Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > MAJEWSKI: Las Ateński

MAJEWSKI: Las Ateński

Paweł Majewski

Las Ateński

Teatry operowe przestają być najważniejszymi miejscami, w których wystawia się i ogląda spektakle operowe. Ich funkcję przejmują stopniowo wnętrza planowane pierwotnie dla innych celów – teatry aktorskie, przestrzenie postindustrialne, hale widowiskowe; zdarzają się nawet inscenizacje w plenerach. Te zmiany wiążą się ze zmianami w odbiorze dzieł operowych. Quasi-sakralny model percepcji opery pochodzący z czasów romantyzmu i modernizmu wychodzi obecnie z użycia. Odmienność proksemiki nie-operowych wnętrz sprzyja rozluźnieniu sztywności zachowań, jaka cechowała staromodną publiczność. Opera w Bayreuth, Opera Paryska czy Covent Garden zaprojektowane były świadomie jako świątynie sztuki. Ludzie, którzy przestępowali ich progi, doświadczali rytuału przejścia – ze sfery codziennego profanum przedostawali się momentalnie do przestrzeni sacrum, a sami stawali się epoptami – obserwatorami i uczestnikami misterium. „Wyjście do opery” w drugiej połowie XIX wieku bywało wprawdzie tylko niedzielną rozrywką bogatego mieszczanina, ale to nie dla niego kreowano estetyczną ideologię, której wyrazem była ikonografia i proksemika budynków operowych.

Religia operowa skończyła się – a przynajmniej przestała być jedyną możliwością – wiele dziesięcioleci temu. Kiedy młody Boulez nawoływał, by „spalić wszystkie opery”, miał na myśli właśnie tę formę kulturową, która sprawiała, że sztuka operowa funkcjonowała jako namiastka liturgii. Dziś, zbliżając się do dziewięćdziesiątki, Boulez dyryguje klasycznym repertuarem na najbardziej szacownych scenach, tych samych, które sześćdziesiąt lat temu chciał brutalnie niszczyć. Ale manifesty jego i jego gniewnych kolegów odniosły skutek. „Opera” jako gatunek muzyczny i „opera” jako budynek użyteczności publicznej przestały być funkcjonalnymi synonimami. Oczywiście przyczyniło się do tego jeszcze parę innych okoliczności. Na przykład fakt, że tak samo rozeszły się już o wiele wcześniej „teatr” i „teatr”. Oraz fakt, że w niektórych sub-kulturach narodowo-muzycznych „sakralność” odbioru nigdy nie przeważyła. Nie przeważyła choćby w Anglii, czego jawnym świadectwem jest unikatowy folklor Promsów.

Skoro zaś wspomniało się o Anglii, to warto zauważyć, że opery dwóch największych kompozytorów tego kraju – Purcella i Brittena – łączy między innymi słaba podatność na świecką estetyczno-mieszczańską sakralizację. Britten pisał „Petera Grimesa” i „Turn of the Screw” już po wtórnej sekularyzacji gatunku. Purcell stworzył „Dydonę i Eneasza” oraz „The Faerie Queen” (lub „The Fairy-Queen”, zależnie od pisowni), zanim gatunek uległ sakralizacji. Stąd też zarówno „Dydona i Eneasz” (chyba jedyna opera z kanonu repertuarowego, która trwa jedną i tylko jedną godzinę), jak i „The Faerie Queen”, feeria queerowych numerów na kanwie „Snu nocy letniej”, szczególnie dobrze nadają się do inscenizacji kameralnych w wypadku tej pierwszej i wywrotowych w wypadku tej drugiej.

W Warszawie wystawiono ostatnio drugą z tych oper w sposób, którego szczególność polega zarówno na wyborze przestrzeni wykonawczej, jak i na potraktowaniu warstwy fabularnej. Wystawiono ją w bibliotece uniwersyteckiej. Funkcję Lasu Ateńskiego – z jego labiryntoidalnym układem, w którym gubią się bohaterowie i w którym ich psychika poddana zostaje zabiegom, jakich Kott nie wahał się przyrównać do psychoanalizy – pełniły w tym spektaklu szafy katalogowe. Bohaterowie błądzili wśród fiszek, czyli wśród znaków wskazujących na zarchiwizowane zapisy kultury. Byli to studenci (zarówno w spektaklu, jak i w rzeczywistości). Zanim wbiegli do „lasu”, czytali książki, siedząc spokojnie przy stolikach, jak przystało młodym użytkownikom biblioteki uczelnianej. Lecz stopniowo od lektury przechodzili do czynów.

Zasada była więc prosta – bajkowa fabuła wyłania się z ekscytującej lektury. Trzeba jednak zauważyć zgrabny układ tworzony przez poziomy świata przedstawionego. Muzyka Purcella zbudowana jest na historii opowiedzianej przez Szekspira na potrzeby sceny aktorskiej – muzyka i opowieść składają się na widowisko „Faerie Queen”. Tu jednak widowisko osadzone zostało na powrót w tekstach, i to jak najdosłowniej, ponieważ działo się wśród nich i z nich brało impuls do rozwoju akcji. Pesymista powie, że to beznadziejne – bo w takiej wizji egzystencja sprowadza się do bezskutecznych prób wyjścia poza labirynty znaków. Optymista będzie jednak twierdził, że umowność konwencji, jakie rządzą tymi znakami i złożonymi z nich systemami kulturowymi, jest uchyloną furtką dającą przejście do świata swobodnej fantazji.

Obaj natomiast mogą cieszyć się – o ile sprawia im to radość – mirażami, jakie powstają w trakcie mieszania się rodzajów sztuk. Purcell wyprowadził Szekspira z teatru do opery, a my weszliśmy do biblioteki, żeby posłuchać śpiewanego tekstu. Lecz kiedy Tadeusz Baird skomponował muzykę do 23. sonetu Szekspira w przekładzie Słomczyńskiego, miraż był jeszcze bardziej fantastyczny. Hiolski śpiewał – „Jak lichy aktor, co stojąc na scenie / zapomniał z trwogi słów do swojej roli, / lub ogarnięte wściekłością stworzenie, / któremu gniew się ruszyć nie pozwoli – / tak ja nie wierząc, bym umiał wysłowić / nadmiar miłości, straciłem już wiarę, / i tonę w uczuć wezbranych powodzi / pod namiętności zbyt wielkim ciężarem. // O, niech więc za mnie mówią księgi moje, / milczący serca mojego posłowie, / które o miłość błaga i nagrodę, / chociaż słowami tego nie wypowie. / Spójrz, co tu ciche serce wypisało, / słuchaj oczyma, to miłości prawo”. Śpiewał więc o tym, że nie może mówić, wskutek czego musi dać swój tekst do przeczytania osobie, na której mu zależy. „Słuchać oczyma”!? Może więc również „czytać uszami”? Problem w sam raz na doktorat. Oczywiście pisany w bibliotece.

Sztuka:

Henry Purcell „The Faerie Queen”

Inscenizacja i reżyseria Przemysław Klonowski, kierownictwo muzyczne Paul Esswood.
Spektakl dyplomowy „Międzyuczelnianych podyplomowych studiów z zakresu reżyserii opery i innych form teatru muzycznego”.

Premiery: 15 i 16 kwietnia 2011 – Kraków, „Florianka”; 17 kwietnia 2011 – Warszawa, Biblioteka UW.

* Paweł Majewski, adiunkt w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, członek redakcji „Kultury Liberalnej”.

„Kultura Liberalna” nr 124 (21/2011) z 24 maja 2011 r.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 124

(20/2011)
24 maja 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj