Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Czytając > LAM: Majakowski i...

LAM: Majakowski i upadek rewolucji ducha. O książce Bengta Jangfeldta

Andrzej Lam

Majakowski i upadek rewolucji ducha. O książce Bengta Jangfeldta


Z jakiego powodu może dziś intrygować Majakowski? Trudno sobie wyobrazić, aby jego poezja była obecnie czytana dla jej ideowego przesłania. Zbyt daleko odeszły w przeszłość dylematy, które podejmował i próbował rozstrzygać w swoich wierszach i groteskach scenicznych, jakkolwiek byłyby te zmagania dramatyczne czy nawet – wobec samobójczej śmierci poety – tragiczne. A jednak zaskakuje ona nadal świeżością wyrazu, zderzaniem ze sobą różnych rejestrów mowy, od ostrych wulgaryzmów i dosadnych idiomów języka potocznego, przez wysoki patos retoryki rewolucyjnej, po olśniewające spiętrzenia metafor na najwyższych piętrach poetyckiego kunsztu. Te rejestry przenikają się wzajemnie i oświetlają, a biorąca się stąd wieloznaczność żadnemu z nich nie pozwala osiągnąć przewagi. Nawet najwznioślejsze uniesienia retoryczne nie odrywają się od ziemi: falsyfikuje je od dołu trzeźwy zmysł realności, od góry – wynalazczość znaczeniowa, która powściąga każdy hasłowy patos, zanim zdąży zamienić się w banał i wytarty frazes. Ruchliwość skojarzeń, treściowych i formalnych, wręcz ekwilibrystyka słowna, znajduje się na antypodach takiej generowanej przez rewolucję poetyki, która od razu zastyga w brąz. To nie było opiewanie rewolucji, ale wywołana społecznym wrzeniem rewolucja języka. Gdybyśmy chcieli szukać w Polsce porównywalnego zjawiska, lokowałoby się ono w przestrzeni między tym, co uczynili dla polskiego języka literackiego, a wtórnie dla języka w ogóle, starszy od Majakowskiego (choć nie debiutem) Witkacy i młodszy od niego Gałczyński (niezależnie od odmienności tworzywa).

Historyczność przesłania Majakowskiego nie znaczy, że przestała intrygować obecna w jego poezji sprzeczność między wysoko postawionym ideałem a skrzekiem rzeczywistości; jest ona antropologiczna, niezależna od czasu i okoliczności, podobnie jak ciągle nowe wcielenia przybierają sytuacje, w jakich demagogia na równi z ideą staje się dla miernot drogą do władzy, głupota pożądaną przez nie usługą, a oportunizm sposobem na życie najbardziej nawet wyrafinowanych umysłów. Problematyka umieszczona właśnie w tym polu skłoniła szwedzkiego slawistę Bengta Jangfeldta do napisania monografii Majakowskiego, pierwszej w tej skali – jakkolwiek może się to wydawać dziwne – w rusycystyce światowej. Nadał jej mocny podtytuł „Stawką było życie” – na znak, że sprawa, o którą chodziło, była naprawdę ważna.

Majakowski: projekt życia a projekt rewolucji

Dysponując prawie wszystkimi (bo część jest ciągle zastrzeżona) zachowanymi materiałami, w tym niepublikowanymi i pochodzącymi z własnego archiwum, Jangfeldt pewną ręką uczonego i ze swobodą biegłego narratora osadza Majakowskiego w jego środowisku rodzinnym i towarzyskim, zarazem zaś rysuje tło literackie i polityczne, bez którego głębsze rozumienie tej poezji nie byłoby możliwe. Twórczość Majakowskiego w takim stopniu jest zapisem jego egzystencji, że na niewiele zdałoby się określenie charakteru tej monografii konwencjonalną formułą „życie i dzieło”. Tworzył wiersze (a tym samym siebie samego) z materiału każdej chwili, każdego stanu umysłu, przeżycia i nastroju, zarówno z zajść o znaczeniu historycznym, jak ze swoich nieobliczalnych miłości: kobiety w jego życiu to sprawa osobna i odpowiednio też w książce uhonorowana. Nade wszystko jednak żmudnie wykuwał rolę poety, który miał nadać artystyczny wymiar dziejowemu kataklizmowi rewolucji. Pod tym względem nie był wyjątkiem: w całej światowej awangardzie błąka się romantyczne marzenie o twórczości, która staje się nie zwierciadłem czy epifenomenem, ale projektem życia jednostkowego i zbiorowego w każdym możliwym (i niemożliwym) zakresie.

To utopijne marzenie wyglądało tak: po rewolucji społecznej wraz z jej nieuniknionym brutalizmem nastąpi za sprawą sztuki „rewolucja ducha”, będąca wynikiem swobodnego rozwoju twórczych jednostek w imię tak niezwykłych możliwości człowieka, że wręcz trudno było je sobie wyobrazić – miały być wektorem, a nie stanem. W miarę upływu czasu Majakowski z coraz większą determinacją bronił artystycznej autonomii, stale narażonej przez zaprzęganie sztuki do zadań propagandowych, rozumianych w taki sposób, że kiedy je podejmowała, niszczyła samą siebie. W okresie futuryzmu przedrewolucyjnego znosił łatwe do przeżycia cięgi ze strony „smaku powszechnego”, potem, w dobie Lewego Frontu Sztuki, który był ruchem artystów zaangażowanych, ale strzegących swojej autonomii, musiał odpierać polityczne ataki pisarzy nazywających się proletariackimi. Przychodziło mu to coraz trudniej w miarę, jak względnie liberalna polityka Łunaczarskiego ustępowała miejsca rządom topornych funkcjonariuszy, a państwowe stawało się wszystko i nie było już dokąd uciec.

Tragedia radzieckiej awangardy

Realny dylemat sztuki awangardowej polegał na tym, że do jej rozumienia potrzebny był szeroki horyzont kulturalny, a zatem i erudycyjny, z którego artyści swobodnie korzystali w twórczości i uzasadnieniach teoretycznych. Mieli nadzieję, że znaczenie ich sztuki będzie się odsłaniało stopniowo, wypadało im zaś stanąć wobec publiczności niemającej o niej pojęcia i zarazem pewnej swojej przewagi „klasowej”. Nazwałem to kiedyś tragedią awangardy. Łatwo było ten stan wykorzystać do demagogicznych ataków: skoro sztuka jest elitarna i osobliwie tajemnicza, to tym samym „burżuazyjna”. Zaś sam wódz rewolucji reagował przychylnie tylko na takie futurystyczne wiersze, które przyczyniały się do załatwienia jakiejś bieżącej sprawy: „Nie należę do wielbicieli jego talentu poetyckiego – powiedział o Majakowskim po ogłoszeniu wiersza »Posiedzeniarze« (1922) – chociaż w pełni przyznaję swój brak kompetencji w tej dziedzinie. Dawno jednak nie odczuwałem takiej satysfakcji z politycznego i administracyjnego punktu widzenia”. Jakikolwiek komentarz tylko by zepsuł wymowę tego niezwykłego oświadczenia.

Dwa przytoczone przez Jangfeldta epizody uprzytomniają czytelnikowi rozterki Majakowskiego, z jakimi nie umiał już sobie poradzić. Podczas wizyty w Swierdłowsku w 1928 roku napisał wiersz o tym, jak udał się na poszukiwanie miejsca, gdzie została rozstrzelana carska rodzina: widać ślady wilczych brzuchów, chmury płyną jak flagi, w nich wrony wykrzykują swoje łgarstwa, a konkluzją obrazu jest zdanie: „komunista, człowiek, nie może łaknąć krwi”. Drugi epizod jest protokolarnym zapisem spotkania z młodzieżą w kwietniu 1930 roku (pięć dni przed samobójstwem), kiedy Majakowski został w bezceremonialny sposób wyszydzony. Próba nawiązania kontaktu z publicznością mówi wszystko o jego bezradnej goryczy, zapewne tym większej, że parę dni wcześniej została na polecenie władz wycięta z całego nakładu pewnego czasopisma pierwsza strona, na której widniało jego wielkie zdjęcie i życzenia z okazji dwudziestolecia pracy artystycznej. Było już jasne, że z „rewolucji ducha” nic nie będzie: wbrew przestrogom poety zewsząd spoglądały zimne popiersia wodza rewolucji i zaczynał się nowy terror. Majakowski nie mógł nie zadać sobie pytania, czy właściwszego wyboru dokonał on, czy jego przyjaciel Borys Pasternak i może czuł na sobie jego wzrok. Stosunki z kobietami też się nie układały, a Lili i Osip Brikowie, którym zawsze się dotychczas udawało odwieść go od samobójstwa, tym razem nie wrócili na czas z zagranicy.

Wraz z wcześniej wydaną książką Marci Shore „Kawior i popiół”, monografia Jangfeldta przekonuje, że dylematy pisarzy zaangażowanych w XX-wieczne rewolucje najlepiej potrafią opisywać slawiści patrzący z zewnątrz, którzy nie żałują trudu, aby minione stulecie od nowa zrozumieć.

Książka:

Bengt Jangfeldt, „Majakowski. Stawką było życie”, przeł. Wojciech Łygaś, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010.

* Andrzej Lam, historyk i krytyk literatury, tłumacz, emerytowany profesor Uniwersytetu Warszawskiego.

„Kultura Liberalna” nr 109 (6/2011) z 8 lutego 2011 r.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 109

(5/2011)
8 lutego 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj