close
Zostań współwydawcą zbioru esejów Timothy’ego Gartona Asha ! WSPIERAM
close
Nowa książka Timothy’ego Gartona Asha ! forward
close
Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Gra w Holokaust....

Gra w Holokaust. Uwagi o Muzeum Żydowskim w Berlinie

Marta Budkowska, Karolina Wigura

Gra w Holokaust. Uwagi o Muzeum Żydowskim w Berlinie

W „Nieustraszonych pogromcach wampirów” Roman Polański w genialny sposób bawi się stereotypami. Ludowe strachy przed potworami, zaprawione szczyptą antysemickich przesądów budują absurdalny humor. Jednym z najlepszych momentów filmu jest scena, w której gospodarz oberży, Żyd, po przemianie w wampira zakrada się do pokoju swojej nadzwyczaj urodziwej służącej. Rozwieszone wszędzie główki czosnku nie robią na nim żadnego wrażenia. Złotowłosa piękność wydaje z siebie okrzyk i próbując się bronić, wymierza w gospodarza krucyfiks. Ten jednak chichoce tylko i mówi: „Pomyliły ci się rodzaje wampirów”.

Muzeum Żydowskie w Berlinie od samego początku wzbudziło w nas mieszane uczucia. Z zewnątrz to monolit o estetyce centrum handlowego pociętego żyletką. W środku przedziwna mieszanina eksponatów napawa uczuciem konfuzji. Ale kiedy zobaczyłyśmy, że prezentację historii Żydów niemieckich od czasów średniowiecznych rozpoczyna gigantyczna główka czosnku z napisem „Proszę, otwórz mnie”, już wiedziałyśmy. Najwyraźniej twórcom pomyliły się rodzaje gości, a muzeum z parkiem rozrywki.

Podstawę projektu każdego muzeum, nie tylko tego o tematyce historycznej, musi stanowić założenie dotyczące potencjalnego odbiorcy. Przemyślni twórcy berlińskiego Muzeum Żydowskiego kierowali się założeniem potrójnym. Po pierwsze, zwiedzający jest dzieckiem. Po drugie, zwiedzający jest dzieckiem. I jeszcze po trzecie – jest dzieckiem.

Dzieckiem, zupełnie jak mały chłopiec, który oglądając z ojcem w piwnicach muzeum pamiątki po europejskich Żydach, z dziecięcą prostotą zapytał: „Tato, tato, a co to znaczy »zamordowany w Auschwitz«?”. Zamiast odpowiedzi usłyszał od rodzica propozycję: „Chodź, zobaczymy, co jest dalej”. Ale to nie ważne: misja została wypełniona, ojciec zabrał przecież synka do Muzeum Żydowskiego, a proces uświadamiania przebiegł szybko i łagodnie. I to się liczy. Podobnie jest z samym muzeum. Zbudowano je i właśnie to się liczy. Ale zbudowano je z założeniem, że odwiedzający o Zagładzie nie wie nic. Dlatego należy podać mu informacje podstawowe, w możliwie najbardziej uproszczony sposób, nie powodując przy tym nikomu niepotrzebnej traumy. I nie oczekując, że odbiorca przyswoi sobie cokolwiek poza kilkoma hasłami.

„Co jest za tymi drzwiami?”, pytają turyści osobę z personelu muzeum. „Wieża Holokaustu”. „Ale co to jest?”, pytają co bardziej dociekliwi. „To wieża Holokaustu”. I tak w kółko.

Zaintrygowane wchodzimy więc do wieży. To wysokie na kilkadziesiąt metrów, wąskie pomieszczenie z betonu, w którym panuje niemal całkowita ciemność. Ale tylko przez kilka sekund – co chwila ktoś wchodzi lub wychodzi, wpuszczając snop światła i trzaskając ultranowoczesnymi drzwiami. Nie ma uczucia jak w owej wielkiej pustej sali w muzeum w Bełżcu. Tam czuło się śmierć – tu tylko wiemy, że mamy ją czuć. Ale nic z tego: zawodzi nawet autosugestia, a jednym przychodzącym na myśl skojarzeniem jest wspomnienie tunelu grozy w wesołym miasteczku.

Po drugie, widzowi-dziecku można opowiadać bajkę o żelaznym wilku, ale nigdy tak, by je zanadto przestraszyć, bo wtedy zacznie płakać. Dlatego masakra musi być bezkrwawa. Po dwóch godzinach oglądania eksponatów przedstawiających historię Żydów niemieckich od średniowiecza dochodzimy w końcu do prezentacji na temat lat 1942-45. Jest tak malutka, że można byłoby jej nie zauważyć. Ogólnikowa, neutralna i higieniczna – bez jednego rozkładającego się ciała.

Muzeum Żydowskie w Berlinie to gra obrazków. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Zwiedzający jest przecież dzieckiem (przynajmniej swoich czasów), a te najlepiej czują się w wirtualnej rzeczywistości Internetu i gier komputerowych. Odbiorcy tak spreparowanego przyjaznego przekazu, komfort może zapewnić tylko kultura obrazkowa. To nie musiałoby być złe – w końcu muzea powinny dostosowywać się do zwiedzających, by umożliwić im jak najpełniejszy odbiór ekspozycji. Obrazkowe i multimedialne jest również muzeum w Yad Vashem, ale nie wpływa to negatywnie na jakość wystawy. W berlińskim muzeum jednak obrazkowość idzie w parze z zapobiegliwą infantylizacją odbiorcy. Muzeum przypominając grę komputerową, niepostrzeżenie przekształca w nią samą Zagładę. Przez kolejne zadania rozłożone z umiarem na piętrach-poziomach przechodzi się, nie będąc zmuszonym do wzięcia za cokolwiek odpowiedzialności. I zupełnie jak w rozkodowanej grze nie traci się życia.

* Marta Budkowska,
sekretarz redakcji tygodnika „Europa”

* Karolina Wigura,
doktorantka, dziennikarz tygodnika „Europa”

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ
(8/2009)
2 marca 2009

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

REKLAMA

reklama

TEMATY TYGODNIA

drukuj