Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Bliski Wschód] Mitologie...

[Bliski Wschód] Mitologie Kissingera

Jagoda Grondecka

Pisząc o „radykalnym imperium irańskim”, Kissinger odwołuje się do mitu, który byłby zupełnie niedorzeczny, gdyby nie był tak groźny: mitu konfrontacji islamu z Zachodem – utrwalanej przez Huntingtona i Kaplana wizji wojny cywilizacji.

Henry Kissinger, sekretarz stanu w gabinecie prezydenta Nixona i legenda amerykańskiej dyplomacji, w swoim nowym artykule „Chaos and Order in the Changing World” szeroko odnosi się do współczesnych problemów Bliskiego Wschodu. Autor zwraca uwagę na niezwykłą złożoność tego regionu, ale zdaje się zapominać, że umyka ona wąsko pojmowanej metodologii badań politologicznych.

Kissinger wychodzi ze słusznego założenia, że powestfalski ład na Bliskim Wschodzie zamienia się w chaos i jest coraz bardziej zagrożony rozpadem. Mapa polityczna regionu, ukształtowana rękami Brytyjczyków i Francuzów w latach 1918–1926, nie uwzględniała istniejących, starszych więzi obecnych na tym terytorium – ponadnarodowych oddziaływań plemiennych, etnicznych i religijnych. W kolejnych latach XX w. sytuacja tylko się komplikowała. Pojawił się silny arabski nacjonalizm, fundamentalistyczny islam, powstało wreszcie Państwo Izrael i wybuchła wojna arabsko-izraelską w 1967 r., która radykalnie zmieniła sytuację na Bliskim Wschodzie. Nie można także zapomnieć o kryzysie sueskim, wybuchu wojny domowej w Libanie, uchodzącym za najbardziej tolerancyjne państwo regionu, o rewolucji irańskiej nie wspominając.

Gdy odnosi się do działalności ISIS, radykalnie muzułmańskiej – przynajmniej w swoim własnym pojęciu – grupy terrorystycznej, Kissinger twierdzi, że w przypadku Bliskiego Wschodu nie sprawdza się stara zasada „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. I ma rację. Z Państwem Islamskim walczą praktycznie wszystkie kraje regionu, mają jednak sprzeczne interesy i odmienne wizje tego, jak ma wyglądać Syria po pokonaniu dżihadystów. Kissinger nie widzi jednak problemu i z godną podziwu transhistoryczną pogodą ducha rozwiązanie widzi… w samym islamie, który przyjmuje za nadrzędną kategorię eksplanacyjną. Miejsce ISIS zajmie jego zdaniem po prostu „sunnicka koalicja”, która jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki usunie wszystkie różnice dzielące poszczególne sunnickie państwa i bez trudu rozwiąże problem „radykalnego imperium irańskiego”.

W ten sposób Kissinger spogląda na region z punktu widzenia zewnętrznego, zachodniego widza, który traktuje islam jako ciągłą i przenikającą wszystko całość społeczną i polityczną. W świetle tej argumentacji Bliski Wschód powinien właściwie pozostawać taki sam – stosunki między państwami zawsze są napięte, a dominuje dyskurs religijny, wyrażany przez brodatych przedstawicieli niezmiennej instancji ideologicznej. Tymczasem założenie, że istnieje jakakolwiek islamska esencja, wspólna wszystkim muzułmanom, jest tak dalekie od prawdy, jak to tylko możliwe. Poza pewnymi oczywistymi punktami odniesienia, jak śmierć Proroka w 652 r., nie istnieje żadna wspólna wszystkim muzułmanom, rzekomym aktorom politycznym i społecznym, historia. Nie ma czegoś takiego, jak homo islamicus. O Syrię będą bić się poszczególne państwa i niechętnie oddadzą pola, nawet stojąc przed tragicznym wyborem: Asad albo kalifat.

Ciekawsza jest jednak druga prognoza Kissingera – wizja „radykalnego imperium” Iranu od Teheranu po Bejrut. Faktem jest, że Iran ma takie aspiracje terytorialne, starając się odbudować oś „szyickiego półksiężyca”. Zastanawia jednak użycie słowa „radykalne”. Przed 1979 r., gdy w Iranie rządziła jeszcze dynastia Pahlawich, był on na Zachodzie przedstawiany jako „kraj róż i słowików”. Rewolucja islamska, którą to nazwę jako iranistka uważam za pewne nadużycie – przeciwko szachowi występowało wiele grup ze wszystkich zakątków sceny społecznej i politycznej: od muzułmańskich radykałów po marksistów – paradoksalnie czerpała przede wszystkim ze zlaicyzowanej tradycji. Jej hasłami były esteghlal, azadi, dżamhuri-je eslami – niepodległość, wolność, republika islamska. Dwa z nich mają całkowicie świecką genezę, trzecie w połowie. Iran jest dziś jedną z dwóch funkcjonujących w regionie demokracji, a jego prawodawstwo, choć oparte na szariacie, jest znacznie bardziej liberalne niż np. w Arabii Saudyjskiej czy niektórych emiratach Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Także zarzuty o sponsorowanie światowego terroryzmu są szczególnie chybione – podczas gdy Iran wspiera w warstwie retorycznej i w pewnym stopniu finansowo Hezbollah i Dżihad Islamski w Palestynie, petrodolary dla grup fundamentalistów płyną przede wszystkim z Arabii Saudyjskiej.

Stosunek Kissingera do Iranu i jego mocarstwowych aspiracji zdaje się wynikać z zapisanej w amerykańskim politycznym DNA niechęci do porewolucyjnego Iranu. Traumatyczne wspomnienie dramatu pracowników amerykańskiej ambasady, którzy 444 dni spędzili w niewoli w Teheranie, jest wciąż żywe w amerykańskiej opinii publicznej. Prawdą jest też, że w warstwie retorycznej rewolucja i porewolucyjna polityka zagraniczna Iranu opierała się na niechęci wobec obcych mocarstw, w szczególności Izraela i Stanów Zjednoczonych. Utrzymująca się kontrola Zachodu nad ich krajem i regionem do dziś wzbudza opór wielu Irańczyków. Pisząc o „radykalnym imperium irańskim”, Kissinger odwołuje się jednak do mitu, który byłby zupełnie niedorzeczny, gdyby nie był tak groźny – mitu konfrontacji islamu z Zachodem, utrwalanej przez Huntingtona i Kaplana wizji wojny cywilizacji. Iran, choć (jak zostało wyżej powiedziane) bezpodstawnie, stał się w oczach wielu zachodnich politologów prawdziwym centrum światowego panislamizmu. Tymczasem ideologia, która wspiera istnienie Islamskiej Republiki Iranu, choć pozornie odwołuje się do przeszłości, jest tylko odbiciem świadomie dobranych fetyszów tej epoki – jak szariat czy rząd muzułmański (podobnym pojęciem jest zresztą Erec Israel).

Narracja, którą Kissinger stosuje dla rozwikłania problemów Bliskiego Wschodu, nie jest wystarczająca. Można dyskutować, czy dla analizy tego regionu bardziej przydatna będzie analiza historyczna, społeczna czy językowa – mężowie stanu i dyplomaci nie mają tu monopolu na prawdę. Niezależnie jednak od tego, których narzędzi użyjemy, musimy zachować przytomność i otwartość umysłu. Będzie nam wyjątkowo potrzebna, bo, jak pisał jeden z najwybitniejszych badaczy Bliskiego Wschodu: „Królestwo Boże nie jest z tego świata, historia nie ma końca, walki nigdy nie ustaną” [1].

Przypis:

[1] Maxime Robinson, „Marxism and the Muslim World”, London 1979.

 

* Fot. Remy Steinegger, Henry Kissinger – World Economic Forum Annual Meeting Davos 2008, World Economic Forum (www.weforum.org) www.swiss-image.ch, Flickr.com, CC BY-NC-SA 2.0.

SKOMENTUJ

Nr 449

(33/2017)
15 sierpnia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail