PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > KAZIMIEROWSKA: Kult tłumów...

KAZIMIEROWSKA: Kult tłumów i samotność jednostki. O Ameryce przed 11 września, czyli „Mao II” Dona DeLillo

Katarzyna Kazimierowska

Kult tłumów i samotność jednostki. O Ameryce przed 11 września, czyli „Mao II” Dona DeLillo

W tej książce jest wszystko, z czym dziś nie możemy się uporać: samotność i wyobcowanie mieszkańca wielkiego miasta, niebezpieczne poczucie bezpieczeństwa w kulcie bezosobowego tłumu i rzecz o terroryzmie, który odbiera tożsamość.

Czy książki niosą w sobie moc ocalenia? Czy dają przestrogi?

Czytając DeLillo, wydaje mi się, że tak; nawet więcej, że książki mogą przepowiadać przyszłość – boleśnie trafnie. Autor „Mao II” staje się prorokiem we własnym kraju, szkoda że przekonujemy się o tym poniewczasie. Wydana pierwotnie w 1991 roku książka pokazuje Amerykę, która nieuchronnie zmierza w stronę pamiętnego 11 września.

Świat przedstawiony poznajemy poprzez cztery osoby: ofiarę sekty Moona, maniaka katalogowania, słynnego autora w kryzysie twórczości i fotografkę zajmującą się uwiecznianiem pisarzy. Każdy z nich opowiada własną historię i dodaje własny element puzzla do ponurej całości – opowieści o świecie końca XX wieku.

Mamy tu dwudziestolatkę Karen, siłą wyrwaną z magicznego kręgu sekty miłości, która za pomocą setek tysięcy mieszanych małżeństw zmienia zagubionych ludzi w posłuszną jednemu głosowi masę. Karen wierzy w kult zbawczej jednostki, nowego Chrystusa na ziemi o mocy układania życia w logiczną układankę, która choć niedoskonała, jest lepsza od chaosu indywidualnych wyborów, bo nadaje życiu sens i cel. Karen z sekty Moon trafia do domu ukrywającego się przed światem pisarza, gdzie porządkuje jego życie. Gdy pisarz znika, znika jednocześnie sens jej pracy, a nowej układanki nie ma kto dla niej rozpocząć.

Trzydziestoletni Scott również poświęcił lata swojego życia, by służyć pisarzowi. Z oddaniem dba o jego dom, z uporem godnym lepszej sprawy porządkuje papiery, dokumenty, listy od czytelników, tworzy katalogi rzeczy, listy spraw do załatwienia, mnożąc swoje obowiązki, podporządkowując swoje życie rytmowi dnia pisarza. Jest jednoosobowym wyznawcą kultu jednostki, która swego czasu porwała tłumy słowem, a jednocześnie swoim oddaniem i nieustannie czuwającą obecnością nieświadomie więzi pisarza w rutynie przyjętych rytuałów. Zniknięcie pisarza powoduje pustkę, którą zapełnić można jedynie tworzeniem kolejnych katalogów i list, w nadziei, że sens życia powróci, gdy kapryśny autor ponownie stanie w drzwiach.

Fotografka Britt pojawia się w życiu tej trójki na chwilę, by na dobre, choć niezauważalnie, zburzyć wyznaczony od lat porządek oddechów i ruchów ciała. Britt bez reszty poświęca się projektowi życia – fotografuje tylko pisarzy. Niczym badaczka ludzkiego gatunku skazanego na naturalne wyginięcie, podąża za twórcami słowa, by utrwalić ich oblicza na nieznane kiedyś. Praca traci sens gdy trafia na pisarza, który pogrążony od lat w niemocy skończenia książki, pokazuje poniekąd koniec jej wysiłków. Bo jeśli ktoś, kto władał rzędem dusz za pomocą słowa pisanego, nagle nie jest w stanie wydobyć z siebie zdania, to stawia pod znakiem zapytania misję pisania w ogóle. Pisarz, który rezygnuje ze słowa, rezygnuje z odpowiedzialności za świat. Co wówczas stanie się ze światem?

Wreszcie pisarz, Bill, od dwudziestu lat zamknięty w przestrzeni domu na odludziu, otoczony stosami papieru i dwojgiem pilnujących każdy jego ruch ludzi, dla którego niemoc tworzenia i jednocześnie twórcze wyniszczanie swojego, trwającego w tej niemocy ciała, staje się sensem życia. Gdy trafia się okazja, niczym uciekinier, porzuca bezpieczną przystań by pośrednio zaistnieć w życiu innego pisarza, ofiary terroryzmu. Nie mając nic do powiedzenia światu, postanawia pomóc komuś, kogo słowa mają szansę zostać usłyszane.

To trudna książka. Nie daje ukojenia. Zamiast tego pokazuje jednostki, które w poszukiwaniu sensu z radością rezygnują z własnej tożsamości na rzecz kultu jednostki. Pozwalają się multiplikować według jednego wzoru by poczuć przynależność do mas. Pokazuje siłę terroryzmu, który na tych jednostkach rośnie w siłę. A w tym wszystkim ogromny brak mądrych ludzi, którzy słowem byliby w stanie porwać jednostki na jasną stronę mocy. Spiżowy pomnik pisarza upadł. Świat nieuchronnie zmierza do swojego epilogu, który DeLillo ujął w doskonałej puencie „Spadając”. Majaczące w „Mao II”, ponure ciemne wieże WTC, w „Spadając” są już tylko cieniem, wspomnieniem, ale ich zniknięcie nic w nas nie zmieni. Nakręci tylko spiralę przemocy, w której nie liczą się ani tłumy ani jednostki, tylko dzieci, przyszłość narodów, trzymające broń. Tę historię oglądamy dziś codziennie. I nic nam po niej. Pozostaje po tym zdanie, jedyne warte zapamiętania, zadziwiająco mądre w swoim absurdzie: zmierz głowę przed złożeniem zamówienia. Tylko tyle, odpowiedzi brak.

* Katarzyna Kazimierowska, redaktorka kwartalnika „Res Publica Nowa”. Stale współpracuje z „Kulturą Liberalną”.

„Kultura Liberalna” nr 76 (25/2010) z 22 czerwca 2010 r.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 76

(25/2010)
22 czerwca 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj