0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > WAŁĘSA, GRABOWSKI, PACEWICZ,...

WAŁĘSA, GRABOWSKI, PACEWICZ, KRASNODĘBSKI, ŁUCZEWSKI, GDULA, KIM, MEGGER: Czy obywatelskość może być „sexy”?

Szanowni Państwo, modne w latach 90. hasło „społeczeństwa obywatelskiego” w 2009 roku mobilizuje już nieco mniej. A jednak konieczność zaangażowania w życie publiczne bynajmniej nie zmniejszyła się. To konieczność nie tylko patrzenia na ręce politykom, ale i podsuwania pomysłów czy po prostu wspierania ważnych społecznie inicjatyw. Jak sprawić, by bycie obywatelem stało się atrakcyjne dla nas samych? By zaangażowanie w życie publiczne – będąc gwarantem wolności indywidualnej – przestało być postrzegane z pobłażaniem lub podejrzliwością? Na pytanie „Kultury Liberalnej” próbowali odpowiedzieć Znakomici Autorzy: Lech Wałęsa, a także: Bogusław Grabowski, Piotr Pacewicz, Zdzisław Krasnodębski, Michał Łuczewski, Maciej Gdula, Renata Kim, Marta Megger. Zapraszamy do lektury i komentarzy!

Redakcja

020

Lech Wałęsa

Przed nami wielkie porządkowanie

W 1980 roku wiedzieliśmy, do czego zmierzamy, dlatego łatwiej było nam przeprowadzić pokojową rewolucję. Ale dziś nie wiemy. Jesteśmy podzieleni tym, dokąd zmierzamy – jedni pragną wolności, a inni wartości, jedni liberalizmu, a inni nowej epoki. Dlatego trudno mówić o zwyciężaniu, skoro nie wiadomo nawet, o co mamy wspólnie walczyć. Dopóki w tym chaosie nie pojawi się odpowiednia diagnoza, trudno będzie cokolwiek osiągnąć.

Diagnoza powinna wyglądać w następujący sposób. W Polsce istnieje dziś około 20 punktów, które czekają na uporządkowanie – na przykład sprawa tego, czym jest solidarność społeczna. Wśród nich znajduje się 10 punktów europejskich i pięć globalnych. Do tych kategorii należą na przykład sprawy związane z informacją, ekologią, systemem bankowym. Barack Obama został wybrany na prezydenta USA, by rozpocząć to wielkie porządkowanie. Na razie rozmawia z wrogami, żeby ich utrzymać przy stole, żeby nie uciekli – bo przyjaciele zawsze będą. Czekam, aż zaproponuje to, o czym mówię: pięć punktów globalnych, które cały świat wpisze do swoich praw, na kontynencie europejskim wpiszemy swoich dziesięć, a w Polsce – jeszcze naszych pięć.

To jest potrzebne światu. Tylko ja nie mogę własnych rodaków do tego przekonać. Walczę jak lew, ale nie wychodzi. Ale może, powoli, powoli…

* * *

Bogusław Grabowski

Potrzebna jest pomoc państwa

Najważniejsza dla rozwoju obywatelskości jest partycypacja w życiu publicznym na wszystkich jego szczeblach. Od sfery publicznej nie można się odwracać lub ograniczać swojego udziału do wymiaru politycznego, czyli oddania głosu w wyborach raz na kilka lat. Nie ulega jednak wątpliwości, że podstawowe znaczenie dla rozwoju społeczeństwa obywatelskiego ma władza publiczna. Swoimi zachowaniami, rozwiązaniami prawnymi, rozdziałem wydatków publicznych, pozostawianiem sferze publicznej pewnych obszarów życia lub ich zawłaszczaniem może ona społeczeństwo obywatelskie wspierać lub przeszkadzać jego rozwojowi.

Nie chcę przez to pomniejszać znaczenia oddolnych inicjatyw obywatelskich. To właśnie w samym społeczeństwie mają swój początek największe projekty. Wystarczy przypomnieć ruch Gandhiego, który rozpoczął się jako inicjatywa jednego człowieka, by dzięki poparciu innych doprowadzić do niepodległości kilkusetmilionowy naród. Jednak bez wsparcia państwa – zarówno w sferze finansowej, jak i prawnej – inicjatywom oddolnym o wiele trudniej się przebić. Przytłaczają je bowiem trudności materialne i rywalizacja o środki finansowe. Taka presja zniechęca jednostki czy małe grupy do angażowania się w projekty społeczne. Elity polityczne muszą zrozumieć naturę tego procesu.

* Bogusław Grabowski, ekonomista.

* * *

  Piotr Pacewicz

Mieszanka słuszności i ekscytacji

Pytanie o to, co zrobić, by działalność obywatelska była sexy, zaskakuje mnie. Przecież działania obywatelskie już takie są i jest tak co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, są to zwykle aktywności, ustawione na kontrze wobec rzeczywistości instytucjonalnej. Łączący się z nimi konflikt jest bardzo pociągający pod warunkiem, że mamy przeświadczenie, że angażujemy się w coś naprawdę ważnego. Po drugie, szczególnie satysfakcjonujące jest, gdy działalność obywatelska zaczyna sprawiać, że odzywają się zwolennicy danego projektu. Najpierw są to grupki, potem nawet cała rzesza. Czyli krótko mówiąc: radość tkwi w mieszance słuszności i ekscytacji.

Wracając do oporu i kontrowersji, paradoksalnie są one wyznacznikiem jakości projektów obywatelskich. Najbardziej niepokojące jest, gdy nikt się im nie sprzeciwia. Znaczy to, że coś jest nie tak, że dana działalność nie podważa żadnych interesów i obyczajów.

Najczęściej jednak, kiedy przygotowuję projekty w „Gazecie Wyborczej”, udaje się wzbudzić szeroką dyskusję. Szczególnie duży opór obserwowaliśmy, przygotowując akcję „Rodzić po ludzku”. Wystąpiła przeciw niej niemal cała struktura medyczna. Ale – ku swojemu zdziwieniu – zauważyłem, że nawet projekt dotyczący stylu życia, „Polska biega”, ma swoich wrogów. Szczególnie wyraźnie widać to, gdy zaczynają biegać osoby, które, biorąc pod uwagę społeczne stereotypy, nie powinny tego robić: na przykład kobiety. Okazuje się, że narusza to układ władzy i przyzwyczajeń istniejący w większości rodzin. Mężowie, ale często również dzieci, okazują niezadowolenie, bo ich żony czy matki zaczynają robić coś dla siebie. A przecież, z drugiej strony – nie ma chyba lepszego sposobu na to, by kobiety zachowywały piękno i młodość. I jak tu mówić, że projekty obywatelskie nie są sexy?

* Piotr Pacewicz, zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”.

* * *

Zdzisław Krasnodębski

Obywatelskość czasów pokoju

Nominalnie wszyscy jesteśmy obywatelami, ale jakość tego obywatelstwa pozostawia wiele do życzenia. Kiedy w ostatnich niemieckich wyborach parlamentarnych do urn poszło 70 procent wyborców, natychmiast zaczęto analizować przyczyny tak „niskiej” frekwencji. Oddanie głosu raz na cztery lata to najprostszy sposób bycia obywatelem. Dla obywatelskości najważniejsze jest jednak zaangażowanie w życie publiczne, debaty, spory, różnego rodzaju organizacje, a przede wszystkim postrzeganie samego siebie jako obywatela, jako członka określonej republiki – rzeczy wspólnej. Dlatego obywatelem polskim można być mieszkając od 30 lat w Nowej Zelandii. Można też nie zasługiwać na to miano, choć nigdy nie opuściło się granic kraju.

Aby obywatelstwo było czymś atrakcyjnym, ludzie muszą być dumni ze swojego państwa i mieć poczucie, że jest ono dobrze urządzone. Takie przekonanie deklarują moi niemieccy studenci, gdy ich o to pytam. Nie wyklucza ono postawy krytycznej. Przez utożsamianie się z własnym krajem rozumiem przekonanie, że w głębokim sensie uznajemy go za państwo sprawiedliwe. To nieustanny proces, który wymaga stałego zaangażowania.

Młodzi ludzie twierdzą, że trudno być obywatelem w czasach, w których potężni wrogowie zostali już pokonani, a najważniejsze cele zrealizowane. To błędne myślenie. Wielkie cele i wyzwania istnieją także dzisiaj. W ciągu następnych 20-30 lat musimy doprowadzić nasz kraj do europejskiej czołówki, czyli wykorzystać szansę, którą zaprzepaścili nasi przodkowie w czasach międzywojnia i której moje pokolenie również w pełni nie zrealizowało. To wielkie zadanie może przyjmować bardzo specyficzne i konkretne formy, jak choćby wprowadzenie jednego z polskich uniwersytetów do światowej czołówki. Na moim wydziale było wielu wybitnych naukowców – Leszek Kołakowski czy Zygmunt Bauman – a mimo to Uniwersytet Warszawski w rankingach uczelni niezmiennie lokuje się daleko za najlepszymi. To jest oczywiście tylko przykład. Równie dobrze polskość można promować przez film, poezję, a nawet produkty. Chciałbym móc być dumny ze współczesnej polskiej muzyki, polskiej socjologii czy nawet polskiej Nokii. Polska, jak każdy kraj, istnieje bowiem tylko dzięki swoim obywatelom i będzie istniała tak długo, jak długo będziemy ją chcieli podtrzymywać.

* Zdzisław Krasnodębski, socjolog i filozof społeczny, profesor Uniwersytetu w Bremie i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

* * *

Michał Łuczewski

Jak uczynić obywatelskość wartością

W gruncie rzeczy słowo „sexy” do obywatelskości nie pasuje. Znacznie trafniejszym określeniem jest słowo „ważny”. Obywatelskość powinna być taka co najmniej w trzech wymiarach. Po pierwsze, ważna ogólnie, dla wszystkich. Po drugie, musi być taka dla mnie, czyli dla konkretnej osoby. Po trzecie, obywatele muszą ufać, że zmiana otaczającej ich rzeczywistości jest możliwa.

Jak taką wpoić przekonanie o tej ważności? W naszej socjalizacji pierwotnej i wtórnej biorą udział najróżniejsze instytucje. Ja wspomniałbym o tych, które wydają mi się najciekawsze.

Po pierwsze, rodzina. Na malutkie dzieci najłatwiej jest wpływać. Potem już nigdy nie będziemy mieli takiej siły przekonywania. Widzę to sam po mojej córeczce, którą staram się wychowywać tak, by ważne było dla niej na przykład środowisko naturalne.

Po drugie, ciekawą i ważną instytucją jest Kościół. Paradoksalnie, jego znaczenie jest w Polsce cały czas niedoceniane. Ma on ukryty potencjał, polegający na tym, że istnieje związek pomiędzy zaangażowaniem obywatelskim a aktywnym uczestnictwem w życiu Kościoła. Poza tym, w Kościele można uczyć się tego, co z działalnością obywatelską związane – przywództwa. Na przykład w USA wielu pastorów staje się jednocześnie specjalistami od przywództwa. Muszą oni bowiem pociągać za sobą innych, nie oferując im w zamian żadnych wymiernych korzyści. W Polsce owa możliwość jest wciąż nie do końca wykorzystana, choć mieliśmy przecież przykład Jana Pawła II. On umiał wskazywać, co jest ważne począwszy od ochrony przyrody, przez dobre sąsiedztwo, na kształtowaniu narodu skończywszy.

Istotnym problemem jest oczywiście, że gdy zaczynamy działać w organizacjach społecznych, pojawiają się poważne przeszkody. Można tu wymienić problemy finansowe organizacji pozarządowych, choć jeszcze poważniejszym problemem jest to, że działalność obywatelska napotyka w Polsce na liczne ograniczenia, zwykle wytwarzane przez państwo. Nasze działania powinny zatem koncentrować się na tym, by zamiast się zniechęcać, wpływać na państwo tak, by z czasem stało się motorem napędzającym społeczeństwo obywatelskie.

* Michał Łuczewski, doktor socjologii.

* * *

Maciej Gdula

Zredefiniować politykę

Zazwyczaj ideę społeczeństwa obywatelskiego rozumie się jako neutralne zaangażowanie, które ulepsza świat, choć nie zmienia go w radykalny sposób. Tu właśnie tkwi problem. Brakuje projektów, które zakładałyby konkretną zmianę świata w danym kierunku. W ten sposób otrzymujemy społeczeństwo obywatelskie wykastrowane z treści i z zaangażowania, z konfliktu i sporu o to, jak urządzić świat. A jeżeli nie ma takiego sporu, takiej dynamiki, nie może być też zaangażowania. Społeczeństwo obywatelskie zamiast być sexy, pozostaje co najwyżej sposobem spędzania wolnego czasu lub działalności charytatywnej.

Aby to zmienić, musielibyśmy przede wszystkim zmienić sposób, w jaki definiujemy politykę i polityczność. Czas skończyć z myśleniem o nich w technicznych kategoriach zadań do wykonania, polityki normalizacji, wprowadzania racjonalnych rozwiązań. Polityka to w rzeczywistości spór, zaangażowanie, ostra dyskusja nad rozwiązaniami. Jeżeli tego nie zrozumiemy, nie ma co liczyć na prawdziwe i szerokie zaangażowanie obywatelskie.

* Maciej Gdula, doktor socjologii, członek redakcji „Krytyki Politycznej”.

* * *

Renata Kim

Pytania są ważniejsze od odpowiedzi

Czy obywatelstwo i wspólnota są sexy? Ależ tak i to cholernie! Bez wspólnoty nie ma radzenia sobie z rzeczywistością. Nie ma rozwoju. Dlatego najważniejsza działalność, jaką mogę sobie wyobrazić, to uświadamianie ludziom, że gdy jesteśmy razem, możemy więcej. Razem szybciej się maszeruje i pracuje. Razem nawet lepiej się śpiewa! Dlatego im szybciej zrozumiemy, że jako społeczeństwo możemy więcej, tym dla nas lepiej.

Znakomitym przykładem jest tu edukacja. Podczas tegorocznego Kongresu Obywatelskiego, na moje pytanie, co zrobić, by ambitne osoby, jak Marta Megger, nie czuły frustracji w polskiej szkole, która nie uczy samodzielności myślenia, usłyszałam od minister Katarzyny Hall: „Pani Marta może wybrać sobie inną szkołę”. Takie odpowiedzi uświadamiają, że jest jeszcze o co walczyć. I przede wszystkim – że jest o co pytać. Bo być może jeszcze ważniejsze od udzielania odpowiedzi jest zadawanie właściwych pytań. Czym jest edukacja, dlaczego jest ważna, dlaczego twoje dziecko powinno uczyć się tak, a nie inaczej – to tylko ich przykłady. Tylko, jeśli będziemy wytrwale je zadawać, możemy coś zmienić.

* Renata Kim, szefowa działu Społeczeństwo w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

* * *

Marta Megger

Pracować normalnie, w normalnej szkole

Nie chcę występować jako ekspert. Mam dopiero 19 lat i tak naprawdę nie wiem, co zrobić, by obywatelskość była dla Polaków interesująca. Mogę jednak powiedzieć, że czuję się patriotką i że bardzo mocno interesuję się współczesną historią Polski. Jestem dumna z tego, że to właśnie my obaliliśmy komunizm. Zdaję sobie przy tym sprawę z tego, że wielu młodych ludzi nie docenia naszej najnowszej historii. Żyją tylko przyszłością, chcą iść do przodu, nie oglądając się za siebie.

W tej sytuacji najważniejsza wydaje mi się reforma polskiej szkoły. Powinna ona być dziełem zarówno ludzi młodych, jak i doświadczonych nauczycieli. Namawiałam i wciąż będę namawiała do wielkiej debaty. Sama również chcę być nauczycielem i pracować normalnie, w normalnej szkole, nie zatracając swoich ideałów. Mam nadzieję, że rzeczywistość wokół będzie się powoli zmieniała.

* Marta Megger, tegoroczna maturzystka.

** Wypowiedzi dla „Kultury Liberalnej” zostały zebrane podczas IV Kongresu Obywatelskiego w Warszawie.
*** Autor fotografii: Rafał Kucharczuk.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 41

(41/2009)
19 października 2009

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj