Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Warszawa Jest Kobietą]:...

[Warszawa Jest Kobietą]: „R.E.S.P.E.C.T!”

Katarzyna Kazimierowska

Z brzucha Warszawy, z piersi Syrenki – wychodząc z własnego pokoju. W tej opowieści są trzy bohaterki, wszystkie są mieszkankami stolicy.

Ta pierwsza mieszka na Pradze Północ i czas dzieli między solarium, gdzie wpada dwa razy w tygodniu, salon sukien ślubnych, gdzie pracuje, oraz ogród Pałacyku Konopackiego, gdzie czasem wieczorami umawia się z chłopkami na wino. W sąsiedzkiej ankiecie, w jakiej wzięła udział, powiedziała, że gdyby wyremontować Pałacyk, to ona najchętniej widziałaby w nim pralnię, taką jak z teledysku J Lo: pralnię publiczną, w której dziewczyny mogłyby prać swoje rzeczy, spotykać się i plotkować. I żeby przy niej był plac zabaw, na którym mogłyby się bawić dzieciaki. – Zawsze to lepiej trzymać je na oku – dodała, zwłaszcza, że sama się nimi zajmuje, odkąd ukochany zniknął po zrobieniu drugiego.

Druga bohaterka trafiła na Pragę z miłości. Co prawda miłość odeszła, ale sympatia do miejsca pozostała. Bohaterka spędza więc czas na pisaniu tekstów o mieście, pracy, której starczyłoby na trzy etaty, oraz ratowaniu praskich zabytków. Jej doba jest profesjonalnie podzielona między pracę, spanie i myślenie o kolejnym projekcie; nie ma czasu na sen, na seks tym bardziej. Czasami gubi się w ilości wypitego wieczorem wina. Zrobiła ankietę sąsiedzką i tak poznała tę pierwszą. Wyniki ankiety zaniesie do biura prezydent Warszawy, a dla miejskiego biura kultury przygotuje projekt rewitalizacji społecznej pałacyku Konopackiego oraz swej części dzielnicy.

Ta trzecia jest prezydentem Warszawy. Choć niewiele wiemy o jej życiu prywatnym, jest symbolem realizacji marzeń, które po trochu podzielają pierwsza i druga bohaterka; utożsamia pożądane przez nie cechy. Jest silna, niezależna, ma władzę i pewność siebie. Ma kasę, męża, dzieci i karierę.

Jest silna, pewna siebie, niezależna i spełniona – nie znam warszawianki, która by taka nie chciała być. Każda z kobiet, które spotykam w stolicy i których rozmowy podsłuchuję – i te służbowe przy kawie, i te prywatne przy lampce wina czy wódce z tonikiem – każda o tym mówi lub sygnalizuje to językiem ciała. Pewnie w swoim zachowaniu, dążeniach i marzeniach nie różni się specjalnie od mieszkanki Paryża, Nowego Jorku, Krakowa czy Kielc. Marzy o tych samych co one cechach, tylko cele końcowe mogą być inne, tak jak środki, którymi będzie chciała je zrealizować.

A jednak jest warszawianką, mieszkanką stolicy: wszystkie oczy na nią. Musi brylować obyciem, sprytem lub też niewymuszonym luzem przed mieszkankami innych miast, nudną rodziną z Kielc i aspirującą kuzynką z Trójmiasta. To jej miasto najczęściej pokazują w telewizji, to ona jest na świeczniku. Nawet jak ma wszystko gdzieś i chodzi w klapkach i odrostach na głowie po ulicy Małej na Pradze, to w końcu jakiś filmowiec przyjdzie i zrobi „Rezerwat”. Nie ma lekko, cały czas przed kamerami.

Marzy mi się projekt: niech ktoś nałoży na siebie zdjęcia warszawianek w każdym wieku, z każdej dzielnicy, każdej profesji i każdej urody. Gdy znikną intymne szczegóły każdej z nich, a zostaną cechy charakterystyczne, okaże się, że warszawianka wcale nie jest taka wysoka jak w filmach, ma ciemniejszą, niż myśleliśmy karnację (pamiętajmy o warszawiankach – cudzoziemkach), raczej ciemne niż blond włosy, chodzi raczej na płaskim niż na obcasie, ma raczej zmęczone, choć błyszczące oczy, i lekko garbi się przez ciężką torbę. Ma brzuszek i cellulit, jej kobiecość, jej wady i atrybuty są nie do ukrycia, nieważne, ile karnetów na siłownię nosi w torebce i ile diet wypróbowała w tym roku. Jest starsza, niż mówi. I bardzo zmęczona.

Bohaterka pierwsza i druga patrzą na tę trzecią. Każda jej czegoś zazdrości. Bohaterka trzecia nie patrzy na pierwszą i drugą – patrzy na mężczyzn, bo wokół niej jest niewiele kobiet. Wbrew pozorom, niczym się od siebie nie różnią, a na styku: mieszkanka – aktywistka – polityczka mogą stworzyć nierozerwalny związek oparty na solidarności i wzajemnym szacunku kobiet.

Małgorzata Bocheńska, podczas jednego z salonowych spotkań na Saskiej Kępie, powiedziała: nie miłość, nie pokój, ale szacunek – respect, jak w piosence Arethy Franklin – to najważniejsze słowo świata.

RESPECT – jeśli będziemy miały go dla siebie, znajdziemy go też dla innych kobiet; jeśli znajdziemy go dla innych, może świat znajdzie go dla nas. Tego bym sobie życzyła – działania na styku: mieszkanka Pragi – aktywistka – polityczka, działania na styku prywatne – lokalne – publiczne. Otwieram dyskusję kobiet o kobietach i dla kobiet, o tym, co prywatne, publiczne, intymne i na pokaz, wulgarne, śmiałe, o tym, o czym się nie mówi, a powinno. Starania kobiet o własny pokój trwały długo: dziś własny pokój stał się normą i zdążyłyśmy się w nim umościć. Teraz czas z niego wyjść i głośno opowiedzieć o tym, co do tej pory zapisywałyśmy w pamiętniczkach.

Otwieram dyskusję, oddaję głos warszawiankom.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 110

(6/2011)
14 lutego 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj