Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > BARAN: Tych miasteczek...

BARAN: Tych miasteczek nie ma już...

Magdalena M. Baran

Tych miasteczek nie ma już …

…Okrył niepamięci kurz
Te uliczki, lisie czapy, kupców rój
Płotek z kozą żywicielką
Krawca Szmula z brodą wielką
Co jak nikt umiał szyć ślubny strój…

Odchodzili jak przed nimi wielu, niczym całe pokolenia wiecznych tułaczy. Domy zostawili, stoły, stodoły i płoty, za którymi grusze, jabłonie, śliwy owocami roześmiane, a nagłym brakiem czułości zadziwione, innych czekały czasów. Za groszy kilka garści porzucili, tłoczące się wzdłuż krótkich uliczek świętokrzyskiego miasteczka, kamienice. Odchodzili spokojnie, bez pośpiechu pakując dobytek, wspomnienia niczym baśnie zachowując w sercach, by służyć mogły wierze przyszłych pokoleń. Sprzęty spakowane na wózek wrzucono do walizek, do kufrów, do węzełków licznych zgarniając, upychając wyglądające z każdego kątka życie. Izby przed wyjściem pozamiatali – niczym żona pamiętnego Mleczarza – mezuzę z framugi drzwi wydłubali, drzwi pozamykali. Odchodzili. Ci, co mieli dość szczęścia, dość rozsądku. Odchodzili, głośno żegnając sąsiadów, zabrawszy ze sobą owe baśniowe obrazy, co niczym kalendarium prywatnych doświadczeń codzienności, dni świątecznych, opowieści o świecie, którego już nie ma.

Z czasu przed Zagładą obrazy tkane. Jarmark pełen rozkrzyczanych handlarek, targ koński, gdzie rżenie głośne przeplata się z postukiwaniem kowalskiego młota, podczas gdy machający nim mocarz po swojemu gdera pod nosem. Chłopięce gonienie po ulicach – od krawca do szewca, wkoło nosiwody, to znów tam, gdzie „Towary różne!” krzyczą, by w końcu zawodzonej śpiewnie przysłuchać się modlitwie. Od domu Jej do własnej izby, gdzie po piątkowym zachodzie słońca matka świece pali, a kidusz tydzień za tygodniem napomina by dzień święty święcić, gdzie radość. Dalej inne widzenia – w nich życia zwykłego, tradycji i obyczajów zapis. Ślub barwnym wijący się korowodem, roztańczonych śmiechem znaczny, gdzie brzęk słychać obcasem pod huppą tłuczonego kielicha. Dalej pogrzeb, modły, waśnie, gdzie indziej zaś rabbi, co zmęczony lekturą przysnął nad uczoną księgą. W końcu i odejście z miasteczka, wyjazd z Opatowa. Dziecka dociekliwego widzenie, nie wolne od marzeń. Z innego to świata historie i anegdoty. Obraz za obrazem, opowieść za opowieścią w świat ten wprowadzają… krok za krokiem. A świat wokół zwykły, a zachwycający przecież w swej baśniowej codzienności. Świat spokojny jeszcze, nieświadom nadchodzącej katastrofy.

Odeszli, jak przed nimi wielu, jak odchodzą wielokroć, rozpoczynając kolejny swój exodus, do ziemi jedynej, co obiecana, przez obiecanych, udomowionych ziem wiele. Inne to obrazy niż Chagallowskie wiedzenia, niż bajki mistyczne, niż… Tu obraz – naiwny nieco, prosty, a przecież szczegółów dociekliwością śledzonych pełny – zapisem chwil wielu, opowieścią rozlanej pamięci, co dom znalazłszy w świecie, każdym pędzla pociągnięciem do domu dzieciństwa, domu wspomnień, domu tych, co odejść nie zdążyli wraca.

Inni odeszli nocą, w ciszy, co palec na ustach kładąc na zgrzybienie desek w podłodze, na cień za rogiem się czający zważać każe. Niedomknięte domu, w pośpiechu zabrane życie i pamięć. Nocą uciekli. A po nich odchodzili już inaczej. Bez wózków skrzypiących, bez walizek, bez opowieści o przyszłych losach. Ci ostatni przeżyli w obrazie, w opowieści.

Wystawa:

Mayer Kirshenblat, „Nazywali mnie Majer Lipiec: malowane wspomnienia z żydowskiego dzieciństwa w Polsce przed Zagładą”, Kraków, Galicja, Muzeum Żydowskie, lipiec 2009 – luty 2010

* Magdalena M. Baran, doktorantka filozofii, redaktor kwartalnika „Res Publica Nowa”, stale współpracuje z „Kulturą Liberalną”.

„Kultura Liberalna” nr 56 (6/2010) z 9 lutego 2010 r.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 56

(5/2010)
9 lutego 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj