
Zestawienie słów „kobieta” i „wojna” budzi mroczne skojarzenia związane z przemocą seksualną, strachem i opłakiwaniem bliskich. W wielu opowieściach o konfliktach, także tych za wschodnią granicą, kobiety tracą podmiotowość. Jewhenija Podobna oddaje głos ofiarom i przywraca im sprawczość. Przedstawia kobiety często brutalnie doświadczone przez wojnę, ale też bohaterki, które po rosyjskiej inwazji na Ukrainę na różne sposoby zaangażowały się w walkę o przetrwanie narodu. „Jej wojna” to dwadzieścia pięć bardzo trudnych – niemniej fascynujących – opowieści osadzonych w świecie, który przywodzi na myśl piekło drugiej wojny światowej.
Przekształcić w Auschwitz cały kraj
„Przypominam sobie baraki Auschwitz-Birkenau, gdy widzę szkolną piwnicę w Jahindem pod Czerniahowem, gdzie Rosjanie trzymali w niewoli wszystkich mieszkańców wioski – w ciasnocie i zaduchu. Przypominam sobie nazistowskie krematorium, gdy widzę zdjęcia spalonych ciał na drodze żytomierskiej. Gdy znajomy chłopiec prosi o pochowanie nogi, wszystkiego, co zostało z jego ojca po tym, jak Rosjanie spalili żywcem ludzi w garażu w Buczy” [s. 307] – pisze autorka w jednym z najmocniejszych fragmentów książki. Jewhenija Podobna (urodzona w roku 1988 w Charkowie) jest dziennikarką i pisarką, doktorką nauk społecznych. W 2012 roku była studentką dziennikarstwa i wraz z grupą studentów z pięciu krajów realizowała projekt naukowy w Oświęcimiu. Wszyscy uczestnicy zgodnie mówili: „nigdy więcej”. Dwa lata później, kiedy Rosjanie zaczęli urządzać katownie w piwnicach Ługańszczyzny, Doniecczyzny i Krymu jednak „więcej” nadeszło. Po dziesięciu latach Podobna stwierdza gorzko: „Rosjanie próbują przekształcić w Auschwitz cały mój kraj”.
Te wstrząsające zdania mogłyby rozpoczynać książkę wydaną w oryginale w 2024 roku, pojawiają się jednak dopiero na końcu, w ostatniej z zawartych w tomie opowieści, którą snuje Podobna. Dzięki temu nie odnosimy wrażenia nakierowania na określone wnioski, choć wiele z nich jest oczywistych ze względu na skalę rosyjskiego okrucieństwa.
Kobiety do karabinów
Wiele spośród rozmówczyń Podobnej chwyciło za broń – niektóre jeszcze przed rozpoczęciem tak zwanej wojny pełnoskalowej (ich historie znalazły się w książce „Dziewczyny ścinają warkocze” z roku 2018). Podobna swoją książką rozmontowuje pewien stereotyp, zgodnie z którym rolą kobiety na polu bitwy może być funkcja sanitariuszki lub łączniczki (tu naturalnie w naszych głowach odżywa wizja powstania).
O ile faktycznie znaczna część bohaterek-narratorek zbioru to medyczki (sanitariuszki lub lekarki, takie jak Łesia, która z chrzest bojowy odbyła w najgorszym możliwym miejscu – pod Bachmutem), o tyle wiele z nich, po inwazji, współdzieli bitewny trud mężczyzn. Waleria podczas ciężkich walk o wieś Bachmutskie, po śmierci dowódcy i jego zastępcy, bierze na swoje barki ciężar dowodzenia kompanią. Udaje jej się utrzymać pozycje.
Najbardziej szokuje jednak historia Jaryny, niszczycielki czołgów. Kobieta z łatwością obsługuje systemy do niszczenia pojazdów opancerzonych, dźwigając blisko dwudziestokilogramowe pociski kalibru 107 mm. Seksistowskie komentarze ucichły zaraz po ukończeniu przez nią szkolenia, gdy na egzaminie uzyskała najlepszy wynik w oddziale. W roku 2022, zanim została ciężko ranna w kolano, uszkodziła bądź zniszczyła kilka czołgów wroga. Po roku rekonwalescencji wróciła na front. Jak tłumaczy, jej jedyną „słabością” jest syn. Niektórzy mężczyźni zarzucają jej, że go porzuciła. „To znaczy, że oni są obrońcami, a ja mam być jakąś narodową berehynią?” – pyta retorycznie.
Wątek trudów łączenia macierzyństwa ze służbą powraca u Podobnej w różnych kontekstach. Ołeksandra, zastępczyni dowódcy oddziału Sił Operacji Specjalnych, niejako w opozycji do tego, co twierdzi i udowadnia Jaryna, mówi, że żołnierki, które musiały zostawić dzieci dziadkom i ciągle niepokoją się o swoich partnerów na innych odcinkach frontu, „nie mogły sensownie pogodzić obowiązków zawodowych z tymi matczynymi” [s. 133].
Oznaczenia na broni przeciwpancernej Jaryny – czyli tak zwane kill markings – z pewnością zaskoczyłyby też Oksanę. Sanitariuszka, w cywilu profesorka ekonomii, stwierdza: „nie będzie to popularne stwierdzenie, ale moim zdaniem kobieta nie może konkurować z mężczyzną podczas wojny. Mężczyźni są silniejsi i fizycznie mogą na wojnie zdziałać więcej, chociaż oczywiście zdarzają się wyjątki” [s. 196]. Jednocześnie zaprzecza, żeby w wojsku spotykała się z jakimikolwiek przejawami dyskryminacji ze względu na płeć.
Dzięki tym zróżnicowanym opiniom zbiór zyskuje na autentyczności – wybór tekstów udowadnia, że możemy spotykać się z odmiennymi postawami wynikającymi zarówno z ciężaru indywidualnych doświadczeń wojennych, jak i rozmaitych czynników społeczno-kulturowych. Nie ma jednej modelowej kobiety na froncie, jest ich wiele – w 2022 roku trzydzieści tysięcy, z czego pięć tysięcy służyło na pierwszej linii. W roku 2025 w szeregach armii było już siedemdziesiąt tysięcy żołnierek, choć ich liczba na froncie utrzymywała się na podobnym poziomie. Należy przy tym pamiętać, że w pierwszym szeregu służą wyłącznie ochotniczki.
Walka nie tylko na froncie
W cieniu zaciętych bojów w transzejach, brawurowych obron ostrzeliwanych przez artylerię umocnień i wściekłych kontrataków z wykorzystaniem dronów FPV, toczą się walki cywilne. Iryna, lekarka internistka z Buczy, po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji wzięła na swoje barki ciężar opieki medycznej nad ludnością okupowanego miasta, łącznie z przyjmowaniem porodów, podczas których instruuje ją telefonicznie ginekolog.
Kolejna bohaterka o tym samym imieniu, konduktorka z ponad trzydziestoletnim stażem pracy, po 24 lutego 2022 roku nadzoruje transporty ewakuacyjne z Kijowa w głąb kraju. Zdaje sobie sprawę, że tylko ona jest w stanie zapanować nad chaosem podsycanym przez panikę i zadbać o bezpieczeństwo słabszych i starszych.
Jewhenija Wirłycz jest redaktorką lokalnego chersońskiego portalu miejskiego. Podczas okupacji, gdy nowe władze nasilają represje względem cywili i polują na opozycję, wraz z mężem ukrywa ich w mieście. Prowadzona dalej witryna stanowi jedno z nielicznych rzetelnych źródeł wiedzy dla Ukraińców. Jest też Tamara, która pracuje w branży funeralnej. Gdy nie można wyprawiać pogrzebów, pomaga mieszkańcom chować przedwcześnie zmarłych bliskich w ogródkach. Wszystkie opisane działania podtrzymują integralność narodu wobec zagrożenia utraty autonomii.
Opowieści bohaterek zaczynają się podobnie. 24 lutego budzi je telefon od partnera, członka albo też sąsiad dzwoniący do drzwi. Szok szybko ustępuje mobilizacji i poczuciu obowiązku, który wymaga od nich wykonywania swoich zadań tak dobrze, jak tylko jest to możliwe. Wspólny jest lęk o bliskich, rzadziej o swoje życie, choć niektóre z bohaterek doświadczyły bestialstwa wojny na własnej skórze – i to w sensie jak najbardziej dosłownym. Anastasija, lekarka epidemiolożka z Mariupola, spędziła w niewoli pół roku. Była bita, głodzona, poniżana. Wiktoria została ciężko ranna i poparzona w ataku rakietowym. „Tego dnia, czternastego lipca dwa tysiące dwudziestego drugiego roku, klęczałam naprzeciw cerkwi w centrum Winnicy i płonęłam” [s. 122] – wyznaje. – „Płonęło wszystko: moja odzież, ja, trawa i kwiaty w Domu Oficerskim”.
W obronie żyć nieludzkich
Ważnym tematem pojawiającym się w opowieściach rozmówczyń Podobnej jest wpływ wojny na naturę i istoty nieludzkie. W najmniejszym stopniu – niestety – nie zaskakują fragmenty opisujące przeorane przez pociski pola i lasy, zabite w ostrzałach lub pozostawione na śmierć głodową zwierzęta. Ten ponury obraz rozświetla jednak zaangażowanie wolontariuszy i wolontariuszek gotowych ryzykować życiem dla ratowania zwierząt. Niestety często są to historie bez happy endu. Cudem uratowany z opuszczonego mieszkania pies rasy cane corso znajduje nowy dom po to, by niebawem umrzeć na atak serca. Nawet akcje zakończone porażką mają jednak duże znaczenie – są zwycięstwem empatii nad obojętnością czy ślepą żądzą destrukcji. Pomaganie zwierzętom pełni często funkcję terapeutyczną, pozwala poczuć realny wpływ na płonący dookoła świat. Dlatego właśnie Jewhenia wspomina: „wolontariat potrzebny jest nie tylko tym, którzy pomoc otrzymują, ale także temu, kto jej udziela” [s. 286].
Wkrótce po lutowej inwazji Natalia stwierdza – nieco kontrowersyjnie, ale nie można odmówić jej racji – że jest wiele osób, które pomagają innym ludziom, ale o wiele mniej tych, które koncentrują się na dzikich zwierzętach. Dlatego łączy siły z inną organizacją i zakłada Centrum Ratunkowe dla Dzikich Zwierząt Natalii Popowej i UAnimals.
Natalia wraz z wolontariuszami lokalizuje, zabezpiecza, a potem szuka domu dla strusi, jenotów, lisów, alpak, saren, niedźwiedzi, tygrysów czy wiewiórek. Około dwustu uratowanych przez nią zwierząt trafiło do poznańskiego ZOO. Natalia ma wielki szacunek do Sił Zbrojnych Ukrainy. Wyznaje, że bohaterstwo żołnierzy objawia się także w ich stosunku do istot innych gatunków. „Gdy Rosja niszczy wszystko, co żywe, nasi żołnierze gotowi są ryzykować życie, by ratować zwierzęta” [s. 275] – mówi. Wolontariuszka zwraca uwagę na pewien paradoks: dla niezliczonych zwierząt hodowanych w uwłaczających warunkach, w klatkach dwa na trzy metry, konflikt okazał się szansą na ratunek. Te, które przeżyją, mogą znaleźć schronienie w bezpiecznej części Europy.
Przekładanie traumy
Katarzyna Gach, autorka przekładu, pisze, że praca nad tłumaczeniem była zadaniem bardzo wymagającym, obciążającym jej psychikę. Jednak dzięki jej zaangażowaniu otrzymaliśmy dwadzieścia pięć napisanych żywym, naturalnym (a nie literackim) językiem – z uwzględnieniem idiolektów i nacechowania emocjonalnego wypowiedzi – historii. Poszerzają one naszą percepcję wojny w Ukrainie o osobne doświadczenia kobiet.
To doświadczenia niejednorodne, a jednocześnie wspólne w najbardziej fundamentalnym ludzkim wymiarze. „Jej wojna” jest jednocześnie literaturą tyrtejską, czyli z gatunku „ku pokrzepieniu serc” – wszystkie bohaterki Podobnej są odważne, nie przeczytamy o zwątpieniu, rezygnacji, a już na pewno nie o tchórzostwie. Czy nie takich właśnie opowieści potrzeba napadniętemu krajowi – i jego sąsiadom – w kolejnym roku wojny?
Przypis:
[1] Berehynia, brzeginka, brzeginia – słowiański żeński demon wodny.
Książka:
Jewhenija Podobna, „Jej wojna”, tłum. Katarzyna Gach, wyd. Pogranicze, Sejny 2025.