawomocnych wyroków, powołując się na tzw. niewspółmierność kary. Zwykle kasacja polegała na tym, że wykazuje się rażące naruszenie procedury lub prawa materialnego. Teraz prokurator może próbować wykazywać, że „zły” sąd jest niesprawiedliwy, a prokurator, „dobry szeryf” dąży do ukarania prawdziwych sprawców.

To już wszystkie bezpieczniki?

Nie, są jeszcze media publiczne. Zwrócił na nie uwagę także Barack Obama w swoim przemówieniu podczas minionego szczytu NATO.

PiS odpowiada, że media już wcześniej były upartyjnione.

Myślę, że media publiczne, mimo rzeczywiście występujących nacisków politycznych, zachowywały dotychczas stosunkowo wysoki stopień niezależności. Obecnie trudno nie zauważyć, że już tak nie jest. Zwolniono wielu wybitnych dziennikarzy. Dla mnie smutnym symbolem tych zmian jest wyrzucenie z radia publicznego Tomasza Zimocha, popularnego komentatora sportowego, darzonego przez słuchaczy wielkim szacunkiem.

Cała dyskusja na temat nowej ustawy o TK zmierza prawdopodobnie do tego, żeby zmienić trwale charakter tej instytucji. Tak by Trybunał nie odzyskał możliwości normalnego funkcjonowania, niezależnego od władzy politycznej.

Adam Bodnar

Pańskim zdaniem te działania są skalkulowane, stanowią część większego planu, czy są raczej przypadkowe, wywołane potrzebą chwili?

Umiejętnie wykorzystuje się każdą przypadkową okazję. Zaczęło się od zablokowania dwóch dodatkowych sędziów powołanych przez poprzednią większość parlamentarną. Zaraz potem przyszedł czas na ustawę z grudnia, która miała na celu sparaliżowanie Trybunału. Po tym jak Trybunał się nie poddał, a w dodatku na ulicach pojawiły się masowe protesty, sięgnięto po kolejne metody, czyli następną ustawę mającą na celu zablokowanie Trybunału. Zresztą nie ukrywano, że zrobiono to, aby Trybunał nie mógł blokować najważniejszych działań rządu. I bynajmniej nie chodziło o program 500+, jak to było przedstawiane w mediach, lecz o zmiany ustrojowo-instytucjonalne, poszerzające kompetencje władz centralnych. Jak pani widzi, dzieje się bardzo dużo. Jeśli tego nie zauważamy, to albo dlatego, że tak szybko się przyzwyczajamy, albo jesteśmy tak zaskoczeni tempem zmian, że nie umiemy poprawnie zareagować… Obie możliwości są dość niepokojące.

A może jest zupełnie inaczej. Silnie spolaryzowana dyskusja na temat przemian na polskiej scenie politycznej jest nużąca. Z dystansu cała sytuacja wygląda tak, jakby dwie siły polityczne przeciągały linę. Kto z tak zwanych zwykłych obywateli jest dziś przekonany, że kryzys wokół TK naprawdę dotyczy jego samego?

Rzeczywiście, dokonywane dzisiaj zmiany dotrą do obywateli z dużym opóźnieniem. Ale dotrą, jestem o tym przekonany. I w pewnym momencie, gdy niemal każdy będzie mógł odczuć, że zagrożona jest jego prywatność czy prawo własności, zrozumie, co oznacza brak niezależnego sądu i wolności mediów.

Może powinniśmy być bardziej aktywni jako społeczeństwo obywatelskie przez całą kadencję władz, a nie tylko przez krótki moment podczas wyborów? Jedno jest pewne, nikt za nas tej pracy nie wykona. Tylko obywatele mogą naprawić państwo.

Adam Bodnar

Adam Czarnota, z którym także rozmawiamy w tym numerze, twierdzi, że „nie doszłoby do problemu z TK, gdyby nie doprowadzono w Polsce do pacyfikacji obywateli, a jednocześnie do używania prawa w celu stabilizowania sytuacji politycznej, do okopywania się na własnych pozycjach. […] Dziś cenę za to płacą wszystkie partie, a pośrednio także obywatele. To w pewnym sensie przypadek, że to akurat PiS walczy z Trybunałem”. Jak Pan to skomentuje?

Ciekawa uwaga, ale nie jestem w stanie odnieść się do tego zdania, jeśli nie towarzyszą mu przykłady. Ja zresztą tak tego nie widzę. Weźmy choćby pod uwagę ostatnie lata – uchwalenie ustawy o petycjach, reforma ustawy o stowarzyszeniach, działania dotyczące promowania dostępu do informacji publicznej, rozszerzanie konsultacji społecznych, działania na rzecz otwartego rządu. Te wszystkie zmiany były wprowadzane z pewnymi oporami, ale w końcu zostały uchwalone. Odnoszę wrażenie, że powoli, metodą organiczną, z pewnymi problemami i oporami, ale mimo wszystko zbliżaliśmy się do standardów demokratycznych państw Zachodu.

————————————————————————————————————————-

Czytaj także pozostałe teksty z Tematu Tygodnia:

Z Adamem Czarnotą rozmawia Adam Puchejda „Prawo jest dla nas, nam ma służyć”

————————————————————————————————————————-

Czyli nie widzi pan przyczyn demobilizacji społecznej w prawie?

Widziałbym je gdzie indziej. W braku edukacji prawnej oraz kiepskiej jakości wychowania obywatelskiego w szkołach; w fetowaniu osiągnięć transformacji za pomocą patetycznych i odległych ceremonii; w promowaniu patriotyzmu uproszczonego, opierającego się na czczeniu symboli i flag, a nie faktycznym współuczestnictwie; w braku chęci wzmacniania społeczeństwa obywatelskiego itd. W efekcie mało kto rozumie, na czym polega np. działanie Trybunału Konstytucyjnego. Podobnie ma się sprawa z zagadnieniem wielokulturowości, tolerancji, akceptacji różnorodności. One też były raczej „odhaczane” niż faktycznie ucieleśniane w życiu społecznym i szkolnym.

Jak zatem należy reformować polskie państwo?

By działało zgodnie z Konstytucją. Np. sądy powinny posiadać realne kompetencje i status niezależnego organu kontrolnego nad służbami. Proszę wybaczyć, podam taki przykład, który brzmi jak ponura anegdota, ale wyjaśnia, o czym mówię. Sasza Janković, rzecznik praw obywatelskich Serbii, powiedział mi kiedyś: „Wiesz, ja mam wszelkie możliwe uprawnienia, jeśli chodzi o kontrolę służb specjalnych, mogę nawet wzywać funkcjonariuszy i przesłuchiwać ich. Mam dostęp do wszystkich danych, nikt mi nie może tego odmówić”. I to wszystko ma zagwarantowane ustawowo. Więc pytam go: „Słuchaj, jak to się stało, że u ciebie to wprowadzono, bo na przykład ja jako rzecznik nie mam żadnych kompetencji w tym zakresie, nie ma też innego organu w Polsce, który mógłby spełniać taką funkcję”. A on na to: „U nas wprowadzono to zaraz po tym, jak służby zamordowały premiera”.

Jedyną szansą na reformę państwa jest poważny kryzys?

Nie wiem, czy tak jest w każdym przypadku. Zbyt często jednak jesteśmy „mądrzy po szkodzie”. Może – tak jak w Niemczech – powinniśmy bardziej serio traktować raporty różnego rodzaju instytucji kontrolnych? A może uważniej wsłuchać się w głos obywateli, którzy, np. w skargach kierowanych do RPO, informują o występujących patologiach i zbliżających się kryzysach? Wreszcie może powinniśmy być bardziej aktywni jako społeczeństwo obywatelskie przez całą kadencję władz, a nie tylko przez krótki moment podczas wyborów? Jedno jest pewne – nikt za nas tej pracy nie wykona. Tylko obywatele mogą naprawić państwo, przywrócić ład konstytucyjny, zadbać o pełnię swoich praw. Wierzę, że prędzej czy później, w taki czy inny sposób, tego dokonają.

SKOMENTUJ

Nr 393

(29/2016)
19 lipca 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail