Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > ŚRODA [Wyszehrad Plus]...

ŚRODA [Wyszehrad Plus] BARAN: „Boże, zbaw Węgrów”?

Magdalena M. Baran

„Boże, zbaw Węgrów”?

Tytułowe słowa, pochodzące z węgierskiego hymnu narodowego pojawiają się tu nie bez kozery. Po zamieszaniu, jakie w styczniu wywołał kształt nowej ustawy medialnej, mieliśmy miesiące względnej ciszy. Owszem, na początku węgierskiej prezydencji, gdy przez pół Europy przetaczała się dyskusja o jej kiepskim starcie, o wspomnianej ustawie, o masowej wymianie administracji państwowej na „jedynie słusznej partii wierną”, media kreśliły coraz to czarniejsze scenariusze. Domniemane fiasko jednego z krajów Wyszehradu budziło u nas obawy, jak to będziemy musieli wejść w ich buty, a następnie po machających szabelką, skrajnie wręcz prawicowych Węgrach w Europie posprzątać. Dziś, na półmetku ich przewodnictwa w UE, głosy te umilkły. Nie słychać nawet nieśmiałych podsumowań. Ba, w ostatnich trzech miesiącach Stary Kontynent nie zachwiał się w posadach, nie stracił nic ze swego rozpędu – rozwija się, jak rozwijać się powinien.

Jeśli ktoś wypowiada się o sukcesach kraju, to najczęściej prezydent Pál Schmitt albo minister spraw zagranicznych. Jeśli chcielibyśmy mierzyć prezydencję jego słowami, to rzeczywiście Węgrzy nie mają sobie nic do zarzucenia. Są bowiem sprawnym członkiem europejskiego zespołu (pracują bowiem nad zaprezentowanymi wcześniej priorytetami takimi jak: zróżnicowanie źródeł energii, rozwój ekonomiczny, reforma Wspólnej Polityki Rolnej, rozszerzenie Unii o kraje bałkańskie). Z drugiej strony kraj ten realizuje własne założenia, inicjując działania w istotnych dla swego regionu kierunkach. Przykładem mocno promowana przez Węgrów strategia rozwoju Dunaju, pokazująca iż szansą Europy jest również lepsza współpraca w ramach poszczególnych jej regionów, promowanie odrębności etnicznej i kulturowej jako wartości europejskiej czy wreszcie strategia na rzecz integracji Romów. Jak podkreślał niedawno szef węgierskiej dyplomacji Janos Martonyi, tym samym realizuje się podstawowe hasło prezydencji mówiące o „Silnej Europie”.

Węgierskie przewodnictwo zdaje się zatem toczyć własną drogą, swą stabilnością odwracając po części uwagę od wydarzeń wewnątrz kraju. Wysłuchawszy zarzutów dotyczących prawa medialnego, Węgrzy po cichu znowelizowali kontrowersyjną ustawę i zabrali się za dalsze, może i bardziej niebezpieczne, majstrowanie przy swojej demokracji. W drugim rzucie zmiany czekają system zdrowia, oświatę, mocno podupadłą gospodarkę czy wreszcie (prawie jak u nas) system emerytalny. Na początku owej kolejki czeka jednak konstytucja.

Tu zaś, jak na półmetek prezydencji, niemało kontrowersji. „iPadowa konstytucja” (napisana bowiem głównie na tablecie jednego ze swych twórców, Józefa Szájera) ma iść znacznie dalej niż dotychczasowe, przyjęte od początku rządów obecnej ekipy zmiany, ograniczające między innymi uprawnienia Trybunału Konstytucyjnego. Jasne, ustawa zasadnicza wymaga korekt, uspójnień czy nawet napisania od nowa (Węgry są bowiem jedynym krajem bloku postsowieckiego, który po upadku muru berlińskiego nie pokusił się o nową konstytucję, a tylko poczynił wiele zmian w starej, uchwalonej jeszcze w sierpniu 1949 roku). Pytanie jednak jak daleko powinna iść nowa ustawa zasadnicza naszych Wyszehradzkich sąsiadów by uczynić Węgry krajem otwartym na wyzwania nowoczesności, otwartym na potrzeby, wyznawane wartości i sumienia własnych obywateli. Wszystkich obywateli. I tu pułapka. Fidesz proponuje bowiem konstytucję na wskroś konserwatywną, zasadzającą się na twardych wartościach (vide chroniona prawem rodzina, oparta na małżeństwie mężczyzny i kobiety, rozumiana jako „podstawa przetrwania narodu”. Brnąc w ideologię i absurd: kobieta-matka otrzymuje dodatkowy głos wyborczy).

Konstytucja ta ma też czerpać z dziedzictwa historycznego wielkich Węgier. A jak wiemy co, jak co, ale owo dziedzictwo Węgrzy ukochali ponad wszystko, wyprowadzając z niego nie tylko chwałę i potęgę swego narodu, ale i głębokie poczucie krzywdy i europejskiego wyobcowania. Kontrowersje budzi nawet proponowana zmiana nazwy państwa – z Republiki Węgierskiej na Węgry, co wraz z deklarowanym ponoszeniem przez państwo odpowiedzialności za „przyszłość i rozwój rodaków mieszkających poza granicami” może być traktowane jako (kolejna już) zaczepka w stosunku do Słowacji czy Rumunii. Idąc dalej – proponowana konstytucja nakłada dalsze ograniczenia na Trybunał Konstytucyjny, Bank Narodowy i inne instytucje, powodując tym samym wzmocnienie roli samego rządu i (jak zarzuca opozycja) dając Orbanowi niemal nieograniczoną władzę. Wydawać by się mogło, że oto premier Węgier, niegdyś lider partii wręcz libertariańskiej, stając się gorliwym wyznawcą wartości chrześcijańskich/prawicowych/narodowych/fideszowych/orbanowych (niepotrzebne skreślić) rozpoczyna kolejną odsłonę batalii o „rząd węgierskich dusz”. Referendum w tej sprawie już 25 kwietnia, w rocznicę zeszłorocznych, zwycięskich dla Fideszu wyborów. Aż chce się westchnąć (w tym samym czasie obchodząc Święta Zmartwychwstanie Pańskiego) „Boże, zbaw Węgrów…”. Chyba, że zrobią to sami.

* Magdalena M. Baran – koordynator projektów Instytutu Obywatelskiego, stale współpracuje z Kulturą Liberalną. Przygotowuje rozprawę doktorską z filozofii polityki.

„Kultura Liberalna” nr 116 (13/2011) z 29 marca 2011 r.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 116

(12/2011)
28 marca 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj