Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > MARCZEWSKI: Okulary ambasadora....

MARCZEWSKI: Okulary ambasadora. Kapuściński, „Dlaczego zginął Karl von Spreti”

Paweł Marczewski

Okulary ambasadora


„Kapuściński Non-Fiction”, biografia wielkiego reportera napisana przez Artura Domosławskiego, wywołała i wciąż wywołuje kontrowersje. Zwolennicy i przeciwnicy książki koncentrują się przeważnie na trzech wątkach: reporterskiej rzetelności Kapuścińskiego; gierkach, jakie prowadził z PRL-owskimi oficjelami, z których wielu nazywało się jego przyjaciółmi; wreszcie na pytaniu, na ile autentyczne były zarówno jego wiara w komunizm, jak i odejście od niej po 1980 roku. Wśród tych wszystkich dociekań, dywagacji, domysłów zaginęło pytanie, któremu Domosławski, dobrze zaznajomiony z realiami Ameryki Łacińskiej, poświęca sporo miejsca: czy Kapuściński wierzył w idee wyzwolenia uciśnionych tak mocno, że był dla nich gotów uzasadnić mord polityczny?

W „Kapuściński Non-Fiction” to zasadnicze pytanie wypływa przy okazji niewielkiej książeczki „Dlaczego zginął Karl von Spreti”, którą późniejszy autor „Cesarza” napisał w Meksyku w roku 1970. Niedawno została ona wznowiona przez wydawnictwo „Czytelnik”. Jej większą część zajmuje naszkicowanie długiej historii krwawych zamachów stanu i kolejnych przewrotów, amerykańskiej i niemieckiej dominacji, brutalnych metod tłumienia wszelkiego oporu, których dzieje stanowiły tło dla porwania ambasadora Republiki Federalnej Niemiec w Gwatemali. Porywacze z komunizującej (Kapuściński nie pozostawia wątpliwości – gwatemalscy wojownicy walczą o poprawę podstawowych warunków bytowych, ideologiczne zawiłości są dla nich drugorzędne, a trockistowskich doradców z Meksyku wyrzucili ze swoich szeregów) partyzantki liczyli, że uda im się wymienić dyplomatę na uwięzionych towarzyszy. Amerykanie i zależny od nich reżim gwatemalski milczeli, wysiłki Bonn spełzły na niczym. Po sześciu dniach od porwania, jak informuje Kapuściński w ostatnim rozdziale, ciało von Spretiego zostało znalezione w opuszczonej lepiance nieopodal stolicy Gwatemali.

Kiedy „Dlaczego zginął Karl von Spreti” ukazała się po raz pierwszy, sprowokowała do polemiki Wiktora Osiatyńskiego. Domosławski obszernie cytuje krytyczny głos przyjaciela Kapuścińskiego, przytaczając między innymi następujące zdania: „To, co napisał Kapuściński, wystarczało, żeby zrozumieć, dlaczego partyzanci porwali i zastrzelili von Spretiego. Nie sądzę, by wystarczało, aby ich usprawiedliwić. Kapuścińskiemu wystarczało”. I dalej: „Zabójstwo von Spretiego usprawiedliwia w jego oczach sytuacja, w której partyzanci zostali zmuszeni do tego aktu, oraz wyższy cel moralny – walka z uciskiem i dyktaturą. I tu się z nim nie zgadzam. Sądzę bowiem, że o ocenie terroru nie może decydować tylko cel, ale także jego zakres. Potępiam więc terror stosowany w imię nawet najsłuszniejszych ideałów, przez który giną jednak niewinni ludzie, niebędący stroną konfliktu”.

Kapuściński nigdy nie odpowiedział na zarzuty Osiatyńskiego, ale spór między nimi dotyka zasadniczego pytania o możliwość moralnego uzasadnienia przemocy w polityce. Osiatyński powiada, że gwatemalscy partyzanci dopuścili się morderstwa, gdyż von Spreti był „człowiekiem niewinnym, niebędącym stroną konfliktu”. Reporterski esej Kapuścińskiego dostarcza jednak zupełnie innej interpretacji roli niemieckiego ambasadora. Czytamy w nim: „Karl von Spreti nie był w Gwatemali osobą postronną. Wkrótce po przyjeździe wdał się w wewnętrzne rozgrywki polityczne”. Przedstawiciel RFN wyraźnie popierał jednego z konserwatywnych pretendentów do fotela prezydenckiego, Lucasa Caballerosa, który z racji zapowiedzi reform, jakkolwiek niejasne by one nie były, nie cieszył się poparciem USA. Niezależnie od tego, czy zarysowana w książce analiza sytuacji odpowiadała rzeczywistości, Kapuściński jasno deklaruje, że jego zdaniem von Spreti nie był postronnym widzem, lecz aktywnym graczem w konflikcie.

Dokłada również starań, aby dowieść, że porywacze wcale nie mieli zamiaru zabijać ambasadora. Wybrali go dlatego, co potwierdza jeden z dowódców FAR w cytowanym w książce wywiadzie dla meksykańskiego pisma „Sucesos”, że premier RFN Willy Brandt składał akurat wizytę w Waszyngtonie. Liczyli, że wstawi się zdecydowanie za swoim ambasadorem u prezydenta Nixona i dzięki temu doprowadzi do uwolnienia ich towarzyszy. Wstawiennictwo był jednak albo zbyt słabe, albo interesy amerykańskie okazały się w tym wypadku decydujące. Kapuściński dowodzi, że śmierć ambasadora była Amerykanom na rękę, osłabiała bowiem wpływy ich niemieckich konkurentów.

Osiatyński stwierdza, że ostatecznie to partyzanci przetrzymywali von Spretiego w niewiadomym miejscu przez sześć dni, to oni podrzucili jego ciało do opuszczonej lepianki. Można zrozumieć, dlaczego to zrobili. Nie można ich usprawiedliwić. To oni przyłożyli ambasadorowi pistolet do głowy i pociągnęli za spust. Kapuściński nie idzie tak daleko, by otwarcie stwierdzić, że rąk pociągających za spust było w gruncie rzeczy więcej, ale nietrudno wysnuć z jego książki taki wniosek. Nie prowadzi go to jednak do uniewinnienia partyzantów, co raczej do wskazania okoliczności łagodzących i współwinnych zbrodni.

Ostateczny argument za tym, że Kapuściński, wbrew opinii Osiatyńskiego, nie rozgrzesza porywaczy, lecz stara się wytropić wszystkich sprawców i zrozumieć ich motywy, leży w pewnym drobnym szczególe. Z jednej strony „Dlaczego zginął Karl von Spreti” obfituje w cytaty z prac socjologów i historyków analizujących ubóstwo Gwatemali, brutalność tamtejszej klasy politycznej, blokowanie wszelkich reform. Z drugiej jednak książkę wieńczy zdanie, które zapada w pamięć bardziej niż wszystkie wstrząsające analizy: „W ręku trzymał okulary, które musiał zdjąć na chwilę przed śmiercią, nie wiadomo dlaczego”. Kapuściński okazuje się być zatem po stronie ofiar, które nigdy nie tracą w jego opisie ludzkiego wymiaru, nawet jeśli nie były jego zdaniem do końca niewinne i stały się ofiarami za sprawą innych pokrzywdzonych.

Książka:

Ryszard Kapuściński, „Dlaczego zginął Karl von Spreti”, Czytelnik, Warszawa 2010

* Paweł Marczewski, historyk idei i socjolog, doktorant w Instytucie Socjologii UW. Członek redakcji „Przeglądu Politycznego” oraz redakcji „Kultury Liberalnej”, dziennikarz miesięcznika „Europa”.

„Kultura Liberalna” nr 67 (17/2010) z 20 kwietnia 2010 r.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 67

(16/2010)
20 kwietnia 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj