Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > JĘDRZEJCZAK: Warszawskie kawiarnie...

JĘDRZEJCZAK: Warszawskie kawiarnie (część I)

Helena Anna Jędrzejczak

Warszawskie kawiarnie (część I)

Mało chyba było w historii – tak polskiej, jak powszechnej – epok tak nieodległych czasowo i tak oddalonych mentalnie jak dwudziestolecie i PRL. Ponieważ ze względu na nieodległość czasową łączyli je ludzie, mimo zupełnej zmiany sytuacji część zachowań, przyzwyczajeń, sposobów spędzania czasu – pozostała. I pozostały kawiarnie. Nie te same – to prawda, Ziemiańska, Picador czy IPS odeszły bezpowrotnie. Ale wciąż w okolicach Traktu Królewskiego. Nie oferujące tego samego – bo rzeczywiście trudno wyobrazić sobie eksport peerelowskich słodyczy do Włoch, jak czyniła Mała Ziemiańska. Ale przecież nie (tylko) dla kawy i ciasteczek przesiadywano tam godzinami. Z niezupełnie tym samym towarzystwem – choć ci, którzy w kawiarniach bywali przed, bywali (częściowo) i po wojnie, w kawiarniane klimaty wprowadzając odrobinę przedwojennego kolorytu.

Dzisiaj wzdłuż tego samego Traktu Królewskiego miejsc, w których pija się kawę, jest tyle, że kawa w papierowym kubku wyniesiona z jednej kawiarni nie zdąży ostygnąć, zanim miniemy kolejną. Próbowałam je policzyć, ale już koło przystanku Foksal skończyły mi się palce. O Placu Trzech Krzyży, dalszej części Nowego Światu, Krakowskim Przedmieściu i okolicach nawet nie wspominam. A jednak, choć teoretycznie tyle sprzyjających temu miejsc, o szczególnym rozkwicie życia intelektualno-artystycznego raczej dziś nie mówimy i z nostalgią wspominamy książki wymyślone i wiersze zapisane na serwetce przy kawiarnianym stoliku. Nie będę pisała o tym, że jest źle, że sic transit gloria mundi, że kawa nie taka i intelektualiści też. Pisanie o współczesności i jej kawiarniach zostawię komuś innemu.

Ja chciałabym „przejść się” kawiarnianym Traktem Królewskim dwudziestolecia i PRL. Zobaczyć, co się zmieniło, a co zostało. Usiąść przy stoliku i posłuchać, o czym rozmawiano – bo przecież nie tylko o tym, że niepodległość odzyskana (wszak to nudziło już Lechonia) albo że brakuje masła (to zapewne nudziło wszystkich). Odbyć „zwyczajną rozmowę z poetą z prawem podania ręki” (już za 50 marek, oczywiście Pod Picadorem) albo z ubekiem, którego profesję wszyscy znają (bezpłatnie, acz nie bez konsekwencji, lokal dowolny). Spróbować zapłacić za „kawę i ciasteczka” własnoręcznie namalowanym obrazem (u Albrechta w Małej Ziemiańskiej zapewne z sukcesem) albo chociaż pożyczyć pieniądze od szatniarza (u pana Frania w SPATiF-ie też pewnie z powodzeniem). Podobieństw wiele. Różnic też, ale nie dyskwalifikujących – to nadal kawiarnie, nadal szczególne sposoby interakcji, nadal bywanie i Simmlowska w swym charakterze towarzyskość, realizująca się przy kawiarnianym stoliku właśnie.

Spacer to nader przyjemny i pouczający. Obfitujący w historyjki do opowiadania nie tylko przy kawie. Skłaniający do zadumy i ponownej (lub pierwszej) lektury tego wszystkiego, co kawiarniani bywalcy napisali. Można oczywiście „przejść się” samemu – „przewodników” w postaci wspomnień, pamiętników, wywiadów, fragmentów książek i artykułów nie brakuje. Każdy z osobna jest co najmniej ciekawy. Razem z nimi spacerowanie jest po prostu fascynujące. Pokazują świat, który już przeminął, i relacje między ludźmi i miejscami, których też już zazwyczaj nie ma. Przedwojenną nieustającą migrację z lokalu do lokalu i powojenne przywiązanie do swojego stolika i krzesła przy nim stojącego. Anegdotki, dykteryjki, opowiastki. I zupełnie poważne rozmowy o kondycji i losach ojczyzny, sztuki, literatury. Odległości między lokalami były, jak pisałam, niewielkie. Czasu – też nie tak dużo, w sumie przecież tylko kilkadziesiąt lat. Można by o nich napisać wielotomowe dzieło. Można też „wspomnienia z intelektualnego spaceru”. To właśnie zrobiłam. I chętnie się nimi podzielę za tydzień, dwa, trzy i cztery.

* Helena Anna Jędrzejczak, historyk idei, socjolożka, doktorantka w ISNS UW. Pracuje w Centrum Nauki Kopernik, współpracuje z Instytutem Obywatelskim. Przygotowuje rozprawę doktorską na temat relacji między teologią a kwestiami społeczno-politycznymi w pismach Dietricha Bonhoeffera.

„Kultura Liberalna” nr 97 (47/2010) z 16 listopada 2010 r.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 97

(47/2010)
16 listopada 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj